www.cadblog.pl www.cadglobe.com
stronę najlepiej oglądać z wykorzystaniem Firefox w rozdzielczości min. 1024 x 768 (zalecane 1280 x 1024)
| najnowsze wydanie | w numerze | archiwum | prenumerata |

Blog i czasopismo o tematyce CAD, CAM, CAE,     
systemach wspomagających projektowanie... 
    
 

© Maciej Stanisławski 2009
     
          ul. Pilicka 22, 02-613 Warszawa     
tel./faks: +48 22 4012738, kom.: 0602 336 579     
  maciej@cadblog.pl     
Luty 2012 rok IV 
   

  


  >> Strona główna | Aktualności | CAD blog | Solid Edge blog | SolidWorks blog | CAD Raport | Druk 3DHistoria CAD | W numerze | ArchiwumRedakcja | Linki Download | Forum |

    


 

CADblog.pl
na Facebook
 



numer 2(16) 2011
już wkrótce dostępny

numer 1(15) 2011
HD już dostępny
(więcej informacji
w archiwum)


Wydania archiwalne 2009/2010...


numer 4(14) 2010
HD już dostępny
w archiwum


numer 3(13) 2010
HD już dostępny
w archiwum


numer 2(12) 2010
dostępny
w archiwum


numer 1(11) 2010 dostępny
w archiwum


Wybrane artykuły
z dostępnych wydań:

• Ścieżki
z Synchronous Technology

• Quo vadis
CAD 2D?

• Astroid vs SpaceNavigator
 cz. I

• AR-CAD freeCAD, czyli...

• „Drukowanie” ...nożem? Techniki druku 3D 

W oczekiwaniu na następcę: CATIA V5 R20

„Wielki Brat”
 i CAD



numer 9(10) 2009
już dostępny
w archiwum


numer 8(9) 2009
już dostępny
w archiwum


Wydanie specjalne
numer 7(8) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 6(7) 2009
już dostępny
w archiwum

 



 


Drodzy Czytelnicy! Nawet, jeśli na blogu z pozoru nie dzieje się nic, zawsze można znaleźć coś nowego
w Aktualnościach... Albo prawie zawsze ;)

redakcja


Cytat tygodnia

„(...) Media mogą nas bezkarnie okłamywać w sprawach, które są poza zasięgiem codziennego doświadczenia życiowego większości obywateli. Przeciętny człowiek nie ma kompetencji, aby rozstrzygnąć, czy zgodnie z prawami fizyki samolot o danej konstrukcji, uderzając w brzozę, mógł stracić skrzydło, czy też nie. Natomiast w wypadku leków refundowanych, gdy ludzie chodzą w nerwach od apteki do apteki, od lekarza do lekarza (...) media nie mogą pozwolić sobie na milczenie. Ignorując albo propagandowo tłumiąc taką sprawę, media postawiłyby się w sytuacji tak rażącej niezgodności między codziennym, namacalnym ludzkim doświadczeniem a swoim przekazem, że groziłoby im to utratą wiarygodności...”

Granice kłamstwa – rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem. „Idziemy” nr 5/2012, s. 19

Powyższy cytat można odnieść także do tzw. mediów branżowych. Prawdę o systemach CAD i pochodnych
najłatwiej mogą zweryfikować ich użytkownicy...
(ms)


strona 1 z 7 | >> | > |

1 2 3 4 5 6 7...


Materiał promocyjny

Polscy Klienci Siemens PLM Software
wypowiadają się na temat systemu CAD 3DSolid Edge ST
Oglądaj na YouTube lub pobierz plik *.flv (11  MB)
 


Czwartek, 19.01.2012 r.

Inna skala marzeń
(tylko dla motocyklistów)

Jakiś czas temu obejrzałem z moimi synami jeden z odcinków serialu emitowanego przez Discovery Channel, w którym główną rolę gra niewielka rodzinna firma z USA – Orange County Choppers – popularnie określana skrótem „OCC”. Nawiasem mówiąc, obejrzeliśmy go korzystając z płyty DVD, bowiem od ponad roku telewizja „jako taka” nie przekracza progu naszego domu...

Po płytę sięgnęliśmy z premedytacją: nasze zainteresowania są zbliżone, a swoją motocyklową pasją staram się zainteresować „juniorów” (i chyba odnotowałem na tym polu niewielkie sukcesy). Ad meritum: odcinek przedstawiał budowę choppera, który jako bazę silnikową wykorzystywał napęd od samobieżnej kosiarki „Dixie Chopper” (nomen omen). Cała maszyna miała kojarzyć się z kosiarką do trawy i chyba w pewnym stopniu ten cel udało się zrealizować.

A jednak... oglądając prace fachowców z OCC, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich motocykle to przede wszystkim egzemplarze wystawowe. Innymi słowy – szkoda, że nie jeżdżą tak, jak wyglądają (albo, jak mawia pewien poznany na południu Stanów złośliwiec z Dirty Dave's – one jeżdżą dokładnie tak, jak wyglądają). I że chociaż każdy z nich jest w zasadzie oryginalny i niepowtarzalny (szczególnie jeśli w jego ramie tkwi silnik od kosiarki), to mimo wszystko są one do siebie podobne.

To wnętrze nie przedstawia garażu OCC, tylko wnętrze niewelkiego warsztatu „Motocykli brudnego Dave'a” (w wolnym tłumaczeniu), na południu Texasu, w Edinburgu. To tam właśnie usłyszałem niezbyt pochlebne opinie na temat projektów realizowanych przez OCC... Co ciekawe, obok usytuowane jest muzuem („South Texas Motorcycles Museum”), w którym można natrafić na prawdziwe perełki. Poniżej: unikalny Henderson z rzędowym silnikiem, a także Indian w zaprzęgu – bieżnnik jego opon stanowią litery (!) tworzące napis „no skid”...

  

Oczywiście, gwoli usprawiedliwienia należy dodać, że producenci serialu nastawieni są przede wszystkim na pokazywanie właśnie takich „odjechanych” maszyn, pomijając dziesiątki tych, które zbudowano w celu przemierzania na nich setek mil autostrad. A jednak, gdy porównam to, co oferuje OCC, z produktami podobnych (często chociażby ze względu na rodzinny charakter) firm z Polski – że wymienię tutaj tylko „BT Choppers” czy „Poros Customs”, wydaje mi się, że Polacy nie tylko „nie gęsi” :). Vide kilka zdjęć...
(...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.”

Łk 2, 1-7


Piątek, 23.12.2011 r. (wigilia Wigilii)

Czterdzieści stopni vs CADblog.pl

Z tego pojedynku ciężko było wyjść obronną ręką, zwłaszcza gdy te „czterdzieści stopni” odnosiło się do wskazań termometru włożonego pod pachę najpierw najmłodszego (to w ubiegły poniedziałek), a później średniego „Pana S.” (to początek tego tygodnia). I cóż, systemy CADowskie są tutaj bezradne, pomijając fakt, iż na pewno z ich pomocą zaprojektowano linie technologiczne odpowiadające za produkcję i pakowanie antybiotyków zwalczających dziecięce wirusowe zapalenie płuc. Obronną ręką jednak do końca nie wyszedłem, ale o tym za chwilę...

Te „czterdzieści stopni” to wyraźny sygnał przypominający o tym, że nawet jeśli zaplanujemy sobie coś dokładnie, dopniemy na przysłowiowy „guzik”, a nasze plany będziemy starali się realizować jedynie zapatrzeni we własne siły, to... możliwe będą dwa scenariusze: ten pierwszy mówi o tym, iż wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, będzie pod kontrolą.

Ale przecież zgodnie z prawem Murphy'ego, jeśli coś będzie miało pójść nie tak, jak sobie zaplanowaliśmy, to właśnie tak „pójdzie”.
A jednak Uczeni w Piśmie dobrze zauważają, iż z każdego zła rodzi się jakieś dobro. Mimo palących terminów, musiałem znaleźć czas, by spędzić go razem z dziećmi. A mimo okresu Adwentu, czasu dla najbliższych było niewiele; zaangażowałem się w kilka spraw także poza polem zawodowym, a ponieważ dotyczyły bliskich znajomych, żeby nie powiedzieć – przyjaciół, inne sprawy poszły w odstawkę. Inne? Cóż, CADblog.pl teoretycznie nie mógł poczekać, chociaż z pewnością zauważyli Państwo brak regularności w publikowaniu newsów, o newsletterze nie wspomnę. Poczekać mieli najbliżsi, bo przecież „oni i tak mają mnie na co dzień”.

Owe „czterdzieści stopni” sprawiło, iż wszystko wróciło na swoje miejsce. Rodzina – na pierwszym miejscu (zaraz po Panu Bogu). A CADblog.pl, moje „czwarte dziecko”, szczęśliwie pozwala na elastyczne planowanie czasu. Który jednak w „stanie wyższej konieczności” udało się wygospodarować.
Udało się także dlatego, że Firmy, które zaufały mi i zdecydowały się na podjęcie współpracy, wykazują dużą cierpliwość – podobnie jak Państwo – Czytelnicy, bez których CADblog.pl w jakiejkolwiek postaci pozbawiony byłby racji bytu. Za to, w tym miejscu, korzystając z przedświątecznej atmosfery – wielkie podziękowanie (kiedyś na miejscu byłoby powiedzieć: „Bóg zapłać”, ale obecnie chyba jest to zbyt „niepoprawne politycznie”; jeszcze obniżą mi ranking w Google, co ostatnio zbiegło się w czasie z publikacją np. cytatu tygodnia wyjętego z tekstu autorstwa Bronisława Wildsteina :)). A na poważnie, jeśli kogoś moje wywody na ten temat w jakiś sposób obrażają – to przepraszam. Ale zachęcam do wytrwania :). Na pozostałych stronach można znaleźć treści „religijnie i życiowo” raczej obojętne. Chociaż nadal zdarzają się maile od Czytelników, którzy podkreślają, iż w CADblog.pl podoba im się właśnie to, że jest nie tylko o CAD, ale i o życiu. W końcu jest to niezbywalne prawo blogu, a że pojawia się on ostatnio w „mutacji” papierowej (vide aktualności), to już inna sprawa: jakoś trzeba będzie z tym żyć!

Nowe wydanie miało trafić do Państwa rąk jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie trafi. Ale przecież w czasie Świąt jest wiele ważniejszych rzeczy, naprawdę istotnych. CADblog.pl cierpliwie poczeka (tym razem CADblog.pl), aż zasiądą Państwo z powrotem przed ekranami monitorów i podejrzą, czy coś nowego udało się w tzw. międzyczasie opublikować, czy też nie... Z góry uprzedzam: w czasie Świąt komputera nie będę dotykać! Mimo iż nowy manipulator 3dconnexion jeszcze nie przeszedł wszystkich przewidzianych dla niego testów (na razie tylko z Solid Edge ST4, zresztą – bezproblemowo, co zapewne użytkowników myszek 3D zbytnio nie dziwi).

Nowe wydanie dostępne będzie przed Nowym Rokiem, a w wersji papierowej – na początku stycznia. Szczegółowe informacje znajdą Państwo w aktualnościach. Będzie można przeczytać tam także o zapowiedzi pewnej zmiany w dotychczasowym kształcie i sposobie funkcjonowania CADblog.pl.

Proszę się nie niepokoić, nie zostanie on przejęty przez żadne wydawnictwo, nadal będzie tytułem niezależnym, chociaż – jak na prawdziwy blog przystało – obiektywnym, ale z określonymi sympatiami (co odnosi się zarówno do systemów CAD, jak i systemu wartości w szczególności). Nadal jego dotychczasowe elektroniczne postaci będą dostępne nieodpłatnie. Natomiast jeśli chodzi o wydanie papierowe, cóż... najbliższe, którego okładkę mogą Państwo podziwiać już na stronach CADblog.pl, będzie ostatnim, które mają Państwo szansę otrzymać całkowicie bezpłatnie. Warunki prenumeraty nowych wydań (na 2012 rok planowane jest pięć numerów, w tym jeden specjalny – osławiony CADraport :)) można będzie znaleźć właśnie w nim, tudzież w zakładce „Prenumerata” na stronie CADblog.pl – ale to także po Świętach. Dodam, że cena egzemplarza (bez kosztów wysyłki) wyniesie 5,40 (z 8% podatkiem VAT). Wszystko wskazuje na to, iż część uzyskanych z tego tytułu środków (prawdopodobnie 1 zł od każdego egzemplarza) przeznaczone zostanie na jakąś akcję charytatywną.

W tym miejscu zatrzymam się na chwilę, z kolejnym podziękowaniem, dla Tych spośród Państwa, którzy zatrzymali się na chwilę na stronie www.wirtualnachoinka.net – baner promujący tą akcję wisiał na stronach głównych CADblog.pl przez kilka dni w ostatnich tygodniach. Jak wynika ze statystyk, kilkadziesiąt osób zdecydowało się kliknąć w ów baner i spędziło na docelowej stronie średnio ponad pół godziny, a to oznacza, iż najprawdopodobniej w jakiś sposób zaangażowało się w to wigilijne dzieło pomocy dzieciom z ubogich rodzin. Wniosek jest prosty: inżynierowie mają nie tylko rozum, ale i coś jeszcze tłukącego się w piersiach. Tak trzymać!

Zerkam teraz na wspomnianą stronę... dla 1053 z 1072 zarejestrowanych dzieci wybrano prezenty. Trochę smutno się robi na myśl o tej garstce, która prezentów może już nie zdąży otrzymać... Z drugiej strony, część przekazanych paczek była na tyle obfita, iż może wolontariuszom uda się rozdzielić je między wszystkie dzieci zgłoszone do akcji. „Pusty talerz” na naszym wigilijnym stole...

A skoro o Wigilii Świąt Bożego Narodzenia mowa, pozostaje mi życzyć Państwu, w tym właśnie miejscu i w ten sposób, żałując, że nie mogę osobiście wyróżnić przynajmniej tych, z którymi współpracuję już od dłuższego czasu, tych, których miałem okazję poznać osobiście... innymi słowy, wszystkim Przyjaciołom i Sympatykom, Czytelnikom i Reklamodawcom, a także tym, którym CADblog.pl w jakiś sposób przeszkadza,

Serdeczne Życzenia

Zdrowych, Radosnych, Spędzonych w gronie Najbliższych
Świąt Bożego Narodzenia!

Niech te szczególne dni będą dla Was czasem odpoczynku i wzajemnej troski,
a chwile spędzone wspólnie z bliskimi przyniosą wiele ciepła.

A świąteczny karp niech ma wyjątkowo mało ości :)...


...czego Państwu i sobie życzy

Maciej Stanisławski
Warszawa, dn. 23.12.2011, godz. 20:35

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytaty tygodnia

„(...) żyjemy w takich czasach, że po pierwsze >klikalność i oglądalność< ważniejsza jest od rzetelnej informacji, a po drugie w wyścigu >kto pierwszy puści w świat njusa, ten lepszy< media bezkrytycznie używają funkcji >kopiuj + wklej<, zamiast zastanowić się nad tym, czy taka wiadomość ma w ogóle jakąkolwiek wagę. (...)”

Lech Potyński: Prawny Gniot, „Świat Motocykli” nr 1(219) 2012, s. 114

„Internet staje się sposobem życia, ma wpływ na sposób myślenia, komunikowania się między sobą, wybór lektur, organizację dnia. Jednak chrześcijanin powinien pamiętać, że jego życie ma sens „przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem” i w ten sam sposób powinien traktować Internet."

abp Celesto Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce, „Idziemy”, nr 48/2011, s. 9


Piątek, 9.12.2011 r.

Polska Premiera ST4... nie bez niespodzianek

22.11.2011 r. w hotelu Intercontinental w Warszawie, miała miejsce oficjalna Polska Premiera Solid Edge ST4. Przed organizatorami stanęło nie lada wyzwanie: w jaki sposób zaprezentować system, który tak naprawdę... znany jest już prawie od pół roku? Może powiedzieć coś na temat... ST5?

Wydarzenia organizowane przez Siemens Industry Software (Siemens PLM Software) już od lat – jeszcze od czasów UGS – cieszą się powodzeniem. Dzieje się tak nie tylko za sprawą tematyki konferencji, jaką jest oprogramowanie klasy PLM, ale także sprawnej organizacji spotkań, prezentacji itp. Listopadowa „premiera” idealnie wpisała się w ten nurt, chociaż jak wspomniałem – zadanie było trudne. W jaki sposób przedstawić użytkownikom (także potencjalnym) nowości oprogramowania, które można swobodnie testować już od kilku miesięcy (linki do wersji testowych na końcu artykułu)?

Jak zainteresować słuchaczy informacjami, które w ten czy inny sposób przekazywane były także na łamach CADblog.pl & SolidEdgeblog.pl? Okazało się, iż jest to możliwe.

Po części sprawiła to obecność gościa specjalnego, szefa marketingu Velocity – Russella Brook'a. Jego prezentacja (poprzedzona wystąpieniem Rafała Żmijewskiego), wprowadzająca w obszar zagadnień i nowości Solid Edge ST4, obejmowała m.in. udoskonaloną technologię synchroniczną, usprawnienia w zakresie Multi-CAD i tworzenia rysunków technicznych wprowadzone w najnowszej edycji Solid Edge oraz opis nowych narzędzi pozwalających przyspieszyć walidację projektowania części blaszanych.

| więcej |


Poniedziałek, 5.12.2011 r.

Jeśli nie Parasolid, to co?

„Nie odejdziemy od Parasolida” – tak zabrzmiała deklaracja przekazana przez przedstawicieli firmy podczas praskiej premiery SolidWorks 2012 w Europie. I teoretycznie nic nie wskazywało na to – przynajmniej jeśli chodzi o działania ze strony Dassault Systemes – by mogło być inaczej. Czy aby na pewno? I czy rzeczywiście SolidWorks nadal będzie bazował na jądrze, do którego prawa posiada... konkurencja? Z biznesowego punktu widzenia nie wydaje się to celowe. A z punktu użytkownika?

Wątpliwości rodziły się już od ubiegłorocznej premiery SolidWorks, wtedy w wersji 2011. Podczas spotkania SWW 2010, kilka tysięcy osób mogło zobaczyć okno programu, którego nazwa brzmiała ni mniej, ni więcej, tylko „SolidWorks V6”. To wtedy zaczęły się spekulacje na temat tego, jak daleko posunięta zostanie integracja między CATIA, platformą V6 i SolidWorks. Spekulacje może zamierzone przez firmę (na zasadzie kontrolowanego przecieku), może nie – gdyż wydaje się, iż część użytkowników zaczęła dość poważnie niepokoić się o przyszłość ulubionego systemu CAD. Czy SolidWorks zacznie przypominać „Kaśkę”? Jaki w tym sens i logika?
A w tym roku pojawiła się prezentacja SolidWorks dedykowanego dla obszaru architektonicznego. I tutaj już w ogóle nie było wątpliwości: zupełnie nowe środowisko, platforma V6, a SolidWorks – w zasadzie tylko z nazwy. Na niektórych padł blady strach, a sami przedstawiciele SolidWorks wspominali potem, iż plotki o zmianie kernela, jądra systemu – czyli de facto odejście od Parasolid – rozpowszechniane są przez konkurencję, w celu osłabienia sprzedaży SW i zaniepokojenia społeczności użytkowników SolidWorks. Jednocześnie nikt nie zaprzeczał, iż trwają prace nad zwiększeniem stopnia integracji SW z CATIA.

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) W 1808 roku sir George Cayley, zasłużony prekursor maszyn latających, zaprojektował silnik napędzanywybuchami
prochu strzelniczego, zapalanego przez podgrzewaną do czerwonego żaru rurkę, wchodzącą w połowie do głowicy cylindra.
Był to pierwszy w świecie, zadziwiający swą prostotą i skutecznością pomysł żarowego zapłonu, stosowany potem powszechnie
przez konstruktorów samochodów w latach 1886 - 1902 (...)”

Witold Rychter

„Aby zadziwić świat" w „Dzieje samochodu", WKiŁ, Warszawa 1987, s. 451


Piątek, 25.11.2011 r.

Usunąć wszystkie bariery

Co stało za decyzją o udostępnieniu wszystkim zainteresowanych – a przede wszystkim studentom – edukacyjnej wersji Solid Edge ST4? Kto w Siemens PLM Software odpowiada za realizację tej nowatorskiej koncepcji? Na jakie korzyści liczy Siemens PLM Software, decydując się na taki krok? Wreszcie – jakie potencjalne ograniczenia niesie ze sobą wersja edukacyjna Solid Edge ST4, a jakie ma możliwości?

Patrzę w kalendarz i oczom nie wierzę: oto mijają dwa miesiące od rozmowy telefonicznej z Michaelem Brownem; rozmowy przeprowadzonej wkrótce po udostępnieniu wszystkim zainteresowanym edukacyjnej edycji najnowszej wersji Solid Edge ST4, a uzupełnionej później drogą mailową odpowiedziami uzyskanymi od Krisa Kasprzaka. Tymczasem za nami już oficjalna polska prezentacja Solid Edge ST4, warto więc nareszcie zebrać wszystkie uzyskane informacje i podzielić się nimi z Państwem. Co prawda, pewne treści udostępniłem już na wcześniej na stronie, ale tym razem pora na swoiste „resume”.

Michael Brown pracę dla Siemens PLM Software rozpoczął w lutym br., ma jednak za sobą ponad dziesięć lat doświadczenia w pracy, m.in. podczas wdrażania i implementowania systemów PLM, chociażby w takich firmach jak Airbus czy Rolls Royce. Pracował także na kierowniczym stanowisku w PTC, a co szczególnie istotne w kontekście rozmowy o programie akademickim Siemens PLM Software – wcześniej opracował podobny program właśnie dla Parametric Technology. Nie miał jednak takich możliwości, jakimi dysponuje obecnie...

Na początku rozmowy przyznałem się do tego, że samemu wziąłem udział w programie akademickim, rejestrując się jako „wieczny” student. I zadałem pytanie, które wymieniłem już na wstępie: co stało za podjęciem takiej decyzji (bo kto – odpowiedź już znamy) i na jakie korzyści liczy Siemens PLM Software.

Aby udzielić odpowiedzi, Michael Brown odwołał się do informacji pochodzących od klientów Firmy i powracającym w nich sygnalizowaniu trudności związanych z rekrutacją nowych osób do pracy na stanowiskach inżynierskich. Dlaczego pojawiają się takie trudności i czego one dotyczą? Braku chętnych do pracy? Nie, problem tkwi w czymś zupełnie innym – w kwalifikacjach, w konieczności znalezienia i zatrudnienia absolwentów, którzy nie tylko potrafią pracować w nowoczesnych systemach CAD, ale także – potrafią być innowacyjni. Uczelnie „produkują” wystarczającą liczbę absolwentów – jak wynika ze statystyk, na które powoływał się Michael, w 2005 roku uczelnie techniczne w Stanach Zjednoczonych opuściło 70 000 inżynierów, w Wielkiej Brytanii 20 000 (dane z 2007 roku), a w rozwijających się potęgach, jak Indie czy Chiny – było to odpowiednio 350 000 i 600 000 absolwentów w 2005 roku. I statystycznie tylko 36% spośród nich znajduje zatrudnienie w przemyśle, w zawodzie inżyniera...
Osobną oczywiście pozostaje kwestia, czy wynika to z braku wystarczającej ilości miejsc do pracy, czy ze wspomnianego braku kwalifikacji. Ale faktem pozostaje, iż producentom systemów CAD powinno zależeć na tym, by absolwenci kierunków technicznych dysponowali biegłą znajomością ich oprogramowania. Nie da się tego osiągnąć bez sprawnie zorganizowanego programu akademickiego, edukacyjnego, polegającego przede wszystkim na udostępnieniu na możliwie atrakcyjnych warunkach najnowszych wersji oprogramowania dla jak najszerszej grupy studentów. (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Nie mam w tym żadnej kalkulacji, ale nawet z punktu widzenia interesu bardziej się opłaca zjechać, niż pochwalić.
Pochwalę np. sztukę p. X. Zyskam sobie przez to wrogów we wszystkich jego kolegach i konkurentach,
a on sam będzie miał pretensje, że nie dość go pochwaliłem. Natomiast, gdy zerżnę p. X., ucieszę tym wszystkich jego przyjaciół, rozraduję konkurentów, a wroga będę mieć tylko w jednym p. X.”

Antoni Słonimski

za: Krzysztof Feusette, „Dzieci Ryby mają głos”. Uważam Rze, nr 40/2011, s. 40


Poniedziałek, 14.11.2011 r. (godz.: 22:15)

CAD 3D za 20 dolarów?

Dlaczego tak często piszę o Siemens PLM Software? Po części za sprawą tego, co i jak często firma ta stara się zaoferować. Także w obszarze podejścia stricte biznesowego do szerszego zagadnienia, jakim jest udostępnianie wersji zarówno testowych, jak i komercyjnych swojego oprogramowania. Tytułowy CAD 3D za 20 dolarów jest prawdą. I nie taką, jak w przypadku popularnego onegdaj dowcipu z radiem „Erewań”, chociaż...

Dla tych, którzy dowcipu nie pamiętają, krótkie przypomnienie. Do radia Erewań dzwoni słuchacz z pytaniem, czy prawdą jest, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody? Radio odpowiada: – Tak, to prawda. Tylko że nie samochody, a rowery. I nie rozdają, tylko... kradną.
Siemens PLM Software zaoferował CAD 3D do zastosowań komercyjnych za opłatą abonamentową w wysokości niespełna 20 USD miesięcznie. Nie jest to zatem CAD za 20 USD, chyba że korzystać z niego będziemy nie dłużej niż przez okres jednego miesiąca. A jednak jest to najtańsze odpłatne rozwiązanie dostępne obecnie... Tak tanie, że... prawie za darmo.

Rzucanie nożami, czyli nikt nie chce zostać w tyle...
Taki pierwotnie tytuł miał nosić dzisiejszy wpis. A inspiracją do niego były niedawne doniesienia o:
1. wdrożeniu oprogramowania Solid Edge w amerykańskim przedsiębiorstwie produkującym samochody na indywidualne zamówienie; wcześniej z powodzeniem wykorzystywany był tam system SolidWorks... (link tutaj);
2. podjęciu współpracy przez Siemens PLM Software z firmą oferującą rozwiązania dla branż wykorzystujących w produkcji materiały kompozytowe; dosłownie kilka dni wcześniej publikowałem news o przejęciu przez Dassault Systemes dostawcy rozwiązań do symulacji i analiz w tym właśnie obszarze (link tutaj).

I chociaż może wydawać się, iż istotniejszy tutaj jest ten drugi przypadek – bo może oznaczać większą zmianę jakościową jeśli chodzi o możliwości z zakresu symulacji i analiz samego oprogramowania (Solid Edge i NX), a wdrożenie oprogramowania w niszowym, chociaż interesującym (dlaczego – o tym za chwilę) przedsiębiorstwie nie może mieć takiego znaczenia, okazało się wręcz przeciwnie...

Jest się czym pochwalić?
Cóż, przyznam szczerze, iż w informacji prasowej na temat wdrożenia w Local Motors systemu Solid Edge nie znalazłem nic szczególnie interesującego, poza faktem, iż wcześniej (jeszcze na początku roku) firma z powodzeniem stosowała SolidWorks. Ba, nawet nie opublikowałem tej informacji w nowościach, gdyż uznałem, iż bez odpowiedniego komentarza może ona wzbudzić jedynie uśmiech politowania („też nie mają się już czym chwalić, jakieś niszowe przedsiębiorstwo produkujące w najlepszym razie kilkaset samochodów rocznie...” itp.), a tymczasem dzieją się wokół rzeczy istotniejsze. Tak, o Local Motors pisałem w tym roku, przy okazji relacji z Solid Works World 2011 (dokładnie w tym miejscu znajdą Państwo akapit jej poświęcony). Ciekawy model funkcjonowania przedsiębiorstwa, ciekawa społeczność osób zaangażowanych w działanie firmy (temat na osobne opracowanie, informacja prasowa dostępna jest tutaj; powiem tylko, iż w projektowanie nadwozi i głównych zespołów samochodów, bazujących w większości na gotowych elementach pochodzących od producentów i dostawców OEM na rynku USA, zaangażowane jest całkiem liczne grono entuzjastów projektowania i wykorzystywania systemów CAD – ponad 13 000 osób – sic!). Ale prawdziwa „bomba” tkwiła w tym, co owej trzynastotysięcznej społeczności zaoferowała firma Siemens PLM Sofware. A to dopiero początek...

Solid Edge Design1
W czasie niedawnego telefonicznego wywiadu z Michaelem Brownem i Krisem Kasprzakiem zadałem pytanie, czy Siemens PLM Sofwtare planuje zaoferować bezpłatnie jakieś narzędzie, jakiś system na wzór 2D Drafting, ale pracujący w środowisku CAD 3D – niczym Autodesk 123D. W końcu to Siemens PLM Software (jeszcze jako UGS) jako pierwszy zdecydował się zaoferować komercyjny CAD 2D całkowicie za darmo. (...)

| więcej |


Czwartek, 10.11.2011 r.

„Auto-cad”?

Nie będę ukrywał, iż tytuł tego wpisu sprawił mi trochę kłopotu, a jednak – najlepiej oddawał to, co mam zamiar w nim poruszyć. Kłopot polega oczywiście na tym, iż budzi jednoznaczne skojarzenie z jednym z producentów oprogramowania CAD i jego flagowym, najlepiej chyba rozpoznawalnym oprogramowaniem, jakim jest AutoCAD. Swoją drogą, nazwa „Autodesk” nasuwa skojarzenia z „automatyczną deską kreślarską” i w pewnym sensie – istotnie tak jest: oprogramowanie CAD, obojętne, czy produkowane przez Autodesk, Dassault Systemes, PTC, Siemens PLM Software, SolidWorks Corp. czy też innych niewymienionych rynkowych graczy, zautomatyzowało w znacznym stopniu pracę kreślarzy (przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni, za użycie tego określenia).

A jednak do prawdziwego „auto-cad” nadal wiele mu brakuje...

Jak ktoś zauważy, poprzednie zdanie niesie w sobie „krytykę” w stosunku do wszystkich rozwiązań CAD dostępnych na rynku. Idąc tym tropem, powiem więcej, chociaż zabrzmi to banalnie: nie ma idealnego rozwiązania CAD/CAM/CAE spełniającego nie tylko oczekiwania wszystkich użytkowników, ale także postulat „automatyzacji”. Bo tak naprawdę systemy CAD nadal są ewolucyjną wersją deski kreślarskiej i jeśli posadzimy przed nimi osobę, której brakuje „żyłki inżynierskiej” (o wykształceniu celowo nie wspominam), bądź którą zobligujemy jedynie do wykonywania pracy odtwórczej (poprawianie błędów w dokumentacji importowanej z innego formatu, przerysowywanie dokumentacji papierowej do postaci cyfrowej etc.), stanie się ona „drafterem”, kreślarzem właśnie – i nie będzie tu miało znaczenia, czy pracuje w środowisku 2D, czy 3D. Praca odtwórcza może jednak okazać się tą bardzo poszukiwaną. Co prawda, prezes Volkswagen Group, Martin Winterkom przyznawał, iż wśród słabych punktów swojej firmy jedno z kluczowych miejsc zajmuje potrzeba zatrudniania najlepszych inżynierów, a tych niestety w Niemczech zaczyna dzisiaj brakować – z drugiej jednak strony coraz powszechniejsze zaczyna być zjawisko tzw. „cad-slaves” (niewolników CAD), w znaczeniu osób nie uzależnionych od systemów CAD, co skazanych na odtwórczą, kreślarską pracę. Pracę, w której owszem, liczyć się będzie znajomość narzędzia, ale wiedza inżynierska już niekoniecznie. Ba, wiedza to może być niewskazana! Dlaczego?

Prosty przykład: zdolny student w czasie konkursu projektowego ogłoszonego przez jednego z polskich dystrybutorów oprogramowania (zagadka: którego? Odpowiedź niebawem na SWblog.pl :)) zaprezentował kompleksowe opracowanie konstrukcji poduszkowca, w którym nie zabrakło zarówno rozwiązań nowatorskich, jak i ulepszonych koncepcji stosowanych przez uznanych światowych producentów. Ba, chociaż student dysponował wiedzą z obszaru mechaniki, zamodelował także układy (elektryczne i elektroniczne) sterowania całością maszyny. – Widziałem podobne układy, przyglądałem się im i na tej podstawie pokusiłem się o zaprojektowanie własnych – powiedział laureat. Czy już Państwo wiedzą, o co chodzi?
Powiedzmy, że teraz firma X, „mądra zagraniczna firma zatrudniająca niemądrych Polaków” (sic! – to cytat z rozmowy, którą miałem okazję odbyć podczas jednego z konferencyjnych wyjazdów), zdecyduje się zlecić proste prace związane z dokumentacją techniczną polskiemu inżynierowi – niech to będzie zdolny, ale świeżo upieczony student. Czym ryzykuje? Ano tym, że „zdolniacha” szybko podpatrzy ciekawe rozwiązania, a następnie, za kilka miesięcy/lat itp., zrealizuje je w praktyce, dodając do tego swoje ulepszenia, ale już na rzecz konkurecyjnej – a może nawet co gorsza polskiej firmy! Ryzyko niedopuszczalne. Może dlatego warto pomyśleć o tym, by reformować (uderzać w) nasz system edukacji tak, by tych naprawdę młodych i zdolnych odpowiednio wcześniej przejmowały zagraniczne koncerny i eksploatowały ich poza naszymi granicami?

Polska jest drugim co do wielkości europejskim rynkiem zbytu systemów CAD (dane nieoficjalne, pochodzące z cytowanej już rozmowy), a jest to konsekwencją „spychania” na naszych inżynierów „czarnej roboty” przez zagraniczne koncerny, np. z branży motoryzacyjnej. Wiele jednak wskazuje na to, iż ta tendencja będzie musiała się odwrócić. Albo wychowamy pokolenia „inżynierów-kreślarzy”, takich „operatorów systemów CAD”, dla których podczas rozmowy kwalifikacyjnej zadanie polegające na opisaniu i naszkicowaniu (nawet na kartce papieru) zasady działania rowerowej przekładni będzie czymś astronomicznie trudnym (zdarzenie autentyczne!) - i im będzie można spokojnie zlecać proste prace, albo otworzymy szanse rozwoju naprawdę zdolnych inżynierów, a prace kreślarskie scedujemy na absolwentów technicznych szkół średnich (co w pewnym nikłym zakresie udaje się realizować) albo wręcz na absolwentów szkół zawodowych (czy takie – oczywiście techniczne – jeszcze w Polsce działają?). Wtedy i jedni, i drudzy – i także trzeci (zleceniodawcy, zagraniczni „mocodawcy” itp.) powinni być usatysfakcjonowani. Absolwent zawodówki spokojnie znajdzie zatrudnienie, i to niekoniecznie „przy łopacie”. Co więcej, otwarta będzie przed nim droga przyszłego awansu (ukończyć szkołę średnią, potem studia – a w momencie studiowania będzie miał już za sobą jakieś 5-6 lat doświadczenia w pracy z CAD!). Podobnie w przypadku technika „po technikum”. A nauczyciele akademiccy, podczas zajęć na studiach, będą mogli skupić się na uczeniu „inżynierii”, a nie obsługi narzędzi – jakimi w końcu pozostają systemy CAD, CAM, CAE...

 
AutoCAD WS pracujący na smartfonie. Jak „świnka morska” – ani ten „AutoCAD” nie jest „auto”,
ani telefon nie jest tak naprawdę „smart”...

Narzędzia... Wróćmy zatem do początku, czyli do „auto-cada”. Ostatnio przeczytałem felieton (jak ja na to jeszcze znajduję czas? – nie znajduję :)) o tzw. „generatorach narracji” – automatycznych programach, które za pomocą odpowiednich algorytmów, korzystając z zasobów językowych i wzorców pochodzących od mistrzów gatunku, są w stanie układać samemu nie tyle fabułę, co opowieść – np. relację z prezentacji nowego oprogramowania CAD. Tak, to nie jest fikcja z kart opowiadań Stanisława Lema, to dzieje się już teraz: powstają autentyczne dziennikarskie roboty. Co więcej, są w stanie dostosować „swój sposób narracji” do konkretnego odbiorcy, jego oczekiwań i możliwości percepcji.

Zmierzam do tego, że zapewne kiedyś pojawi się „automatyczny” CAD. – Zaprojektuj przekładnię zębatą – rzuci znad klawiatury (jeśli jeszcze będą wtedy klawiatury w obecnym rozumieniu) inżynier przyszłości. „Auto-cad” zada kilka pomocniczych pytań i na podstawie odpowiedzi przedstawi np. schemat ideowy. Pozostanie ustalenie wymiarów, albo wczytanie np. innego projektu, do którego owa projektowana przekładnia będzie musiała się fizycznie dopasować. I tyle.

Mrzonka? A skąd! Proszę popatrzeć na obecnie dostępne narzędzia, funkcjonalności do optymalizacji projektów, działające z powodzeniem w zaawansowanych systemach CAD. A obszar CAE? Tutaj zapewne najprędzej doczekamy się pełnej automatyzacji analiz. – Zbadaj mój projekt pod wszystkimi możliwymi kątami, wracam jutro – powie „mesowiec” przyszłości. A jego „auto-cad-cam-slave” spokojnie i cierpliwie przeprowadzi wszystkie analizy i badania. A potem zoptymalizuje projekt, przygotowując kilka równoważnych wariantów do akceptacji...

Dobrze, że przynajmniej ów akt akceptacji zależeć będzie od człowieka. Przynajmniej taką mam nadzieję...

Pozdrawiam

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą (...)
Żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
Chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć...”

Ks. Jan Twardowski, „Śpieszmy się”


31.10.2011 r.

„Cloud computnig” – rozdział zamknięty?

W ostatnich dniach dwukrotnie – przy zupełnie różnych okazjach – zetknąłem się z tematem systemów cadowskich (i pochodnych) działających w „chmurze”. Jeśli dodać do tego konferencję „PLM Europe 2011”, to trzykrotnie. Co ciekawe, za każdym razem temat podejmowany był z zupełnie innym nastawieniem: od entuzjazmu po skrajny pesymizm. Czy Ralph Grabowski, pisząc o tym, iż „chmura jest już martwa” ma rację?


Chmura wg Grabowskiego
W swoim artykule (upFront.eZine NEWS #709) Ralph Grabowski wskazał szereg argumentów przemawiających za swoją tezą. A zaczął od – zdawałoby się – najbardziej oczywistego: zaledwie kilku producentów oprogramowania koncentruje się na opracowywaniu rozwiązań korzystających z „chmury”.
Istotnie, najbardziej zaangażowane wydają się koncerny Dassault Systemes (z platformą V6) i Autodesk (abstrahując od aplikacji AutoCAD WS, którą można uruchomić nawet na małym smartfonie z systemem Android – tylko po co? – firma ta oferuje szereg innych rozwiązań pracujących w chmurze, np. „zdalne” analizy itp.; co więcej: deklaruje, iż do 2014 wszystkie flagowe produkty będą zdolne do pracy w chmurze!); oferują one użytkownikom rozwiązania wykorzystujące w praktyce „cloud computing”, a przede wszystkim oficjalnie informują o prowadzonych pracach. A jednak jest jeszcze jedna strona medalu, o której Ralph Grabowski wydaje się zapominać. To, że ktoś nie mówi głośno o przygotowywaniu rozwiązań pracujących w chmurze nie znaczy, iż nimi się nie zajmuje. Przecież dekadę temu o PLM mówiło tylko UGS (obecnie Siemens PLM Software) i Dassault Systemes, może także PTC. A w chwili obecnej każdy producent oprogramowania stara się dodać do swojej oferty coś więcej, niż tylko PDM – i stara się zaoferować rozwiązanie typu PLM. Może to samo czeka nas w przypadku „Cloud Computing”? Wspomniana Siemens PLM Sofware ma w ofercie Teamcenter na urządzenia mobilne, o którym możemy powiedzieć, że pracuje w chmurze. W „prywatnej”, ale zawsze (o tym, czym jest chmura prywatna i publiczna, trochę więcej zamieściłem tutaj*). Także „mali” dostawcy oprogramowania CAD zaczęli oferować narzędzia wspierające użytkowników swoich „stacjonarnych” wersji systemów CAD, czego przykładem może być nowość w ofercie GstarCAD (tutaj).

Kolejnym argumentem wysuwanym przez Grabowskiego jest... nieustająca popularność rozwiązań CAD klasy 2D, z „flagowym” przykładem, jakim nadal pozostaje AutoCAD LT – od lat najpopularniejszy system CAD, powoli tracący jednak pozycję na rzecz darmowej markowej konkurencji (DraftSight, Solid Edge 2D Drafting), tańszego oprogramowania drobniejszych producentów, czy też... wspomnianego AutoCAD WS. Przynajmniej teoretycznie (vide cytat). Hmm, swoją drogą, ten ostatni pracuje jednak „w chmurze”, nawet jeśli chmura ta ogranicza się do przechowywania i wymiany danych. W każdym razie CAD 2D raczej nie wymaga od użytkownika angażowania „chmury obliczeniowej” – ba, sposób pracy w środowisku 2D, typowym „kreślarskim” raczej zakłada działania lokalne, czasem ograniczone do jednego stanowiska, na którym inżynier/kreślarz pracowicie tworzy swoje projekty. A zasoby przeciętnego komputera są aż nadto wystarczające do obsługi środowiska 2D. Innymi słowy – czy istotnie można mówić o tym, iż już w tej chwili jest odczuwalne zapotrzebowanie na usługi „w chmurze”? A jaka obecnie jest jakość tych usług w odniesieniu do aplikacji CADowskich? Właśnie owa stosunkowo mierna jakość – zdaniem Ralpha – jest kolejnym argumentem przemawiającym na niekorzyść „cloud computing”.

Zatrzymam się przy tej jakości na chwilę. Wiadomo, iż każda rzecz (instytucja itp.) jest tak dobra i niezawodna, jak jej najsłabszy element, najsłabsze ogniwo. Ciśnie się na usta pytanie, o stan naszej infrastruktury IT, o podstawowy element umożliwiający pracę w chmurze, czyli szybki i stabilny dostęp do Internetu. Może ktoś z Państwa pamięta pierwszy oficjalny pokaz platformy V6 w Polsce, zorganizowany przez Dassault Systemes podczas konferencji PLM Forum w Wiśle, kilka lat temu? Właśnie awaria łączy skutecznie położyła się cieniem na całości przyszłościowego rozwiązania. Przyszłościowego – bo może „chmura” nie trafiła jeszcze na swój czas?

„AutoCAD WS odnotował ponad dwa miliony zarejestrowanych użytkowników.
I użytkownicy owi załadowali 3,5 miliona rysunków. Liczby pozornie potężne, ale przecież oznacza to zaledwie 1,8 rysunku na użytkownika...”

Steve Johnson

Ralpha Grabowskiego irytuje także głoszona przez Autodesk sentencja 3 x A: „Anybody, anytime, anywhere”, którą można swobodnie przetłumaczyć, jako „Ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek”, a która w prosty (i marketingowy) sposób ma definiować zalety z pracy w chmurze. Grabowski dokonuje „rozbioru” owej sentencji na czynniki pierwsze w bezlitosny sposób:
• Ktokolwiek – ma oznaczać, iż tak naprawdę jedynie nieliczni subskrybenci oprogramowania Autodesk mają mieć możliwość korzystania z zalet „chmury”, a i pośród nich znajdą się „równi i równiejsi”;
• Kiedykolwiek – biorąc pod uwagę błędy i opóźnienia w realizacji programu „powszechnej” dostępności chmury, Grabowski sugeruje podejście do tego hasła z odpowiednią rezerwą;
• Gdziekolwiek – o tym już wspomnieliśmy; mowa tutaj o konieczności uzyskania dostępu do szybkiego Internetu, co może okazać się szczególnie kłopotliwe np. w podróży, kiedy usługi oferowane przez operatorów sieci komórkowej mogą być niewystarczające, podobnie jak mniej lub bardziej publiczny dostęp do Wi-Fi...

Najbardziej przewrotne jest wskazanie, iż „ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek” najlepiej odnosi się do... oprogramowania zainstalowanego i pracującego na lokalnym komputerze. Zdaniem Grabowskiego. Cóż, ale „ktokolwiek” budzi w tym kontekście moje wątpliwości :).
Osobną kwestią jest... bezpieczeństwo danych. Tutaj jednak moim zdaniem zarówno entuzjaści, jak i sceptycy rozwiązań CAD w chmurze, mogą posłużyć się równoważnymi argumentami. Z jednej bowiem strony nic tak nie zabezpieczy komputera, jak brak jakiegokolwiek dostępu do sieci (proszę się nad tym zastanowić, wiem to z własnego doświadczenia – tak funkcjonuje od kilku lat moja stacja DTP), z drugiej strony – dostawcy usług internetowych bardzo często są w stanie zapewnić większe bezpieczeństwo, niż lokalna sieć w małym przedsiębiorstwie. Oczywiście w obu przypadkach nie ma możliwości zagwarantowania, iż jednak w jakiś sposób nie nastąpi „wyciek” informacji...
Grabowski docenia oczywiste korzyści wynikające z rozwiązań bazujących w chmurze. Łatwość wymiany plików między użytkownikami (po spełnieniu warunku uzyskania dobrego dostępu do sieci), przesyłania informacji okołoprojektowych, kontroli nad przebiegiem prac, dostęp do danych CAD z urządzeń mobilnych, dodatkowe „kopie” bezpieczeństwa (dane zapisane na serwerach dostawców usług sieciowych) itp. Zaleca jednak podejście z dystansem, a na pewno odradza ucieczkę ze wszystkimi danymi „w chmury”. Tymczasem...

Podejście numer dwa
Podczas premiery SolidWorks 2012 zorganizowanej w Warszawie przez CNS Solutions (relacja niebawem tutaj), bardzo ciekawe wystąpienie miał Jacek Stochlak z HP Polska. O technologiach IT mówił od strony nie tyle „technologicznej”, co strategicznej, biznesowej i ideologicznej. I z jego wystąpienia jawił się obraz przyszłości należącej właśnie do sfery rozwiązań „w chmurze”, na które mają się składać:
• oprogramowanie dostarczane jako usługa;
• struktura dostarczana jako usługa;
• platforma systemowa dostarczana jako usługa.
O takim podejściu pisałem już, przytaczając fenomen systemu Chrome OS i Netbooków (
ChromeCAD 1.0? Chyba jeszcze za wcześnie...”)
Proszę Państwa, coś istotnie „jest na rzeczy”: Microsoft codziennie instaluje 10 000 nowych serwerów; Google przetwarza ponad dwadzieścia petabajtów danych (sic!) dziennie; w ciągu najbliższych pięciu lat z Internetem łączyć się będzie więcej urządzeń niż przez ostatnie piętnaście lat łącznie!
Technologia i wymagania rynku napędzają modele biznesu. Coraz częściej mamy do czynienia z produkcją jako usługą, także – zlecaną i realizowaną poprzez sieć. Ekstremalnym przykładem może być samochód oferowany przez firmę Local Motors, wykorzystującą do niedawna przede wszystkim oprogramowanie SolidWorks, a obecnie także Solid Edge. Firmę, która z definicji założyła udział klienta – zamawiającego samochód – w procesie produkcji tego pojazdu (więcej na ten temat w nowościach, a także... w relacji z SWW 2011). Ale można je mnożyć.

Będąc świadomym powyższego, trudno być sceptykiem w odniesieniu do przyszłości systemów IT pracujących w chmurze. Jakichkolwiek systemów. A to oznacza, że także... rozwiązań CAD.

A jednak...
Przyszłość – może okazać się nieprzewidywalna. Ba, czy wiemy, co nas spotka w przyszłym roku, za tydzień, jutro czy nawet za godzinę? A tu i teraz... mamy prawo czuć się pewniej wiedząc, że nasz system do poprawnej pracy nie potrzebuje dostępu do sieci, może doskonale działać „w trybie off-line”. Mamy prawo oczekiwać, iż okno naszej ulubionej aplikacji nie zmieni nagle swego wyglądu, bo akurat automatycznie została zaktualizowana do najnowszej „chmurnej” wersji.

Bardzo często czujemy się lepiej wiedząc, iż nasz projekt spoczywa spokojnie zapisany na dysku komputera, ewentualnie w lokalnym „backupie”, czy wręcz na pendrive schowanym w szufladzie, a nie gdzieś tam na serwerze, nie wiadomo w ilu kopiach. I nie musimy martwić się tym, czy uda nam się uzyskać do niego dostęp, bo nagle TP S.A. wstrzymała nam dostęp do Neostrady ze względów technicznych (konserwacja łączy), bo drastycznie spadła transmisja danych (za sprawą złośliwego sąsiada, który sprytnie obszedł nasze zabezpieczenia i współdzieli sygnał lokalnej osiedlowej sieci Wi-Fi), bo... i tak dalej, i tak dalej...

Z drugiej strony, jeśli nadejdzie chwila, kiedy „chmura” będzie w stanie zagwarantować nam to wszystko, wszystkie zalety przy całkowitym pozbawieniu wad; jeśli za oprogramowanie płacić będziemy proporcjonalnie do stopnia jego wykorzystania (co także podawane jest jako jedna z zalet „cloud computing”) to... dlaczego nie?

Zdaniem internautów...
A co Państwo sądzą na temat „Cloud computing”? Zachęcam do wyrażania opinii i dyskusji na forum (osobny wątek dot. pracy w chmurze: http://www.cadblog.pl/forum/viewtopic.php?f=32&t=128)

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |

Warto przeczytać:
Steve Johnson „Cloud discussion...” http://www.blog.cadnauseam.com/


*Chmura publiczna, prywatna... co to takiego jest?
O ile chmurą publiczną możemy w najprostszym ujęciu nazwać całe ogólnodostępne zasoby internetu, wraz z serwerami, portalami, kontami pocztowymi, usługami przechowywania zdjęć etc., dostępnymi w zasadzie dla każdego, o tyle chmura prywatna jest już rodzajem chmury obliczeniowej o ograniczonym dostępie i specjalizowanym, sprecyzowanym przeznaczeniu – oferowanym przez dane przedsiębiorstwo swoim klientom. Oczywiście, działa ona w jakimś obszarze globalnej sieci (czyli publicznej chmury), ale gwarantuje zdecydowanie większe bezpieczeństwo przechowywania i współdzielenia zasobów (danych, plików modeli, korespondencji itp.)...

Źródła:
Tekst Mariusza Kędziory, specjalisty od IT, na temat rodzajów chmur
Definicja z ulubionego źródła prezydenta :) http://pl.wikipedia.org/wiki/Private_cloud


28.10.2011 r.

Głos użytkowników... PLM

W dniach 17-19 października 2011, w miejscowości Linz (Austria) miała miejsce coroczna konferencja organizowana przez stowarzyszenie PLM Europe, skupiające użytkowników rozwiązań Siemens PLM Software. Podtytułem konferencji, a także uzupełnieniem logotypu stowarzyszenia (używam określenia „stowarzyszenie”, chociaż może lepsze byłoby „organizacja”) jest sentencja mówiąca o „głosie użytkowników Siemens PLM Software” (ang. „The Voice of Siemens PLM Software Users”). Dlaczego zwracam na to uwagę?

W portfolio Siemensa znajdziemy „Velocity Series” (www.siemens.com/velocity), którego trzon stanowi oprogramowanie Solid Edge. A jednak wśród uczestników konferencji trudno byłoby wskazać osoby na co dzień posługujące się tym systemem CAD. Na PLM Europe obecni byli użytkownicy NX, ale chyba przede wszystkim – osoby wykorzystujące w swojej pracy systemy Teamcenter i Tecnomatix. Zresztą z samych badań przeprowadzonych przez organizatorów, których wyniki przywoływane były podczas sesji generalnej otwierającej wydarzenie wynikało, iż ponad 60 procent obecnych na konferencji zainteresowanych jest nowościami w obszarze PLM (i PDM), a niekoniecznie w obszarze CAD. Cóż, na prezentację nowego Teamcenter 10 przyjdzie jeszcze poczekać, ale PLM Europe było znakomitą okazją do oficjalnego zaprezentowania w tej części świata najnowszej wersji NX 8.0 i Tecnomatix 10.

W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów, związanych z tegoroczną edycją i z... Siemens PLM Software:
• konferencja odbywająca się w Design Center Linz zgromadziła ponad dziewięciuset uczestników (przedstawiciele mediów nie byli reprezentowani zbyt licznie, chociaż podobno było nas zdecydowanie więcej niż w latach ubiegłych);
• zgromadziła także rekordową liczbę wystawców – partnerów (ponad 40 stoisk, wśród nich m.in. Moldex 3D z Państwa Środka, Cortona3D, Microsoft, Cadenas, 3Dconnexion – i konkurencyjny SpaceControl i wiele innych);
• oprócz sesji otwartych, odbyły się 93 warsztaty/seminaria (!) prowadzone w mniejszych grupach. Zdarzało się, iż w niektórych salach liczba osób uczestniczących wynosiła dosłownie kilka, a w innych zainteresowani siedzieli na podłodze i stali na korytarzu przy otwartych drzwiach (to mały „kamyczek do ogródka” organizatorów – na pewno można było lepiej rozeznać zainteresowanie uczestników poszczególnymi sesjami i dostosować sale do rzeczywistych potrzeb). Miałem okazję uczestniczyć w dwóch seminariach: pierwszym prowadzonym przez Jean-Paula Mestre, a poświęconym zarządzaniu i pracy z Teamcenter w środowisku Multi-CAD (np. równolegle z SolidWorks, Catia czy Pro/E) i drugim – szczególnie interesującym z punktu widzenia entuzjasty ST – zatytułowanym „Synchroniczna Technologia ... co każdy inżynier wiedzieć powinien”, prowadzonym przez Mike'a Reburkha. Ktoś złośliwy może stwierdzić, iż jak na dziewięćdziesiąt możliwości, wybór dwóch to trochę niewiele. Cóż, odpowiem, iż użytkownicy NX, Tecnomatix i Teamcenter naprawdę mieli w czym wybierać, natomiast ktoś zainteresowany i skupiony na Solid Edge mógł czuć pewien niedosyt, ale dla niego przewidziane są przecież inne wydarzenia;
• Siemens PLM Software może pochwalić się ponad 69 500. użytkowników w 80. krajach świata (wśród nich znajdziemy m.in. Aston Martin, Antonov, BAE Systems, Boeing, BSH, Daimler AG, Chrysler, Ford, General Electric, General Motors, Nissan, Procter & Gamble, Rolls-Royce, Suchoj itp.);
• 80% firm korzystających z rozwiązań Siemens PLM Software należy do branż motoryzacyjnej, lotniczej/kosmicznej, maszynowej i zaawansowanych technologii. Dwudziestu najważniejszych dostawców branży motoryzacyjnej korzysta z oprogramowania CAD/CAM/CAE pochodzącego z portfolio Siemensa. Największe światowe wdrożenie systemu PLM miało miejsce w General Motors;
• Siemens PLM Software tworzy i zarządza ponad 48% danych w formatach 3D;
• 63% oprogramowania Siemens PLM Software zarządza danymi pochodzącymi z wielu systemów CAD (Multi-CAD), co oznacza – jak żartobliwie zauważają przedstawiciele firmy – iż zarządza większą ilością danych pochodzącą od konkurencji niż z własnych systemów...
(...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Geniusz informatyki, ekonomii i marketingu nie tylko stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie, lecz także wykreował całe społeczeństwo informatyczne. Dał światu produkty elitarne, ale równocześnie masowe. Był niepowtarzalną osobą w skali światowej, ikoną Doliny Krzemowej. Steve Jobs, współzałożyciel i szef firmy Apple, zmarł w Kalifornii w środę 5 października.
Tak twórczy, odkrywczy umysł miał tylko Leonardo da Vinci i Thomas Alva Edison. I choć nie uhonorowano go Nagrodą Nobla czy jakimś innym prestiżowym wyróżnieniem, Steve Jobs niewątpliwie był jednym z największych twórców swoich czasów i inspiracją dla całego pokolenia...”

Olgierd Domino, „Osierocona generacja iPodów”, w: Najwyższy Czas, nr 43, październik 2011, s. 24


Wtorek, 25.10.2011 r.

Jak Deelip? Jeszcze daleko mi do niego...

Bardzo często na łamach CADblog.pl powołuję się na informacje publikowane na blogu Deelipa Menezesa (www.deelip.com). Jest to szczególna postać, znana i rozpoznawalna w świecie CAD (chociaż zdarza mi się spotykać ludzi z branży, którzy wcześniej z nim się nie zetknęli – zarówno z samym Deelipem, jak i jego blogiem). Swego czasu miałem nawet okazję przeprowadzić z nim rozmowę, podczas której zwierzył się znajomemu: „Nie przerywaj, po raz pierwszy to nie ja przeprowadzam wywiad, tylko przeprowadzają go ze mną...”. Cóż, gdybym był Deelipem, wywiad ten ukazał by się na łamach CADblog.pl zapewne w 5-10 minut po jego przeprowadzeniu. A tymczasem... jutro upłynie tydzień od zakończenia konferencji PLM Connection Europe 2011 (17-19 października, Linz), a ja jeszcze nie zamieściłem relacji z tego wydarzenia. Od rozmowy z Deelipem upłynie niedługo rok... „Tati lajf”!

Niestety, nie wszystko można i daje się łatwo ogarnąć. Weryfikowanie bazy adresowej wysyłki wydania papierowego (stale napływają zgłoszenia od chętnych osób spoza przygotowanego wcześniej „rozdzielnika” i wszystko wskazuje na to, iż od następnego wydania zmuszony będę wprowadzić przynajmniej odpłatność pokrywającą zwrot kosztów wysyłki – ale o tym niebawem w zakładce „Prenumerata”), nadrabianie zaległości, śledzenie wydarzeń ze świata CAD – także tego „darmowego” (a tutaj dzieje się! Nowy ADSK 123D, nowy DraftSight...). Mimo iż przed każdym wyjazdem obiecuję sobie, iż tym razem wszystko będę zamieszczał i przygotowywał na bieżąco – niestety, nadal mi się ta sztuka nie udaje. I zaległości rosną. Innymi słowy – do Deelipa daleko.

Jutro w Warszawie będzie miała miejsce jubileuszowa konferencja CNS. Pojutrze – na wydziale SiMR Politechniki Warszawskiej siódma wystawa prac studentów, także ASP. I kolejne zaległości gotowe. A trzeba tam być, także z pewną zarezerwowaną pulą papierowych wydań. A'propos wydania papierowego – udało mi się wreszcie dzisiaj zaktualizować teksty zamieszczone on-line, które miały być uzupełnieniem/rozwinięciem publikacji z tego właśnie wydania: o ewolucji Solid Edge (od ST3 do ST4) – dostępny tutaj i o „nieodchodzeniu” przez zespół SolidWorks od Parasolida – dostępny tutaj.

Tutaj mała dygresja: część z osób związanych ze światem CAD, z którymi miałem okazję rozmawiać (także przedstawiciele światka dziennikarskiego) powątpiewają w szczerość tych deklaracji. Nastrój zwątpienia powiększają także niedawne decyzje osób ściśle związanych z SolidWorks o odejściu od firmy. Wracając do kernela, najczęściej pojawia się argument: skoro właścicielem Parasolida jest Siemens PLM Software, to Dassault Systemes (którego częścią jest SolidWorks) prędzej czy później zrezygnuje z płacenia za prawa do licencji i postawi na zupełnie nowe jądro systemu... Osobiście, po rozmowie z przedstawicielami DS SolidWorks, zaczynam w to wątpić. Parasolid jest sprawdzonym rozwiązaniem, konkurencja DS wykorzystuje go nie tylko w CAD 3D przeznaczonym dla rynku średniego odbiorcy, ale na jego bazie rozwija także swój flagowy produkt. A CATIA w wersji V5 i V6 dedykowana jest jednak innemu odbiorcy, niż użytkownicy SolidWorks. Można oczywiście oczekiwać, iż np. DraftSight czeka na tyle dynamiczny rozwój, iż za lat kilka to on zastąpi SolidWorks – ale tego także bym się nie spodziewał. DraftSight pozostaje darmowym narzędziem i zapewne jeszcze długo nim będzie.

Ale, ale – czy słyszeli Państwo o tym, że ARAS (firma oferująca otwarte, darmowe rozwiązanie PLM – nie „PDM”, ale „PLM” właśnie – przygotowała specjalną propozycję dla użytkowników SolidWorks i Enterprise? Więcej na ten temat postaram się wrzucić do nowości...

Konferencja w Linz była ciekawa. Dwa przeprowadzone oficjalnie wywiady czeka żmudny, „korporacyjny” proces autoryzacji (proszę Państwa, jednym z moich rozmówców był nie kto inny, tylko człowiek odpowiedzialny m.in. za rozwój formatu *.jt), ale przywiozłem ze sobą także kilka mniej oficjalnych nagrań – z rozmów z partnerami Siemens PLM Software obecnymi podczas wydarzenia organizowanego przez PLM Europe. I – jak to szczęśliwie dla mnie się składa – miałem okazję spotkać kogoś, kto – podobnie jak John Hilton – tworzył podwaliny obecnego sukcesu 3Dconnexion i manipulatorów przez nią oferowanych. Tym kimś był przyjaciel, współpracownik Johna Hiltona (www.spatialfreedom.com), podobnie jak on wynalazca manipulatora 3D, zwanego obecnie „myszką 3D” – Bernd Gombert, właściciel SpaceControl, a wcześniej wieloletni pracownik... 3Dconnexion właśnie – ale ta branża jest mała! Obecny był, w przeciwległym do 3Dconnexion końcu sali, wraz z oferowanymi przez siebie manipulatorami – vide zdjęcie.

 

Patrząc na nie zacieram dłonie, gdyż niebawem czeka mnie – i Państwa – pierwsze w Polsce porównanie konkurencyjnych myszek 3D pochodzącym od trzech producentów: 3Dconnexion, SpatialFreedom i SpaceControl. Wymieniam je w tej kolejności, gdyż tak mniej więcej kształtują się ceny oferowanych manipulatorów; najtańszy model ma nadal w swojej ofercie 3Dconnexion, niekwestionowany lider rynku (a w Polsce monopolista :)) - myślę tutaj o prostym, wręcz prymitywnym SpaceNavigatorze. Inne modele w ofercie firmy nie mogą już konkurować cenowo z ofertą pozostałych producentów, a ci z kolei przygotowali naprawdę funkcjonalne rozwiązania, bijące SpaceNavigatora na głowę. Chociaż ocena Astroida (ze SpatialFreedom), który zdecydowanie odstaje pod względem wzornictwa od pozostałych urządzeń, zachowując przy tym dobrą ergonomię, nie jest łatwa. Dlaczego? Otóż jego ogromną wadą pozostaje brak aktualnego wsparcia programowego (sterowników) do systemów CAD 3D i innych; zarówno 3Dconnexion, jak i SpaceControl takie wsparcie gwarantują i istotnie zapewniają. Ale do tematu jeszcze powrócę, chociaż owych „powrotów” zebrała się już spora kolejka. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, by przygotować niebawem e-wydanie, w całości składające się właśnie z takich czekających na swoje pięć minut tematów? Może być ciekawe... A przy okazji – kolejne papierowe... przed Świętami Bożego Narodzenia.

Siemens PLM Software poinformował niedawno nie tylko o nowym Parasolid, ale także – o D-Cubed. Niektórzy z Państwa zapewne doskonale zdają sobie sprawę, jaką rolę odgrywa w technologii synchronicznej. Z jednej strony „stare”, wypróbowane jądro Parasoid, z drugiej – D-Cubed. Synchronous Technology wydaje się być czymś, co stanowi ogniwo pośrednie, albo raczej – nadbudowę pozwalającą na symultaniczne korzystanie z obu elementów układanki, która składa się zarówno na funkcjonowanie, na sposób funkcjonowania nowego Solid Edge ST4, jak i najnowszej edycji NX 8 – także z technologią synchroniczną (więcej o D-Cubed tutaj).

Przy okazji – do grona dostawców rozwiązań CAD, którzy idą w ślady Siemens PLM Software, dołączył niedawno Bricscad (V12 zapewnia możliwości modelowania bezpośredniego i parametrycznego), a niebawem, w oparciu o podobną technologię (za którą stoi m.in. LEDAS), podobnym tropem podąży KOMPAS-3D (o czym wspomniałem już w nowościach, np. tutaj).

I jeszcze jedno, na zakończenie: Ralph Grabowski (upFront e-zine) wieści koniec rozwiązaniom CAD „w chmurze”. Jaka przyszłość czeka Cloud Computing – o tym napiszę następnym razem. A wcześniej, na SolidEdgeblog.pl – relacja z PLM Connection Europe 2012!

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Przypomniało mi się ciekawe zdarzenie. (...) na wspomnianych wakacjach w Murckach pewnego pięknego poranka dziadek mówi do mnie: – Janek, poszukaj gdzieś na śmietniku takiej (w tym momencie pokazał mi, czego szukać) puszki po konserwie! Poszedłem i przyniosłem, co trzeba, nie wiedząc, do czego ta puszka jest potrzebna. Jak się później okazało, dziadek wykonał kokilę tłoka, a puszka była potrzebna do odlania tłoka do motocykla. Po odlewie tłok został przekazany do dalszej obróbki i do dorobienia pierścieni. Wszystkie operacje były wykonane „złotymi rękami” polskich starych rzemieślników. Przypadki takie były czymś normalnym. (...)”

Tomasz Szczerbicki: Od zawsze na motocyklu – klan Hennków, w: Automobilista, nr 10/2011, s. 39


Czwartek, 13.10.2011 r.

Spełnione marzenia

Czy pamiętają Państwo jedno z pierwszych, wtedy jeszcze bezpłatnych wydań „Projektowania i Konstrukcji...”? Konkretnie chodzi o numer 2 z 2008 roku. Na jego okładce widać fragment komputerowej wizualizacji polskiego koncepcyjnego motocykla. Miło mi poinformować Państwa, iż motocykl ten przybrał już fizyczną postać. Podobnie jak CADblog.pl, który – jak powiedział pewien znajomy obcokrajowiec – jest chyba pierwszym na świecie blogiem w papierowej postaci...

Jak wynika z powyższego – marzenia się spełniają. Przyznam bowiem, iż kiedy po raz pierwszy miałem okazję napisać kilka zdań na temat koncepcji JJ2S (motocykla z dwusuwowym silnikiem w układzie krzyżowym), chociaż gorąco dopingowałem realizację owej koncepcji w rzeczywistości, to jednocześnie w głębi duszy odczuwałem smutek i lęk, iż pomysł ten nigdy nie doczeka się finału w postaci budowy gotowego egzemplarza – choćby prototypu, chociaż jednej sztuki.

Jednak zapał i determinacja J. Jacka Synakiewicza, pomysłodawcy, autora i realizatora śmiałego projektu, doprowadziły do tego, iż marzenie się spełniło – doczekaliśmy się nowego polskiego motocykla. Co prawda na razie ma on postać egzemplarza studialnego, ale – jest! Fizycznie, a nie w postaci wirtualnego modelu.

Zainteresowanych szczegółami tego projektu zapraszam na strony JJ2S (tutaj i tutaj), poświęcone temu motocyklowi. Mogę także zapowiedzieć, iż w kolejnym wydaniu CADblog.pl nie zabraknie miejsca (mimo objętości „40 i 4”) na to, by przybliżyć zarówno historię projektu, jak i najnowsze informacje na jego temat. Teraz poinformuję tylko Państwa w telegraficznym skrócie, iż 22 lipca bieżącego roku, JJS Design J. Jacek Synakiewicz wraz z jego studialnym motocyklem zostali zaproszone na wystawę „Design in Poland – Transition to Modernity”, organizowaną przez Urząd Patentowy RP. Wystawę można było odwiedzać w dniach od 26.09. do 2.10.2011 r. w... Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym w Genewie (sic!), w czasie trwania Walnego Zgromadzenia Krajów Członkowskich Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Ale – co warte uwagi – wystawa ta będzie też prezentowana w Poznaniu przez cały listopad, w czasie trwania Międzynarodowych Targów Poznańskich. Na pewno warto znaleźć czas, by zjawić się tam chociaż na chwilę (link do oficjalnej strony wystawy tutaj).

Jak doszło do budowy prototypu, fizycznego egzemplarza motocykla?
Po otrzymaniu zaproszenia (na wystawę Design in Poland – przyp. redakcji) doszedłem do wniosku, że pokazywanie projektu to już trochę za mało – opowiada J. Jacek Synakiewicz. – Po dłuższej rozmowie telefonicznej z Wojtkiem Garusem, współwłaścicielem firmy GG TECH W. Garus i T. Gromek Spółka Jawna podjęliśmy decyzję o budowie motocykla studialnego, którego głównym zadaniem ma być zaprezentowanie możliwości projektowych JJS Design i możliwości wykonawczych GG TECH. Po podjęciu decyzji GG TECH rozpoczął prace związane z wykonaniem poszczególnych elementów silnika, a ja szukałem wykonawców ramy i układu wydechowego. Nie było to łatwe, jednak ostatecznie wykonać wydech zobowiązał się Robert Pawłowski, właściciel firmy MOTO WYDECH z Konstancina-Jeziornej, a ramy Zbigniew Lech, wspówłaściciel firmy Z.P.U. Profes S.C. z Kwidzyna...
Efektem miesięcznej, bardzo ciężkiej pracy wszystkich zaangażowanych w ten projekt jest to, co można obejrzeć na stronie: http://jjsdesign.net/motocyklstudialny, a także w listopadzie w Poznaniu podczas MTP.
– Planujemy zakończyć budowę motocykla studialnego w przyszłym roku i zaprezentować go na jednym z salonów motocyklowych – dodaje autor projektu.

To chyba nie jest przypadek. Pana J. Jacka Synakiewicza spotkałem na początku mojej „przygody” z własnymi próbami medialnymi o tematyce CADowskiej. I po kilku latach od tego momentu, mniej więcej w tym samym czasie, nasze marzenia się spełniają i to w podobny sposób: jego – o motocyklu w fizycznej postaci, moje – o CADblogu w postaci papierowej (a więc było nie było także fizycznej). Szkoda jedynie, iż historia JJ2S nie zagościła na łamach debiutującego podczas Wirtotechnologii wydania.

A z jakim przyjęciem spotkał się papierowy CADblog.pl na wspomnianych targach?
Nawiasem mówiąc, są to chyba jedyne targi „dla mnie”, o tematyce stricte CAx, chociaż w tym roku zdawały się one być trochę przytłoczone odbywającym się równolegle Toolex'em. Nie zmienia to jednak faktu, iż takie połączenie imprez wydaje się rzeczywiście uzasadnione i na tle minionych lat – najbardziej trafne.

Przyjęcie było jak najbardziej pozytywne. Stali Czytelnicy nie byli zaskoczeni, raczej usatysfakcjonowani, iż miałem okazję wywiązać się z dużo wcześniejszych zapowiedzi o wydaniu papierowym. Padały pytania o przyszłość CADblog.pl – czy będzie już zawsze w postaci elektronicznej i papierowej, czy należy spodziewać się ewolucji w kierunku odpłatnego czasopisma (w przypadku wersji elektronicznej kolejny raz mogę zapewnić, iż pozostanie ona bezpłatna, chociaż dostęp do niej może być „limitowany” koniecznością pozostawienia po sobie „śladu” w bazie danych Czytelników, czy to na Forum, czy na liście odbiorców newslettera), czy będzie dostępny także w postaci dedykowanej na urządzenia mobilne itp. Tutaj pojawiły się także uwagi krytyczne pod adresem wersji flash – o ile pliki pdf można spokojnie czytać, przeglądać na w zasadzie każdym urządzeniu przenośnym, niezależnie od systemu operacyjnego w nim używanego (Android, Symbian, Chrome itp.). o tyle te ostatnie wymagają raczej korzystania z komputerów z systemem Windows (i możliwie dużym ekranem). Rozmowy te nie pozostaną bez wpływu na ostateczny kształt CADblog.pl i utwierdzają mnie w przekonaniu, iż pojawianie się na Wirtotechnologii, nawet z małym stoiskiem, dającym okazję do spotkania się z Państwem już nie „on-line”, ale twarzą w twarz, ma sens. O tym, co ciekawego można było zobaczyć, kogo spotkać, z kim porozmawiać podczas tegorocznych targów, więcej niebawem w osobnym poście.
Dodam jedynie, iż do rąk Czytelników trafiło ponad 450 egzemplarzy papierowego CADblog.pl. I na taką ilość szczęśliwie byłem przygotowany.

Formuła „40 i 4”, mimo skojarzeń literackich (i nie tylko), okazała się – przynajmniej teoretycznie – trafiona. W tym sensie, iż kontynuacja na łamach strony CADblog.pl publikacji zawartych w wersji papierowej pozwala po pierwsze: na lekceważenie ograniczeń związanych z objętością, po drugie: na zwiększoną „multimedialność” udostępnianych materiałów. W praktyce – sprawdziła się trochę mniej, a to z tego względu, iż nadal jeszcze nie udało mi się udostępnić „on-line” wszystkich zapowiadanych artykułów, a także ich rozszerzeń i uzupełnień. Cóż, jesienne miesiące to także czas intensywnych przygotowań do przyszłorocznych działań, planowanie kalendarza e-wydań (zdążyłem już zapomnieć o tym, co to takiego – chociaż prawdę mówiąc nawet gdy był, niespecjalnie się do niego stosowałem), a także spotkań, wywiadów, konferencji (że wspomnę tylko zbliżające się PLM Connection, następnie warszawską konferencję CNS, spotkanie polskiej „doliny lotniczej” na zamku w Krasiczynie – a wszystkie w drugiej połowie października!), wydarzeń organizowanych na uczelniach technicznych (w końcu początek roku akademickiego mamy już za sobą), a przede wszystkim – walka z narosłymi zaległościami. Ale mając za sobą Państwa wsparcie, powinienem sobie z tym poradzić.

Zachęcam Państwa do pobierania najnowszego wydania w postaci elektronicznej, a w tym celu – do rejestracji na liście odbiorców newslettera lub w gronie forumowiczów; w obu przypadkach wymagany jest jedynie adres mailowy. Osoby zainteresowane otrzymywaniem egzemplarzy papierowych, proszę o dodawanie odpowiedniego komentarza albo przy okazji rejestracji, albo w osobnym mailu kierowanym na adres: prenumerata@cadblog.pl

Dziękując za uwagę
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski


Cytat tygodnia

„Z pracy swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny i poprzez pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki,
a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa,
w którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty. (...)”

Z encykliki „Laborem exercens” bł. Jana Pawła II


Piątek, 23.09.2011 r.

„Nie odejdziemy od Parasolida. To będzie ewolucja, a nie rewolucja...”

W minioną środę, 21 września, podczas spotkania dla dziennikarzy (zorganizowanego podobnie jak w ubiegłym roku w czeskiej Pradze), miała miejsce oficjalna premiera SolidWorks 2012

Czy było interesująco? Tak, z punktu widzenia zarówno użytkowników systemu (ponad 200 ulepszeń, w tym kilku z pewnością bardzo istotnych), jak i osób zastanawiających się, jaka będzie przyszłość SolidWorks pod skrzydłami Dassault Systemes. Aby nie trzymać Państwa dłużej w napięciu, zacznę od owej przyszłości. Po pierwsze, Uwe Burke (dyrektor DS SolidWorks Corp. na Europę Środkową) i Andreas Spieler (Product Manager) zdecydowanie zdementowali pogłoski, jakoby SolidWorks miał odejść od sprawdzonego, wypróbowanego kernela, jakim jest Parasolid.

Nie oznacza to oczywiście, iż nie będzie dokonywana integracja, a w pewnych obszarach unifikacja z innymi rozwiązaniami DS – szczególnie z platformą V6.
Tutaj największe znaczenie będzie mieć bowiem możliwość współpracy, integracji i wymiany danych pomiędzy systemami pochodzącymi od Dassault Systemes. W tym świetle inaczej można odebrać słowa CEO DS, Bertranda Sicota, mówiącego, iż „SolidWorks to marka, i takie jest jego miejsce w strukturach DS” (wg „UpFront.eZine” Ralph'a Grabowskiego, wydanie 706 z 15 września br.). SolidWorks będzie rozwijany niezależnie i nie czeka nas żadna rewolucja, a co najwyżej: „rewolucyjne możliwości modelowania i współpracy z użytkownikami, wprowadzone na drodze stopniowej ewolucji”. I w ten sposób wątpliwości, wzbudzone zresztą przez sam zespół SW (chociażby prezentacją SolidWorks dla branży architektonicznej, zbliżonego bardzo do CATIA V6), w moim przypadku się rozwiały.

Skoro wiemy już, że SW będzie ewoluował, ale nadal bazując na Parasolidzie, przejdźmy do samej konferencji (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Mechanizmem nazywamy zespół części powiązanych ze sobą ruchowo w ten sposób, że określony ruch jednej z tych części wywołuje ściśle określony ruch każdej z pozostałych. Części mechanizmu nazywamy członami (ogniwami), a połączenie ruchowe poszczególnych członów – węzłami (parami kinematycznymi). Każdy węzeł mechanizmu składa się z dwóch półwęzłów, z których każdy jest sztywno związany z jednym z łączonych członów (...)”

Z. Orlik, W. Surowiak: Części Maszyn. WSZiP 1974


Piątek, 16.09.2011 r.

Monitor do CAD? To proste: im większy, tym lepszy...

I taka wydaje się oczywista i jedynie słuszna odpowiedź. Tymczasem okazuje się, iż wybór ekranu, w który będziemy się wpatrywać podczas godzin spędzanych na naszym ulubionym zajęciu (jakim niewątpliwie jest projektowanie) musi uwzględniać jednak więcej czynników

Już jakiś czas temu planowałem na łamach CADblog.pl dotknąć szerzej tematyki związanej z „hardware” (próbą uczynioną w tym kierunku były np. publikacje porównawcze myszek 3D, a także artykuły na temat urządzeń do szybkiego prototypowania – to ostatnie czeka niedługo „renesans” na łamach CADblog.pl), ale skromne moce przerobowe i ilość wydarzeń związanych z samym oprogramowaniem skutecznie to uniemożliwiały. Szukając inspiracji do ostatecznego kształtu i formy wydania papierowego, nie mogłem nie sięgnąć do „klasyki gatunku” w postaci amerykańskiego CADALYST'a, a przy tej okazji natrafiłem na blog, prowadzony w partnerstwie z Dell i AMD. Blog poświęcony właśnie zagadnieniom strony sprzętowej, a nie programowej.

I tak 13.09. br na jego łamach (link tutaj) ukazał się artykuł, a w zasadzie pierwsza część artykułu poświęconego wyborowi najlepszej „grafiki” do zastosowań CAD. Autor publikacji, Art Liddle, już w pierwszych słowach stwierdza, iż wybór monitora jest tym najważniejszym związanym z zakupem całej stacji roboczej. Uzasadnienie jest proste – zarówno procesor, jak i pamięć naszego zestawu, jesteśmy w stanie uzupełnić w późniejszym czasie, natomiast coś takiego jak „upgrade” monitora jest rzeczą raczej niespotykaną. Kupujemy urządzenie, które powinno służyć nam przed kilka lat, bez potrzeby myślenia o jego zmianie. „Może się zdarzyć, że twój monitor przeżyje jedną, dwie, a może i trzy stacje robocze, na których w międzyczasie będziesz pracował”.
Gdy zerkam na moje „zaplecze komputerowe”, którego monitory – dobrej klasy – pamiętają jednak początki przygody z DTP, nie mogę nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem.
Innymi słowy – wybierając monitor „inwestujemy w przyszłość”. I tego się trzymajmy.

Z punktu widzenia portfela
To miłe, iż nie tylko my „trzymamy się za portfel” planując wydatki, nawet związane z naszym warsztatem pracy. Amerykański publicysta także przyznaje, iż czynnikiem, który w największym stopniu wpływa na wybór monitora, jest jego cena. Wpływ ten okazuje się jeszcze większy, gdy docelowo planujemy korzystać z monitora w domu, a nie w pracy. W tym przypadku łatwiej przychodzi nam decyzja o urządzeniu z niższej półki. A jednak Art zwraca uwagę, by na tym składniku stacji roboczej nie oszczędzać. Powody wskazałem wcześniej – inne elementy (procesor, pamięć, HDD) łatwiej wymieniać na mocniejsze, metodą drobnych kroków. A monitor ma służyć komfortowo (i bezpiecznie dla oczu) jak najdłużej.

Skoro kryterium ceny mamy już za sobą, czas na kolejne. I jest nim tytułowy rozmiar. Obowiązuje tutaj prosta zasada: kupujemy największy monitor, na jaki pozwala nasz założony budżet. I na pewno minimum na dziś do zastosowań CAD to przekątna 24'', a standardem powinien być monitor 27''. Z własnego doświadczenia zgadzam się z tym całkowicie. Na mniejszych monitorach, powiedzmy 19-21'', też oczywiście da się pracować, ale komfort pracy na większych ekranach jest nieporównywalny. Złośliwi nie bez racji mówią, iż na wszystkim, co oferuje przekątną poniżej 24'' da się uruchomić system CAD. Uruchomić, ale nie pracować. Cóż, czasem na potrzeby testów uruchamiam systemy CAD nawet na budżetowym notebooku Samsunga (model NC10, przekątna ekranu chyba coś koło 10,2''). Jeśli środowisku systemu rozpoznaje rozdzielczość i wielkość ekranu prawidłowo, przestrzeń na rysowanie/modelowanie pozostaje istotnie niewielka. Problemy zaczynają się wtedy, gdy niektóre polecenia, okna menu itp. wyświetlane są już poza ekranem i dostęp do nich jest utrudniony, lub wręcz niemożliwy (utrudnienia pojawiają się już np. podczas pracy z takim niewymagającymi z pozoru aplikacjami, jak DraftSight).

Wracając do meritum, kwestia finansowa w zasadzie przestaje być tutaj przeszkodą, monitory LCD 24'' można kupić już od 600 – 700 złotych. Co prawda, raczej będzie to BenQ, albo LG, a nie ACER czy Dell, ale cóż. I jeszcze jedno: obecnie na rynku spotkamy w zasadzie przede wszystkim monitory LCD (nawet jeśli w nazwie wymieniony jest skrót LED, np. MONITOR LG LED 24" E2441T-BN), diody LED wykorzystujące jedynie do podświetlenia matrycy.

 

LG LED E2441T-BN 24'' za 650 zł vs Dell U2410 24'' za 1700 zł

I w ten sposób zbliżamy się do trzeciego kryterium: a jest nim rozdzielczość. Dla przekątnej 24 cali minimalna wynosić powinna 1920 pixeli na szerokość. W rozwiązaniach z wyższej półki (i monitorach 30''), rozdzielczości rzędu 2560 pix nie powinny nikogo dziwić.

Kolejne kryteria to jasność (min. 250 cd/m2), kontrast (1000 : 1, ale uwaga – bardzo często podawany jest tzw. dynamiczny, wielokrotnie większy np. 1 000 000 : 1), czas reakcji (6 ms to optimum, a na pewno nie może być większy niż 8 ms), kąt widzenia w poziomie (ok. 170 stopni) i ilość wyświetlanych kolorów 16,7 mln (optymalna dla większości zastosowań CAD). Nawiasem mówiąc, wspomniany wyżej monitor LG spełnia wszystkie te kryteria, a można go nazwać budżetowym; jego cena na jednym z popularnych serwisów aukcyjnych, przy 24 miesięcznej gwarancji, nie przekracza kwoty 650 złotych netto.

Przy doborze monitora warto sprawdzić, czy nasza karta graficzna będzie w stanie w pełni wykorzystać jego możliwości. Chociaż w przypadku powyżej przyjętego minimum, większość kart do zastosowań CAD nie powinna mieć z tym najmniejszych problemów.

Zainteresowanych pełną treścią artykułu zapraszam do odwiedzin na blogu „CADspeed”, link tutaj.

Źródło: CADALYST, CADspeed


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Nie mamy w ostatnich latach wielu symboli i idei jednoczących naród ani wielu powodów do dumy. Roztrwonione dziedzictwo „Solidarności”, wyprzedany majątek narodowy, zadłużone państwo, brak sztandarowych inwestycji na miarę międzywojennej budowy Gdyni, najgorsze w Europie drogi i koleje (...). W sferze gospodarki nie mamy żadnego produktu, jak pisał Jacek Karnowski, „technologicznie bardziej skomplikowanego niż wódka”, który na świecie kojarzyłby się z Polską...”

ks. Henryk Zieliński, „Dumni z Polski?” w: Idziemy, nr 36/2011


Piątek, 9.09.2011 r.

Dlaczego lubię Chrome?

Ten wpis proszę potraktować trochę z przymrużeniem oka, gdyż na tej zasadzie zazwyczaj staram się traktować wszelkie rankingi, statystyki itp. Przynajmniej do czasu, gdy wszystkie wskaźniki spokojnie rosną, zwiększa się liczba pobrań starych wydań z Archiwum, a także innych udostępnianych materiałów

Nie zmienia to faktu, iż w przeglądarce Google, wpisanie hasła CAD powodowało w historii CADbloga najróżniejsze reakcje: zdarzało się, iż moja witrynka uwzględniana była w pierwszej dziesiątce wyników, czasem nawet na drugim (po CAD.pl) miejscu (!). Najczęściej pojawiała się w okolicach czwartej lub piątej strony, ale był także moment, kiedy nie można jej było znaleźć wcześniej niż przed piętnastą. Ponieważ statystyki nawet wtedy wykazywały przeważnie niewielki wzrost (nie licząc wakacyjnych miesięcy), specjalnie się tym nie przejmowałem.

Cóż, nigdy nie korzystałem z usług płatnego pozycjonowania, a raczej starałem się dbać o stosunkowo wysoką pozycję poprzez dobór treści i odpowiednich słów kluczowych.

Co to ma wspólnego z tytułowym Google Chrome? Otóż po zainstalowaniu tej przeglądarki, od miesiąca niezmiennie CADblog.pl pojawia się na drugiej pozycji. Prawdopodobnie spowodowane jest to jakimś mechanizmem wewnętrznym, użytym w Chrome, który sprawia, iż witryna ta „szczególnie bliska memu sercu”, w wyszukiwarce uruchamianej na moim osobistym komputerze, pojawia się zawsze na tej samej pozycji. Ale nawet jeśli tak jest – czy jest to powód, by przestać lubić Chrome?

Wyszukiwarka Google uruchomiona w oknie przeglądarki Google Chrome. I jak tu nie lubić Chrome?

Wyszukiwarka Google i Mozilla Firefox. 16 kwietnia 2011 roku, godz. 19:51. Na hasło „cad”, CADblog.pl pojawił się
zaraz po CAD.pl...

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

P.S.
Z ubiegłorocznego doświadczenia wynika, iż nic tak nie poprawia statystyk, jak nowe e-wydanie dostępne do pobrania bez ograniczeń. Już niebawem! Potrzebuję tylko chwili spokoju :)

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Czwartek, 8.09.2011 r.

Program akademicki bez ograniczeń

Michael Brown (Siemens PLM Software) w rozmowie z CADblog.pl opowiada o edukacyjnej wersji Solid Edge ST 4

Nie ukrywałem i nie będę ukrywał, iż sposób, w jaki Siemens PLM Software zdecydował się udostępnić wersję studencką oprogramowania Solid Edge ST 4, zdecydowanie przypadł mi do gustu, chociaż budził też w pewnych obszarach wątpliwości. Z ogromną przyjemnością przyjąłem zatem propozycję przeprowadzenia rozmowy, w zasadzie – telekonferencji – ze ścisłym gronem decyzyjnym z ramienia firmy, odpowiedzialnym zarówno za stronę techniczną Solid Edge ST 4, jak i za szeroko rozumiany program akademicki.

Do rozmowy doszło wczoraj (nawiasem mówiąc, to mój debiut jeśli chodzi o tego typu telekonferencje), a moim rozmówcą okazał się Michael Brown, odpowiedzialny w Siemens PLM Software właśnie za Solid Edge ST 4 w wersji studenckiej, a dokładnie – za całość realizowanego (także poprzez rzeczoną wersję ST 4) programu akademickiego.

Siemens PLM Software i program akademicki
Zaoferowanie bezpłatnej wersji studenckiej to dopiero początek. W ramach programu jego uczestnicy nie tylko będą mogli korzystać z pomocy on-line, newsletterów zawierających samouczki, porady, sposoby rozwiązywania problemów (o tym, że ta część programu akademickiego została już wdrożona i działa mieli okazję przekonać się wszyscy, którzy zdążyli już zarejestrować się, pobrać i zainstalować wersję „studencką”), ale także – uczestniczyć w powstawaniu internetowej społeczności związanej z Solid Edge ST 4, a szczególnie – z jego darmową edycją.

Jednym z celów powołania do życia takiego programu, w takiej właśnie formie – bez kłopotliwej rejestracji, bez szeregu formalności wymaganych do spełnienia (np. posiadanie adresu mailowego związanego z uczelnią, podawanie – w celu weryfikacji – numeru indeksu itp.) była chęć udostępnienia w prosty i bezproblemowy sposób najnowszych rozwiązań Siemens PLM Software (i pod pojęciem „najnowszych rozwiązań” rozumiemy nie tylko Solid Edge jako taki, ale także technologię synchroniczną, obecną także w innych systemach firmy) każdemu (!) zainteresowanemu. Każdemu – czyli w praktyce nie tylko studentom, ale także potencjalnym klientom, ale także amatorom, segmentowi „Do It Yourself” – czyli kontynuatorom tradycji Adama Słodowego. Dlaczego zatem nie nazwano takiej wersji – wersją demonstracyjną i np. nie ograniczono czasowo jej funkcjonalności – jak to było w przypadku np. ST 3? Cóż, Solid Edge ST 4 w wersji edukacyjnej/studenckiej – jak zwał, tak zwał – pomyślany został przede wszystkim jako element realizowanego przez Michaela Browna akademickiego programu. A że przy okazji może posłużyć jako wersja testowa... Najważniejsze ograniczenia w jego zastosowaniu zawarte są w umowie licencyjnej, akceptowanej przez każdego uczestnika programu. I Michael Brown nie ukrywa, iż liczy na to, iż większość osób korzystających z Solid Edge ST 4 w takiej formie, będzie tych ograniczeń przestrzegać.

W jakim celu?
To proste: każdy student, każdy uczeń uczelni technicznej, zyskał dostęp do rozwiązania oferowanego przez Siemens PLM Software. Nie jest ograniczony oprogramowaniem dostępnym na uczelni, nie jest uzależniony od umów zawartych między kadrą, a dostawcami oprogramowania. Co więcej, zyskuje możliwość konfrontowania środowiska pracy poznanego podczas zajęć, ćwiczeń, wykładów z tym, do czego dostęp uzyskuje także w domowym zaciszu. A zespół odpowiedzialny za Solid Edge ST 4 jest przekonany, iż ich dzieło wyjdzie z takiej konfrontacji zwycięsko.

W konsekwencji, teoretycznie każdy absolwent uczelni lub kierunku technicznego, będzie mógł wykazać się umiejętnością pracy w środowisku technologii synchronicznej, w środowisku Solid Edge ST 4. Jakie ma to znaczenie dla polityki firmy i w jaki sposób może przełożyć się w przyszłości na wzrost zamówień na to oprogramowanie, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Potencjalne korzyści zdecydowanie przewyższą ewentualne „straty” związane z rezygnacją z odpłatnego udostępniania licencji studenckiej, jak ma to miejsce w przypadku systemów oferowanych przez innych dostawców (może się mylę, ale wydaje mi się, iż Siemens PLM Software jako pierwszy w historii zdecydował się udostępnić licencje akademickie swojego oprogramowania całkowicie bezpłatnie).

W rozmowie zauważyłem, iż pojawiają się w sieci opinie i głosy mówiące o tym, iż stosunkowo niewielu użytkowników Solid Edge (mniej niż połowa) korzysta na co dzień z możliwości technologii synchronicznej. Udostępnienie, upowszechnienie Solid Edge ST 4 na obecnych zasadach z pewnością także stanowi krok w kierunku częstszego wykorzystywania możliwości wynikających z braku ograniczeń charakterystycznych dla tradycyjnego, parametrycznego podejścia.

Praktycznie bez ograniczeń
Czym charakteryzują się najczęściej wersje testowe? Ograniczonym czasem używania, ograniczoną liczbą uruchomień, ograniczeniami zapisu. A wersje studenckie? Roczna licencja nie może być postrzegana jako ograniczenie czasowe, ale najczęściej pojawiają się restrykcje jeśli chodzi o import, eksport i zapis plików/modeli z systemów zewnętrznych, bądź utworzonych w wersji studenckiej danego oprogramowania. Często za tym idzie brak dostępu do niektórych, nierzadko bardziej zaawansowanych funkcjonalności, lub też modułów dodatkowych.
W przypadku Solid Edge ST 4 mamy do czynienia z sytuacją zgoła odmienną. Po pierwsze, nie ma ograniczeń jeśli chodzi o import, otwieranie plików pochodzących z zewnątrz. Co więcej, mogę dodać od siebie, iż zdecydowanie poprawiono opcje importu w stosunku np. do wersji ST 3; te same pliki zapisane do natywnego formatu w innym programie, otwierane w ST 3 zawierały pewne błędy, natomiast w ST 4 – błędów już nie było (więcej na ten temat tutaj).
Po drugie, mimo istnienia ograniczenia w pracy z plikami natywnymi Solid Edge (pliki zapisane do tego formatu można otworzyć i edytować jedynie w innej wersji studenckiej Solid Edge ST 4, a dokumentacja 2D generowana w programie posiada znak wodny wskazujący na użycie wersji edukacyjnej – czyli niekomercyjnej), w przypadku eksportu tych plików do formatu zewnętrznego (np. STEP) nie ma problemu z ich otwieraniem i edycją w innych systemach. Z takim podejściem nie mieliśmy chyba wcześniej do czynienia (przynajmniej osobiście się z tym nie zetknąłem).

Michael Brown zapytany o to, dlaczego zdecydowano się na taki krok, odpowiedział prosto: „Rozmawialiśmy z naszymi klientami, rozmawialiśmy ze studentami i środowiskami akademickimi, pytaliśmy o to, co najbardziej przeszkadza w korzystaniu z dotychczasowych programów akademickich, co denerwuje w ograniczeniach wersji studenckich, a czasem nawet – uniemożliwia dokładne poznanie działania systemu CAD w różnych sytuacjach. I postaraliśmy się, aby wersja edukacyjna ST 4 tych wszystkich ograniczeń nie miała”.

Co z pojawiającymi się dodatkowymi modułami, aplikacjami, etc?
Przed kilkoma dniami natknąłem się w sieci na informację odnośnie modułu Sustainability dla Solid Edge. Zacząłem się zastanawiać, czy moduł ten (może będzie to aplikacja zewnętrzna, a może plug-in do środowiska Solid Edge ST 4) będą mogli zainstalować i korzystać z niego także posiadacze licencji edukacyjnej. I co będzie w przypadku innych dodatków pochodzących od partnerów Siemens PLM Software. Na to pytanie Michael Brown nie mógł jeszcze udzielić ostatecznej odpowiedzi, a nie chciał wprowadzać mnie i moich Czytelników w błąd. Pytanie to pozostaje zatem otwarte, ale śmiem przypuszczać, iż – nie będzie problemu z instalacją takich dodatków. A kwestia ich praktycznego zastosowania – regulowana będzie zapewne tą samą umową licencyjną, na którą zgodzili się uczestnicy programu akademickiego, rejestrujący swoją wersję edukacyjną. Innymi słowy – edukacja tak, komercyjne zastosowania – już nie...

Do tematu postaram się powrócić, już po opublikowania nowego wydania. Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać tej chwili...

Maciej Stanisławski

Pełna treść rozmowy, uzupełniona m.in. o pytania z obszaru „technicznego”,
udostępniona zostanie (po uzyskaniu autoryzacji) na SolidEdgeblog.pl

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Czołg 7TP, mimo swojego powinowactwa z Vickersami, był czołgiem jakościowo innym. Wprowadzono prawie bezawaryjny silnik wysokoprężny o większej mocy wydatnie podnosząc bezpieczeństwo eksploatacyjne (czołg 7TP był drugim pojazdem bojowym z tego typu silnikiem na świecie! – przyp. red.), gdyż olej napędowy ma dużo mniejsze właściwości palne niż benzyna, pogrubiono pancerz, inaczej rozwiązano niektóre szczegóły. Jego własności terenowe były dobre (...), własności bojowe były dobre – a już na pewno był to czołg lepszy niż jego odpowiedniki w armii niemieckiej, Pz.Kpfw.I i Pz.Kpfw.II.”

A. Jońca, R. Szubański, J.Tarczyński, Wrzesień 1939: Pojazdy Wojska Polskiego. WkiŁ, Warszawa 1990, s. 58


Sobota, 03.09.2011 r.

ST 4 za darmo!

Proszę, nie minął tydzień od ostatniego wpisu, a moje słowa już się sprawdziły – może nie do końca, ale zawsze. Od kilku dni każdy zainteresowany ma obecnie możliwość testowania nieodpłatnie Solid Edge ST 4 przez okres 12 miesięcy, z możliwością jego przedłużenia. Każdy, pod warunkiem jednak, że... jest studentem. Ograniczeń wiekowych (tudzież kierunku studiów) w zasadzie nie ma

Korzystając z faktu, iż w zasadzie podyplomowych studiów dziennikarskich na wydziale UW jeszcze (sic!) nie ukończyłem, a indeks spokojnie leży sobie (czyt. „dojrzewa”) w szufladzie, podobnie zresztą jak praca dyplomowa na temat wydawanego w latach 1958-1959 tygodnika motoryzacyjnego „Auto-moto-sport”, poczułem, iż mogę skorzystać z oferty skierowanej przede wszystkim do żaków różnej maści i różnego autoramentu, a studiujących we wszystkich zakątkach globu.

Piszę „przede wszystkim”, gdyż z wypowiedzi znalezionych w sieci wynika, iż szefostwo Siemens PLM Software doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż sposób oferowania wersji edukacyjnej sprawi, że sięgną po nią zapewne nie tylko studenci, ale wszyscy zainteresowani nowym, ba – najnowszym dzieckiem firmy, w dodatku wyposażonym w technologię synchroniczną. Do tej pory dostępna była bowiem wersja demonstracyjna ST 3, z czasowym ograniczeniem do 30 dni.

Obecnie zaoferowana wersja edukacyjna ograniczenia takiego nie posiada. Program „zabezpieczono” natomiast przed niepowołanym użyciem komercyjnym w ten sposób, iż pliki zapisywane do natywnego formatu Solid Edge można odczytać i edytować, ale jedynie w środowisku innej edukacyjnej wersji ST 4. Jak miałem okazję się przekonać, wyeksportowanie tego samego modelu do formatu zewnętrznego (np. STEP) sprawia, iż ograniczenia przestają obowiązywać, ale o tym za chwilę.

Aby zainstalować darmową – ale pokreślmy: jedynie do użytku niekomercyjnego, przeznaczoną dla studentów studiów dziennych, wieczorowych i zaocznych (vide rys. powyżej) wersję edukacyjną Solid Edge ST 4, wystarczy wejść na stronę producenta, wypełnić krótką ankietę (w której podajemy także nazwę uczelni i kierunek studiów – w moim przypadku podanie „dziennikarstwa” nie stanowiło przeszkody), potwierdzić zapoznanie się z warunkami licencji i wynikającymi z niej sposobami korzystania z oprogramowania i... wysłać ją do producenta. Mailem zwrotnym otrzymujemy plik licencji, który należy zapisać w znanym i łatwym do odnalezienia miejscu na dysku, a następnie skorzystać z nadesłanego w tym samym mailu linku i pobrać blisko 2,2 GB danych – czyli wersję instalacyjną Solid Edge ST 4 w wersji „edu”. Plik licencji nie działa z komercyjną wersją systemu, także konieczne jest pobranie z serwera firmy właściwej wersji edukacyjnej.

Przed instalacją Solid Edge ST 4 edu, warto usunąć – jeśli taką posiadamy – wcześniejszą wersję systemu (w moim wypadku było to ST 3, która została w komputerze, mimo iż już dawno skończył się okres testowy). Dodam, iż ST 4 nie weszła w kolizję z zainstalowanym równolegle Solid Edge 2D Drafting v103 (w wersji polskiej). Wspomnę tutaj, iż pobierana przez nas i instalowana wersja edukacyjna jest oczywiście anglojęzyczna, chociaż mamy możliwość wyboru kilku opcji językowych, ale na polską wersję trzeba będzie kilka tygodni poczekać.

Podczas instalacji program zwróci się do nas z prośbą o wskazanie położenia pliku licencji; pamiętając o tym, gdzie zapisaliśmy otrzymany w mailu plik SElicence.txt, nie będziemy mieli żadnego problemu z dalszym procesem. Solid Edge ST 4, podobnie jak jego poprzednie wersje, instaluje się bez problemu. Szkoda, że nie można tego samego powiedzieć o programach innych producentów.

Co potrafi wersja edukacyjna?
To samo, co wersja komercyjna, z zastrzeżeniem, iż modele wykonane w wersji edu i zapisane do formatów natywnych Solid Edge, można odczytać jedynie w innej wersji edukacyjnej. Nie ma natomiast żadnych ograniczeń w imporcie plików. Co więcej, jak miałem okazję się przekonać, import ten przebiega sprawniej niż w przypadku ST 3, a np. pliki natywne SolidWorks, które otwierały się z niewielkimi błędami (więcej na ten temat w artykule „ST 3 vs ST 4, czyli Solid Edge bez artefaktów”, dostępnego na SolidEdgeblog.pl), tym razem błędów tych już nie miały.

Cóż, nie ukrywam, że bardzo interesowała mnie kwestia eksportu, zapisu do innych formatów. I tutaj Solid Edge ST 4 oferuje nam kilka metod zapisu do formatu zewnętrznego. Albo skorzystamy z „Save” lub „Save as”, albo... z możliwości zapisu z translacją do formatu zewnętrznego („Save as Translated”). Skorzystałem z tego ostatniego, wybrałem format *.STP i prosty model, zawierający w zasadzie jedynie przykłady zaokrąglania krawędzi i otwór technologiczny, zapisałem w tym formacie. Jak Państwo się domyślają, chciałem przekonać się, czy ograniczenie w odniesieniu do modeli zapisanych do formatu Solid Edge (otwieranie ich jedynie w innej wersji edukacyjnej) dotyczyć będzie także plików zapisywanych w formatach zewnętrznych.

Mój skromny poligon doświadczalny pozwolił jedynie na przeprowadzenie testu za pomocą aplikacji „MoI” (Moment of Inspiration). Wczytałem plik „wyeksportowany” z edukacyjnej wersji Solid Edge ST 4 i... zgodnie z moimi przewidywaniami, okazał się on w pełni edytowalny w innym środowisku programowym!

Warto pochwalić, iż model otworzył się bezbłędnie (fakt, iż prosty jest jak przysłowiowa „konstrukcja cepa” i cóż niby miałoby się w nim popsuć) mimo zapisu do STEP. Nie było także problemu w eksporcie pliku modelu do formatu 2D *.pdf. Zarówno plik STEP, jak i wspomniany pdf, można pobrać tutaj (Przyklad_1.stp | Przyklad_1.pdf).

Cóż, z powyższego wynika, że:

1. w zasadzie główne ograniczenie w korzystaniu z pełni możliwości oferowanych przez Solid Edge ST 4 wynika z warunków umowy licencyjnej, do której przestrzegania zostajemy zobligowani w momencie pobrania i instalacji pliku (mam nadzieję, że opisywanie wersji edukacyjnej nie zostanie zinterpretowane jako jej komercyjne wykorzystywanie ;));

2. Studenci, ale także uczniowie techników i pracownicy sektora edukacji otrzymali wspaniały prezent, całkowicie na koszt Siemens PLM Software;

3. Należy mieć nadzieję, iż podobnie jak przypadku powielenia idei darmowego CAD 2D, również inni producenci idąc śladami Siemens PLM Software, w niedługim czasie zaoferują edukacyjne wersje swojego oprogramowania całkowicie za darmo; w zasadzie traktuję to jako pewnik. A Siemens jawi się tutaj jako prekursor działań szczególnie przyjaznych dla osób i instytucji dysponujących bardzo szczupłym budżetem.

Za takim podejściem – darmowym zaoferowaniem rozwiązania wysokiej klasy – kryje się coś więcej. Jest to element strategii, w Siemens PLM Software określanej mianem „GOPLM”. Można zatem spodziewać się, iż pozostałe oprogramowanie z oferty firmy, zostanie udostępnione dla celów edukacyjnych – na podobnych warunkach, chociaż w przypadku NX raczej bym się już tego nie spodziewał. Ale skoro mowa o „PLM”, to Teamcenter w wersji edu pojawi się z całą pewnością. Pozostaje jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać. A czas raczej nie będzie się dłużył, do dyspozycji mamy bowiem... najnowsze Solid Edge w wersji ST 4!

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |

P.S.
Siemens PLM Software wyraża zgodę na dzielenie się z innymi studentami raz pobraną wersją instalacyjną Solid Edge ST 4 edu, pod warunkiem jednak, iż korzystać będą z własnego, uzyskanego w wyniku rejestracji, pliku licencji. Jest to łatwe do sprawdzenia, gdyż plik (najprawdopodobniej) przypisany jest do adresu mailowego, na który został przesłany. Rejestracja pozwala ponadto na uzyskanie dostępu do forum i pomocy technicznej (udzielanej drogą mailową)...


Fot. Motocykl wyścigowy (o pojemności 125 ccm)
zaprojektowany (w Solid Edge) i zbudowany
przez studentów z politechniki w San Sebastian (Hiszpania)


Cytat tygodnia

„Pośpiech sprawdza się jedynie przy... łapaniu pcheł” :)

zasłyszane


Piątek, 26.08.2011 r.

Zapłacimy za PLM. CAD dostaniemy za darmo...

Idę o zakład, iż w ciągu najbliższej dekady powyższe słowa sprawdzą się nie tylko w przypadku darmowych rozwiązań zastępujących deskę kreślarską, ale także – w przypadku rozbudowanych systemów CAD 3D

Zaraz, zaraz – powie ktoś: przecież już w tej chwili możemy otrzymać, także za darmo, pełnowartościowe skalowalne rozwiązanie PDM/PLM, coś na kształt osławionego „pudełka”, będącego rozwiązaniem dla każdego, bez względu na to, jakich systemów CAD/CAM/CAE używa.

Dlaczego zatem w przyszłości mielibyśmy płacić za PLM, a CAD dostawać za darmo?
Cóż, moje przewidywania opieram tylko na obserwacji rynku. Po pierwsze – dynamicznie rozwijający się rynek usług dostępnych przez sieć. Po drugie: ilu dostawców darmowych systemów PLM mogą Państwo wskazać?

A ilu uznanych światowych producentów zdecydowało się na rozpowszechnianie darmowych aplikacji CAD 2D? Ba, możemy znaleźć wśród nich także pierwsze zwiastuny darmowego 3D i to także w obszarze wspomagania wytwarzania (opisywany przeze mnie w ubiegło tygodniowych nowościach „FreeMill”). Natomiast PLM za darmo można było otrzymać tylko od ARAS.

Jak takie podejście do rynku i klienta mogło się, dużej skądinąd firmie, opłacać? To proste. Z przedstawicielami ARAS miałem okazję spotkać się i porozmawiać podczas tegorocznego SolidWorks World. I chyba wtedy, po raz pierwszy w polskojęzycznej „prasie”, zaistniał ARAS jako dostawca rozwiązań PLM. W każdym razie dowiedziałem się, iż odpłatnością objęte są usługi, z których ewentualny klient może chcieć skorzystać. Innymi słowy – rozwiązanie dostajemy za darmo i jeśli chcemy z niego korzystać, także komercyjnie, nie musimy płacić nic. Ale nie spodziewajmy się szybko działającego i skutecznego wsparcia – bo firma tego nam nie zaoferuje, chociaż nie pozostawi nas także całkowicie bezradnych.

Ale jeśli chcielibyśmy zlecić implementację kompletnego rozwiązania, do dużego przedsiębiorstwa, mającego kilkadziesiąt stanowisk CAD, CAM, CAE, jakiś PDM, ewentualnie ERP – wtedy rachunek może okazać się wysoki, chociaż – jak zapewniają przedstawiciele firmy – niższy, niż w przypadku innych uznanych rozwiązań.

Cóż, sceptyk, który obudził się we mnie, podszeptywał, iż „cóż może być warte coś, co każdy może mieć za darmo”. Ale z drugiej strony, mnie samego zawsze bardzo bolał fakt, iż niektórzy (zwłaszcza potencjalni i niedoszli zarazem reklamodawcy) taką samą miarę stosowali w odniesieniu do mojej działalności – i nie chodzi tu tylko o CADblog, ale i o wcześniejsze inicjatywy/tytuły itp. Tak, coś, co można otrzymać za darmo, czasem okazuje się wartościowe. I demonstracja możliwości ARAS, której byłem świadkiem, istotnie ukazywała, iż to rozwiązanie może być – ba, jest! – naprawdę dobrej klasy. A jeśli ktoś z Państwa jeszcze w to wątpi, niech jego wątpliwości rozwieje fakt, iż w tym tygodniu ARAS został partnerem Autodesk w obszarze rozwiązań PLM/PDM. Jego Arad Innovator doczeka się dzięki temu wersji dopasowanej „fabrycznie” pod współpracę z Inventorem, AutoCAD'em, Vaultem i Publisherem i pomoże klientom – tutaj cytat z oficjalnej informacji prasowej: „szybciej osiągnąć rynek, szybciej wprowadzić lepszy produkt, lepszą jakość, wygenerować większy zysk”. Skąd to znamy? Z innych materiałów marketingowych, dotyczących rozwiązań PLM. Ale nie mamy najmniejszych podstaw, by twierdzić, iż nie jest to prawdą, o czym wielokrotnie – przy okazji poruszania tematyki związanej z PLM – miałem okazję pisać.

O tym, jak ważny jest PLM i jaki ma wpływ na wybór oprogramowania CAD, CAM etc., świadczyć mogą ubiegłoroczne i tegoroczne „roszady” w obszarze oprogramowania CAD używanego przez dostawców OEM (także dla sektora automotive), jak i wśród samych producentów samochodów (casus NX i CATIA). Decydenci ADSK najwyraźniej zdali sobie z tego sprawę, iż nawet pozorne pozostawanie obojętnym wobec PLM na dłuższą metę może okazać się błędem strategicznym numer jeden. A kto wie, czy już nie jest trochę za późno? Z drugiej strony rozwiązania z portfolio ARAS wydają się być idealne dla dostawcy oprogramowania, które liczy się w dziesiątkach różnych aplikacji, pochodzących jakże często od różnych producentów, a logo Autodesk zawdzięczających przeprowadzonym przez rzeczoną ADSK akwizycjom. Nawiasem mówiąc, może strategia DS przyjęta w stosunku do SolidWorks (rozwoju narzędzi do wymiany danych, zarządzania informacją i współpracy między użytkownikami) ma również w tym uzasadnienie?

Gdzie jednak jest tu miejsce na darmowy CAD i płatny PLM?
Otóż CAD jako taki trudno byłoby potraktować jako „usługę” i w takim charakterze sprzedawać, i na nim zarabiać. Usługą może być zaprojektowanie czegoś w CAD, ale sam system 2 lub 3D – nie bardzo. Przynajmniej ja tego nie widzę. Chyba, że będzie to rozwiązanie sieciowe, do pracy w chmurze, na przykład z opłatą abonamentową. A jednak obecny rozwój darmowych aplikacji CADowskich na to nie wskazuje. Co innego PLM...

O ile łatwiej wyobrazić sobie, iż kupujemy usługę integracji naszych programów, aplikacji, systemów zarządzania danymi w jeden spójny organizm, zawiadywany oczywiście przez jakąś platformę, czy też – żeby uniknąć skojarzeń – przez jakiś program posiadający zdolność zaimplementowania do swojego środowiska wszystkiego, co napotka. Czy taki będzie właśnie ARAS? O tym zapewne przekonamy się już niebawem...

(ms)


| komentuj na forum | komentarze 0 |

A tak przy okazji: oficjalna prezentacja najnowszej wersji NX będzie miała miejsce w połowie października, podczas Siemens PLM Connection. Mam nadzieję, iż dane mi będzie przekazać Państwu informacje z tzw. „pierwszej ręki”. Jeśli chodzi o SolidWorks 2012, już 21 września poznamy oficjalnie nowości, które najprawdopodobniej obejmą jednak nie obszar modelowania, na co wielu z nas czeka z utęsknieniem, co „ulepszenia w zakresie automatyzacji, wydajności, jakości oraz łączności.”. Czy dostrzegają w tym Państwo echa PLM? Ja bardzo wyraźnie.

A jeśli chodzi o darmowe rozwiązania CAD, CAM, CAE, a także PDM i PLM, o których staram się wspominać na łamach CADblog.pl. Od kilku Czytelników napłynęły sugestie, iż może warto byłoby przygotować wystąpienie na ten temat, chociażby podczas najbliższej Wirtotechnologii. Przyznam szczerze, iż brzmi to interesująco, ale... Czas, czas i jeszcze raz czas. Co prawda domknięcie e-wydania, jak również historycznego (i histerycznego – bo histerycznie spóźnionego o prawie rok) wydania papierowego spędza mi obecnie sen z powiek, mimo iż wydaje się być tuż, tuż, ale nie wiem, czy będę w stanie znaleźć czas, by do października przygotować sensowną i atrakcyjną w formie prezentację, która mogłaby spotkać się z Państwa uznaniem. Cóż, zachęcam do zgłaszania swoich uwag w „tem temacie”, a także deklarowania chęci uczestniczenia w ewentualnej prezentacji. Może to zmobilizuje mnie do zakasania rękawów i przygotowania czegoś na temat prawie w ogóle nie poruszany w innych miejscach sieci, nie licząc może bloga na temat oprogramowania dla Linux'a (link tutaj), a także portalu poświęconego szeroko rozumianym analizom MES (link tutaj)...

Pozdrawiam
I wracam do redagowania wywiadu dotyczącego Cortony3D. Jak PLM, to PLM ;)

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Pożytek z systemów CAD: dokumentacja techniczna (papierowa) samolotu Boeing 747 Jumbo-Jet ważyła więcej, niż on sam...”

zasłyszane


Piątek, 19.08.2011 r.

Powrót do normalności?

Zamykanie wydania zamykaniem wydania, a o oglądalność strony dbać jednak trzeba. Stąd mimo zapowiedzi w ostatnim newsletterze – jednak aktualizacja. Tym bardziej, że jak mawiają niektórzy nie lubiani zresztą przeze mnie celebryci: „dzieje się”

O tym, co oficjalnie dzieje się w świecie CAD, można przeczytać w „tegotygodniowych” aktualnościach. Zwracam tutaj szczególną uwagę na webinarium organizowane przez Siemens Industry Software (nareszcie coś po polsku :)), a także – na darmowy system CAM – FreeMill (udostępniony przez producenta VisualMill), dostępny bez ograniczeń. Szczerze polecam amatorom darmowego oprogramowania! Wracając jednak do tytułu niniejszego wpisu... Otóż dzisiaj udało mi się wreszcie zakończyć kolejny artykuł dla czasopisma „STAL” (wiem, wiem – nie mam czasu, by udostępnić e-wydanie, o papierowym numerze nie wspominając, a tutaj tymczasem... cóż, „tati lajf”...

Podczas jego pisania zacząłem zastanawiać się nad liczbą aktualizacji, wznowień, zmian wprowadzanych w oprogramowaniu CAD. Czasem zmian zasadniczych, jaką np. było niemalże powszechne dostosowanie UI systemów CAD do standardów nowych aplikacji MS Office. Tutaj chlubnym wyjątkiem jawił się Kompas-3D, który użytkownikowi pozostawiał możliwość dokonania wyboru: czy chce pracować ze starym menu, ze starym interfejsem użytkownika, czy też woli „przesiąść się” na nowy. Ba, okazuje się, że w większości systemów istniała możliwość „przywrócenia” wyglądu starego menu, ale czasem wymagało to daleko idących interwencji użytkownika w opcje ustawień wyglądu aplikacji itp. W Kompasie realizowało się to jednym kliknięciem.

Problem aktualizacji i nowości w oprogramowaniu poruszył ostatnio na swoim blogu Deelip. Pisząc o jego partnerstwie z SolidWorks, nie mogłem przeoczyć najnowszego wpisu, dotyczącego zresztą oprogramowania PTC. Mniejsza jednak z PTC, moją uwagę zwrócił dosyć ciekawy fragment, w którym mój ulubiony zagraniczny bloger (Deelip) powołuje się na wpisy innego bloggera, Steva Johnsona. W zasadzie nie tyle na „wpisy”, ile na regularnie powtarzające się cykle postów pt. „Powrócić do normalności”, a dotyczące... m. in. sposobu na powrócenie do poprzednich ustawień i poprzedniego wyglądu nowych wersji AutoCAD'a. Cykl miał swoje odsłony w kolejnych latach, poczynając na 2009, a na obecnym roku (i ADSK 2012) kończąc. Co więcej, właśnie te posty cieszyły się największą oglądalnością.
Dlaczego? Cóż, jego zdaniem oprogramowanie CAD to przede wszystkim narzędzie wykorzystywane w codziennej pracy. I ludzie chcą używać go w taki sposób, do jakiego nabrali przyzwyczajenia (casus Solid Edge ST, w którym i tak większość użytkowników nie korzysta z możliwości modelowania synchronicznego, ale oczywiście – mają wybór), a nie w taki, jaki wymuszają producenci. Większość z nas wybiera metody pracy znane od lat, szczególnie gdy chodzi o interfejs użytkownika, skróty klawiaturowe etc. Osobiście jako DTPowiec cały czas korzystam ze skrótów zdefiniowanych lata temu dla Quark Xpress, mimo że od dłuższego czasu pracuję w środowisku Adobe InDesign (i oczywiście e-wydania CADblog.pl są w nim przygotowywane). A niechęć do zmian bywa bardzo silnie zakorzeniona – czego dowodem może być fakt, iż Pajączek kurzy się na półce (niestety), a FrontPage jakoś „daje radę”, wspierany skryptami i dodatkami czerpanymi obficie z różnych samouczków HTML...

Pozdrawiam i spokojnego weekendu
Maciej Stanisławski


Putting things back to normal" – polecam użytkonikom AutoCAD. We wszystkich wersjach :)


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Jest w świecie jeden czynnik, z którym się nikt w swoich planach i w swoim działaniu nie liczy, a przez który wszystko się może rozbić, zawieść, popsuć – to głupota ludzka...”

Henryk Sienkiewicz, za: Waldemar Łysiak „Robi się głupio”, Uważam Rze nr 27/2011 s. 99


Piątek, 12.08.2011 r.

Polskiego super-samochodu nieoczekiwany ciąg dalszy

Pamiętają Państwo artykuł na temat „Veno Automotive”? Projektu i planów rozpoczęcia produkcji polskiego supersamochodu? Temat ten poruszyłem w wydaniu 2(3)2009 e-czasopisma CADblog.pl (na stronach 26-35). Pojawił się, przemknął także przez portale i prasę motoryzacyjną i... zapadła cisza, nie licząc pojawiających się na łamach „Pulsu biznesu” publikacji dotyczących spółki, która produkcją auta miała się zająć. Minęły dwa lata i... samochód można oglądać na ulicach, chociaż nie było to dane każdemu. Przynajmniej na razie...

Nie będę wracał do samego początku – tutaj chętnych odsyłam do wspomnianego wydania, tudzież do artykułu udostępnionego (częściowo) w naszym serwisie (link tutaj). Powiem jednak, iż kiedy w maju br. otrzymałem informację prasową o nowym projekcie pod nazwą (kryptonimem?) „Arrinera”,

w którym bez trudu rozpoznałem opisywany wcześniej „Veno”, odniosłem się do niej (do owej informacji) dosyć sceptycznie.  Rzuciłem okiem – najwięcej można było przeczytać o Lee Noble'u, zaangażowanym w projekt – i temat odłożyłem, jak to się mawia: „ad acta”, chcąc do niego powrócić za jakiś czas. I powracam teraz, już blisko miesiąc po oficjalnej premierze jeżdżącego prototypu.

Veno Automotive (obecnie Arrinera) opisywana na łamach CADblog.pl 2(3)2009

– Odbyły się już testy jeżdżącego prototypu, a w czerwcu 2011 roku odbędzie się jego prezentacja dla zamkniętego grona inwestorów – te słowa w maju br. wypowiedział Łukasz Tomkiewicz, Prezes Arrinera Automotive – spółki, która podjęła się realizacji tego ambitnego zadania.

Dodam od siebie, iż zadanie to polegało na podjęciu pałeczki w sztafecie zapoczątkowanej przez Veno Automotive. I doprowadzenie projektu „Veno” do finału, co tym razem szczęśliwie miało miejsce. A że pod inną nazwą – cóż.

Wielką niespodzianką był natomiast fakt, kto – teoretycznie – stanął za tym projektem: Lee Noble. We wspomnianym, udostępnionym mi materiale prasowym, mogliśmy przeczytać na jego temat m.in.: „(...) wybitny brytyjski konstruktor, który był zaangażowany w projekt budowy prototypu supersamochodu Veno, nazywanego obecnie Arrinera. Lee Noble obecnie skupia się nad pracami nad swoim nowym pojazdem oraz opracowywaniem supersamochodu w wersji przedprodukcyjnej dla polskiej firmy Arrinera Automotive S.A., w którym to będzie zawarta kwintesencja jego 30-letniego doświadczenia w produkcji ultraszybkich samochodów o doskonałych właściwościach jezdnych. Lee Noble jest także członkiem Rady Nadzorczej i udziałowcem firmy Arrinera Automotive S.A.”. I dalej: „(...) Podstawą w projektach samochodów sportowych opracowywanych przez Noble'a jest wyjście od lekkiej kratownicy przestrzennej, potężnego silnika i aerodynamicznego, sportowego nadwozia. Prawie wszystkie samochody projektu Noble'a mają silnik usytuowany przed osią tylną, co sprawia, że samochody te wyjątkowo dobrze się prowadzi”...

Za mechanizm otwierania masywnych drzwi odpowiadał Lee Noble.
Ale nie tylko do tego ograniczył się jego udział w projekcie... fot. Interia

Pojawia się zatem pytanie: jaki był udział Lee Noble'a w projekcie Veno, w jakim zakresie zaangażował się w prace Arrinera Automotive, w jakim stopniu supersamochód można nazwać „polską konstrukcją”? Informacja prasowa nie przynosiła na to pytanie odpowiedzi, trzeba było poczekać dopiero do oficjalnej prezentacji, która – chociaż uległa pewnemu poślizgowi, jednak miała miejsce. A samochód faktycznie poruszał się po ulicach Warszawy, i to nie tylko na lawecie, o czym świadczą poniższe zdjęcia, pochodzące z serwisu motoryzacyjnego motoryzacja.interia.pl.

I to właśnie podczas prezentacji można było usłyszeć, że:

1. samochód został zaprojektowany i zbudowany w Polsce (pomijając oczywiście np. silnik pojazdu, pochodzący z koncernu General Motors);

2. zasadniczy projekt, koncepcja, kształt i rozwiązania nadwozia w obecnej postaci są dziełem polskich konstruktorów, inżynierów i designerów;

3. udział Lee Noble'a na tym etapie projektu był istotny, ale sprowadził się do wskazówek i zmian nadwozia pod kątem zwiększenia bezpieczeństwa biernego (m.in. on zasugerował rezygnację z wersji z otwartym nadwoziem), odpowiadał także za przekonstruowanie systemu podnoszenia drzwi;

4. wersja prezentowana oficjalnie to prototyp, wersja seryjna będzie się od niego różniła z zewnątrz w zasadzie... stylizowanym znaczkiem „Lee Noble”, podkreślającym udział wybitnego Brytyjczyka w polskim (!) projekcie.

5. Lee Noble odpowiada za opracowanie zawieszenia i wersji produkcyjnej ramy finalnego pojazdu, z kolei polska strona – za nadwozie wykonane z włókna węglowego i wnętrze bolidu...

Próbne tablice, droga publiczna. Marzenie o polskim super samochodzie ziściło się
nie tylkow postaci Leoparda z mieleckiej fabryki...   fot. Interia

Wydaje mi się, że rozumiem intencje polskich udziałowców. Jeśli samochód ma znaleźć nabywców za granicą (a na nasz rynek zbytu, bądźmy szczerzy, chyba nie ma co liczyć), osoba Lee Noble'a powinna to umożliwić. Będzie można nabyć relatywnie niedrogi samochód z klasy „super aut”, firmowany przez autorytet w tej dziedzinie. Projekt jeszcze nigdy nie był tak bliski realizacji. Czy marzenia się spełnią?

(ms)

Uzupełnienie:
Inne projekty Lee Noble'a: Ultima, Noble M12, Noble M400, Noble M15, Noble M600

Video relacja z prezentacji, przygotowana przez TV Puls Biznesu

Projekt odbudowy samochodu Syrena Sport – na łamach CADblog.pl i na Facebook'u

Źródła: Arrinera Automotive, Puls Biznesu, motoryzacja.interia.pl

 

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Pierwotnie zakładano, że 3-centymetrowa szczelina między ścianką (płytką) zewnętrzną i wewnętrzną kadłuba zostanie wypełniona popiołem drzewnym jako dodatkową, wyhamowującą pociski warstwą, która winna polepszyć odporność pancerza. Z uzyskaniem popiołu były kłopoty, a próby wykazały, że taka warstwa nie ma praktycznego wpływu na przebijalność. Eksperyment przestrzeliwania płyt prowadzono z wypożyczonego na parę godzin cekaemu sprowadzonego z barykady na polecenie kpt. > Krybara <, z popiołu zrezygnowano, a zamiast tego odstęp między płytami zwiększono z 3 do 6 cm. Próby dowiodły, że taki odstęp jest korzystniejszy...”

Jan Tarczyński: „Kubuś”, Pancerka Powstańczej Warszawy. Wydawnictwo ZP, Warszawa 2008


Wtorek, 2.08.2011 r.

Niepotrzebna?

Przed kilkoma dniami otrzymałem interesującego maila od Arthura Sextona (z Solid MasterMind), w którym poinformował mnie o interesujących (w zasadzie: zdumiewających) wynikach pewnego sondażu przeprowadzonego wśród użytkowników Solid Edge ST...

Otóż z badania wynikało, iż blisko 60% respondentów w codziennej praktyce projektowej nie korzysta z technologii synchronicznej, tylko pracuje w oparciu o tradycyjne podejście do modelowania! Artur sugeruje oczywiście, by czym prędzej zapoznać się z tutorialami dostępnymi na jego portalu, zwłaszcza tymi dotyczącymi możliwości migracji ze środowiska 2D do 3D. O tym, że w tym celu należy wykupić abonament, pozwalający na korzystanie z pełni zawartości serwisu, jak łatwo się domyśleć – nie wspomina. ale wydaje się, że... chyba warto. Liczba zarówno prezentacji wideo, jak i innych form publikacji, jest imponująca.

Zastanawiające jest co innego: otóż oczekujemy już wszyscy na udostępnienie czwartej odsłony Synchronous Technology, która w pierwszej wersji pojawiła się trzy lata temu. I nadal ponad połowa użytkowników Solid Edge nie wykorzystuje możliwości z nią związanych. Wniosków z tej sytuacji można wyciągnąć kilka:

Po pierwsze: że Solid Edge ST jest na tyle dobrym narzędziem, że spokojnie spełnia stawiane mu wymagania nawet przy korzystaniu tylko z możliwości tradycyjnego modelowania (parametryczne, z historią operacji);

Po drugie: że technologia synchroniczna nie jest potrzebna, co wynika z pierwszego. Chociaż wydaje się, że lepiej użyć sformułowania: nie jest niezbędna... Zwłaszcza, że osoby, które zaczęły z niej korzystać, nie wyobrażają sobie powrotu do poprzedniego środowiska;

Po trzecie: że prawdziwy „boom” na Solid Edge ST dopiero przed nami, gdy większość użytkowników przekona się, ile korzyści może przynieść modelowanie synchroniczne.

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

P.S. Więcej na temat tutoriali, migracji do środowiska ST etc.

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„W jednym z wywiadów prasowych Łukasiewicz opowiadał o dalszych kłopotach związanych z wynalazkiem: > Próbuję świecić, oczywiście w lampie od oleju. Zbiornik zapala się od wewnątrz, rozsadza i omal mnie nie poparzyło (...) udaję się do słynnego blacharza Bratkowskiego <. Był to znany we Lwowie producent (od 1845 r.) i konstruktor lamp olejnych, z którym rozmowę tak później relacjonował: > Panie! Lampy mi trzeba na to a na to – takiej a takiej! Próbujemy, poprawiamy... było już cokolwiek.< Dalsze prace konstrukcyjne doprowadziły do zbudowania lampy o cylindrycznym kształcie, w której zbiornik na paliwo zrobiony z grubej blachy zabezpieczał przed pożarem. Rurkowy palnik osłonięty został perforowaną przesłoną, która pozwalała na prawidłowy przepływ powietrza, zaś specjalny kominek osłaniał ssący, porowaty knot, zapewniający ekonomiczne spalanie się nafty..."

D. Janowska, M. Wieliczko: Lampy naftowe ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Krośnie. Papirus, Rzeszów 1990.


Czwartek, 28.07.2011 r.

ChromeCAD 1.0? Chyba jeszcze za wcześnie...

Przynajmniej do czasu, aż Chromebook osiągnie cenę zbliżoną do tabletu. Bo w chwili obecnej, zwłaszcza na naszym rynku, za model produkowany na zlecenie Google przez Samsunga, trzeba zapłacić ok. 1800 złotych. A to stanowczo za drogo. Za tą cenę można mieć budżetowego laptopa (albo notebooka dobrej klasy), opłacony dostęp do Internetu i zainstalowaną darmową przeglądarkę Chrome :). Ale co z tym wspólnego ma CAD?
Zacznę od początku...

Przed kilkoma dniami oddałem się rozważaniom na temat przyszłości tanich lub zgoła darmowych rozwiązań CAD, dostępnych na urządzenia mobilne i – jak z tego wynika – pracujące w chmurze. Inspiracją do tych rozważań był artykuł opublikowany w Desktop Engineer, autorstwa CEO SolidWorks. I wspomniałem w tym tekście o Chromebook'u, opracowanym równolegle przez dwóch dostawców (Samsung i Acer) na zlecenie Google'a.

Czym jest Chromebook?
Trzy razy „bez”: bez pulpitu, bez lokalnie zapisanych danych, bez zainstalowanych aplikacji. „Zaczęło się od solidnej wyszukiwarki, później pojawiły się kolejne usługi internetowe, a w końcu system operacyjny do telefonu i tabletu. Teraz w krajach Europy Zachodniej do sprzedaży trafiły dwa pierwsze komputery wyposażone w system Google – Chrome OS (...)”. Tymi słowami rozpoczyna się redakcyjny test przeprowadzony przez Komputer Świat, któremu poddano pierwszy z modeli notebooke'a (vide foto). Chociaż w jego przypadku lepsze będzie określenie „netbook”. Dlaczego? Otóż zamiast systemu operacyjnego w tradycyjnym słowa znaczeniu, znajdziemy w nim zainstalowaną... szybko uruchamiającą się przeglądarkę internetową, bazującą właśnie na znanej już z pecetów i maców „Chrome”. Komputer jest wyposażony w dysk twardy, a w zasadzie w SSD o pojemności 16 GB (!), który służy jedynie do przechowywania plików tymczasowych potrzebnych do uruchomienia kolejnych aplikacji. Aby korzystać z „netbooka”, należy mieć konto w Google (tzw. gmaila), gdyż netbook jest w zasadzie... terminalem usług dostępnych dzięki Google, z którymi łączy się za pośrednictwem Chrome OS. I to jest główna różnica między nim, a do tej pory znanymi przenośnymi personalnymi komputerami.

Komputer uruchamia się bardzo szybko, od momentu włączenia zasilania jest gotowy do pracy po niecałych 9 sekundach. Czas pracy na baterii wynosi ponad sześć godzin (przy włączonym Wi-Fi i intensywnym korzystaniu z Internetu), co plasuje go wysoko wśród mobilnych urządzeń.
Użytkownikowi odpada konieczność kupowania licencjonowanego oprogramowania, do wszystkich usług (ale w tym także płatnych) ma dostęp poprzez przeglądarkę. Pliki przechowuje „w chmurze”, gdzieś tam na serwerach sieciowych, także jego zasoby nie są narażone na uszkodzenie i utratę w przypadku awarii lub kradzieży netbook'a. Tyle jeśli chodzi o zalety.

Warto zwrócić uwagę na zmiany w układzie klawiatury. Dobrze, że nie zrezygnowano z QWERTY ;)

Lista wad jest dłuższa. Klawiatura jest inna w stosunku do zwykłych notebooków/laptopów. Zrezygnowano z klawiszy funkcyjnych, zamiast CapsLock'a znajdziemy klawisz szybkiego wyszukiwania... to w zasadzie nie są wady, ale zmieniony układ klawiszy, a także touch-pad pozbawiony przycisków zmuszają do zmiany przyzwyczajeń. Mimo pamięci operacyjnej wielkości 2GB, netbook okazuje się czasem za wolny, np. przy odtwarzaniu bardziej złożonych multimediów; zachodzi obawa, iż w przypadku pracy, nawet „w chmurze”, ze złożonymi modelami CAD, możemy mieć podobne problemy. Poważną wadą jest także brak możliwości pracy w trybie „off-line”. Do uruchomienia systemu konieczny jest dostęp do Internetu, a nie wszędzie znajdziemy Wi-Fi. Krytykowane są także aplikacje oferowane przez Google.

Czy da się pracować z systemami CAD?
Owszem. Nie ma problemu z korzystaniem za pośrednictwem Chrome np. z AutoCAD WS. Przyznam nawet, że komfort pracy jest znacznie wyższy, niż w przypadku korzystania z przeglądarek typu Firefox, o Explorerze nie wspominając. Cóż z tego, kiedy mały ekran nie ułatwia pracy w środowisku darmowego, sieciowego AutoCAD'a.
Tego problemu nie ma w przypadku pracy ze Sketch'Upem. Ten darmowy system CADowski rozwijany przez Google zyskuje na popularności zwłaszcza wśród osób związanych z branżą architektoniczną, lub GIS. Czy Google będzie miał coś w zanadrzu także dla branży mechanicznej? Zobaczymy. A skoro mowa była o SketchUp'ie, to warto wspomnieć także o Pythonie OCC (vide fot. poniżej). CAD 3D pracujący w okienku mobilnego tabletu lub „netbooka” jest coraz bliżej.

PythoonOCC dostępny poprzez Sieć...

Co to oznacza dla inżynierów-projektantów?
Dave Vogler na swoim blogu pisze, iż tendencja jest jasna: więcej rzeczy robionych w sieci, a nie lokalnie. I wpisuje się to znakomicie w dywagacje Bertranda Sicota (link tutaj).
A jednak w chwili obecnej, nie licząc może platformy V6, brakuje specjalistycznych rozwiązań CADowskich pozwalających szerokiemu gronu użytkowników na pracę poprzez Internet. Pracę polegającą na czymś więcej, niż przeglądanie plików i wymiana maili. W zasadzie możemy wskazać jedynie na te wymienione we wcześniejszym akapicie, pod warunkiem, że określenie „specjalistyczne” potraktujemy z przymrużeniem oka. Ale możemy być pewni, że będzie ich więcej. Przecież jeszcze nie tak dawno nikomu nie śniły się mobilne stacje robocze. A dekadę wcześniej rewolucją było udostępnienie rozwiązań CAD 3D na PC.

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

Na poniższych zdjęciach AutoCAD WS uruchomiony w okienku przeglądarki Chrome...

Ekran logowania do systemu AutoCAD WS. Wystarczy adres mailowy i hasło...

...aby rozpocząć pracę z aplikacją dostępną przez przeglądarkę internetową. W tym wypadku Google Chrome...

 

Źródła:
Korzystałem z tekstu Dave'a Voglera pt.: „Chromebook i co to znaczy dla inżynierów projektantów” (tutaj), a także z testu pt.: „Z przeglądarką zamiast systemu” opublikowanego w „Komputer Świat 16/2011”, s. 32

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Auta amerykańskie wygrywały komfortem jazdy. Składała się na niego miękka praca zawieszenia, doskonałe wyciszenie
kabiny i szereg gadżetów, nieobecnych w modelach ze Starego Świata. Na przykład kierownica o regulowanym położeniu.
Jak anegdota brzmi dziś odpowiedź inżyniera Mercedesa na pytanie żurnalisty: Dlaczego nie można dopasować sobie kierownicy?
– Pracowaliśmy latami, żeby ustalić jej idealną pozycję i teraz mamy to zepsuć?! – parsknął poirytowany.”

Michał Kij, „Osobiście” w Automobilista nr 7/2011, s. 83


Środa, 20.07.2011 r.

DraftSight 2Day, kolejny CAD 3D za darmo, NX 8.0 i inne...

Czasem lepiej nic nie pisać, niż pisać o niczym... Ten sparafrazowany cytat z Tadeusza Kotarbińskiego może dobrze oddać przerwę w aktualizacji CADblogowej „blogosfery”, jak nazwałem ten dział po ostatnim niewielkim przemeblowaniu serwisu...

Nie jest to jednak prawdą, a dzisiaj zamieszczone aktualności najlepiej wskazują na to, iż jest o czym pisać. Chociażby o najnowszej, niemalże „po cichu” (nie licząc wczorajszego newslettera rozsyłanego o godzinie 2.30 w nocy naszego czasu) udostępnionej nowej aktualizacji dla DraftSight, pod którą tak naprawdę kryje się nie tyle Service Pack 2, co nowa wersja – V1R1.2, jak przytomnie zauważył jeden z moich Czytelników. O tym jednak więcej postarałem się zamieścić na Swblog.pl, tam też odsyłam wszystkich zainteresowanych.

Drugim newsem dnia (a może jednak powinien być pierwszy?) jest z pewnością przejęcie Alibre przez 3D Systems, firmę, która konsekwentnie stara się realizować plan zmierzający do zaoferowania swoim klientom kompletnych rozwiązań do budowy funkcjonalnych prototypów, skupiając w swoim portfolio nie tylko rozwiązania sprzętowe do szybkiego prototypowania i wytwarzania (ang. rapid prototyping i rapid manufacturing), ale także programowe: akwizycja Alibre jest tego dobitnym przykładem. Ba, razem z „dobrodziejstwem inwentarza” oznacza to także przejęcie „Moment of Inspiration”, znakomitego i niedrogiego modelera bezpośredniego 3D, od mniej więcej pół roku oferowanego w pakietach razem z Alibre Design. Innymi słowy wśród firm oferujących programowe rozwiązania cadowskie, w portfolio 3D Systems znajdziemy Sycode (Deelipa Menezesa, o jej przejęciu pisałem przy okazji testowania możliwości systemów CAD tutaj) i obecnie Alibre, z oferowanymi przez nią Alibre Design i wspomnianym MoI.

Deelip skorzystał z okazji i przeprowadził szybką rozmowę mailową ze swoim obecnym przełożonym, prezesem 3D Systems – Abe Reichentalem, dotyczącą m.in. realizowanej przez firmę strategii. Zwrócił oczywiście uwagę na fakt, iż firma w ciągu ostatnich lat przejęła co prawda wiele mniejszych przedsiębiorstw, ale raczej oferujących „drukarki 3D” (np. Bytes from Bites ), natomiast ostatnie dwie akwizycje dotyczyły firm oferujących usługi i programy CAD...

– Obecna akwizycja, nabycie Alibre jest zgodne z naszą strategią zmierzającą do demokratyzacji dostępu i przyspieszenia rozpowszechniania niedrogich rozwiązań „od projektu do druku 3D”, które pomogą nie tylko profesjonalistom, ale także amatorom i pasjonatom w tworzeniu gotowych, pełnowartościowych modeli 3D. Zgodnie z tym nabyliśmy także kilka firm oferujących usługi w zakresie wytwarzania nietypowych części „na żądanie” (ang. „print on demand” – przyp. redakcji), jak również firmy produkujące tanie maszyny do szybkiego prototypowania. W ten sposób oferujemy klientom pełne spektrum rozwiązań w jednym miejscu – odpowiada Abe.
– Więc 3D Systems, oprócz firmy kojarzonej stricte z rynkiem Rapid Prototyping, teraz staje się także dostawcą oprogramowania CAD. Czy fakt nabycia Alibre wpłynie w jakiś sposób na relacje z innymi producentami systemów CAD? –  pytał Deelip.
– Nie uważam 3D Systems za firmę będącą dostawcą systemów CAD, ale raczej – upowszechniającą kompletne rozwiązania do szybkiego prototypowania – wyjaśniał szef 3D Systems. – Naszym celem jest poszerzenie, uzupełnienie doskonałej oferty rozwiązań czołowych dostawców CAD o niedrogie narzędzia biurowe, w tym maszyny 3D.

Dlaczego Alibre?
Jak wynika z wypowiedzi Abe Reichentala, jego zdaniem Alibre opracowała wydajne, niedrogie narzędzia projektowania 3D, które umożliwiają wielu firmom rozszerzanie i uzupełnianie oferty, zwiększanie liczby pracowników poprzez zaoferowanie niedrogich stanowisk pracy, jak również dostarczając w ten sposób wielu profesjonalnym projektantom i inżynierom opłacalne cenowo narzędzie, które wspiera ich hobby, ale także własną przedsiębiorczość (działalność w domu). Ta cena, a w zasadzie – jej niższy przedział, w połączeniu z możliwościami oprogramowania, wpisały się w dalekosiężne plany rozwoju 3D Systems. Stąd decyzja o przejęciu firmy.

Przejęcie nie będzie jednak oznaczać, iż marka Alibre zniknie z rynku. Plany 3D Systems zakładają rozwój oprogramowania pod jego rozpowszechnioną już marką i to nie tylko w kierunku zwiększania jego możliwości pod kątem druku 3D i szybkiego prototypowania.

Kolejny CAD 3D za darmo?
Z rozmowy z Deelipem wynika, iż firma może planować... oferowanie użytkownikom Alibre Personal Edition bezpłatnie, na wzór działań podjętych w ostatnim czasie przez ADSK (Autodesk 123D).

– Jestem zwolennikiem demokratyzacji dostępu i przyspieszenie rozpowszechnienia niedrogich rozwiązań „3D-to-print”, w ramach programów i inicjatyw, które są trwałe, skalowalne i korzystne dla klientów – mówił Abe Reichental.

Deelip zwraca jednak uwagę, iż praca w środowisku modelowania bezpośredniego (jak w 123D) jest łatwiejsza, niż tradycyjne parametryczne podejście obecne w Alibre Design, z historią operacji i wynikającymi z jej obecności konsekwencjami. A owa łatwość może być czynnikiem decydującym w przypadku rynku klientów „DIY” („Zrób to sam”, ang. Do It Yourself). Więcej na blogu Deelipa, tutaj.

Pozdrawiam serdecznie
ms

P. S.
A co nowego w (i co dalej z) NX 8.0? Cóż, pozostaje czekać na oficjalną premierę, tudzież na udostępnienie informacji o tym, kiedy owa premiera będzie miała miejsce...

Obowiązuje całkowite embargo na informacje związane z NX 8. Internet jest monitorowany przez Siemens PLM Software, także można natknąć się jedynie na ślady po przeciekach. Nie zapominajmy, że to NX jest flagowym produktem dawnej UGS, stanowi trzon rozwiązań PLM oferowanych przez (nomen omen) Siemens PLM Software i w jego przypadku – inaczej niż z Solid Edge ST – firma nie pozwala sobie na kontrolowane przecieki...
Podobnie przyjdzie jeszcze trochę poczekać na odpowiedź na kolejne moje pytanie: na jaki system zdecyduje się Volkswagen Group?

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Piątek, 15.07.2011 r.

„Świat Twoją stacją roboczą...” (The World as Your Workstation)

Iksiński, inżynier sprzedaży, umawia się na lunch z klientem. W trakcie spotkania (i posiłku), patrzy na tablet, na którym wyświetlany jest model 3D produktu, którego spotkanie dotyczy. Ba, widoczne są na bieżąco dokonywane zmiany w modelu, gdyż dwaj inżynierowie z firmy Iksińskiego właśnie nad nim pracują. Klient mówi Iksińskiemu, że jest zainteresowany produktem, ale potrzebuje szeregu zmian w stosunku do pierwotnego projektu. A także – iż potrzebuje jego wielu wariantów. I obawia się wynikającego z tego – w jego mniemaniu – znaczącego wzrostu kosztów. A tu Grecja na skraju upadku, Włochy się trzęsą (sic!), nie wiadomo, co z Hiszpanią...

Cóż robi Iksiński? Nie przerywając spotkania, modyfikuje projekt. Wysyła informacje do współpracowników o konieczności wariantowania modelu. Wszystko podczas zdawałoby się swobodnej rozmowy, między talerzem z jajkiem sadzonym (na boczku), a filiżanką kawy. Hmm, jajo może nie dość eleganckie, ale co tam.
Rezultaty zmian pokazuje klientowi, a także zapewnia go, że: nie wpłyną one ani na wydajność samego produktu, ani na wydajność linii produkcyjnej, a co więcej – wiele wariantów można było utworzyć już „tu i teraz” – podczas spotkania. Okazuje się także, że nie trzeba będzie modyfikować linii produkcyjnej (nie licząc przeprogramowania niektórych maszyn CNC), aby produkować inne warianty modelu. I nie pociągnie to za sobą znaczących kosztów – ba, zmieści się właściwie w negocjowanej, ustalonej wcześniej cenie. Iksiński wysyła zaktualizowane dane do zespołu rozwoju produktu, stosowną informację do zarządu firmy, a na zakończenie lunchu – podpisuje umowę z klientem...

Takim przykładem (nieznacznie na nasze potrzeby zmodyfikowanym) posłużył się Bertrand Sicot, CEO DS SolidWorks, w swoim artykule (tytuł org. powyżej) zamieszczonym niedawno na łamach Desktop Engineer (link tutaj). Przedstawiona tu wizja to nie fragment powieści Sci-Fi, ale coś, co ma już miejsce w otaczającym nas świecie. I nie chodzi tu o biznesowe lunche, podczas których podpisywane są kontrakty...

Przytoczona „scenka rodzajowa” znakomicie wpisuje się w filozofię rozwoju systemów CAx, którą wraz z rozwojem platformy V6 realizuje koncern Dassault Systemes (SolidWorks jest już od ładnych paru lat jego częścią, a integracja powoli, ale nieustannie postępuje). Jednym z jej elementów jest „cloud computing”, praca w chmurze, pozwalająca na uzyskanie dostępu do istotnych, ważnych (dosłownie i w sensie objętości plików) danych projektowych w zasadzie z dowolnego miejsca na świecie (a przynajmniej takiego, gdzie jest w miarę stabilne Wi-Fi; nie wiem, czy pamiętacie Państwo pierwszą polską premierę platformy V6, podczas której właśnie bezprzewodowy internet zawiódł na całej linii...). Praca „w chmurze” sprawia, iż nie ma potrzeby taszczyć ze sobą na spotkania coraz lżejszych co prawda, ale nie do końca wygodnych mobilnych stacji roboczych (jak tu pałaszować lunch, popijać kawę, na małych stoliku, z rozłożonym laptopem niemalże przed nosem); wystarczy tablet zapewniający szybką wymianę danych i system CAx, a tutaj w zasadzie najczęściej już nie tyle CAD/CAM/CAE, co któryś z elementów układanki PLM/PDM, aby w czasie rzeczywistym dokonywać zmian w projekcie, koordynować pracę nad nim, przeprowadzać analizy itp. Ciężar obliczeń przejmuje „chmura”, komputery będące gdzieś tam na drugim końcu bezprzewodowego połączenia.

Sicot słusznie zauważa, iż mamy do czynienia z pewną ewolucją, żeby nie użyć określenia: rewolucją, a z pewnością – z początkiem nowej ery; oto systemy, które do niedawna wymagały dedykowanych stacji roboczych, obecnie są w stanie pracować na notebooku (z czego korzysta piszący te słowa), albo wręcz na mobilnym urządzeniu typu tablet czy palmtop, czy też zaawansowany telefon komórkowy. A to oznaczać może zmianę w podejściu do pracy inżyniera.
Najważniejszą (zmianą) jest możliwość utrzymania ciągłości procesów grupy osób zaangażowanych w jeden projekt, w pracę nad tym samym zadaniem, niezależnie od tego, czy członkowie grupy pozostają w jednym miejscu, pod jednym dachem, czy też przebywają w terenie, a może nawet – w domu. Nie muszą jak do tej pory porozumiewać się ze sobą za pomocą telefonu komórkowego, maila etc. Po prostu mają dostęp w czasie rzeczywistym do projektu, nad którym pracują, i dysponują na bieżąco wszystkimi istotnymi informacjami. Cytując za Sicotem, „(...) Konstruktorzy przebywający na spotkaniu z klientem są w stanie ocenić wpływ zmian w późnej fazie projektu na narzędzia produkcji, układ maszyn na linii, związane z tym koszty produkcji. A menedżer projektu, jadący np. na ważne spotkanie, może w tzw. międzyczasie zatwierdzić te zmiany – mając mobilny dostęp do korporacyjnego (lub tylko firmowego) systemu PLM.”

CEO SolidWorks przewiduje, iż rozwijane będą aplikacje obsługiwane za pośrednictwem mobilnego internetu; nie będzie potrzeby instalowania kompletnych systemów na naszym przenośnym urządzeniu, a cały proces projektowy odbywać się będzie z pomocą aplikacji sterowanych przez okienko przeglądarki. To także ma już miejsce – przykładem może być notebook, nazywany bodajże „Chromebook”, w którym nie znajdziemy śladu dysku twardego, a który zapewnić ma jedynie dostęp do sieci i aplikacji umożliwiających edycję i przechowywanie danych (dokumentów, arkuszy, zdjęć, multimediów itp.) w zasobach sieciowych. Urządzenia te, zapewniające nieporównywalnie większy komfort pracy niż tablety, ważą ok. 1,5 kg, mogą pracować blisko 9 godzin non-stop (bez potrzeby podłączania do zewnętrznego źródła energii) i są relatywnie tanie (a znając elastyczność Państwa Środka, można liczyć na wysyp licznych „klonów” w cenach naprawdę supermarketowych, jeśli nie dyskontowych).

Nic tylko sieć

 

Czy rzeczywiście może okazać się, iż najlepszym systemem CAx, PDM/PLM, najlepszą platformą dla inżynierów będzie Internet? Niesamowita wizja, pytanie tylko – co w przypadku jakiejś globalnej awarii, zmasowanego cyberataku itp.? Czy zatęsknimy do porzuconych w kącie komputerów stacjonarnych? Może dlatego firmy zbrojeniowe nie tylko przechowują dokumentację w formie papierowej, ale także dokonują archiwizacji projektów także w ich natywnych formatach (zgodnych z wersją oprogramowania, na którym zostały opracowane), pilnie strzegą posiadanych wersji instalacyjnych dawno wycofanego oprogramowania CAD, a nawet – potrafią przechowywać komputery z lat 80-tych i 90-tych, na których systemy te były zainstalowane...

ms

P. S.
Zachęcam do sprawdzenia, w jaki sposób może przebiegać praca w chmurze (ang. cloud computing) z pomocą prostej aplikacji CAD 2D (AutoCAD WS) obsługiwanej poprzez okienko przeglądarki internetowej (link tutaj).


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Rozumiejąc potrzebę materialnego postępu, należy mieć świadomość, że służyć może on również złu i nie wszystko, co później, jest lepsze od tego, co wcześniej. Jeśli więc ktoś zamiast wyjaśnić nam korzyści płynące z nowych rozwiązań uzasadnia je nowoczesnością i postępowością, to uznać należy, że albo sam nie jest zbyt rozumny, albo z nas chce zrobić durnia..."

Bronisław Wildstein, Mój manifest wyborczy, w „Uważam Rze”, nr 20/2011 s. 53


Środa, 22.06.2011 r.

Za ile Solid Edge ST 4?

Pytanie powyższe, „tytułowe”, można rozumieć dwojako: po pierwsze – o ile uszczuplimy nasz portfel, gdy będziemy chcieli wejść w posiadanie najnowszej wersji Solid Edge ST 4, po drugie – kiedy tak naprawdę dostępna będzie „komercyjna”, w pełni funkcjonalna wersja najnowszej odsłony tego zdobywającego coraz większą popularność systemu MCAD 3D...

Do zadania tego pytania Panu Rafałowi Żmijewskiemu, dyrektorowi sprzedaży Siemens Industry Software, pokusił mnie fakt, iż praktycznie natychmiast po opublikowaniu pierwszych oficjalnych informacji o ST 4, w mojej maciupkiej redakcji rozdzwoniły się telefony, z pytaniem np. o to, czy kupować teraz ST 3, czy zaczekać jeszcze chwilę i nabyć licencję ST 4, a także o to, ile trzeba będzie dopłacić do nowszej wersji.
Odpowiedź okazała się prosta: kupować teraz i decydować się na zakup obsługi i serwisu, tzw. „maintenace'u”.

W takim wypadku aktualizacja do najnowszej wersji znajdzie się w cenie naszego zakupu. Jeśli chcemy okazać się sprytniejsi (żeby nie powiedzieć: „cwańsi”), możemy zdecydować się na zakup maintenance na okres krótszy niż rok – pół roku, może trzy miesiące? Ale uwaga – w tym ostatnim wypadku istotnego znaczenia nabiera druga interpretacja tytułowego pytania: za ile (czasu) do sprzedaży trafi Solid Edge ST 4? Przypuszczam, iż będzie to wrzesień. Może się okazać, że do sprzedaży nowe ST 4 trafi jednak już w lipcu – tutaj jednoznacznych informacji nie udało mi się uzyskać. A szkoda...

Ktoś dociekliwy może zapytać także: co wynika z faktu, iż teoretycznie (i praktycznie też) mamy za sobą już premierę technologii synchronicznej 4, czyli a.d. 2011, ale jeszcze nie możemy wejść w jej posiadanie? Ktoś domyślny odpowie – że oznacza to, iż pewne informacje już przekazane oficjalnie to nie wszystko, czego należy spodziewać się w najnowszej odsłonie. Dodam od siebie, iż owe wątpliwości – co jeszcze ewentualnie znajdzie się w „handlowej” (oj, jak to brzmi) wersji Solid Edge ST 4 sprawiły, iż podczas autoryzacji materiału opisującego nowości w obszarze modelowania w środowisku 3D ST 4 (tutaj), kilka sugestii pojawiających się podczas prezentacji dla dziennikarzy postanowiliśmy zachować (jeszcze) w tajemnicy; na wypadek, gdyby w finalnej wersji jednak się nie pojawiły.

A jakie opinie pojawiły się w środowisku „edgersów” (jak nazywają siebie użytkownicy Solid Edge za oceanem) po czerwcowej konferencji? Znakomicie ujęła je Tara Roopiner (TenLinks.com), swój artykuł tytułując: „Solid Edge wychodzi z cienia NX”. Entuzjastycznie? Owszem. Czy zasłużenie? Wydaje się, że tak.
Tarze na pewno nie można zarzucić braku obiektywizmu. Co prawda pisze o tym, że jako użytkownik Solid Edge po tym, co miała okazję zobaczyć w trakcie prezentacji, powinna zacząć „tańczyć w kółko ze szczęścia”, ale zaznacza także, iż – zdaniem konkurencji, ale także bardziej cynicznych użytkowników SE – część nowych możliwości Solid Edge ST 4 wynika po części – z konieczności poprawienia błędów i komplikacji, znanych z ST 3. Cóż, każdemu się zdarza.
Ale oprócz tego wielkie „brawa” zebrały wymieniane także w polskich oficjalnych materiałach funkcjonalności, w tym „Range Offset Value” (możliwość zdefiniowania ograniczeń zakresu ruchu komponentów), poprawa pracy w środowisku złożeń, ale także – trochę chyba pominięte u nas – zwiększenie możliwości wizualizacji i wyświetlania rysunków modelu już w środowisku pracy Solid Edge (jeszcze przed użyciem narzędzi do renderingu).

Tara wspomina także, jak to Dan Staples, odpowiedzialny za rozwój Solid Edge (i znany także jako „papa Edge”), wymieniał i wymieniał nowości, nowe możliwości ST 4. Konkluzja jest bardzo sympatyczna:
„(...) Dziękuję Ci, Solid Edge, za to, że nie odpuściłeś. Za to, że – nawet będąc jednym z lepszych systemów MCAD dostępnych na rynku – nadal dostrzegasz obszary, w których możesz być udoskonalony; że życie użytkowników może być łatwiejsze... i że nadal jest wielu potencjalnych inżynierów projektantów, którym możesz to ułatwić.”
A co jeśli chodzi o „wyjście z cienia NX”? Jak łatwo się domyślić, chodzi o traktowanie obecnie Solid Edge jako pełnowartościowego elementu, pełnowartościowego składnika portfolio PLM w stajni Siemensa. Ale o tym postaram się napisać za jakiś czas...

(ms)

P.S.
Jeśli o mnie chodzi, nadal najbardziej podoba mi się praca z otwieranymi w środowisku ST natywnymi plikami innych systemów, np. SolidWorks. Chociaż zdarza się, iż zaimportowany model zawiera jakieś „artefakty”, najczęściej powierzchnie/obszary przesłaniające np. otwory modelu, które oczywiście łatwo można usunąć, bez najmniejszych negatywnych konsekwencji. Chyba, że tych otworów byłoby dziesięć tysięcy ;). Może w ST 4 to zjawisko już nie będzie występowało?

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„ – Nie ma sensu próbować – powiedziała Alicja. – Nie ma sensu wyobrażać sobie niemożliwych rzeczy.
Wydaje mi się, że nie miałaś wiele praktyki – powiedziała Królowa. – Kiedy ja byłam w twoim wieku, robiłam to każdego dnia
przez pół godziny. Czasami przed śniadaniem wyobrażałam sobie do sześciu niemożliwych rzeczy...”

Lewis Carroll, Through the Looking Glass

 


Sobota 18.06.2011 r.

Anno domini 2010; okres przełomu?

(Artykuł w zbliżonej formie został opublikowany w dwumiesięczniku „STAL”, nr maj-czerwiec 2011)

W stosunkowo krótkiej historii szeroko rozumianych systemów CAD bez problemu możemy wskazać daty, które oznaczały przełom w rozwoju tej najnowocześniejszej z obecnie wykorzystywanych technik projektowania. Gdybym miał wskazać najważniejsze, bez wątpienia wymieniłbym rok 1982, który przyniósł pierwsze wydanie systemu AutoCAD, jednego z najpopularniejszych (do tej pory) systemów 2D, a także – 1995, kiedy oficjalnie udostępniony został pierwszy system CAD 3D na komputery klasy PC, jakim był SolidWorks bazujący na jądrze Parasolid, wreszcie – rok 2008, rok premiery Solid Edge wyposażonego w technologię synchroniczną. Czy miniony 2010 rok mógłby zapisać się również jako przełomowy? Pod pewnymi względami – z pewnością...

Gdyby ktoś zechciał prześledzić i zebrać w jednym opracowaniu wszystkie premiery, wszelkie nowości, pojawiające się dodatki i usprawnienia wprowadzane przez uznanych światowych dostawców rozwiązań CAD w ciągu całego kalendarzowego roku, znacznie przekroczyłby łamy nie tylko niniejszego artykułu, ale... większości czasopism o tematyce inżynierskiej. Dlatego pisząc o minionym roku i tym, czego spodziewać się możemy w 2011, a co będzie bezpośrednią konsekwencją wydarzeń z 2010, zdecydowałem się przyjrzeć bliżej pewnym tendencjom, które możemy obserwować w ostatnich latach, a które nasiliły się w minionym okresie. Wśród nich na pewno wymienić należy zwiększenie oferty darmowych rozwiązań z obszaru CAD 2D pochodzących od uznanych producentów, coraz większą rolę, jaką w aplikacjach CAD 3D zaczyna odgrywać modelowanie swobodne postępujące równolegle z parametrycznym, rozwój aplikacji dostępnych na urządzenia mobilne i jednocześnie rozwijanie rynku aplikacji pracujących „w chmurze” (ang. cloud computing), ale także – w trochę innym (globalnym i gospodarczym) ujęciu – wzrost znaczenia systemów i strategii PLM (ang. Product Lifecycle Management), czy też przejmowanie przez kapitał Państwa Środka mniejszych amerykańskich przedsiębiorstw opracowujących oprogramowanie CAD. I chociaż to ostatnie może wydawać się mało znaczące, spojrzenie chociażby na nasz rynek systemów „z niższej półki” może pomóc uświadomić, iż tutaj gra także toczy się o sporą stawkę...
(...)

| więcej |


Piątek 17.06.2011 r.

Cała prawda o „Creo”?

„Interfejs był zawsze najsłabszą stroną systemów PTC. To, co jak widać, zrobiono w najnowszej wersji Creo, może oznaczać faktyczny przełom...”, „(...) interoperacyjność między poszczególnymi modułami/aplikacjami w ramach Creo nie jest tym, czego spodziewali się użytkownicy – oni liczyli na usprawnioną współpracę między rozwiązaniami PTC i innych producentów”... Ilu użytkowników i komentatorów, tyle opinii. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy „Creo” istotnie stanowi przełomowe rozwiązanie PTC, czy też... zgrabny chwyt marketingowy. Sceptycy przychylają się do tego drugiego stwierdzenia, ale – od czegoś trzeba przecież zacząć

Jakiś czas temu w Jachrance pod Warszawą miała miejsce konferencja użytkowników PTC. Nie liczyłem na zaproszenie i nie zdziwiłem się, gdy takiego nie otrzymałem, chociaż pozbawiło mnie to możliwości naocznego zweryfikowania tych informacji, które uzyskałem podczas ubiegłorocznej prezentacji „Project Lightning”, czyli oficjalnie „Creo” (tutaj). Pozostaje zatem oprzeć się na tym, co można było wtedy odczytać między wierszami, a także na tym, co „wielcy tego świata” publikują na swoich blogach, czy też forach użytkowników. A jest tego niemało (vide lead) i wydaje się, że głosy sceptyków przeważają.


Creo Parametric 1.0. Zwraca uwagę nowy interfejs użytkownika...

Nie trzeba szukać daleko – można sięgnąć do ostatniego e-zinu Ralpha Grabowskiego. W artykule pt.: „Pierwszy z ostatnich dni PTC” czytamy między innymi:

• „Creo Parametric to oprogramowanie znane powszechnie jako Pro/Engineer, obecnie jako Creo Elements/Pro...” Wcześniej Grabowski wspomina, iż Pro/E ma za sobą już 23-letnią historię. Można to uznać za powód do dumy, ale można odnieść wrażenie, iż w przekonaniu Autora... przez owe 23-lata tak naprawdę niewiele zmieniło się w samym systemie, rewelacyjnym w swoim czasie. Dalej czytamy:

• „Creo Direct – przeznaczony do swobodnego/bezpośredniego modelowania w 3D. Marketing PTC nie wspomina obecnie nawet o CoCreate. Creo Simulate – do analiz strukturalnych/wytrzymałościowych i termicznych. Jak rozumiem, moduły do innych rodzajów analiz pojawiać się będą w kolejnych miesiącach/latach.” Proszę zwrócić uwagę na wzmiankę o „latach”, która jawi się szczególnie złośliwe.
(...)

| więcej |


strona 1 z 7 | >> | > |

1 2 3 4 5 6 7...

Blog monitorowany przez:



 

 


| reklama | redakcja | dane kontaktowe | prenumerata |

© Copyright by Maciej Stanisławski. Publikowane materiały są objęte prawem autorskim.
Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie tylko za wcześniejszą zgodą autora.  
webmaster@skladczasopism.home.pl. Opracowanie graficzne: skladczasopism@home.pl
CADblog.pl jest tytułem prasowym  zarejestrowanym w krajowym rejestrze dzienników i czasopism
na podstawie postanowienia Sądu Okręgowego Warszawa VII Wydział Cywilny rejestrowy Ns Rej. Pr. 244/09
z dnia 31.03.2009 poz. Pr 15934

*ISSN 2083-3032 (wydanie papierowe) **ISSN 2083-3148 (wydanie on-line)