Drodzy Czytelnicy! Nawet, jeśli na blogu z pozoru nie dzieje się
nic, zawsze można znaleźć coś nowego
w
Aktualnościach... Albo prawie
zawsze ;)
redakcja
Cytat tygodnia
„(...) Media mogą nas bezkarnie okłamywać w sprawach, które są
poza zasięgiem codziennego doświadczenia życiowego większości
obywateli. Przeciętny człowiek nie ma kompetencji, aby
rozstrzygnąć, czy zgodnie z prawami fizyki samolot o danej
konstrukcji, uderzając w brzozę, mógł stracić skrzydło, czy też
nie. Natomiast w wypadku leków refundowanych, gdy ludzie chodzą
w nerwach od apteki do apteki, od lekarza do lekarza (...) media
nie mogą pozwolić sobie na milczenie. Ignorując albo
propagandowo tłumiąc taką sprawę, media postawiłyby się w
sytuacji tak rażącej niezgodności między codziennym, namacalnym
ludzkim doświadczeniem a swoim przekazem, że groziłoby im to
utratą wiarygodności...”
Granice kłamstwa –
rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem. „Idziemy” nr 5/2012, s.
19
Powyższy cytat można odnieść także do tzw. mediów branżowych.
Prawdę o systemach CAD i pochodnych
najłatwiej mogą zweryfikować ich użytkownicy...
(ms)
Jakiś czas temu obejrzałem z moimi synami jeden z odcinków
serialu emitowanego przez Discovery Channel, w którym główną
rolę gra niewielka rodzinna firma z USA – Orange County
Choppers – popularnie określana skrótem „OCC”. Nawiasem
mówiąc, obejrzeliśmy go korzystając z płyty DVD, bowiem od
ponad roku telewizja „jako taka” nie przekracza progu naszego
domu...
Po płytę sięgnęliśmy
z premedytacją: nasze zainteresowania są zbliżone, a swoją
motocyklową pasją staram się zainteresować „juniorów” (i chyba
odnotowałem na tym polu niewielkie sukcesy). Ad meritum:
odcinek przedstawiał budowę choppera, który jako bazę
silnikową wykorzystywał napęd od samobieżnej kosiarki „Dixie
Chopper” (nomen omen). Cała maszyna miała kojarzyć się z
kosiarką do trawy i chyba w pewnym stopniu ten cel udało się
zrealizować.
A jednak...
oglądając prace fachowców z OCC, nie mogę oprzeć się wrażeniu,
że ich motocykle to przede wszystkim egzemplarze wystawowe.
Innymi słowy – szkoda, że nie jeżdżą tak, jak wyglądają (albo,
jak mawia pewien poznany na południu Stanów złośliwiec z Dirty
Dave's – one jeżdżą dokładnie tak, jak wyglądają). I że
chociaż każdy z nich jest w zasadzie oryginalny i
niepowtarzalny (szczególnie jeśli w jego ramie tkwi silnik od
kosiarki), to mimo wszystko są one do siebie podobne.
To wnętrze
nie przedstawia garażu OCC, tylko wnętrze niewelkiego
warsztatu „Motocykli brudnego Dave'a” (w wolnym tłumaczeniu),
na południu Texasu, w Edinburgu. To tam właśnie usłyszałem
niezbyt pochlebne opinie na temat projektów realizowanych
przez OCC... Co ciekawe, obok usytuowane jest muzuem („South
Texas Motorcycles Museum”), w którym można natrafić na
prawdziwe perełki. Poniżej: unikalny Henderson z rzędowym
silnikiem, a także Indian w zaprzęgu – bieżnnik jego opon
stanowią litery (!) tworzące napis „no skid”...
Oczywiście, gwoli
usprawiedliwienia należy dodać, że producenci serialu
nastawieni są przede wszystkim na pokazywanie właśnie takich „odjechanych”
maszyn, pomijając dziesiątki tych, które zbudowano w celu
przemierzania na nich setek mil autostrad. A jednak, gdy
porównam to, co oferuje OCC, z produktami podobnych (często
chociażby ze względu na rodzinny charakter) firm z Polski – że
wymienię tutaj tylko „BT Choppers” czy „Poros Customs”, wydaje
mi się, że Polacy nie tylko „nie gęsi” :). Vide kilka zdjęć...
(...)
„W
owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby
przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis
odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.
Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego
miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do
Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ
pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z
poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam
przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego
pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie,
gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.”
Łk 2, 1-7
Piątek, 23.12.2011 r. (wigilia Wigilii)
Czterdzieści stopni vs CADblog.pl
Z
tego pojedynku ciężko było wyjść obronną ręką, zwłaszcza gdy
te „czterdzieści stopni” odnosiło się do wskazań termometru
włożonego pod pachę najpierw najmłodszego (to w ubiegły
poniedziałek), a później średniego „Pana S.” (to początek tego
tygodnia). I cóż, systemy CADowskie są tutaj bezradne,
pomijając fakt, iż na pewno z ich pomocą zaprojektowano linie
technologiczne odpowiadające za produkcję i pakowanie
antybiotyków zwalczających dziecięce wirusowe zapalenie płuc.
Obronną ręką jednak do końca nie wyszedłem, ale o tym za
chwilę...
Te „czterdzieści
stopni” to wyraźny sygnał przypominający o tym, że nawet jeśli
zaplanujemy sobie coś dokładnie, dopniemy na przysłowiowy
„guzik”, a nasze plany będziemy starali się realizować jedynie
zapatrzeni we własne siły, to... możliwe będą dwa scenariusze:
ten pierwszy mówi o tym, iż wszystko pójdzie zgodnie z naszym
planem, będzie pod kontrolą.
Ale przecież zgodnie
z prawem Murphy'ego, jeśli coś będzie miało pójść nie tak, jak
sobie zaplanowaliśmy, to właśnie tak „pójdzie”.
A jednak Uczeni w Piśmie dobrze zauważają, iż z każdego zła
rodzi się jakieś dobro. Mimo palących terminów, musiałem
znaleźć czas, by spędzić go razem z dziećmi. A mimo okresu
Adwentu, czasu dla najbliższych było niewiele; zaangażowałem
się w kilka spraw także poza polem zawodowym, a ponieważ
dotyczyły bliskich znajomych, żeby nie powiedzieć –
przyjaciół, inne sprawy poszły w odstawkę. Inne? Cóż,
CADblog.pl teoretycznie nie mógł poczekać, chociaż z pewnością
zauważyli Państwo brak regularności w publikowaniu newsów, o
newsletterze nie wspomnę. Poczekać mieli najbliżsi, bo
przecież „oni i tak mają mnie na co dzień”.
Owe „czterdzieści
stopni” sprawiło, iż wszystko wróciło na swoje miejsce.
Rodzina – na pierwszym miejscu (zaraz po Panu Bogu). A
CADblog.pl, moje „czwarte dziecko”, szczęśliwie pozwala na
elastyczne planowanie czasu. Który jednak w „stanie wyższej
konieczności” udało się wygospodarować.
Udało się także dlatego, że Firmy, które zaufały mi i
zdecydowały się na podjęcie współpracy, wykazują dużą
cierpliwość – podobnie jak Państwo – Czytelnicy, bez których
CADblog.pl w jakiejkolwiek postaci pozbawiony byłby racji
bytu. Za to, w tym miejscu, korzystając z przedświątecznej
atmosfery – wielkie podziękowanie (kiedyś na miejscu byłoby
powiedzieć: „Bóg zapłać”, ale obecnie chyba jest to zbyt
„niepoprawne politycznie”; jeszcze obniżą mi ranking w Google,
co ostatnio zbiegło się w czasie z publikacją np. cytatu
tygodnia wyjętego z tekstu autorstwa Bronisława Wildsteina
:)). A na poważnie, jeśli kogoś moje wywody na ten temat w
jakiś sposób obrażają – to przepraszam. Ale zachęcam do
wytrwania :). Na pozostałych stronach można znaleźć treści
„religijnie i życiowo” raczej obojętne. Chociaż nadal zdarzają
się maile od Czytelników, którzy podkreślają, iż w CADblog.pl
podoba im się właśnie to, że jest nie tylko o CAD, ale i o
życiu. W końcu jest to niezbywalne prawo blogu, a że pojawia
się on ostatnio w „mutacji” papierowej (vide aktualności), to
już inna sprawa: jakoś trzeba będzie z tym żyć!
Nowe
wydanie miało trafić do Państwa rąk jeszcze przed Świętami
Bożego Narodzenia. Nie trafi. Ale przecież w czasie Świąt jest
wiele ważniejszych rzeczy, naprawdę istotnych. CADblog.pl
cierpliwie poczeka (tym razem CADblog.pl), aż zasiądą Państwo
z powrotem przed ekranami monitorów i podejrzą, czy coś nowego
udało się w tzw. międzyczasie opublikować, czy też nie... Z
góry uprzedzam: w czasie Świąt komputera nie będę dotykać!
Mimo iż nowy manipulator 3dconnexion jeszcze nie przeszedł
wszystkich przewidzianych dla niego testów (na razie tylko z
Solid Edge ST4, zresztą – bezproblemowo, co zapewne
użytkowników myszek 3D zbytnio nie dziwi).
Nowe wydanie
dostępne będzie przed Nowym Rokiem, a w wersji papierowej – na
początku stycznia. Szczegółowe informacje znajdą Państwo w
aktualnościach. Będzie można przeczytać tam także o zapowiedzi
pewnej zmiany w dotychczasowym kształcie i sposobie
funkcjonowania CADblog.pl.
Proszę się nie
niepokoić, nie zostanie on przejęty przez żadne wydawnictwo,
nadal będzie tytułem niezależnym, chociaż – jak na prawdziwy
blog przystało – obiektywnym, ale z określonymi sympatiami (co
odnosi się zarówno do systemów CAD, jak i systemu wartości w
szczególności). Nadal jego dotychczasowe elektroniczne postaci
będą dostępne nieodpłatnie. Natomiast jeśli chodzi o wydanie
papierowe, cóż... najbliższe, którego okładkę mogą Państwo
podziwiać już na stronach CADblog.pl, będzie ostatnim, które
mają Państwo szansę otrzymać całkowicie bezpłatnie. Warunki
prenumeraty nowych wydań (na 2012 rok planowane jest pięć
numerów, w tym jeden specjalny – osławiony CADraport :)) można
będzie znaleźć właśnie w nim, tudzież w zakładce „Prenumerata”
na stronie CADblog.pl – ale to także po Świętach. Dodam, że
cena egzemplarza (bez kosztów wysyłki) wyniesie 5,40 (z 8%
podatkiem VAT). Wszystko wskazuje na to, iż część uzyskanych z
tego tytułu środków (prawdopodobnie 1 zł od każdego
egzemplarza) przeznaczone zostanie na jakąś akcję
charytatywną.
W tym miejscu
zatrzymam się na chwilę, z kolejnym podziękowaniem, dla Tych
spośród Państwa, którzy zatrzymali się na chwilę na stronie
www.wirtualnachoinka.net – baner promujący tą akcję wisiał
na stronach głównych CADblog.pl przez kilka dni w ostatnich
tygodniach. Jak wynika ze statystyk, kilkadziesiąt osób
zdecydowało się kliknąć w ów baner i spędziło na docelowej
stronie średnio ponad pół godziny, a to oznacza, iż
najprawdopodobniej w jakiś sposób zaangażowało się w to
wigilijne dzieło pomocy dzieciom z ubogich rodzin. Wniosek
jest prosty: inżynierowie mają nie tylko rozum, ale i coś
jeszcze tłukącego się w piersiach. Tak trzymać!
Zerkam teraz na
wspomnianą stronę... dla 1053 z 1072 zarejestrowanych dzieci
wybrano prezenty. Trochę smutno się robi na myśl o tej
garstce, która prezentów może już nie zdąży otrzymać... Z
drugiej strony, część przekazanych paczek była na tyle obfita,
iż może wolontariuszom uda się rozdzielić je między wszystkie
dzieci zgłoszone do akcji. „Pusty talerz” na naszym wigilijnym
stole...
A skoro o Wigilii
Świąt Bożego Narodzenia mowa, pozostaje mi życzyć Państwu, w
tym właśnie miejscu i w ten sposób, żałując, że nie mogę
osobiście wyróżnić przynajmniej tych, z którymi współpracuję
już od dłuższego czasu, tych, których miałem okazję poznać
osobiście... innymi słowy, wszystkim Przyjaciołom i
Sympatykom, Czytelnikom i Reklamodawcom, a także tym, którym
CADblog.pl w jakiś sposób przeszkadza,
Serdeczne Życzenia
Zdrowych, Radosnych, Spędzonych w gronie Najbliższych
Świąt Bożego Narodzenia!
Niech te szczególne dni będą dla Was czasem odpoczynku i
wzajemnej troski,
a chwile spędzone wspólnie z bliskimi przyniosą wiele ciepła.
A świąteczny karp niech ma wyjątkowo mało ości :)...
...czego Państwu i sobie życzy
Maciej Stanisławski
Warszawa, dn. 23.12.2011,
godz. 20:35
„(...) żyjemy w takich czasach, że po pierwsze >klikalność i
oglądalność< ważniejsza jest od rzetelnej informacji, a po
drugie w wyścigu >kto pierwszy puści w świat njusa, ten lepszy<
media bezkrytycznie używają funkcji >kopiuj + wklej<, zamiast
zastanowić się nad tym, czy taka wiadomość ma w ogóle
jakąkolwiek wagę. (...)”
Lech Potyński: Prawny
Gniot, „Świat Motocykli” nr 1(219) 2012, s. 114
„Internet staje się sposobem życia, ma wpływ na sposób myślenia,
komunikowania się między sobą, wybór lektur, organizację dnia.
Jednak chrześcijanin powinien pamiętać, że jego życie ma sens
„przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem” i w ten sam
sposób powinien traktować Internet."
abp Celesto Migliore,
nuncjusz apostolski w Polsce, „Idziemy”, nr 48/2011, s. 9
Piątek, 9.12.2011 r.
Polska Premiera ST4... nie bez niespodzianek
22.11.2011 r. w hotelu Intercontinental w Warszawie, miała
miejsce oficjalna Polska Premiera Solid Edge ST4. Przed
organizatorami stanęło nie lada wyzwanie: w jaki sposób
zaprezentować system, który tak naprawdę... znany jest już
prawie od pół roku? Może powiedzieć coś na temat... ST5?
Wydarzenia
organizowane przez Siemens Industry Software (Siemens PLM
Software) już od lat – jeszcze od czasów UGS – cieszą się
powodzeniem. Dzieje się tak nie tylko za sprawą tematyki
konferencji, jaką jest oprogramowanie klasy PLM, ale także
sprawnej organizacji spotkań, prezentacji itp. Listopadowa
„premiera” idealnie wpisała się w ten nurt, chociaż jak
wspomniałem – zadanie było trudne. W jaki sposób przedstawić
użytkownikom (także potencjalnym) nowości oprogramowania,
które można swobodnie testować już od kilku miesięcy (linki do
wersji testowych na końcu artykułu)?
Jak zainteresować
słuchaczy informacjami, które w ten czy inny sposób
przekazywane były także na łamach CADblog.pl &
SolidEdgeblog.pl? Okazało się, iż jest to możliwe.
Po części sprawiła
to obecność gościa specjalnego, szefa marketingu Velocity –
Russella Brook'a. Jego prezentacja (poprzedzona wystąpieniem
Rafała Żmijewskiego), wprowadzająca w obszar zagadnień i
nowości Solid Edge ST4, obejmowała m.in. udoskonaloną
technologię synchroniczną, usprawnienia w zakresie Multi-CAD i
tworzenia rysunków technicznych wprowadzone w najnowszej
edycji Solid Edge oraz opis nowych narzędzi pozwalających
przyspieszyć walidację projektowania części blaszanych.
„Nie odejdziemy od Parasolida” – tak zabrzmiała deklaracja
przekazana przez przedstawicieli firmy podczas praskiej
premiery SolidWorks 2012 w Europie. I teoretycznie nic nie
wskazywało na to – przynajmniej jeśli chodzi o działania ze
strony Dassault Systemes – by mogło być inaczej. Czy aby na
pewno? I czy rzeczywiście SolidWorks nadal będzie bazował na
jądrze, do którego prawa posiada... konkurencja? Z biznesowego
punktu widzenia nie wydaje się to celowe. A z punktu
użytkownika?
Wątpliwości rodziły
się już od ubiegłorocznej premiery SolidWorks, wtedy w wersji
2011. Podczas spotkania SWW 2010, kilka tysięcy osób mogło
zobaczyć okno programu, którego nazwa brzmiała ni mniej, ni
więcej, tylko „SolidWorks V6”. To wtedy zaczęły się spekulacje
na temat tego, jak daleko posunięta zostanie integracja między
CATIA, platformą V6 i SolidWorks. Spekulacje może zamierzone
przez firmę (na zasadzie kontrolowanego przecieku), może nie –
gdyż wydaje się, iż część użytkowników zaczęła dość poważnie
niepokoić się o przyszłość ulubionego systemu CAD. Czy
SolidWorks zacznie przypominać „Kaśkę”? Jaki w tym sens i
logika?
A w tym roku pojawiła się prezentacja SolidWorks dedykowanego
dla obszaru architektonicznego. I tutaj już w ogóle nie było
wątpliwości: zupełnie nowe środowisko, platforma V6, a
SolidWorks – w zasadzie tylko z nazwy. Na niektórych padł
blady strach, a sami przedstawiciele SolidWorks wspominali
potem, iż plotki o zmianie kernela, jądra systemu – czyli de
facto odejście od Parasolid – rozpowszechniane są przez
konkurencję, w celu osłabienia sprzedaży SW i zaniepokojenia
społeczności użytkowników SolidWorks. Jednocześnie nikt nie
zaprzeczał, iż trwają prace nad zwiększeniem stopnia
integracji SW z CATIA.
„(...) W 1808 roku sir George Cayley, zasłużony prekursor maszyn
latających, zaprojektował silnik napędzanywybuchami
prochu strzelniczego, zapalanego przez podgrzewaną do czerwonego
żaru rurkę, wchodzącą w połowie do głowicy cylindra.
Był to pierwszy w świecie, zadziwiający swą prostotą i
skutecznością pomysł żarowego zapłonu, stosowany potem
powszechnie
przez konstruktorów samochodów w latach 1886 - 1902 (...)”
Witold Rychter
„Aby zadziwić świat" w „Dzieje
samochodu", WKiŁ, Warszawa 1987, s. 451
Piątek, 25.11.2011 r.
Usunąć wszystkie bariery
Co
stało za decyzją o udostępnieniu wszystkim zainteresowanych –
a przede wszystkim studentom – edukacyjnej wersji Solid Edge
ST4? Kto w Siemens PLM Software odpowiada za realizację tej
nowatorskiej koncepcji? Na jakie korzyści liczy Siemens PLM
Software, decydując się na taki krok? Wreszcie – jakie
potencjalne ograniczenia niesie ze sobą wersja edukacyjna
Solid Edge ST4, a jakie ma możliwości?
Patrzę w kalendarz i oczom nie wierzę: oto mijają dwa miesiące
od rozmowy telefonicznej z Michaelem Brownem; rozmowy
przeprowadzonej wkrótce po udostępnieniu wszystkim
zainteresowanym edukacyjnej edycji najnowszej wersji Solid
Edge ST4, a uzupełnionej później drogą mailową odpowiedziami
uzyskanymi od Krisa Kasprzaka. Tymczasem za nami już oficjalna
polska prezentacja Solid Edge ST4, warto więc nareszcie zebrać
wszystkie uzyskane informacje i podzielić się nimi z Państwem.
Co prawda, pewne treści udostępniłem już na wcześniej na
stronie, ale tym razem pora na swoiste „resume”.
Michael Brown pracę
dla Siemens PLM Software rozpoczął w lutym br., ma jednak za
sobą ponad dziesięć lat doświadczenia w pracy, m.in. podczas
wdrażania i implementowania systemów PLM, chociażby w takich
firmach jak Airbus czy Rolls Royce. Pracował także na
kierowniczym stanowisku w PTC, a co szczególnie istotne w
kontekście rozmowy o programie akademickim Siemens PLM
Software – wcześniej opracował podobny program właśnie dla
Parametric Technology. Nie miał jednak takich możliwości,
jakimi dysponuje obecnie...
Na początku rozmowy
przyznałem się do tego, że samemu wziąłem udział w programie
akademickim, rejestrując się jako „wieczny” student. I zadałem
pytanie, które wymieniłem już na wstępie: co stało za
podjęciem takiej decyzji (bo kto – odpowiedź już znamy) i na
jakie korzyści liczy Siemens PLM Software.
Aby udzielić
odpowiedzi, Michael Brown odwołał się do informacji
pochodzących od klientów Firmy i powracającym w nich
sygnalizowaniu trudności związanych z rekrutacją nowych osób
do pracy na stanowiskach inżynierskich. Dlaczego pojawiają się
takie trudności i czego one dotyczą? Braku chętnych do pracy?
Nie, problem tkwi w czymś zupełnie innym – w kwalifikacjach, w
konieczności znalezienia i zatrudnienia absolwentów, którzy
nie tylko potrafią pracować w nowoczesnych systemach CAD, ale
także – potrafią być innowacyjni. Uczelnie „produkują”
wystarczającą liczbę absolwentów – jak wynika ze statystyk, na
które powoływał się Michael, w 2005 roku uczelnie techniczne w
Stanach Zjednoczonych opuściło 70 000 inżynierów, w Wielkiej
Brytanii 20 000 (dane z 2007 roku), a w rozwijających się
potęgach, jak Indie czy Chiny – było to odpowiednio 350 000 i
600 000 absolwentów w 2005 roku. I statystycznie tylko 36%
spośród nich znajduje zatrudnienie w przemyśle, w zawodzie
inżyniera...
Osobną oczywiście pozostaje kwestia, czy wynika to z braku
wystarczającej ilości miejsc do pracy, czy ze wspomnianego
braku kwalifikacji. Ale faktem pozostaje, iż producentom
systemów CAD powinno zależeć na tym, by absolwenci kierunków
technicznych dysponowali biegłą znajomością ich
oprogramowania. Nie da się tego osiągnąć bez sprawnie
zorganizowanego programu akademickiego, edukacyjnego,
polegającego przede wszystkim na udostępnieniu na możliwie
atrakcyjnych warunkach najnowszych wersji oprogramowania dla
jak najszerszej grupy studentów. (...)
„Nie mam w tym żadnej kalkulacji, ale nawet z punktu widzenia
interesu bardziej się opłaca zjechać, niż pochwalić.
Pochwalę np. sztukę p. X. Zyskam sobie przez to wrogów we
wszystkich jego kolegach i konkurentach,
a on sam będzie miał pretensje, że nie dość go pochwaliłem.
Natomiast, gdy zerżnę p. X., ucieszę tym wszystkich jego
przyjaciół, rozraduję konkurentów, a wroga będę mieć tylko w
jednym p. X.”
Antoni Słonimski
za: Krzysztof Feusette, „Dzieci Ryby
mają głos”. Uważam Rze, nr 40/2011, s. 40
Poniedziałek, 14.11.2011 r.
(godz.: 22:15)
CAD 3D za 20 dolarów?
Dlaczego tak często piszę o Siemens PLM Software? Po części za
sprawą tego, co i jak często firma ta stara się zaoferować.
Także w obszarze podejścia stricte biznesowego do szerszego
zagadnienia, jakim jest udostępnianie wersji zarówno
testowych, jak i komercyjnych swojego oprogramowania. Tytułowy
CAD 3D za 20 dolarów jest prawdą. I nie taką, jak w przypadku
popularnego onegdaj dowcipu z radiem „Erewań”, chociaż...
Dla tych, którzy
dowcipu nie pamiętają, krótkie przypomnienie. Do radia Erewań
dzwoni słuchacz z pytaniem, czy prawdą jest, że na Placu
Czerwonym w Moskwie rozdają samochody? Radio odpowiada: – Tak,
to prawda. Tylko że nie samochody, a rowery. I nie rozdają,
tylko... kradną.
Siemens PLM Software zaoferował CAD 3D do zastosowań
komercyjnych za opłatą abonamentową w wysokości niespełna 20
USD miesięcznie. Nie jest to zatem
CAD za 20 USD, chyba że korzystać z niego będziemy nie dłużej
niż przez okres jednego miesiąca. A jednak jest to najtańsze
odpłatne rozwiązanie dostępne obecnie... Tak tanie, że...
prawie za darmo.
Rzucanie nożami, czyli nikt nie chce zostać w tyle...
Taki
pierwotnie tytuł miał nosić dzisiejszy wpis. A inspiracją do
niego były niedawne doniesienia o:
1. wdrożeniu oprogramowania Solid Edge w amerykańskim
przedsiębiorstwie produkującym samochody na indywidualne
zamówienie; wcześniej z powodzeniem wykorzystywany był tam
system SolidWorks... (link
tutaj);
2. podjęciu współpracy przez Siemens PLM Software z firmą
oferującą rozwiązania dla branż wykorzystujących w produkcji
materiały kompozytowe; dosłownie kilka dni wcześniej
publikowałem news o przejęciu przez Dassault Systemes dostawcy
rozwiązań do symulacji i analiz w tym właśnie obszarze (link
tutaj).
I chociaż może
wydawać się, iż istotniejszy tutaj jest ten drugi przypadek –
bo może oznaczać większą zmianę jakościową jeśli chodzi o
możliwości z zakresu symulacji i analiz samego oprogramowania
(Solid Edge i NX), a wdrożenie oprogramowania w niszowym,
chociaż interesującym (dlaczego – o tym za chwilę)
przedsiębiorstwie nie może mieć takiego znaczenia, okazało się
wręcz przeciwnie...
Jest się czym pochwalić?
Cóż, przyznam
szczerze, iż w informacji prasowej na temat wdrożenia w Local
Motors systemu Solid Edge nie znalazłem nic szczególnie
interesującego, poza faktem, iż wcześniej (jeszcze na początku
roku) firma z powodzeniem stosowała SolidWorks. Ba, nawet nie
opublikowałem tej informacji w nowościach, gdyż uznałem, iż
bez odpowiedniego komentarza może ona wzbudzić jedynie uśmiech
politowania („też nie mają się już czym chwalić, jakieś
niszowe przedsiębiorstwo produkujące w najlepszym razie
kilkaset samochodów rocznie...” itp.), a tymczasem dzieją się
wokół rzeczy istotniejsze. Tak, o Local Motors pisałem w tym
roku, przy okazji relacji z Solid Works World 2011 (dokładnie
w tym miejscu znajdą Państwo akapit jej poświęcony).
Ciekawy model funkcjonowania przedsiębiorstwa, ciekawa
społeczność osób zaangażowanych w działanie firmy (temat na
osobne opracowanie, informacja prasowa dostępna jest tutaj;
powiem tylko, iż w projektowanie nadwozi i głównych zespołów
samochodów, bazujących w większości na gotowych elementach
pochodzących od producentów i dostawców OEM na rynku USA,
zaangażowane jest całkiem liczne grono entuzjastów
projektowania i wykorzystywania systemów CAD – ponad 13 000
osób – sic!). Ale prawdziwa „bomba” tkwiła w tym, co owej
trzynastotysięcznej społeczności zaoferowała firma Siemens PLM
Sofware. A to dopiero początek...
Solid Edge
Design1
W czasie niedawnego telefonicznego wywiadu z Michaelem Brownem
i Krisem Kasprzakiem zadałem pytanie, czy Siemens PLM Sofwtare
planuje zaoferować bezpłatnie jakieś narzędzie, jakiś system
na wzór 2D Drafting, ale pracujący w środowisku CAD 3D –
niczym Autodesk 123D. W końcu to Siemens PLM Software (jeszcze
jako UGS) jako pierwszy zdecydował się zaoferować komercyjny
CAD 2D całkowicie za darmo. (...)
Nie będę ukrywał, iż tytuł tego wpisu sprawił mi trochę
kłopotu, a jednak – najlepiej oddawał to, co mam zamiar w nim
poruszyć. Kłopot polega oczywiście na tym, iż budzi
jednoznaczne skojarzenie z jednym z producentów oprogramowania
CAD i jego flagowym, najlepiej chyba rozpoznawalnym
oprogramowaniem, jakim jest AutoCAD. Swoją drogą, nazwa „Autodesk”
nasuwa skojarzenia z „automatyczną deską kreślarską” i w
pewnym sensie – istotnie tak jest: oprogramowanie CAD,
obojętne, czy produkowane przez Autodesk, Dassault Systemes,
PTC, Siemens PLM Software, SolidWorks Corp. czy też innych
niewymienionych rynkowych graczy, zautomatyzowało w znacznym
stopniu pracę kreślarzy (przepraszam wszystkich, którzy
poczuli się urażeni, za użycie tego określenia).
A
jednak do prawdziwego „auto-cad” nadal wiele mu brakuje...
Jak ktoś zauważy,
poprzednie zdanie niesie w sobie „krytykę” w stosunku do
wszystkich rozwiązań CAD dostępnych na rynku. Idąc tym tropem,
powiem więcej, chociaż zabrzmi to banalnie: nie ma idealnego
rozwiązania CAD/CAM/CAE spełniającego nie tylko oczekiwania
wszystkich użytkowników, ale także postulat „automatyzacji”.
Bo tak naprawdę systemy CAD nadal są ewolucyjną wersją deski
kreślarskiej i jeśli posadzimy przed nimi osobę, której
brakuje „żyłki inżynierskiej” (o wykształceniu celowo nie
wspominam), bądź którą zobligujemy jedynie do wykonywania
pracy odtwórczej (poprawianie błędów w dokumentacji
importowanej z innego formatu, przerysowywanie dokumentacji
papierowej do postaci cyfrowej etc.), stanie się ona „drafterem”,
kreślarzem właśnie – i nie będzie tu miało znaczenia, czy
pracuje w środowisku 2D, czy 3D. Praca odtwórcza może jednak
okazać się tą bardzo poszukiwaną. Co prawda, prezes Volkswagen
Group, Martin Winterkom przyznawał, iż wśród słabych punktów
swojej firmy jedno z kluczowych miejsc zajmuje potrzeba
zatrudniania najlepszych inżynierów, a tych niestety w
Niemczech zaczyna dzisiaj brakować – z drugiej jednak strony
coraz powszechniejsze zaczyna być zjawisko tzw. „cad-slaves”
(niewolników CAD), w znaczeniu osób nie uzależnionych od
systemów CAD, co skazanych na odtwórczą, kreślarską pracę.
Pracę, w której owszem, liczyć się będzie znajomość narzędzia,
ale wiedza inżynierska już niekoniecznie. Ba, wiedza to może
być niewskazana! Dlaczego?
Prosty przykład:
zdolny student w czasie konkursu projektowego ogłoszonego
przez jednego z polskich dystrybutorów oprogramowania
(zagadka: którego? Odpowiedź niebawem na SWblog.pl :))
zaprezentował kompleksowe opracowanie konstrukcji poduszkowca,
w którym nie zabrakło zarówno rozwiązań nowatorskich, jak i
ulepszonych koncepcji stosowanych przez uznanych światowych
producentów. Ba, chociaż student dysponował wiedzą z obszaru
mechaniki, zamodelował także układy (elektryczne i
elektroniczne) sterowania całością maszyny. – Widziałem
podobne układy, przyglądałem się im i na tej podstawie
pokusiłem się o zaprojektowanie własnych – powiedział
laureat. Czy już Państwo wiedzą, o co chodzi?
Powiedzmy, że teraz firma X, „mądra zagraniczna firma
zatrudniająca niemądrych Polaków” (sic! – to cytat z rozmowy,
którą miałem okazję odbyć podczas jednego z konferencyjnych
wyjazdów), zdecyduje się zlecić proste prace związane z
dokumentacją techniczną polskiemu inżynierowi – niech to
będzie zdolny, ale świeżo upieczony student. Czym ryzykuje?
Ano tym, że „zdolniacha” szybko podpatrzy ciekawe rozwiązania,
a następnie, za kilka miesięcy/lat itp., zrealizuje je w
praktyce, dodając do tego swoje ulepszenia, ale już na rzecz
konkurecyjnej – a może nawet co gorsza polskiej firmy! Ryzyko
niedopuszczalne. Może dlatego warto pomyśleć o tym, by
reformować (uderzać w) nasz system edukacji tak, by tych
naprawdę młodych i zdolnych odpowiednio wcześniej przejmowały
zagraniczne koncerny i eksploatowały ich poza naszymi
granicami?
Polska jest drugim
co do wielkości europejskim rynkiem zbytu systemów CAD (dane
nieoficjalne, pochodzące z cytowanej już rozmowy), a jest to
konsekwencją „spychania” na naszych inżynierów „czarnej
roboty” przez zagraniczne koncerny, np. z branży
motoryzacyjnej. Wiele jednak wskazuje na to, iż ta tendencja
będzie musiała się odwrócić. Albo wychowamy pokolenia
„inżynierów-kreślarzy”, takich „operatorów systemów CAD”, dla
których podczas rozmowy kwalifikacyjnej zadanie polegające na
opisaniu i naszkicowaniu (nawet na kartce papieru) zasady
działania rowerowej przekładni będzie czymś astronomicznie
trudnym (zdarzenie autentyczne!) - i im będzie można spokojnie
zlecać proste prace, albo otworzymy szanse rozwoju naprawdę
zdolnych inżynierów, a prace kreślarskie scedujemy na
absolwentów technicznych szkół średnich (co w pewnym nikłym
zakresie udaje się realizować) albo wręcz na absolwentów szkół
zawodowych (czy takie – oczywiście techniczne – jeszcze w
Polsce działają?). Wtedy i jedni, i drudzy – i także trzeci
(zleceniodawcy, zagraniczni „mocodawcy” itp.) powinni być
usatysfakcjonowani. Absolwent zawodówki spokojnie znajdzie
zatrudnienie, i to niekoniecznie „przy łopacie”. Co więcej,
otwarta będzie przed nim droga przyszłego awansu (ukończyć
szkołę średnią, potem studia – a w momencie studiowania będzie
miał już za sobą jakieś 5-6 lat doświadczenia w pracy z CAD!).
Podobnie w przypadku technika „po technikum”. A nauczyciele
akademiccy, podczas zajęć na studiach, będą mogli skupić się
na uczeniu „inżynierii”, a nie obsługi narzędzi – jakimi w
końcu pozostają systemy CAD, CAM, CAE...
AutoCAD WS
pracujący na smartfonie. Jak „świnka morska” – ani ten „AutoCAD”
nie jest „auto”,
ani telefon nie jest tak naprawdę „smart”...
Narzędzia... Wróćmy
zatem do początku, czyli do „auto-cada”. Ostatnio przeczytałem
felieton (jak ja na to jeszcze znajduję czas? – nie znajduję
:)) o tzw. „generatorach narracji” – automatycznych
programach, które za pomocą odpowiednich algorytmów,
korzystając z zasobów językowych i wzorców pochodzących od
mistrzów gatunku, są w stanie układać samemu nie tyle fabułę,
co opowieść – np. relację z prezentacji nowego oprogramowania
CAD. Tak, to nie jest fikcja z kart opowiadań Stanisława Lema,
to dzieje się już teraz: powstają autentyczne dziennikarskie
roboty. Co więcej, są w stanie dostosować „swój sposób
narracji” do konkretnego odbiorcy, jego oczekiwań i możliwości
percepcji.
Zmierzam do tego, że
zapewne kiedyś pojawi się „automatyczny” CAD. – Zaprojektuj
przekładnię zębatą – rzuci znad klawiatury (jeśli jeszcze
będą wtedy klawiatury w obecnym rozumieniu) inżynier
przyszłości. „Auto-cad” zada kilka pomocniczych pytań i na
podstawie odpowiedzi przedstawi np. schemat ideowy. Pozostanie
ustalenie wymiarów, albo wczytanie np. innego projektu, do
którego owa projektowana przekładnia będzie musiała się
fizycznie dopasować. I tyle.
Mrzonka? A skąd!
Proszę popatrzeć na obecnie dostępne narzędzia,
funkcjonalności do optymalizacji projektów, działające z
powodzeniem w zaawansowanych systemach CAD. A obszar CAE?
Tutaj zapewne najprędzej doczekamy się pełnej automatyzacji
analiz. – Zbadaj mój projekt pod wszystkimi możliwymi
kątami, wracam jutro – powie „mesowiec” przyszłości. A
jego „auto-cad-cam-slave” spokojnie i cierpliwie przeprowadzi
wszystkie analizy i badania. A potem zoptymalizuje projekt,
przygotowując kilka równoważnych wariantów do akceptacji...
Dobrze, że
przynajmniej ów akt akceptacji zależeć będzie od człowieka.
Przynajmniej taką mam nadzieję...
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą (...)
Żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
Chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć...”
Ks. Jan Twardowski,
„Śpieszmy się”
31.10.2011 r.
„Cloud
computnig” – rozdział zamknięty?
W
ostatnich dniach dwukrotnie – przy zupełnie różnych okazjach –
zetknąłem się z tematem systemów cadowskich (i pochodnych)
działających w „chmurze”. Jeśli dodać do tego konferencję „PLM
Europe 2011”, to trzykrotnie. Co ciekawe, za każdym razem
temat podejmowany był z zupełnie innym nastawieniem: od
entuzjazmu po skrajny pesymizm. Czy Ralph Grabowski, pisząc o
tym, iż „chmura jest już martwa” ma rację?
Chmura wg Grabowskiego
W swoim
artykule (upFront.eZine NEWS #709)
Ralph Grabowski wskazał
szereg argumentów przemawiających za swoją tezą. A zaczął od –
zdawałoby się – najbardziej oczywistego: zaledwie kilku
producentów oprogramowania koncentruje się na opracowywaniu
rozwiązań korzystających z „chmury”.
Istotnie, najbardziej
zaangażowane wydają się koncerny Dassault Systemes (z
platformą V6) i Autodesk (abstrahując od aplikacji AutoCAD WS,
którą można uruchomić nawet na małym smartfonie z systemem
Android – tylko po co? – firma ta oferuje
szereg innych rozwiązań pracujących w chmurze, np.
„zdalne” analizy itp.; co więcej: deklaruje, iż do 2014
wszystkie flagowe produkty będą zdolne do pracy w chmurze!);
oferują one użytkownikom rozwiązania wykorzystujące w praktyce
„cloud computing”, a przede wszystkim oficjalnie informują o
prowadzonych pracach. A jednak jest jeszcze jedna strona
medalu, o której Ralph Grabowski wydaje się zapominać. To, że
ktoś nie mówi głośno o przygotowywaniu rozwiązań pracujących w
chmurze nie znaczy, iż nimi się nie zajmuje. Przecież dekadę
temu o PLM mówiło tylko UGS (obecnie Siemens PLM Software) i
Dassault Systemes, może także PTC. A w chwili obecnej każdy
producent oprogramowania stara się dodać do swojej oferty coś
więcej, niż tylko PDM – i stara się zaoferować rozwiązanie
typu PLM. Może to samo czeka nas w przypadku „Cloud Computing”?
Wspomniana Siemens PLM Sofware ma w ofercie
Teamcenter na urządzenia mobilne, o którym możemy
powiedzieć, że pracuje w chmurze. W „prywatnej”, ale zawsze (o
tym, czym jest chmura prywatna i publiczna, trochę więcej
zamieściłem
tutaj*). Także „mali” dostawcy oprogramowania CAD zaczęli
oferować narzędzia wspierające użytkowników swoich
„stacjonarnych” wersji systemów CAD, czego przykładem może być
nowość w ofercie GstarCAD (tutaj).
Kolejnym argumentem
wysuwanym przez Grabowskiego jest... nieustająca popularność
rozwiązań CAD klasy 2D, z „flagowym” przykładem, jakim nadal
pozostaje AutoCAD LT – od lat najpopularniejszy system CAD,
powoli tracący jednak pozycję na rzecz darmowej markowej
konkurencji (DraftSight, Solid Edge 2D Drafting), tańszego
oprogramowania drobniejszych producentów, czy też...
wspomnianego AutoCAD WS. Przynajmniej teoretycznie (vide
cytat). Hmm, swoją drogą, ten ostatni pracuje jednak „w
chmurze”, nawet jeśli chmura ta ogranicza się do
przechowywania i wymiany danych. W każdym razie CAD 2D raczej
nie wymaga od użytkownika angażowania „chmury obliczeniowej” –
ba, sposób pracy w środowisku 2D, typowym „kreślarskim” raczej
zakłada działania lokalne, czasem ograniczone do jednego
stanowiska, na którym inżynier/kreślarz pracowicie tworzy
swoje projekty. A zasoby przeciętnego komputera są aż nadto
wystarczające do obsługi środowiska 2D. Innymi słowy – czy
istotnie można mówić o tym, iż już w tej chwili jest
odczuwalne zapotrzebowanie na usługi „w chmurze”? A jaka
obecnie jest jakość tych usług w odniesieniu do aplikacji
CADowskich? Właśnie owa stosunkowo mierna jakość – zdaniem
Ralpha – jest kolejnym argumentem przemawiającym na niekorzyść
„cloud computing”.
Zatrzymam się przy
tej jakości na chwilę. Wiadomo, iż każda rzecz (instytucja
itp.) jest tak dobra i niezawodna, jak jej najsłabszy element,
najsłabsze ogniwo. Ciśnie się na usta pytanie, o stan naszej
infrastruktury IT, o podstawowy element umożliwiający pracę w
chmurze, czyli szybki i stabilny dostęp do Internetu. Może
ktoś z Państwa pamięta pierwszy oficjalny pokaz platformy V6 w
Polsce, zorganizowany przez Dassault Systemes podczas
konferencji PLM Forum w Wiśle, kilka lat temu? Właśnie awaria
łączy skutecznie położyła się cieniem na całości
przyszłościowego rozwiązania. Przyszłościowego – bo może
„chmura” nie trafiła jeszcze na swój czas?
„AutoCAD WS odnotował
ponad dwa miliony zarejestrowanych użytkowników.
I użytkownicy owi załadowali 3,5 miliona rysunków. Liczby
pozornie potężne, ale przecież oznacza to zaledwie 1,8 rysunku
na użytkownika...”
Steve Johnson
Ralpha Grabowskiego
irytuje także głoszona przez Autodesk sentencja 3 x A: „Anybody,
anytime, anywhere”, którą można swobodnie przetłumaczyć, jako
„Ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek”, a która w prosty (i
marketingowy) sposób ma definiować zalety z pracy w chmurze.
Grabowski dokonuje „rozbioru” owej sentencji na czynniki
pierwsze w bezlitosny sposób: • Ktokolwiek – ma oznaczać, iż tak naprawdę jedynie
nieliczni subskrybenci oprogramowania Autodesk mają mieć
możliwość korzystania z zalet „chmury”, a i pośród nich znajdą
się „równi i równiejsi”; • Kiedykolwiek – biorąc pod uwagę błędy i opóźnienia w
realizacji programu „powszechnej” dostępności chmury,
Grabowski sugeruje podejście do tego hasła z odpowiednią
rezerwą; • Gdziekolwiek – o tym już wspomnieliśmy; mowa tutaj o
konieczności uzyskania dostępu do szybkiego Internetu, co może
okazać się szczególnie kłopotliwe np. w podróży, kiedy usługi
oferowane przez operatorów sieci komórkowej mogą być
niewystarczające, podobnie jak mniej lub bardziej publiczny
dostęp do Wi-Fi...
Najbardziej
przewrotne jest wskazanie, iż „ktokolwiek, kiedykolwiek,
gdziekolwiek” najlepiej odnosi się do... oprogramowania
zainstalowanego i pracującego na lokalnym komputerze. Zdaniem
Grabowskiego. Cóż, ale „ktokolwiek” budzi w tym kontekście
moje wątpliwości :).
Osobną kwestią jest... bezpieczeństwo danych. Tutaj jednak
moim zdaniem zarówno entuzjaści, jak i sceptycy rozwiązań CAD
w chmurze, mogą posłużyć się równoważnymi argumentami. Z
jednej bowiem strony nic tak nie zabezpieczy komputera, jak
brak jakiegokolwiek dostępu do sieci (proszę się nad tym
zastanowić, wiem to z własnego doświadczenia – tak funkcjonuje
od kilku lat moja stacja DTP), z drugiej strony – dostawcy
usług internetowych bardzo często są w stanie zapewnić większe
bezpieczeństwo, niż lokalna sieć w małym przedsiębiorstwie.
Oczywiście w obu przypadkach nie ma możliwości
zagwarantowania, iż jednak w jakiś sposób nie nastąpi „wyciek”
informacji...
Grabowski docenia oczywiste korzyści wynikające z rozwiązań
bazujących w chmurze. Łatwość wymiany plików między
użytkownikami (po spełnieniu warunku uzyskania dobrego dostępu
do sieci), przesyłania informacji okołoprojektowych, kontroli
nad przebiegiem prac, dostęp do danych CAD z urządzeń
mobilnych, dodatkowe „kopie” bezpieczeństwa (dane zapisane na
serwerach dostawców usług sieciowych) itp. Zaleca jednak
podejście z dystansem, a na pewno odradza ucieczkę ze
wszystkimi danymi „w chmury”. Tymczasem...
Podejście numer dwa
Podczas
premiery SolidWorks 2012 zorganizowanej w Warszawie przez CNS
Solutions (relacja niebawem tutaj), bardzo ciekawe wystąpienie
miał Jacek Stochlak z HP Polska. O technologiach IT mówił od
strony nie tyle „technologicznej”, co strategicznej,
biznesowej i ideologicznej. I z jego wystąpienia jawił się
obraz przyszłości należącej właśnie do sfery rozwiązań „w
chmurze”, na które mają się składać:
• oprogramowanie dostarczane jako usługa;
• struktura dostarczana jako usługa;
• platforma systemowa dostarczana jako usługa.
O takim podejściu pisałem już, przytaczając fenomen systemu
Chrome OS i Netbooków („ChromeCAD
1.0? Chyba jeszcze za wcześnie...”)
Proszę Państwa, coś istotnie „jest na rzeczy”: Microsoft
codziennie instaluje 10 000 nowych serwerów; Google przetwarza
ponad dwadzieścia petabajtów danych (sic!) dziennie; w ciągu
najbliższych pięciu lat z Internetem łączyć się będzie więcej
urządzeń niż przez ostatnie piętnaście lat łącznie!
Technologia i wymagania rynku napędzają modele biznesu. Coraz
częściej mamy do czynienia z produkcją jako usługą, także –
zlecaną i realizowaną poprzez sieć. Ekstremalnym przykładem
może być samochód oferowany przez firmę Local Motors, wykorzystującą do
niedawna przede wszystkim oprogramowanie SolidWorks, a obecnie
także Solid Edge. Firmę, która z definicji założyła udział
klienta – zamawiającego samochód – w procesie produkcji tego
pojazdu (więcej na ten temat w nowościach, a także... w
relacji z SWW 2011). Ale można je mnożyć.
Będąc świadomym
powyższego, trudno być sceptykiem w odniesieniu do przyszłości
systemów IT pracujących w chmurze. Jakichkolwiek systemów. A
to oznacza, że także... rozwiązań CAD.
A
jednak...
Przyszłość –
może okazać się nieprzewidywalna. Ba, czy wiemy, co nas spotka
w przyszłym roku, za tydzień, jutro czy nawet za godzinę? A tu
i teraz... mamy prawo czuć się pewniej wiedząc, że nasz system
do poprawnej pracy nie potrzebuje dostępu do sieci, może
doskonale działać „w trybie off-line”. Mamy prawo oczekiwać,
iż okno naszej ulubionej aplikacji nie zmieni nagle swego
wyglądu, bo akurat automatycznie została zaktualizowana do
najnowszej „chmurnej” wersji.
Bardzo często
czujemy się lepiej wiedząc, iż nasz projekt spoczywa spokojnie
zapisany na dysku komputera, ewentualnie w lokalnym
„backupie”, czy wręcz na pendrive schowanym w szufladzie, a
nie gdzieś tam na serwerze, nie wiadomo w ilu kopiach. I nie
musimy martwić się tym, czy uda nam się uzyskać do niego
dostęp, bo nagle TP S.A. wstrzymała nam dostęp do Neostrady ze
względów technicznych (konserwacja łączy), bo drastycznie
spadła transmisja danych (za sprawą złośliwego sąsiada, który
sprytnie obszedł nasze zabezpieczenia i współdzieli sygnał
lokalnej osiedlowej sieci Wi-Fi), bo... i tak dalej, i tak
dalej...
Z drugiej strony,
jeśli nadejdzie chwila, kiedy „chmura” będzie w stanie
zagwarantować nam to wszystko, wszystkie zalety przy
całkowitym pozbawieniu wad; jeśli za oprogramowanie płacić
będziemy proporcjonalnie do stopnia jego wykorzystania (co
także podawane jest jako jedna z zalet „cloud computing”)
to... dlaczego nie?
*Chmura
publiczna, prywatna... co to takiego jest?
O ile chmurą publiczną możemy w najprostszym ujęciu nazwać
całe ogólnodostępne zasoby internetu, wraz z serwerami,
portalami, kontami pocztowymi, usługami przechowywania zdjęć
etc., dostępnymi w zasadzie dla każdego, o tyle chmura
prywatna jest już rodzajem chmury obliczeniowej o ograniczonym
dostępie i specjalizowanym, sprecyzowanym przeznaczeniu –
oferowanym przez dane przedsiębiorstwo swoim klientom.
Oczywiście, działa ona w jakimś obszarze globalnej sieci
(czyli publicznej chmury), ale gwarantuje zdecydowanie większe
bezpieczeństwo przechowywania i współdzielenia zasobów
(danych, plików modeli, korespondencji itp.)...
W
dniach 17-19 października 2011, w miejscowości Linz (Austria)
miała miejsce coroczna konferencja organizowana przez
stowarzyszenie PLM Europe, skupiające użytkowników rozwiązań
Siemens PLM Software. Podtytułem konferencji, a także
uzupełnieniem logotypu stowarzyszenia (używam określenia
„stowarzyszenie”, chociaż może lepsze byłoby „organizacja”)
jest sentencja mówiąca o „głosie użytkowników Siemens PLM
Software” (ang. „The Voice of Siemens PLM Software Users”).
Dlaczego zwracam na to uwagę?
W portfolio Siemensa
znajdziemy „Velocity Series” (www.siemens.com/velocity),
którego trzon stanowi oprogramowanie Solid Edge. A jednak
wśród uczestników konferencji trudno byłoby wskazać osoby na
co dzień posługujące się tym systemem CAD. Na PLM Europe
obecni byli użytkownicy NX, ale chyba przede wszystkim – osoby
wykorzystujące w swojej pracy systemy Teamcenter i Tecnomatix.
Zresztą z samych badań przeprowadzonych przez organizatorów,
których wyniki przywoływane były podczas sesji generalnej
otwierającej wydarzenie wynikało, iż ponad 60 procent obecnych
na konferencji zainteresowanych jest nowościami w obszarze PLM
(i PDM), a niekoniecznie w obszarze CAD. Cóż, na prezentację
nowego Teamcenter 10 przyjdzie jeszcze poczekać, ale PLM
Europe było znakomitą okazją do oficjalnego zaprezentowania w
tej części świata najnowszej wersji NX 8.0 i Tecnomatix 10.
W tym miejscu
pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów, związanych z tegoroczną
edycją i z... Siemens PLM Software:
• konferencja odbywająca się w Design Center Linz zgromadziła
ponad dziewięciuset uczestników (przedstawiciele mediów nie
byli reprezentowani zbyt licznie, chociaż podobno było nas
zdecydowanie więcej niż w latach ubiegłych);
• zgromadziła także rekordową liczbę wystawców – partnerów
(ponad 40 stoisk, wśród nich m.in. Moldex 3D z Państwa Środka,
Cortona3D, Microsoft, Cadenas, 3Dconnexion – i konkurencyjny
SpaceControl i wiele innych);
• oprócz sesji otwartych, odbyły się 93 warsztaty/seminaria
(!) prowadzone w mniejszych grupach. Zdarzało się, iż w
niektórych salach liczba osób uczestniczących wynosiła
dosłownie kilka, a w innych zainteresowani siedzieli na
podłodze i stali na korytarzu przy otwartych drzwiach (to mały
„kamyczek do ogródka” organizatorów – na pewno można było
lepiej rozeznać zainteresowanie uczestników poszczególnymi
sesjami i dostosować sale do rzeczywistych potrzeb). Miałem
okazję uczestniczyć w dwóch seminariach: pierwszym prowadzonym
przez Jean-Paula Mestre, a poświęconym zarządzaniu i pracy z
Teamcenter w środowisku Multi-CAD (np. równolegle z SolidWorks,
Catia czy Pro/E) i drugim – szczególnie interesującym z punktu
widzenia entuzjasty ST – zatytułowanym „Synchroniczna
Technologia ... co każdy inżynier wiedzieć powinien”,
prowadzonym przez Mike'a Reburkha. Ktoś złośliwy może
stwierdzić, iż jak na dziewięćdziesiąt możliwości, wybór dwóch
to trochę niewiele. Cóż, odpowiem, iż użytkownicy NX,
Tecnomatix i Teamcenter naprawdę mieli w czym wybierać,
natomiast ktoś zainteresowany i skupiony na Solid Edge mógł
czuć pewien niedosyt, ale dla niego przewidziane są przecież
inne wydarzenia;
• Siemens PLM Software może pochwalić się ponad 69 500.
użytkowników w 80. krajach świata (wśród nich znajdziemy m.in.
Aston Martin, Antonov, BAE Systems, Boeing, BSH, Daimler AG,
Chrysler, Ford, General Electric, General Motors, Nissan,
Procter & Gamble, Rolls-Royce, Suchoj itp.);
• 80% firm korzystających z rozwiązań Siemens PLM Software
należy do branż motoryzacyjnej, lotniczej/kosmicznej,
maszynowej i zaawansowanych technologii. Dwudziestu
najważniejszych dostawców branży motoryzacyjnej korzysta z
oprogramowania CAD/CAM/CAE pochodzącego z portfolio Siemensa.
Największe światowe wdrożenie systemu PLM miało miejsce w
General Motors;
• Siemens PLM Software tworzy i zarządza ponad 48% danych w
formatach 3D;
• 63% oprogramowania Siemens PLM Software zarządza danymi
pochodzącymi z wielu systemów CAD (Multi-CAD), co oznacza –
jak żartobliwie zauważają przedstawiciele firmy – iż zarządza
większą ilością danych pochodzącą od konkurencji niż z
własnych systemów...
(...)
„Geniusz informatyki, ekonomii i marketingu nie tylko stworzył
jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie, lecz także
wykreował całe społeczeństwo informatyczne. Dał światu produkty
elitarne, ale równocześnie masowe. Był niepowtarzalną osobą w
skali światowej, ikoną Doliny Krzemowej. Steve Jobs,
współzałożyciel i szef firmy Apple, zmarł w Kalifornii w środę 5
października.
Tak twórczy, odkrywczy umysł miał tylko Leonardo da Vinci i
Thomas Alva Edison. I choć nie uhonorowano go Nagrodą Nobla czy
jakimś innym prestiżowym wyróżnieniem, Steve Jobs niewątpliwie
był jednym z największych twórców swoich czasów i inspiracją dla
całego pokolenia...”
Olgierd Domino,
„Osierocona generacja iPodów”, w: Najwyższy Czas, nr 43,
październik 2011, s. 24
Wtorek,
25.10.2011 r.
Jak Deelip? Jeszcze daleko mi do niego...
Bardzo często na łamach CADblog.pl powołuję się na informacje
publikowane na blogu Deelipa Menezesa (www.deelip.com).
Jest to szczególna postać, znana i rozpoznawalna w świecie CAD
(chociaż zdarza mi się spotykać ludzi z branży, którzy
wcześniej z nim się nie zetknęli – zarówno z samym Deelipem,
jak i jego blogiem). Swego czasu miałem nawet okazję
przeprowadzić z nim rozmowę, podczas której zwierzył się
znajomemu: „Nie przerywaj, po raz pierwszy to nie ja
przeprowadzam wywiad, tylko przeprowadzają go ze mną...”. Cóż,
gdybym był Deelipem, wywiad ten ukazał by się na łamach
CADblog.pl zapewne w 5-10 minut po jego przeprowadzeniu. A
tymczasem... jutro upłynie tydzień od zakończenia konferencji
PLM Connection Europe 2011 (17-19 października, Linz), a ja
jeszcze nie zamieściłem relacji z tego wydarzenia. Od rozmowy
z Deelipem upłynie niedługo rok... „Tati lajf”!
Niestety, nie
wszystko można i daje się łatwo ogarnąć. Weryfikowanie bazy
adresowej wysyłki wydania papierowego (stale napływają
zgłoszenia od chętnych osób spoza przygotowanego wcześniej
„rozdzielnika” i wszystko wskazuje na to, iż od następnego
wydania zmuszony będę wprowadzić przynajmniej odpłatność
pokrywającą zwrot kosztów wysyłki – ale o tym niebawem w
zakładce „Prenumerata”), nadrabianie zaległości, śledzenie
wydarzeń ze świata CAD – także tego „darmowego” (a tutaj
dzieje się! Nowy ADSK 123D, nowy DraftSight...). Mimo iż przed
każdym wyjazdem obiecuję sobie, iż tym razem wszystko będę
zamieszczał i przygotowywał na bieżąco – niestety, nadal mi
się ta sztuka nie udaje. I zaległości rosną. Innymi słowy – do
Deelipa daleko.
Jutro w Warszawie
będzie miała miejsce jubileuszowa konferencja CNS. Pojutrze –
na wydziale SiMR Politechniki Warszawskiej siódma wystawa prac
studentów, także ASP. I kolejne zaległości gotowe. A trzeba
tam być, także z pewną zarezerwowaną pulą papierowych wydań.
A'propos wydania papierowego – udało mi się wreszcie dzisiaj
zaktualizować teksty zamieszczone on-line, które miały być
uzupełnieniem/rozwinięciem publikacji z tego właśnie wydania:
o ewolucji Solid Edge (od ST3 do ST4) –
dostępny tutaj i o „nieodchodzeniu”
przez zespół SolidWorks od Parasolida –
dostępny tutaj.
Tutaj mała dygresja:
część z osób związanych ze światem CAD, z którymi miałem
okazję rozmawiać (także przedstawiciele światka
dziennikarskiego) powątpiewają w szczerość tych deklaracji.
Nastrój zwątpienia powiększają także niedawne decyzje osób
ściśle związanych z SolidWorks o odejściu od firmy. Wracając
do kernela, najczęściej pojawia się argument: skoro
właścicielem Parasolida jest Siemens PLM Software, to Dassault
Systemes (którego częścią jest SolidWorks) prędzej czy później
zrezygnuje z płacenia za prawa do licencji i postawi na
zupełnie nowe jądro systemu... Osobiście, po rozmowie z
przedstawicielami DS SolidWorks, zaczynam w to wątpić.
Parasolid jest sprawdzonym rozwiązaniem, konkurencja DS
wykorzystuje go nie tylko w CAD 3D przeznaczonym dla rynku
średniego odbiorcy, ale na jego bazie rozwija także swój
flagowy produkt. A CATIA w wersji V5 i V6 dedykowana jest
jednak innemu odbiorcy, niż użytkownicy SolidWorks. Można
oczywiście oczekiwać, iż np. DraftSight czeka na tyle
dynamiczny rozwój, iż za lat kilka to on zastąpi SolidWorks –
ale tego także bym się nie spodziewał. DraftSight pozostaje
darmowym narzędziem i zapewne jeszcze długo nim będzie.
Ale, ale – czy
słyszeli Państwo o tym, że ARAS (firma oferująca otwarte,
darmowe rozwiązanie PLM – nie „PDM”, ale „PLM” właśnie –
przygotowała specjalną propozycję dla użytkowników SolidWorks
i Enterprise? Więcej na ten temat postaram się wrzucić do
nowości...
Konferencja w Linz
była ciekawa. Dwa przeprowadzone oficjalnie wywiady czeka
żmudny, „korporacyjny” proces autoryzacji (proszę Państwa,
jednym z moich rozmówców był nie kto inny, tylko człowiek
odpowiedzialny m.in. za rozwój formatu *.jt), ale przywiozłem
ze sobą także kilka mniej oficjalnych nagrań – z rozmów z
partnerami Siemens PLM Software obecnymi podczas wydarzenia
organizowanego przez PLM Europe. I – jak to szczęśliwie dla
mnie się składa – miałem okazję spotkać kogoś, kto – podobnie
jak John Hilton – tworzył podwaliny obecnego sukcesu
3Dconnexion i manipulatorów przez nią oferowanych. Tym kimś
był przyjaciel, współpracownik Johna Hiltona (www.spatialfreedom.com),
podobnie jak on wynalazca manipulatora 3D, zwanego obecnie
„myszką 3D” – Bernd Gombert, właściciel
SpaceControl, a wcześniej wieloletni pracownik...
3Dconnexion właśnie – ale ta branża jest mała! Obecny był, w
przeciwległym do 3Dconnexion końcu sali, wraz z oferowanymi
przez siebie manipulatorami – vide zdjęcie.
Patrząc na nie
zacieram dłonie, gdyż niebawem czeka mnie – i Państwa –
pierwsze w Polsce porównanie konkurencyjnych myszek 3D
pochodzącym od trzech producentów: 3Dconnexion, SpatialFreedom
i SpaceControl. Wymieniam je w tej kolejności, gdyż tak mniej
więcej kształtują się ceny oferowanych manipulatorów;
najtańszy model ma nadal w swojej ofercie 3Dconnexion,
niekwestionowany lider rynku (a w Polsce monopolista :)) -
myślę tutaj o prostym, wręcz prymitywnym SpaceNavigatorze.
Inne modele w ofercie firmy nie mogą już konkurować cenowo z
ofertą pozostałych producentów, a ci z kolei przygotowali
naprawdę funkcjonalne rozwiązania, bijące SpaceNavigatora na
głowę. Chociaż ocena Astroida (ze SpatialFreedom), który
zdecydowanie odstaje pod względem wzornictwa od pozostałych
urządzeń, zachowując przy tym dobrą ergonomię, nie jest łatwa.
Dlaczego? Otóż jego ogromną wadą pozostaje brak aktualnego
wsparcia programowego (sterowników) do systemów CAD 3D i
innych; zarówno 3Dconnexion, jak i SpaceControl takie wsparcie
gwarantują i istotnie zapewniają. Ale do tematu jeszcze
powrócę, chociaż owych „powrotów” zebrała się już spora
kolejka. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, by przygotować
niebawem e-wydanie, w całości składające się właśnie z takich
czekających na swoje pięć minut tematów? Może być ciekawe... A
przy okazji – kolejne papierowe... przed Świętami Bożego
Narodzenia.
Siemens PLM Software
poinformował niedawno nie tylko o nowym Parasolid, ale także –
o D-Cubed. Niektórzy z Państwa zapewne doskonale zdają sobie
sprawę, jaką rolę odgrywa w technologii synchronicznej. Z
jednej strony „stare”, wypróbowane jądro Parasoid, z drugiej –
D-Cubed. Synchronous Technology wydaje się być czymś, co
stanowi ogniwo pośrednie, albo raczej – nadbudowę pozwalającą
na symultaniczne korzystanie z obu elementów układanki, która
składa się zarówno na funkcjonowanie, na sposób funkcjonowania
nowego Solid Edge ST4, jak i najnowszej edycji NX 8 – także z
technologią synchroniczną (więcej
o D-Cubed tutaj).
Przy okazji – do
grona dostawców rozwiązań CAD, którzy idą w ślady Siemens PLM
Software, dołączył niedawno Bricscad (V12 zapewnia możliwości
modelowania bezpośredniego i parametrycznego), a niebawem, w
oparciu o podobną technologię (za którą stoi m.in. LEDAS),
podobnym tropem podąży KOMPAS-3D (o czym wspomniałem już w
nowościach, np.
tutaj).
I jeszcze jedno, na
zakończenie: Ralph Grabowski (upFront e-zine) wieści koniec
rozwiązaniom CAD „w chmurze”. Jaka przyszłość czeka Cloud
Computing – o tym napiszę następnym razem. A wcześniej, na
SolidEdgeblog.pl – relacja z PLM Connection Europe 2012!
„(...) Przypomniało
mi się ciekawe zdarzenie. (...) na wspomnianych wakacjach w
Murckach pewnego pięknego poranka dziadek mówi do mnie: – Janek,
poszukaj gdzieś na śmietniku takiej (w tym momencie pokazał mi,
czego szukać) puszki po konserwie! Poszedłem i przyniosłem, co
trzeba, nie wiedząc, do czego ta puszka jest potrzebna. Jak się
później okazało, dziadek wykonał kokilę tłoka, a puszka była
potrzebna do odlania tłoka do motocykla. Po odlewie tłok został
przekazany do dalszej obróbki i do dorobienia pierścieni.
Wszystkie operacje były wykonane „złotymi rękami” polskich
starych rzemieślników. Przypadki takie były czymś normalnym.
(...)”
Tomasz Szczerbicki: Od
zawsze na motocyklu – klan Hennków, w: Automobilista, nr
10/2011, s. 39
Czwartek, 13.10.2011 r.
Spełnione marzenia
Czy pamiętają Państwo jedno z pierwszych, wtedy jeszcze
bezpłatnych wydań „Projektowania i Konstrukcji...”? Konkretnie
chodzi o numer 2 z 2008 roku. Na jego okładce widać fragment
komputerowej wizualizacji polskiego koncepcyjnego motocykla.
Miło mi poinformować Państwa, iż motocykl ten przybrał już
fizyczną postać. Podobnie jak CADblog.pl, który – jak
powiedział pewien znajomy obcokrajowiec – jest chyba pierwszym
na świecie blogiem w papierowej postaci...
Jak wynika z
powyższego – marzenia się spełniają. Przyznam bowiem, iż kiedy
po raz pierwszy miałem okazję napisać kilka zdań na temat
koncepcji JJ2S (motocykla z dwusuwowym silnikiem w układzie
krzyżowym), chociaż gorąco dopingowałem realizację owej
koncepcji w rzeczywistości, to jednocześnie w głębi duszy
odczuwałem smutek i lęk, iż pomysł ten nigdy nie doczeka się
finału w postaci budowy gotowego egzemplarza – choćby
prototypu, chociaż jednej sztuki.
Jednak zapał i
determinacja J. Jacka Synakiewicza, pomysłodawcy, autora i
realizatora śmiałego projektu, doprowadziły do tego, iż
marzenie się spełniło – doczekaliśmy się nowego polskiego
motocykla. Co prawda na razie ma on postać egzemplarza
studialnego, ale – jest! Fizycznie, a nie w postaci
wirtualnego modelu.
Zainteresowanych
szczegółami tego projektu zapraszam na strony JJ2S (tutaj
i
tutaj), poświęcone temu motocyklowi. Mogę także
zapowiedzieć, iż w kolejnym wydaniu CADblog.pl nie zabraknie
miejsca (mimo objętości „40 i 4”) na to, by przybliżyć zarówno
historię projektu, jak i najnowsze informacje na jego temat.
Teraz poinformuję tylko Państwa w telegraficznym skrócie, iż
22 lipca bieżącego roku, JJS Design J. Jacek Synakiewicz wraz
z jego studialnym motocyklem zostali zaproszone na wystawę „Design
in Poland – Transition to Modernity”, organizowaną przez Urząd
Patentowy RP. Wystawę można było odwiedzać w dniach od 26.09.
do 2.10.2011 r. w... Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym w
Genewie (sic!), w czasie trwania Walnego Zgromadzenia Krajów
Członkowskich Światowej Organizacji Własności Intelektualnej.
Ale – co warte uwagi – wystawa ta będzie też prezentowana w
Poznaniu przez cały listopad, w czasie trwania
Międzynarodowych Targów Poznańskich. Na pewno warto znaleźć
czas, by zjawić się tam chociaż na chwilę (link do oficjalnej
strony wystawy
tutaj).
Jak doszło do budowy prototypu, fizycznego egzemplarza
motocykla?
–Po otrzymaniu zaproszenia (na wystawę
Design in Poland – przyp. redakcji) doszedłem do wniosku,
że pokazywanie projektu to już trochę za mało – opowiada
J. Jacek Synakiewicz. – Po dłuższej rozmowie telefonicznej
z Wojtkiem Garusem, współwłaścicielem firmy GG TECH W. Garus i
T. Gromek Spółka Jawna podjęliśmy decyzję o budowie motocykla
studialnego, którego głównym zadaniem ma być zaprezentowanie
możliwości projektowych JJS Design i możliwości wykonawczych
GG TECH. Po podjęciu decyzji GG TECH rozpoczął prace związane
z wykonaniem poszczególnych elementów silnika, a ja szukałem
wykonawców ramy i układu wydechowego. Nie było to łatwe,
jednak ostatecznie wykonać wydech zobowiązał się Robert
Pawłowski, właściciel firmy MOTO WYDECH z
Konstancina-Jeziornej, a ramy Zbigniew Lech, wspówłaściciel
firmy Z.P.U. Profes S.C. z Kwidzyna...
Efektem miesięcznej, bardzo ciężkiej pracy wszystkich
zaangażowanych w ten projekt jest to, co można obejrzeć na
stronie:
http://jjsdesign.net/motocyklstudialny, a także w
listopadzie w Poznaniu podczas MTP.
– Planujemy zakończyć budowę motocykla studialnego w przyszłym
roku i zaprezentować go na jednym z salonów motocyklowych –
dodaje autor projektu.
To chyba nie jest
przypadek. Pana J. Jacka Synakiewicza spotkałem na początku
mojej „przygody” z własnymi próbami medialnymi o tematyce
CADowskiej. I po kilku latach od tego momentu, mniej więcej w
tym samym czasie, nasze marzenia się spełniają i to w podobny
sposób: jego – o motocyklu w fizycznej postaci, moje – o
CADblogu w postaci papierowej (a więc było nie było także
fizycznej). Szkoda jedynie, iż historia JJ2S nie zagościła na
łamach debiutującego podczas Wirtotechnologii wydania.
A
z jakim przyjęciem spotkał się papierowy CADblog.pl na
wspomnianych targach?
Nawiasem
mówiąc, są to chyba jedyne targi „dla mnie”, o tematyce
stricte CAx, chociaż w tym roku zdawały się one być trochę
przytłoczone odbywającym się równolegle Toolex'em. Nie zmienia
to jednak faktu, iż takie połączenie imprez wydaje się
rzeczywiście uzasadnione i na tle minionych lat – najbardziej
trafne.
Przyjęcie
było jak najbardziej pozytywne. Stali Czytelnicy nie byli
zaskoczeni, raczej usatysfakcjonowani, iż miałem okazję
wywiązać się z dużo wcześniejszych zapowiedzi o wydaniu
papierowym. Padały pytania o przyszłość CADblog.pl – czy
będzie już zawsze w postaci elektronicznej i papierowej, czy
należy spodziewać się ewolucji w kierunku odpłatnego
czasopisma (w przypadku wersji elektronicznej kolejny raz mogę
zapewnić, iż pozostanie ona bezpłatna, chociaż dostęp do niej
może być „limitowany” koniecznością pozostawienia po sobie
„śladu” w bazie danych Czytelników, czy to na Forum, czy na
liście odbiorców newslettera), czy będzie dostępny także w
postaci dedykowanej na urządzenia mobilne itp. Tutaj pojawiły
się także uwagi krytyczne pod adresem wersji flash – o ile
pliki pdf można spokojnie czytać, przeglądać na w zasadzie
każdym urządzeniu przenośnym, niezależnie od systemu
operacyjnego w nim używanego (Android, Symbian, Chrome itp.).
o tyle te ostatnie wymagają raczej korzystania z komputerów z
systemem Windows (i możliwie dużym ekranem). Rozmowy te nie
pozostaną bez wpływu na ostateczny kształt CADblog.pl i
utwierdzają mnie w przekonaniu, iż pojawianie się na
Wirtotechnologii, nawet z małym stoiskiem, dającym okazję do
spotkania się z Państwem już nie „on-line”, ale twarzą w
twarz, ma sens. O tym, co ciekawego można było zobaczyć, kogo
spotkać, z kim porozmawiać podczas tegorocznych targów, więcej
niebawem w osobnym poście.
Dodam jedynie, iż do rąk Czytelników trafiło ponad 450
egzemplarzy papierowego CADblog.pl. I na taką ilość
szczęśliwie byłem przygotowany.
Formuła „40 i 4”,
mimo skojarzeń literackich (i nie tylko), okazała się –
przynajmniej teoretycznie – trafiona. W tym sensie, iż
kontynuacja na łamach strony CADblog.pl publikacji zawartych w
wersji papierowej pozwala po pierwsze: na lekceważenie
ograniczeń związanych z objętością, po drugie: na zwiększoną „multimedialność”
udostępnianych materiałów. W praktyce – sprawdziła się trochę
mniej, a to z tego względu, iż nadal jeszcze nie udało mi się
udostępnić „on-line” wszystkich zapowiadanych artykułów, a
także ich rozszerzeń i uzupełnień. Cóż, jesienne miesiące to
także czas intensywnych przygotowań do przyszłorocznych
działań, planowanie kalendarza e-wydań (zdążyłem już zapomnieć
o tym, co to takiego – chociaż prawdę mówiąc nawet gdy był,
niespecjalnie się do niego stosowałem), a także spotkań,
wywiadów, konferencji (że wspomnę tylko zbliżające się PLM
Connection, następnie warszawską konferencję CNS, spotkanie
polskiej „doliny lotniczej” na zamku w Krasiczynie – a
wszystkie w drugiej połowie października!), wydarzeń
organizowanych na uczelniach technicznych (w końcu początek
roku akademickiego mamy już za sobą), a przede wszystkim –
walka z narosłymi zaległościami. Ale mając za sobą Państwa
wsparcie, powinienem sobie z tym poradzić.
Zachęcam Państwa do
pobierania najnowszego wydania w postaci elektronicznej, a w
tym celu – do rejestracji na liście odbiorców newslettera lub
w gronie forumowiczów; w obu przypadkach wymagany jest jedynie
adres mailowy. Osoby zainteresowane otrzymywaniem egzemplarzy
papierowych, proszę o dodawanie odpowiedniego komentarza albo
przy okazji rejestracji, albo w osobnym mailu kierowanym na
adres:
prenumerata@cadblog.pl
Dziękując za uwagę
Pozdrawiam serdecznie Maciej Stanisławski
Cytat tygodnia
„Z
pracy swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny i poprzez pracę
ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki,
a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i
moralnego społeczeństwa,
w którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty. (...)”
Z encykliki „Laborem
exercens” bł. Jana Pawła II
Piątek, 23.09.2011 r.
„Nie odejdziemy od Parasolida. To będzie ewolucja, a nie
rewolucja...”
W
minioną środę, 21 września, podczas spotkania dla dziennikarzy
(zorganizowanego podobnie jak w ubiegłym roku w czeskiej
Pradze), miała miejsce oficjalna premiera SolidWorks 2012
Czy było
interesująco? Tak, z punktu widzenia zarówno użytkowników
systemu (ponad 200 ulepszeń, w tym kilku z pewnością bardzo
istotnych), jak i osób zastanawiających się, jaka będzie
przyszłość SolidWorks pod skrzydłami Dassault Systemes. Aby
nie trzymać Państwa dłużej w napięciu, zacznę od owej
przyszłości. Po pierwsze, Uwe Burke (dyrektor DS SolidWorks
Corp. na Europę Środkową) i Andreas Spieler (Product Manager)
zdecydowanie zdementowali pogłoski, jakoby SolidWorks miał
odejść od sprawdzonego, wypróbowanego kernela, jakim jest
Parasolid.
Nie oznacza to
oczywiście, iż nie będzie dokonywana integracja, a w pewnych
obszarach unifikacja z innymi rozwiązaniami DS – szczególnie z
platformą V6.
Tutaj największe znaczenie będzie mieć bowiem możliwość
współpracy, integracji i wymiany danych pomiędzy systemami
pochodzącymi od Dassault Systemes. W tym świetle inaczej można
odebrać słowa CEO DS, Bertranda Sicota, mówiącego, iż „SolidWorks
to marka, i takie jest jego miejsce w strukturach DS” (wg „UpFront.eZine”
Ralph'a Grabowskiego, wydanie 706 z 15 września br.).
SolidWorks będzie rozwijany niezależnie i nie czeka nas żadna
rewolucja, a co najwyżej: „rewolucyjne możliwości modelowania
i współpracy z użytkownikami, wprowadzone na drodze stopniowej
ewolucji”. I w ten sposób wątpliwości, wzbudzone zresztą przez
sam zespół SW (chociażby prezentacją SolidWorks dla branży
architektonicznej, zbliżonego bardzo do CATIA V6), w moim
przypadku się rozwiały.
Skoro wiemy już, że
SW będzie ewoluował, ale nadal bazując na Parasolidzie,
przejdźmy do samej konferencji (...)
„Mechanizmem nazywamy zespół części powiązanych ze sobą ruchowo
w ten sposób, że określony ruch jednej z tych części wywołuje
ściśle określony ruch każdej z pozostałych. Części mechanizmu
nazywamy członami (ogniwami), a połączenie ruchowe
poszczególnych członów – węzłami (parami kinematycznymi). Każdy
węzeł mechanizmu składa się z dwóch półwęzłów, z których każdy
jest sztywno związany z jednym z łączonych członów (...)”
Z. Orlik, W. Surowiak:
Części Maszyn. WSZiP 1974
Piątek,
16.09.2011 r.
Monitor do CAD?
To proste: im większy, tym lepszy...
I
taka wydaje się oczywista i jedynie słuszna odpowiedź.
Tymczasem okazuje się, iż wybór ekranu, w który będziemy się
wpatrywać podczas godzin spędzanych na naszym ulubionym
zajęciu (jakim niewątpliwie jest projektowanie) musi
uwzględniać jednak więcej czynników
Już jakiś czas temu
planowałem na łamach CADblog.pl dotknąć szerzej tematyki
związanej z „hardware” (próbą uczynioną w tym kierunku były
np. publikacje porównawcze myszek 3D, a także artykuły na
temat urządzeń do szybkiego prototypowania – to ostatnie czeka
niedługo „renesans” na łamach CADblog.pl), ale skromne moce
przerobowe i ilość wydarzeń związanych z samym oprogramowaniem
skutecznie to uniemożliwiały. Szukając inspiracji do
ostatecznego kształtu i formy wydania papierowego, nie mogłem nie
sięgnąć do „klasyki gatunku” w postaci amerykańskiego
CADALYST'a, a przy tej okazji natrafiłem na blog, prowadzony w
partnerstwie z Dell i AMD. Blog poświęcony właśnie
zagadnieniom strony sprzętowej, a nie programowej.
I tak 13.09. br na
jego łamach (link
tutaj) ukazał się artykuł, a w zasadzie pierwsza część
artykułu poświęconego wyborowi najlepszej „grafiki” do
zastosowań CAD. Autor publikacji, Art Liddle, już w pierwszych
słowach stwierdza, iż wybór monitora jest tym najważniejszym
związanym z zakupem całej stacji roboczej. Uzasadnienie jest
proste – zarówno procesor, jak i pamięć naszego zestawu,
jesteśmy w stanie uzupełnić w późniejszym czasie, natomiast
coś takiego jak „upgrade” monitora jest rzeczą raczej
niespotykaną. Kupujemy urządzenie, które powinno służyć nam
przed kilka lat, bez potrzeby myślenia o jego zmianie. „Może
się zdarzyć, że twój monitor przeżyje jedną, dwie, a może i
trzy stacje robocze, na których w międzyczasie będziesz
pracował”.
Gdy zerkam na moje „zaplecze komputerowe”, którego monitory –
dobrej klasy – pamiętają jednak początki przygody z DTP, nie
mogę nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem.
Innymi słowy – wybierając monitor „inwestujemy w przyszłość”.
I tego się trzymajmy.
Z
punktu widzenia portfela
To miłe, iż
nie tylko my „trzymamy się za portfel” planując wydatki, nawet
związane z naszym warsztatem pracy. Amerykański publicysta
także przyznaje, iż czynnikiem, który w największym stopniu
wpływa na wybór monitora, jest jego cena. Wpływ ten okazuje
się jeszcze większy, gdy docelowo planujemy korzystać z
monitora w domu, a nie w pracy. W tym przypadku łatwiej
przychodzi nam decyzja o urządzeniu z niższej półki. A jednak
Art zwraca uwagę, by na tym składniku stacji roboczej nie
oszczędzać. Powody wskazałem wcześniej – inne elementy
(procesor, pamięć, HDD) łatwiej wymieniać na mocniejsze,
metodą drobnych kroków. A monitor ma służyć komfortowo (i
bezpiecznie dla oczu) jak najdłużej.
Skoro kryterium ceny
mamy już za sobą, czas na kolejne. I jest nim tytułowy
rozmiar. Obowiązuje tutaj prosta zasada: kupujemy największy
monitor, na jaki pozwala nasz założony budżet. I na pewno
minimum na dziś do zastosowań CAD to przekątna 24'', a
standardem powinien być monitor 27''. Z własnego doświadczenia
zgadzam się z tym całkowicie. Na mniejszych monitorach,
powiedzmy 19-21'', też oczywiście da się pracować, ale komfort
pracy na większych ekranach jest nieporównywalny. Złośliwi nie
bez racji mówią, iż na wszystkim, co oferuje przekątną poniżej
24'' da się uruchomić system CAD. Uruchomić, ale nie pracować.
Cóż, czasem na potrzeby testów uruchamiam systemy CAD nawet na
budżetowym notebooku Samsunga (model NC10, przekątna ekranu
chyba coś koło 10,2''). Jeśli środowisku systemu rozpoznaje
rozdzielczość i wielkość ekranu prawidłowo, przestrzeń na
rysowanie/modelowanie pozostaje istotnie niewielka. Problemy
zaczynają się wtedy, gdy niektóre polecenia, okna menu itp.
wyświetlane są już poza ekranem i dostęp do nich jest
utrudniony, lub wręcz niemożliwy (utrudnienia pojawiają się
już np. podczas pracy z takim niewymagającymi z pozoru
aplikacjami, jak DraftSight).
Wracając do meritum,
kwestia finansowa w zasadzie przestaje być tutaj przeszkodą,
monitory LCD 24'' można kupić już od 600 – 700 złotych. Co
prawda, raczej będzie to BenQ, albo LG, a nie ACER czy Dell,
ale cóż. I jeszcze jedno: obecnie na rynku spotkamy w zasadzie
przede wszystkim monitory LCD (nawet jeśli w nazwie wymieniony
jest skrót LED, np. MONITOR LG LED 24" E2441T-BN), diody LED
wykorzystujące jedynie do podświetlenia matrycy.
LG LED E2441T-BN 24'' za 650 zł vs Dell U2410 24'' za 1700 zł
I w ten sposób
zbliżamy się do trzeciego kryterium: a jest nim rozdzielczość.
Dla przekątnej 24 cali minimalna wynosić powinna 1920 pixeli
na szerokość. W rozwiązaniach z wyższej półki (i monitorach
30''), rozdzielczości rzędu 2560 pix nie powinny nikogo
dziwić.
Kolejne kryteria to
jasność (min. 250 cd/m2), kontrast (1000 : 1, ale uwaga –
bardzo często podawany jest tzw. dynamiczny, wielokrotnie
większy np. 1 000 000 : 1), czas reakcji (6 ms to optimum, a
na pewno nie może być większy niż 8 ms), kąt widzenia w
poziomie (ok. 170 stopni) i ilość wyświetlanych kolorów 16,7
mln (optymalna dla większości zastosowań CAD). Nawiasem
mówiąc, wspomniany wyżej monitor LG spełnia wszystkie te
kryteria, a można go nazwać budżetowym; jego cena na jednym z
popularnych serwisów aukcyjnych, przy 24 miesięcznej
gwarancji, nie przekracza kwoty 650 złotych netto.
Przy doborze
monitora warto sprawdzić, czy nasza karta graficzna będzie w
stanie w pełni wykorzystać jego możliwości. Chociaż w
przypadku powyżej przyjętego minimum, większość kart do
zastosowań CAD nie powinna mieć z tym najmniejszych problemów.
Zainteresowanych
pełną treścią artykułu zapraszam do odwiedzin na blogu „CADspeed”,
link tutaj.
„(...) Nie mamy w ostatnich latach wielu symboli i idei
jednoczących naród ani wielu powodów do dumy. Roztrwonione
dziedzictwo „Solidarności”, wyprzedany majątek narodowy,
zadłużone państwo, brak sztandarowych inwestycji na miarę
międzywojennej budowy Gdyni, najgorsze w Europie drogi i koleje
(...). W sferze gospodarki nie mamy żadnego produktu, jak pisał
Jacek Karnowski, „technologicznie bardziej skomplikowanego niż
wódka”, który na świecie kojarzyłby się z Polską...”
ks. Henryk Zieliński,
„Dumni z Polski?” w: Idziemy, nr 36/2011
Piątek, 9.09.2011 r.
Dlaczego lubię Chrome?
Ten wpis proszę potraktować trochę z przymrużeniem oka, gdyż
na tej zasadzie zazwyczaj staram się traktować wszelkie
rankingi, statystyki itp. Przynajmniej do czasu, gdy wszystkie
wskaźniki spokojnie rosną, zwiększa się liczba pobrań starych
wydań z Archiwum, a także innych udostępnianych materiałów
Nie zmienia to
faktu, iż w przeglądarce Google, wpisanie hasła CAD powodowało
w historii CADbloga najróżniejsze reakcje: zdarzało się, iż
moja witrynka uwzględniana była w pierwszej dziesiątce
wyników, czasem nawet na drugim (po CAD.pl) miejscu (!).
Najczęściej pojawiała się w okolicach czwartej lub piątej
strony, ale był także moment, kiedy nie można jej było znaleźć
wcześniej niż przed piętnastą. Ponieważ statystyki nawet wtedy
wykazywały przeważnie niewielki wzrost (nie licząc wakacyjnych
miesięcy), specjalnie się tym nie przejmowałem.
Cóż, nigdy nie
korzystałem z usług płatnego pozycjonowania, a raczej starałem
się dbać o stosunkowo wysoką pozycję poprzez dobór treści i
odpowiednich słów kluczowych.
Co to ma wspólnego z
tytułowym Google Chrome? Otóż po zainstalowaniu tej
przeglądarki, od miesiąca niezmiennie CADblog.pl pojawia się
na drugiej pozycji. Prawdopodobnie spowodowane jest to jakimś
mechanizmem wewnętrznym, użytym w Chrome, który sprawia, iż
witryna ta „szczególnie bliska memu sercu”, w wyszukiwarce
uruchamianej na moim osobistym komputerze, pojawia się zawsze
na tej samej pozycji. Ale nawet jeśli tak jest – czy jest to
powód, by przestać lubić Chrome?
Wyszukiwarka
Google uruchomiona w oknie przeglądarki Google Chrome. I jak
tu nie lubić Chrome?
Wyszukiwarka
Google i Mozilla Firefox. 16 kwietnia 2011 roku, godz. 19:51.
Na hasło „cad”, CADblog.pl pojawił się
zaraz po CAD.pl...
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski
P.S.
Z ubiegłorocznego doświadczenia wynika, iż nic tak nie
poprawia statystyk, jak nowe e-wydanie dostępne do pobrania
bez ograniczeń. Już niebawem! Potrzebuję tylko chwili spokoju
:)
Michael Brown (Siemens PLM Software) w rozmowie z CADblog.pl
opowiada o edukacyjnej wersji Solid Edge ST 4
Nie ukrywałem i nie
będę ukrywał, iż sposób, w jaki Siemens PLM Software
zdecydował się udostępnić wersję studencką oprogramowania
Solid Edge ST 4, zdecydowanie przypadł mi do gustu, chociaż
budził też w pewnych obszarach wątpliwości. Z ogromną
przyjemnością przyjąłem zatem propozycję przeprowadzenia
rozmowy, w zasadzie – telekonferencji – ze ścisłym gronem
decyzyjnym z ramienia firmy, odpowiedzialnym zarówno za stronę
techniczną Solid Edge ST 4, jak i za szeroko rozumiany program
akademicki.
Do rozmowy doszło
wczoraj (nawiasem mówiąc, to mój debiut jeśli chodzi o tego
typu telekonferencje), a moim rozmówcą okazał się Michael
Brown, odpowiedzialny w Siemens PLM Software właśnie za Solid
Edge ST 4 w wersji studenckiej, a dokładnie – za całość
realizowanego (także poprzez rzeczoną wersję ST 4) programu
akademickiego.
Siemens PLM
Software i program akademicki
Zaoferowanie bezpłatnej wersji studenckiej to dopiero
początek. W ramach programu jego uczestnicy nie tylko będą
mogli korzystać z pomocy on-line, newsletterów zawierających
samouczki, porady, sposoby rozwiązywania problemów (o tym, że
ta część programu akademickiego została już wdrożona i działa
mieli okazję przekonać się wszyscy, którzy zdążyli już
zarejestrować się, pobrać i zainstalować wersję „studencką”),
ale także – uczestniczyć w powstawaniu internetowej
społeczności związanej z Solid Edge ST 4, a szczególnie – z
jego darmową edycją.
Jednym z celów
powołania do życia takiego programu, w takiej właśnie formie –
bez kłopotliwej rejestracji, bez szeregu formalności
wymaganych do spełnienia (np. posiadanie adresu mailowego
związanego z uczelnią, podawanie – w celu weryfikacji – numeru
indeksu itp.) była chęć udostępnienia w prosty i bezproblemowy
sposób najnowszych rozwiązań Siemens PLM Software (i pod
pojęciem „najnowszych rozwiązań” rozumiemy nie tylko Solid
Edge jako taki, ale także technologię synchroniczną, obecną
także w innych systemach firmy) każdemu (!) zainteresowanemu.
Każdemu – czyli w praktyce nie tylko studentom, ale także
potencjalnym klientom, ale także amatorom, segmentowi „Do It
Yourself” – czyli kontynuatorom tradycji Adama Słodowego.
Dlaczego zatem nie nazwano takiej wersji – wersją
demonstracyjną i np. nie ograniczono czasowo jej
funkcjonalności – jak to było w przypadku np. ST 3? Cóż, Solid
Edge ST 4 w wersji edukacyjnej/studenckiej – jak zwał, tak
zwał – pomyślany został przede wszystkim jako element
realizowanego przez Michaela Browna akademickiego programu. A
że przy okazji może posłużyć jako wersja testowa...
Najważniejsze ograniczenia w jego zastosowaniu zawarte są w
umowie licencyjnej, akceptowanej przez każdego uczestnika
programu. I Michael Brown nie ukrywa, iż liczy na to, iż
większość osób korzystających z Solid Edge ST 4 w takiej
formie, będzie tych ograniczeń przestrzegać.
W
jakim celu?
To proste:
każdy student, każdy uczeń uczelni technicznej, zyskał dostęp
do rozwiązania oferowanego przez Siemens PLM Software. Nie
jest ograniczony oprogramowaniem dostępnym na uczelni, nie
jest uzależniony od umów zawartych między kadrą, a dostawcami
oprogramowania. Co więcej, zyskuje możliwość konfrontowania
środowiska pracy poznanego podczas zajęć, ćwiczeń, wykładów z
tym, do czego dostęp uzyskuje także w domowym zaciszu. A
zespół odpowiedzialny za Solid Edge ST 4 jest przekonany, iż
ich dzieło wyjdzie z takiej konfrontacji zwycięsko.
W konsekwencji,
teoretycznie każdy absolwent uczelni lub kierunku
technicznego, będzie mógł wykazać się umiejętnością pracy w
środowisku technologii synchronicznej, w środowisku Solid Edge
ST 4. Jakie ma to znaczenie dla polityki firmy i w jaki sposób
może przełożyć się w przyszłości na wzrost zamówień na to
oprogramowanie, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Potencjalne
korzyści zdecydowanie przewyższą ewentualne „straty” związane
z rezygnacją z odpłatnego udostępniania licencji studenckiej,
jak ma to miejsce w przypadku systemów oferowanych przez
innych dostawców (może się mylę, ale wydaje mi się, iż Siemens
PLM Software jako pierwszy w historii zdecydował się
udostępnić licencje akademickie swojego oprogramowania
całkowicie bezpłatnie).
W rozmowie
zauważyłem, iż pojawiają się w sieci opinie i głosy mówiące o
tym, iż stosunkowo niewielu użytkowników Solid Edge (mniej niż
połowa) korzysta na co dzień z możliwości technologii
synchronicznej. Udostępnienie, upowszechnienie Solid Edge ST 4
na obecnych zasadach z pewnością także stanowi krok w kierunku
częstszego wykorzystywania możliwości wynikających z braku
ograniczeń charakterystycznych dla tradycyjnego,
parametrycznego podejścia.
Praktycznie bez ograniczeń
Czym
charakteryzują się najczęściej wersje testowe? Ograniczonym
czasem używania, ograniczoną liczbą uruchomień, ograniczeniami
zapisu. A wersje studenckie? Roczna licencja nie może być
postrzegana jako ograniczenie czasowe, ale najczęściej
pojawiają się restrykcje jeśli chodzi o import, eksport i
zapis plików/modeli z systemów zewnętrznych, bądź utworzonych
w wersji studenckiej danego oprogramowania. Często za tym
idzie brak dostępu do niektórych, nierzadko bardziej
zaawansowanych funkcjonalności, lub też modułów dodatkowych.
W przypadku Solid Edge ST 4 mamy do czynienia z sytuacją zgoła
odmienną. Po pierwsze, nie ma ograniczeń jeśli chodzi o
import, otwieranie plików pochodzących z zewnątrz. Co więcej,
mogę dodać od siebie, iż zdecydowanie poprawiono opcje importu
w stosunku np. do wersji ST 3; te same pliki zapisane do
natywnego formatu w innym programie, otwierane w ST 3
zawierały pewne błędy, natomiast w ST 4 – błędów już nie było
(więcej na ten temat
tutaj).
Po drugie, mimo istnienia ograniczenia w pracy z plikami
natywnymi Solid Edge (pliki zapisane do tego formatu można
otworzyć i edytować jedynie w innej wersji studenckiej Solid
Edge ST 4, a dokumentacja 2D generowana w programie posiada
znak wodny wskazujący na użycie wersji edukacyjnej – czyli
niekomercyjnej), w przypadku eksportu tych plików do formatu
zewnętrznego (np. STEP) nie ma problemu z ich otwieraniem i
edycją w innych systemach. Z takim podejściem nie mieliśmy
chyba wcześniej do czynienia (przynajmniej osobiście się z tym
nie zetknąłem).
Michael Brown
zapytany o to, dlaczego zdecydowano się na taki krok,
odpowiedział prosto: „Rozmawialiśmy z naszymi klientami,
rozmawialiśmy ze studentami i środowiskami akademickimi,
pytaliśmy o to, co najbardziej przeszkadza w korzystaniu z
dotychczasowych programów akademickich, co denerwuje w
ograniczeniach wersji studenckich, a czasem nawet –
uniemożliwia dokładne poznanie działania systemu CAD w różnych
sytuacjach. I postaraliśmy się, aby wersja edukacyjna ST 4
tych wszystkich ograniczeń nie miała”.
Co
z pojawiającymi się dodatkowymi modułami, aplikacjami, etc?
Przed kilkoma
dniami natknąłem się w sieci na informację odnośnie modułu
Sustainability dla Solid Edge. Zacząłem się zastanawiać, czy
moduł ten (może będzie to aplikacja zewnętrzna, a może plug-in
do środowiska Solid Edge ST 4) będą mogli zainstalować i
korzystać z niego także posiadacze licencji edukacyjnej. I co
będzie w przypadku innych dodatków pochodzących od partnerów
Siemens PLM Software. Na to pytanie Michael Brown nie mógł
jeszcze udzielić ostatecznej odpowiedzi, a nie chciał
wprowadzać mnie i moich Czytelników w błąd. Pytanie to
pozostaje zatem otwarte, ale śmiem przypuszczać, iż – nie
będzie problemu z instalacją takich dodatków. A kwestia ich
praktycznego zastosowania – regulowana będzie zapewne tą samą
umową licencyjną, na którą zgodzili się uczestnicy programu
akademickiego, rejestrujący swoją wersję edukacyjną. Innymi
słowy – edukacja tak, komercyjne zastosowania – już nie...
Do tematu postaram
się powrócić, już po opublikowania nowego wydania. Prawdę
mówiąc, nie mogę się doczekać tej chwili...
Maciej Stanisławski
Pełna treść rozmowy, uzupełniona
m.in. o pytania z obszaru „technicznego”,
udostępniona zostanie (po uzyskaniu autoryzacji) na
SolidEdgeblog.pl
„(...) Czołg 7TP, mimo swojego powinowactwa z Vickersami, był
czołgiem jakościowo innym. Wprowadzono prawie bezawaryjny silnik
wysokoprężny o większej mocy wydatnie podnosząc bezpieczeństwo
eksploatacyjne (czołg 7TP był drugim pojazdem bojowym z tego
typu silnikiem na świecie! – przyp. red.), gdyż olej napędowy ma
dużo mniejsze właściwości palne niż benzyna, pogrubiono pancerz,
inaczej rozwiązano niektóre szczegóły. Jego własności terenowe
były dobre (...), własności bojowe były dobre – a już na pewno
był to czołg lepszy niż jego odpowiedniki w armii niemieckiej,
Pz.Kpfw.I i Pz.Kpfw.II.”
A. Jońca, R. Szubański,
J.Tarczyński, Wrzesień 1939: Pojazdy Wojska Polskiego. WkiŁ,
Warszawa 1990, s. 58
Sobota, 03.09.2011 r.
ST 4 za darmo!
Proszę, nie minął tydzień od ostatniego wpisu, a moje słowa
już się sprawdziły – może nie do końca, ale zawsze. Od kilku
dni każdy zainteresowany ma obecnie możliwość testowania
nieodpłatnie Solid Edge ST 4 przez okres 12 miesięcy, z
możliwością jego przedłużenia. Każdy, pod warunkiem jednak,
że... jest studentem. Ograniczeń wiekowych (tudzież kierunku
studiów) w zasadzie nie ma
Korzystając z faktu,
iż w zasadzie podyplomowych studiów dziennikarskich na
wydziale UW jeszcze (sic!) nie ukończyłem, a indeks spokojnie
leży sobie (czyt. „dojrzewa”) w szufladzie, podobnie zresztą
jak praca dyplomowa na temat wydawanego w latach 1958-1959
tygodnika motoryzacyjnego „Auto-moto-sport”, poczułem, iż mogę
skorzystać z oferty skierowanej przede wszystkim do żaków
różnej maści i różnego autoramentu, a studiujących we
wszystkich zakątkach globu.
Piszę „przede
wszystkim”, gdyż z wypowiedzi znalezionych w sieci wynika, iż
szefostwo Siemens PLM Software doskonale zdaje sobie sprawę z
faktu, iż sposób oferowania wersji edukacyjnej sprawi, że
sięgną po nią zapewne nie tylko studenci, ale wszyscy
zainteresowani nowym, ba – najnowszym dzieckiem firmy, w
dodatku wyposażonym w technologię synchroniczną. Do tej pory
dostępna była bowiem wersja demonstracyjna ST 3, z czasowym
ograniczeniem do 30 dni.
Obecnie zaoferowana
wersja edukacyjna ograniczenia takiego nie posiada. Program
„zabezpieczono” natomiast przed niepowołanym użyciem
komercyjnym w ten sposób, iż pliki zapisywane do natywnego
formatu Solid Edge można odczytać i edytować, ale jedynie w
środowisku innej edukacyjnej wersji ST 4. Jak miałem okazję
się przekonać, wyeksportowanie tego samego modelu do formatu
zewnętrznego (np. STEP) sprawia, iż ograniczenia przestają
obowiązywać, ale o tym za chwilę.
Aby zainstalować
darmową – ale pokreślmy: jedynie do użytku niekomercyjnego,
przeznaczoną dla studentów studiów dziennych, wieczorowych i
zaocznych (vide rys. powyżej) wersję edukacyjną Solid Edge ST
4, wystarczy
wejść na stronę producenta, wypełnić krótką ankietę (w
której podajemy także nazwę uczelni i kierunek studiów – w
moim przypadku podanie „dziennikarstwa” nie stanowiło
przeszkody), potwierdzić zapoznanie się z warunkami licencji i
wynikającymi z niej sposobami korzystania z oprogramowania
i... wysłać ją do producenta. Mailem zwrotnym otrzymujemy plik
licencji, który należy zapisać w znanym i łatwym do
odnalezienia miejscu na dysku, a następnie skorzystać z
nadesłanego w tym samym mailu linku i pobrać blisko 2,2 GB
danych – czyli wersję instalacyjną Solid Edge ST 4 w wersji „edu”.
Plik licencji nie działa z komercyjną wersją systemu, także
konieczne jest pobranie z serwera firmy właściwej wersji
edukacyjnej.
Przed instalacją
Solid Edge ST 4 edu, warto usunąć – jeśli taką posiadamy –
wcześniejszą wersję systemu (w moim wypadku było to ST 3,
która została w komputerze, mimo iż już dawno skończył się
okres testowy). Dodam, iż ST 4 nie weszła w kolizję z
zainstalowanym równolegle Solid Edge 2D Drafting v103 (w
wersji polskiej). Wspomnę tutaj, iż pobierana przez nas i
instalowana wersja edukacyjna jest oczywiście anglojęzyczna,
chociaż mamy możliwość wyboru kilku opcji językowych, ale na
polską wersję trzeba będzie kilka tygodni poczekać.
Podczas instalacji
program zwróci się do nas z prośbą o wskazanie położenia pliku
licencji; pamiętając o tym, gdzie zapisaliśmy otrzymany w
mailu plik SElicence.txt, nie będziemy mieli żadnego problemu
z dalszym procesem. Solid Edge ST 4, podobnie jak jego
poprzednie wersje, instaluje się bez problemu. Szkoda, że nie
można tego samego powiedzieć o programach innych producentów.
Co
potrafi wersja edukacyjna?
To samo, co
wersja komercyjna, z zastrzeżeniem, iż modele wykonane w
wersji edu i zapisane do formatów natywnych Solid Edge, można
odczytać jedynie w innej wersji edukacyjnej. Nie ma natomiast
żadnych ograniczeń w imporcie plików. Co więcej, jak miałem
okazję się przekonać, import ten przebiega sprawniej niż w
przypadku ST 3, a np. pliki natywne SolidWorks, które
otwierały się z niewielkimi błędami (więcej na ten temat w
artykule „ST 3 vs ST 4, czyli Solid Edge bez artefaktów”,
dostępnego na SolidEdgeblog.pl), tym razem błędów tych już nie
miały.
Cóż, nie ukrywam, że
bardzo interesowała mnie kwestia eksportu, zapisu do innych
formatów. I tutaj Solid Edge ST 4 oferuje nam kilka metod
zapisu do formatu zewnętrznego. Albo skorzystamy z „Save” lub
„Save as”, albo... z możliwości zapisu z translacją do formatu
zewnętrznego („Save as Translated”). Skorzystałem z tego
ostatniego, wybrałem format *.STP i prosty model, zawierający
w zasadzie jedynie przykłady zaokrąglania krawędzi i otwór
technologiczny, zapisałem w tym formacie. Jak Państwo się
domyślają, chciałem przekonać się, czy ograniczenie w
odniesieniu do modeli zapisanych do formatu Solid Edge
(otwieranie ich jedynie w innej wersji edukacyjnej) dotyczyć
będzie także plików zapisywanych w formatach zewnętrznych.
Mój skromny
poligon doświadczalny pozwolił jedynie na przeprowadzenie
testu za pomocą aplikacji „MoI” (Moment of Inspiration).
Wczytałem plik „wyeksportowany” z edukacyjnej wersji Solid
Edge ST 4 i... zgodnie z moimi przewidywaniami, okazał się on
w pełni edytowalny w innym środowisku programowym!
Warto pochwalić, iż
model otworzył się bezbłędnie (fakt, iż prosty jest jak
przysłowiowa „konstrukcja cepa” i cóż niby miałoby się w nim
popsuć) mimo zapisu do STEP. Nie było także problemu w
eksporcie pliku modelu do formatu 2D *.pdf. Zarówno plik STEP,
jak i wspomniany pdf, można pobrać tutaj (Przyklad_1.stp
|
Przyklad_1.pdf).
Cóż, z powyższego wynika, że:
1. w zasadzie
główne ograniczenie w korzystaniu z pełni możliwości
oferowanych przez Solid Edge ST 4 wynika z warunków umowy
licencyjnej, do której przestrzegania zostajemy zobligowani w
momencie pobrania i instalacji pliku (mam nadzieję, że
opisywanie wersji edukacyjnej nie zostanie zinterpretowane
jako jej komercyjne wykorzystywanie ;));
2. Studenci,
ale także uczniowie techników i pracownicy sektora edukacji
otrzymali wspaniały prezent, całkowicie na koszt Siemens PLM
Software;
3. Należy
mieć nadzieję, iż podobnie jak przypadku powielenia idei
darmowego CAD 2D, również inni producenci idąc śladami Siemens
PLM Software, w niedługim czasie zaoferują edukacyjne wersje
swojego oprogramowania całkowicie za darmo; w zasadzie
traktuję to jako pewnik. A Siemens jawi się tutaj jako
prekursor działań szczególnie przyjaznych dla osób i
instytucji dysponujących bardzo szczupłym budżetem.
Za takim podejściem
– darmowym zaoferowaniem rozwiązania wysokiej klasy – kryje
się coś więcej. Jest to element strategii, w Siemens PLM
Software określanej mianem „GOPLM”. Można zatem spodziewać
się, iż pozostałe oprogramowanie z oferty firmy, zostanie
udostępnione dla celów edukacyjnych – na podobnych warunkach,
chociaż w przypadku NX raczej bym się już tego nie spodziewał.
Ale skoro mowa o „PLM”, to Teamcenter w wersji edu pojawi się
z całą pewnością. Pozostaje jedynie uzbroić się w cierpliwość
i czekać. A czas raczej nie będzie się dłużył, do dyspozycji
mamy bowiem... najnowsze Solid Edge w wersji ST 4!
P.S.
Siemens PLM Software wyraża zgodę na dzielenie się z innymi
studentami raz pobraną wersją instalacyjną Solid Edge ST 4 edu,
pod warunkiem jednak, iż korzystać będą z własnego, uzyskanego
w wyniku rejestracji, pliku licencji. Jest to łatwe do
sprawdzenia, gdyż plik (najprawdopodobniej) przypisany jest do
adresu mailowego, na który został przesłany. Rejestracja
pozwala ponadto na uzyskanie dostępu do forum i pomocy
technicznej (udzielanej drogą mailową)...
Fot.
Motocykl wyścigowy (o pojemności 125 ccm)
zaprojektowany (w Solid Edge) i zbudowany
przez studentów z politechniki w San Sebastian (Hiszpania)
Cytat tygodnia
„Pośpiech sprawdza się jedynie przy... łapaniu pcheł” :)
zasłyszane
Piątek, 26.08.2011 r.
Zapłacimy za PLM. CAD dostaniemy za darmo...
Idę o zakład, iż w ciągu najbliższej dekady powyższe słowa
sprawdzą się nie tylko w przypadku darmowych rozwiązań
zastępujących deskę kreślarską, ale także
– w przypadku rozbudowanych systemów CAD 3D
Zaraz, zaraz – powie
ktoś: przecież już w tej chwili możemy otrzymać, także za
darmo, pełnowartościowe skalowalne rozwiązanie PDM/PLM, coś na
kształt osławionego „pudełka”, będącego rozwiązaniem dla
każdego, bez względu na to, jakich systemów CAD/CAM/CAE używa.
Dlaczego zatem w
przyszłości mielibyśmy płacić
za PLM, a CAD dostawać za darmo?
Cóż, moje przewidywania opieram tylko na obserwacji rynku. Po
pierwsze – dynamicznie rozwijający się rynek usług dostępnych
przez sieć. Po drugie: ilu dostawców darmowych systemów PLM
mogą Państwo wskazać?
A ilu
uznanych światowych producentów zdecydowało się na
rozpowszechnianie darmowych aplikacji CAD 2D? Ba, możemy
znaleźć wśród nich także pierwsze zwiastuny darmowego 3D i to
także w obszarze wspomagania wytwarzania (opisywany przeze
mnie w ubiegło tygodniowych nowościach „FreeMill”). Natomiast
PLM za darmo można było otrzymać tylko od ARAS.
Jak takie podejście
do rynku i klienta mogło się, dużej skądinąd firmie, opłacać?
To proste. Z przedstawicielami ARAS miałem okazję spotkać się
i porozmawiać podczas tegorocznego SolidWorks World. I chyba
wtedy, po raz pierwszy w polskojęzycznej „prasie”, zaistniał
ARAS jako dostawca rozwiązań PLM. W każdym razie dowiedziałem
się, iż odpłatnością objęte są usługi, z których ewentualny
klient może chcieć skorzystać. Innymi słowy – rozwiązanie
dostajemy za darmo i jeśli chcemy z niego korzystać, także
komercyjnie, nie musimy płacić nic. Ale nie spodziewajmy się
szybko działającego i skutecznego wsparcia – bo firma tego nam
nie zaoferuje, chociaż nie pozostawi nas także całkowicie
bezradnych.
Ale jeśli
chcielibyśmy zlecić implementację kompletnego rozwiązania, do
dużego przedsiębiorstwa, mającego kilkadziesiąt stanowisk CAD,
CAM, CAE, jakiś PDM, ewentualnie ERP – wtedy rachunek może
okazać się wysoki, chociaż – jak zapewniają przedstawiciele
firmy – niższy, niż w przypadku innych uznanych rozwiązań.
Cóż, sceptyk, który
obudził się we mnie, podszeptywał, iż „cóż może być warte coś,
co każdy może mieć za darmo”. Ale z drugiej strony, mnie
samego zawsze bardzo bolał fakt, iż niektórzy (zwłaszcza
potencjalni i niedoszli zarazem reklamodawcy) taką samą miarę
stosowali w odniesieniu do mojej działalności – i nie chodzi
tu tylko o CADblog, ale i o wcześniejsze inicjatywy/tytuły
itp. Tak, coś, co można otrzymać za darmo, czasem okazuje się
wartościowe. I demonstracja możliwości ARAS, której byłem
świadkiem, istotnie ukazywała, iż to rozwiązanie może być –
ba, jest! – naprawdę dobrej klasy. A jeśli ktoś z Państwa
jeszcze w to wątpi, niech jego wątpliwości rozwieje fakt, iż w
tym tygodniu ARAS został partnerem Autodesk w obszarze
rozwiązań PLM/PDM. Jego Arad Innovator doczeka się dzięki temu
wersji dopasowanej „fabrycznie” pod współpracę z Inventorem,
AutoCAD'em, Vaultem i Publisherem i pomoże klientom – tutaj
cytat z oficjalnej informacji prasowej: „szybciej osiągnąć
rynek, szybciej wprowadzić lepszy produkt, lepszą jakość,
wygenerować większy zysk”. Skąd to znamy? Z innych materiałów
marketingowych, dotyczących rozwiązań PLM. Ale nie mamy
najmniejszych podstaw, by twierdzić, iż nie jest to prawdą, o
czym wielokrotnie – przy okazji poruszania tematyki związanej
z PLM – miałem okazję pisać.
O tym, jak ważny
jest PLM i jaki ma wpływ na wybór oprogramowania CAD, CAM
etc., świadczyć mogą ubiegłoroczne i tegoroczne „roszady” w
obszarze oprogramowania CAD używanego przez dostawców OEM
(także dla sektora automotive), jak i wśród samych producentów
samochodów (casus NX i CATIA). Decydenci ADSK najwyraźniej
zdali sobie z tego sprawę, iż nawet pozorne pozostawanie
obojętnym wobec PLM na dłuższą metę może okazać się błędem
strategicznym numer jeden. A kto wie, czy już nie jest trochę
za późno? Z drugiej strony rozwiązania z portfolio ARAS wydają
się być idealne dla dostawcy oprogramowania, które liczy się w
dziesiątkach różnych aplikacji, pochodzących jakże często od
różnych producentów, a logo Autodesk zawdzięczających
przeprowadzonym przez rzeczoną ADSK akwizycjom. Nawiasem
mówiąc, może strategia DS przyjęta w stosunku do SolidWorks
(rozwoju narzędzi do wymiany danych, zarządzania informacją i
współpracy między użytkownikami) ma również w tym
uzasadnienie?
Gdzie
jednak jest tu miejsce na darmowy CAD i płatny PLM?
Otóż CAD jako
taki trudno byłoby potraktować jako „usługę” i w takim
charakterze sprzedawać, i na nim zarabiać. Usługą może być
zaprojektowanie czegoś w CAD, ale sam system 2 lub 3D – nie
bardzo. Przynajmniej ja tego nie widzę. Chyba, że będzie to
rozwiązanie sieciowe, do pracy w chmurze, na przykład z opłatą
abonamentową. A jednak obecny rozwój darmowych aplikacji
CADowskich na to nie wskazuje. Co innego PLM...
O ile łatwiej
wyobrazić sobie, iż kupujemy usługę integracji naszych
programów, aplikacji, systemów zarządzania danymi w jeden
spójny organizm, zawiadywany oczywiście przez jakąś platformę,
czy też – żeby uniknąć skojarzeń – przez jakiś program
posiadający zdolność zaimplementowania do swojego środowiska
wszystkiego, co napotka. Czy taki będzie właśnie ARAS? O tym
zapewne przekonamy się już niebawem...
A tak przy okazji:
oficjalna prezentacja najnowszej wersji NX będzie miała
miejsce w połowie października, podczas Siemens PLM Connection.
Mam nadzieję, iż dane mi będzie przekazać Państwu informacje z
tzw. „pierwszej ręki”. Jeśli chodzi o SolidWorks 2012, już 21
września poznamy oficjalnie nowości, które najprawdopodobniej
obejmą jednak nie obszar modelowania, na co wielu z nas czeka
z utęsknieniem, co „ulepszenia w zakresie automatyzacji,
wydajności, jakości oraz łączności.”. Czy dostrzegają w tym
Państwo echa PLM? Ja bardzo wyraźnie.
A jeśli chodzi o
darmowe rozwiązania CAD, CAM, CAE, a także PDM i PLM, o
których staram się wspominać na łamach CADblog.pl. Od kilku
Czytelników napłynęły sugestie, iż może warto byłoby
przygotować wystąpienie na ten temat, chociażby podczas
najbliższej Wirtotechnologii. Przyznam szczerze, iż brzmi to
interesująco, ale... Czas, czas i jeszcze raz czas. Co prawda
domknięcie e-wydania, jak również historycznego (i
histerycznego – bo histerycznie spóźnionego o prawie rok)
wydania papierowego spędza mi obecnie sen z powiek, mimo iż
wydaje się być tuż, tuż, ale nie wiem, czy będę w stanie
znaleźć czas, by do października przygotować sensowną i
atrakcyjną w formie prezentację, która mogłaby spotkać się z
Państwa uznaniem. Cóż, zachęcam do zgłaszania swoich uwag w „tem
temacie”, a także deklarowania chęci uczestniczenia w
ewentualnej prezentacji. Może to zmobilizuje mnie do zakasania
rękawów i przygotowania czegoś na temat prawie w ogóle nie
poruszany w innych miejscach sieci, nie licząc może bloga na
temat oprogramowania dla Linux'a (link
tutaj), a także portalu poświęconego szeroko rozumianym
analizom MES (link
tutaj)...
Pozdrawiam
I wracam do redagowania wywiadu dotyczącego Cortony3D. Jak PLM,
to PLM ;)
„Pożytek z systemów CAD: dokumentacja techniczna (papierowa)
samolotu Boeing 747 Jumbo-Jet ważyła więcej, niż on sam...”
zasłyszane
Piątek, 19.08.2011 r.
Powrót do normalności?
Zamykanie wydania zamykaniem wydania, a o oglądalność strony
dbać jednak trzeba. Stąd mimo zapowiedzi w ostatnim
newsletterze – jednak aktualizacja. Tym bardziej, że jak
mawiają niektórzy nie lubiani zresztą przeze mnie celebryci:
„dzieje się”
O tym, co oficjalnie
dzieje się w świecie CAD, można przeczytać w „tegotygodniowych”
aktualnościach. Zwracam tutaj szczególną uwagę na webinarium
organizowane przez Siemens Industry Software (nareszcie coś po
polsku :)), a także – na darmowy system CAM – FreeMill
(udostępniony przez producenta VisualMill), dostępny bez
ograniczeń. Szczerze polecam amatorom darmowego
oprogramowania! Wracając jednak do tytułu niniejszego wpisu...
Otóż dzisiaj udało mi się wreszcie zakończyć kolejny artykuł
dla czasopisma „STAL” (wiem, wiem – nie mam czasu, by
udostępnić e-wydanie, o papierowym numerze nie wspominając, a
tutaj tymczasem... cóż, „tati lajf”...
Podczas jego pisania
zacząłem zastanawiać się nad liczbą aktualizacji, wznowień,
zmian wprowadzanych w oprogramowaniu CAD. Czasem zmian
zasadniczych, jaką np. było niemalże powszechne dostosowanie
UI systemów CAD do standardów nowych aplikacji MS Office.
Tutaj chlubnym wyjątkiem jawił się Kompas-3D, który
użytkownikowi pozostawiał możliwość dokonania wyboru: czy chce
pracować ze starym menu, ze starym interfejsem użytkownika,
czy też woli „przesiąść się” na nowy. Ba, okazuje się, że w
większości systemów istniała możliwość „przywrócenia” wyglądu
starego menu, ale czasem wymagało to daleko idących
interwencji użytkownika w opcje ustawień wyglądu aplikacji
itp. W Kompasie realizowało się to jednym kliknięciem.
Problem aktualizacji
i nowości w oprogramowaniu poruszył ostatnio na swoim blogu
Deelip. Pisząc o jego partnerstwie z SolidWorks, nie mogłem
przeoczyć najnowszego wpisu, dotyczącego zresztą
oprogramowania PTC. Mniejsza jednak z PTC, moją uwagę zwrócił
dosyć ciekawy fragment, w którym mój ulubiony zagraniczny
bloger (Deelip) powołuje się na wpisy innego bloggera, Steva
Johnsona. W zasadzie nie tyle na „wpisy”, ile na regularnie
powtarzające się cykle postów pt. „Powrócić
do normalności”, a dotyczące... m. in. sposobu na
powrócenie do poprzednich ustawień i poprzedniego wyglądu
nowych wersji AutoCAD'a. Cykl miał swoje odsłony w kolejnych
latach, poczynając na 2009, a na obecnym roku (i ADSK 2012)
kończąc. Co więcej, właśnie te posty cieszyły się największą
oglądalnością.
Dlaczego? Cóż, jego zdaniem oprogramowanie CAD to przede
wszystkim narzędzie wykorzystywane w codziennej pracy. I
ludzie chcą używać go w taki sposób, do jakiego nabrali
przyzwyczajenia (casus Solid Edge ST, w którym i tak większość
użytkowników nie korzysta z możliwości modelowania
synchronicznego, ale oczywiście – mają wybór), a nie w taki,
jaki wymuszają producenci. Większość z nas wybiera metody
pracy znane od lat, szczególnie gdy chodzi o interfejs
użytkownika, skróty klawiaturowe etc. Osobiście jako DTPowiec
cały czas korzystam ze skrótów zdefiniowanych lata temu dla
Quark Xpress, mimo że od dłuższego czasu pracuję w środowisku
Adobe InDesign (i oczywiście e-wydania CADblog.pl są w nim
przygotowywane). A niechęć do zmian bywa bardzo silnie
zakorzeniona – czego dowodem może być fakt, iż Pajączek kurzy
się na półce (niestety), a FrontPage jakoś „daje radę”,
wspierany skryptami i dodatkami czerpanymi obficie z różnych
samouczków HTML...
Pozdrawiam i spokojnego weekendu
Maciej Stanisławski
„Jest w świecie jeden czynnik, z którym się nikt w swoich
planach i w swoim działaniu nie liczy, a przez który wszystko
się może rozbić, zawieść, popsuć – to głupota ludzka...”
Henryk Sienkiewicz,
za: Waldemar Łysiak „Robi się głupio”, Uważam Rze nr 27/2011 s.
99
Piątek,
12.08.2011 r.
Polskiego super-samochodu
nieoczekiwany ciąg dalszy
Pamiętają Państwo artykuł na temat „Veno Automotive”? Projektu
i planów rozpoczęcia produkcji polskiego supersamochodu? Temat
ten poruszyłem w wydaniu 2(3)2009 e-czasopisma CADblog.pl (na
stronach 26-35). Pojawił się, przemknął także przez portale i
prasę motoryzacyjną i... zapadła cisza, nie licząc
pojawiających się na łamach „Pulsu biznesu” publikacji
dotyczących spółki, która produkcją auta miała się zająć.
Minęły dwa lata i... samochód można oglądać na ulicach,
chociaż nie było to dane każdemu. Przynajmniej na razie...
Nie będę wracał do
samego początku – tutaj chętnych odsyłam do wspomnianego
wydania, tudzież do artykułu udostępnionego (częściowo) w
naszym serwisie (link
tutaj). Powiem jednak, iż kiedy w maju br. otrzymałem
informację prasową o nowym projekcie pod nazwą (kryptonimem?)
„Arrinera”,
w którym bez trudu
rozpoznałem opisywany wcześniej „Veno”, odniosłem się do niej
(do owej informacji) dosyć sceptycznie. Rzuciłem okiem –
najwięcej można było przeczytać o Lee Noble'u, zaangażowanym w
projekt – i temat odłożyłem, jak to się mawia: „ad acta”,
chcąc do niego powrócić za jakiś czas. I powracam teraz, już
blisko miesiąc po oficjalnej premierze jeżdżącego prototypu.
Veno
Automotive (obecnie Arrinera) opisywana na łamach CADblog.pl
2(3)2009
– Odbyły się już
testy jeżdżącego prototypu, a w czerwcu 2011 roku odbędzie się
jego prezentacja dla zamkniętego grona inwestorów – te słowa w
maju br. wypowiedział Łukasz Tomkiewicz, Prezes Arrinera
Automotive – spółki, która podjęła się realizacji tego
ambitnego zadania.
Dodam od siebie, iż
zadanie to polegało na podjęciu pałeczki w sztafecie
zapoczątkowanej przez Veno Automotive. I doprowadzenie
projektu „Veno” do finału, co tym razem szczęśliwie miało
miejsce. A że pod inną nazwą – cóż.
Wielką niespodzianką
był natomiast fakt, kto – teoretycznie – stanął za tym
projektem: Lee Noble. We wspomnianym, udostępnionym mi
materiale prasowym, mogliśmy przeczytać na jego temat m.in.:
„(...) wybitny brytyjski konstruktor, który był
zaangażowany w projekt budowy prototypu supersamochodu Veno,
nazywanego obecnie Arrinera. Lee Noble obecnie skupia się nad
pracami nad swoim nowym pojazdem oraz opracowywaniem
supersamochodu w wersji przedprodukcyjnej dla polskiej firmy
Arrinera Automotive S.A., w którym to będzie zawarta
kwintesencja jego 30-letniego doświadczenia w produkcji
ultraszybkich samochodów o doskonałych właściwościach
jezdnych. Lee Noble jest także członkiem Rady Nadzorczej i
udziałowcem firmy Arrinera Automotive S.A.”. I dalej:
„(...) Podstawą w projektach samochodów
sportowych opracowywanych przez Noble'a jest wyjście od
lekkiej kratownicy przestrzennej, potężnego silnika i
aerodynamicznego, sportowego nadwozia. Prawie wszystkie
samochody projektu Noble'a mają silnik usytuowany przed osią
tylną, co sprawia, że samochody te wyjątkowo dobrze się
prowadzi”...
Za mechanizm
otwierania masywnych drzwi odpowiadał Lee Noble.
Ale nie tylko do tego ograniczył się jego udział w
projekcie... fot. Interia
Pojawia się zatem pytanie: jaki był udział Lee Noble'a w
projekcie Veno, w jakim zakresie zaangażował się w prace
Arrinera Automotive, w jakim stopniu supersamochód można
nazwać „polską konstrukcją”? Informacja prasowa nie przynosiła
na to pytanie odpowiedzi, trzeba było poczekać dopiero do
oficjalnej prezentacji, która – chociaż uległa pewnemu
poślizgowi, jednak miała miejsce. A samochód faktycznie
poruszał się po ulicach Warszawy, i to nie tylko na lawecie, o
czym świadczą poniższe zdjęcia, pochodzące z serwisu
motoryzacyjnego motoryzacja.interia.pl.
I
to właśnie podczas prezentacji można było usłyszeć, że:
1. samochód został zaprojektowany i zbudowany w Polsce
(pomijając oczywiście np. silnik pojazdu, pochodzący z
koncernu General Motors);
2. zasadniczy projekt, koncepcja, kształt i rozwiązania
nadwozia w obecnej postaci są dziełem polskich konstruktorów,
inżynierów i designerów;
3. udział Lee Noble'a na tym etapie projektu był istotny, ale
sprowadził się do wskazówek i zmian nadwozia pod kątem
zwiększenia bezpieczeństwa biernego (m.in. on zasugerował
rezygnację z wersji z otwartym nadwoziem), odpowiadał także za
przekonstruowanie systemu podnoszenia drzwi;
4. wersja prezentowana oficjalnie to prototyp, wersja seryjna
będzie się od niego różniła z zewnątrz w zasadzie...
stylizowanym znaczkiem „Lee Noble”, podkreślającym udział
wybitnego Brytyjczyka w polskim (!) projekcie.
5. Lee Noble odpowiada za opracowanie zawieszenia i wersji
produkcyjnej ramy finalnego pojazdu, z kolei polska strona –
za nadwozie wykonane z włókna węglowego i wnętrze bolidu...
Próbne
tablice, droga publiczna. Marzenie o polskim super samochodzie
ziściło się
nie tylkow postaci Leoparda z mieleckiej fabryki...
fot. Interia
Wydaje mi się, że rozumiem intencje polskich udziałowców.
Jeśli samochód ma znaleźć nabywców za granicą (a na nasz rynek
zbytu, bądźmy szczerzy, chyba nie ma co liczyć), osoba Lee
Noble'a powinna to umożliwić. Będzie można nabyć relatywnie
niedrogi samochód z klasy „super aut”, firmowany przez
autorytet w tej dziedzinie. Projekt jeszcze nigdy nie był tak
bliski realizacji. Czy marzenia się spełnią?
„(...) Pierwotnie zakładano, że 3-centymetrowa szczelina między
ścianką (płytką) zewnętrzną i wewnętrzną kadłuba zostanie
wypełniona popiołem drzewnym jako dodatkową, wyhamowującą
pociski warstwą, która winna polepszyć odporność pancerza. Z
uzyskaniem popiołu były kłopoty, a próby wykazały, że taka
warstwa nie ma praktycznego wpływu na przebijalność. Eksperyment
przestrzeliwania płyt prowadzono z wypożyczonego na parę godzin
cekaemu sprowadzonego z barykady na polecenie kpt. > Krybara <,
z popiołu zrezygnowano, a zamiast tego odstęp między płytami
zwiększono z 3 do 6 cm. Próby dowiodły, że taki odstęp jest
korzystniejszy...”
Jan Tarczyński:
„Kubuś”, Pancerka Powstańczej Warszawy. Wydawnictwo ZP, Warszawa
2008
Wtorek, 2.08.2011 r.
Niepotrzebna?
Przed kilkoma dniami otrzymałem interesującego maila od
Arthura Sextona (z Solid MasterMind), w którym poinformował
mnie o interesujących (w zasadzie: zdumiewających) wynikach
pewnego sondażu przeprowadzonego wśród użytkowników Solid Edge
ST...
Otóż z badania
wynikało, iż blisko 60% respondentów w codziennej praktyce
projektowej nie korzysta z technologii synchronicznej, tylko
pracuje w oparciu o tradycyjne podejście do modelowania! Artur
sugeruje oczywiście, by czym prędzej zapoznać się z
tutorialami dostępnymi na jego
portalu, zwłaszcza tymi dotyczącymi możliwości migracji ze
środowiska 2D do 3D. O tym, że w tym celu należy wykupić
abonament, pozwalający na korzystanie z pełni zawartości
serwisu, jak łatwo się domyśleć – nie wspomina. ale wydaje
się, że... chyba warto. Liczba zarówno prezentacji wideo, jak
i innych form publikacji, jest imponująca.
Zastanawiające jest
co innego: otóż oczekujemy już wszyscy na udostępnienie
czwartej odsłony Synchronous Technology, która w pierwszej
wersji pojawiła się trzy lata temu. I nadal ponad połowa
użytkowników Solid Edge nie wykorzystuje możliwości z nią
związanych. Wniosków z tej sytuacji można wyciągnąć kilka:
Po pierwsze:
że Solid Edge ST jest na tyle dobrym narzędziem, że spokojnie
spełnia stawiane mu wymagania nawet przy korzystaniu tylko z
możliwości tradycyjnego modelowania (parametryczne, z historią
operacji);
Po drugie: że
technologia synchroniczna nie jest potrzebna, co wynika z
pierwszego. Chociaż wydaje się, że lepiej użyć sformułowania:
nie jest niezbędna... Zwłaszcza, że osoby, które zaczęły z
niej korzystać, nie wyobrażają sobie powrotu do poprzedniego
środowiska;
Po trzecie:
że prawdziwy „boom” na Solid Edge ST dopiero przed nami, gdy
większość użytkowników przekona się, ile korzyści może
przynieść modelowanie synchroniczne.
„W jednym z
wywiadów prasowych Łukasiewicz opowiadał o dalszych kłopotach
związanych z wynalazkiem: > Próbuję świecić, oczywiście w lampie
od oleju. Zbiornik zapala się od wewnątrz, rozsadza i omal mnie
nie poparzyło (...) udaję się do słynnego blacharza
Bratkowskiego <. Był to znany we Lwowie producent (od 1845 r.) i
konstruktor lamp olejnych, z którym rozmowę tak później
relacjonował: > Panie! Lampy mi trzeba na to a na to – takiej a
takiej! Próbujemy, poprawiamy... było już cokolwiek.< Dalsze
prace konstrukcyjne doprowadziły do zbudowania lampy o
cylindrycznym kształcie, w której zbiornik na paliwo zrobiony z
grubej blachy zabezpieczał przed pożarem. Rurkowy palnik
osłonięty został perforowaną przesłoną, która pozwalała na
prawidłowy przepływ powietrza, zaś specjalny kominek osłaniał
ssący, porowaty knot, zapewniający ekonomiczne spalanie się
nafty..."
D. Janowska, M.
Wieliczko: Lampy naftowe ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Krośnie.
Papirus, Rzeszów 1990.
Czwartek,
28.07.2011 r.
ChromeCAD 1.0?
Chyba jeszcze za wcześnie...
Przynajmniej do czasu, aż Chromebook osiągnie
cenę zbliżoną do tabletu. Bo w chwili obecnej,
zwłaszcza na naszym rynku, za model produkowany
na zlecenie Google przez Samsunga, trzeba zapłacić
ok. 1800 złotych. A to stanowczo za drogo. Za tą cenę można
mieć budżetowego laptopa (albo notebooka
dobrej klasy), opłacony dostęp do Internetu
i zainstalowaną darmową przeglądarkę Chrome :).
Ale co z tym wspólnego ma CAD?
Zacznę od początku...
Przed kilkoma dniami
oddałem się rozważaniom na temat przyszłości tanich lub zgoła
darmowych rozwiązań CAD, dostępnych na urządzenia mobilne i –
jak z tego wynika – pracujące w chmurze. Inspiracją do tych
rozważań był artykuł opublikowany w Desktop Engineer,
autorstwa CEO SolidWorks. I wspomniałem w tym
tekście o Chromebook'u, opracowanym równolegle przez dwóch
dostawców (Samsung i Acer) na zlecenie Google'a.
Czym
jest Chromebook?
Trzy razy
„bez”: bez pulpitu, bez lokalnie zapisanych danych, bez
zainstalowanych aplikacji. „Zaczęło się od solidnej
wyszukiwarki, później pojawiły się kolejne usługi internetowe,
a w końcu system operacyjny do telefonu i tabletu. Teraz w
krajach Europy Zachodniej do sprzedaży trafiły dwa pierwsze
komputery wyposażone w system Google – Chrome OS (...)”.
Tymi słowami rozpoczyna się redakcyjny test przeprowadzony
przez Komputer Świat, któremu poddano pierwszy z modeli
notebooke'a (vide foto). Chociaż w jego przypadku lepsze
będzie określenie „netbook”. Dlaczego? Otóż zamiast systemu
operacyjnego w tradycyjnym słowa znaczeniu, znajdziemy w nim
zainstalowaną... szybko uruchamiającą się przeglądarkę
internetową, bazującą właśnie na znanej już z pecetów i maców
„Chrome”. Komputer jest wyposażony w dysk twardy, a w zasadzie
w SSD o pojemności 16 GB (!), który służy jedynie do
przechowywania plików tymczasowych potrzebnych do uruchomienia
kolejnych aplikacji. Aby korzystać z „netbooka”, należy mieć
konto w Google (tzw. gmaila), gdyż netbook jest w zasadzie...
terminalem usług dostępnych dzięki Google, z którymi łączy się
za pośrednictwem Chrome OS. I to jest główna różnica między
nim, a do tej pory znanymi przenośnymi personalnymi
komputerami.
Komputer uruchamia
się bardzo szybko, od momentu włączenia zasilania jest gotowy
do pracy po niecałych 9 sekundach. Czas pracy na baterii
wynosi ponad sześć godzin (przy włączonym Wi-Fi i intensywnym
korzystaniu z Internetu), co plasuje go wysoko wśród mobilnych
urządzeń.
Użytkownikowi odpada konieczność kupowania licencjonowanego
oprogramowania, do wszystkich usług (ale w tym także płatnych)
ma dostęp poprzez przeglądarkę. Pliki przechowuje „w chmurze”,
gdzieś tam na serwerach sieciowych, także jego zasoby nie są
narażone na uszkodzenie i utratę w przypadku awarii lub
kradzieży netbook'a. Tyle jeśli chodzi o zalety.
Warto zwrócić
uwagę na zmiany w układzie klawiatury. Dobrze, że nie
zrezygnowano z QWERTY ;)
Lista wad jest
dłuższa. Klawiatura jest inna w stosunku do zwykłych
notebooków/laptopów. Zrezygnowano z klawiszy funkcyjnych,
zamiast CapsLock'a znajdziemy klawisz szybkiego
wyszukiwania... to w zasadzie nie są wady, ale zmieniony układ
klawiszy, a także touch-pad pozbawiony przycisków zmuszają do
zmiany przyzwyczajeń. Mimo pamięci operacyjnej wielkości 2GB,
netbook okazuje się czasem za wolny, np. przy odtwarzaniu
bardziej złożonych multimediów; zachodzi obawa, iż w przypadku
pracy, nawet „w chmurze”, ze złożonymi modelami CAD, możemy
mieć podobne problemy. Poważną wadą jest także brak możliwości
pracy w trybie „off-line”. Do uruchomienia systemu konieczny
jest dostęp do Internetu, a nie wszędzie znajdziemy Wi-Fi.
Krytykowane są także aplikacje oferowane przez Google.
Czy da się
pracować z systemami CAD?
Owszem. Nie ma problemu z korzystaniem za pośrednictwem Chrome
np. z AutoCAD WS. Przyznam nawet, że komfort pracy jest
znacznie wyższy, niż w przypadku korzystania z przeglądarek
typu Firefox, o Explorerze nie wspominając. Cóż z tego, kiedy
mały ekran nie ułatwia pracy w środowisku darmowego,
sieciowego AutoCAD'a.
Tego problemu nie ma w przypadku pracy ze Sketch'Upem. Ten
darmowy system CADowski rozwijany przez Google zyskuje na
popularności zwłaszcza wśród osób związanych z branżą
architektoniczną, lub GIS. Czy Google będzie miał coś w
zanadrzu także dla branży mechanicznej? Zobaczymy. A skoro
mowa była o SketchUp'ie, to warto wspomnieć także o Pythonie
OCC (vide fot. poniżej). CAD 3D pracujący w okienku mobilnego
tabletu lub „netbooka” jest coraz bliżej.
PythoonOCC
dostępny poprzez Sieć...
Co
to oznacza dla inżynierów-projektantów?
Dave Vogler
na swoim blogu pisze, iż tendencja jest jasna: więcej rzeczy
robionych w sieci, a nie lokalnie. I wpisuje się to znakomicie
w dywagacje Bertranda Sicota (link
tutaj).
A jednak w chwili obecnej, nie licząc może platformy V6,
brakuje specjalistycznych rozwiązań CADowskich pozwalających
szerokiemu gronu użytkowników na pracę poprzez Internet. Pracę
polegającą na czymś więcej, niż przeglądanie plików i wymiana
maili. W zasadzie możemy wskazać jedynie na te wymienione we
wcześniejszym akapicie, pod warunkiem, że określenie
„specjalistyczne” potraktujemy z przymrużeniem oka. Ale możemy
być pewni, że będzie ich więcej. Przecież jeszcze nie tak
dawno nikomu nie śniły się mobilne stacje robocze. A dekadę
wcześniej rewolucją było udostępnienie rozwiązań CAD 3D na PC.
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski
Na poniższych
zdjęciach AutoCAD WS uruchomiony w okienku przeglądarki
Chrome...
Ekran logowania
do systemu AutoCAD WS. Wystarczy adres mailowy i hasło...
...aby
rozpocząć pracę z aplikacją dostępną przez przeglądarkę
internetową. W tym wypadku Google Chrome...
Źródła:
Korzystałem z tekstu Dave'a Voglera pt.: „Chromebook i co to
znaczy dla inżynierów projektantów” (tutaj),
a także z testu pt.: „Z przeglądarką zamiast systemu”
opublikowanego w „Komputer Świat 16/2011”, s. 32
„(...) Auta
amerykańskie wygrywały komfortem jazdy. Składała się na niego
miękka praca zawieszenia, doskonałe wyciszenie
kabiny i szereg
gadżetów, nieobecnych w modelach ze Starego Świata. Na przykład
kierownica o regulowanym położeniu.
Jak anegdota brzmi dziś
odpowiedź inżyniera Mercedesa na pytanie żurnalisty: Dlaczego
nie można dopasować sobie kierownicy?
– Pracowaliśmy latami, żeby
ustalić jej idealną pozycję i teraz mamy to zepsuć?! – parsknął
poirytowany.”
Michał Kij,
„Osobiście” w Automobilista nr 7/2011, s. 83
Środa,
20.07.2011 r.
DraftSight 2Day, kolejny CAD 3D za darmo,
NX 8.0 i inne...
Czasem lepiej nic nie pisać, niż pisać o niczym... Ten
sparafrazowany cytat z Tadeusza Kotarbińskiego może dobrze
oddać przerwę w aktualizacji CADblogowej „blogosfery”, jak
nazwałem ten dział po ostatnim niewielkim przemeblowaniu
serwisu...
Nie jest to jednak
prawdą, a dzisiaj zamieszczone aktualności najlepiej wskazują
na to, iż jest o czym pisać. Chociażby o najnowszej, niemalże
„po cichu” (nie licząc wczorajszego newslettera rozsyłanego o
godzinie 2.30 w nocy naszego czasu) udostępnionej nowej
aktualizacji dla DraftSight, pod którą tak naprawdę kryje się
nie tyle Service Pack 2, co nowa wersja – V1R1.2, jak
przytomnie zauważył jeden z moich Czytelników. O tym jednak
więcej postarałem się zamieścić na
Swblog.pl, tam też odsyłam wszystkich zainteresowanych.
Drugim newsem dnia
(a może jednak powinien być pierwszy?) jest z pewnością
przejęcie Alibre przez 3D Systems, firmę, która konsekwentnie
stara się realizować plan zmierzający do zaoferowania swoim
klientom kompletnych rozwiązań do budowy funkcjonalnych
prototypów, skupiając w swoim portfolio nie tylko rozwiązania
sprzętowe do szybkiego prototypowania i wytwarzania (ang.
rapid prototyping i rapid manufacturing), ale także
programowe: akwizycja Alibre jest tego dobitnym przykładem.
Ba, razem z „dobrodziejstwem inwentarza” oznacza to także
przejęcie „Moment
of Inspiration”, znakomitego i niedrogiego modelera
bezpośredniego 3D, od mniej więcej pół roku oferowanego w
pakietach razem z Alibre Design. Innymi słowy wśród firm
oferujących programowe rozwiązania cadowskie, w portfolio 3D
Systems znajdziemy Sycode (Deelipa Menezesa, o jej przejęciu
pisałem przy okazji testowania możliwości systemów CAD
tutaj) i obecnie Alibre, z oferowanymi przez nią Alibre
Design i wspomnianym
MoI.
Deelip skorzystał z
okazji i przeprowadził szybką rozmowę mailową ze swoim obecnym
przełożonym, prezesem 3D Systems – Abe Reichentalem, dotyczącą
m.in. realizowanej przez firmę strategii. Zwrócił oczywiście
uwagę na fakt, iż firma w ciągu ostatnich lat przejęła co
prawda wiele mniejszych przedsiębiorstw, ale raczej
oferujących „drukarki 3D” (np.
Bytes from Bites ), natomiast ostatnie dwie akwizycje
dotyczyły firm oferujących usługi i programy CAD...
– Obecna akwizycja,
nabycie Alibre jest zgodne z naszą strategią zmierzającą do
demokratyzacji dostępu i przyspieszenia rozpowszechniania
niedrogich rozwiązań „od projektu do druku 3D”, które pomogą
nie tylko profesjonalistom, ale także amatorom i pasjonatom w
tworzeniu gotowych, pełnowartościowych modeli 3D. Zgodnie z
tym nabyliśmy także kilka firm oferujących usługi w zakresie
wytwarzania nietypowych części „na żądanie” (ang. „print on
demand” – przyp. redakcji), jak również firmy produkujące
tanie maszyny do szybkiego prototypowania. W ten sposób
oferujemy klientom pełne spektrum rozwiązań w jednym miejscu –
odpowiada Abe.
– Więc 3D Systems, oprócz firmy kojarzonej stricte z rynkiem
Rapid Prototyping, teraz staje się także dostawcą
oprogramowania CAD. Czy fakt nabycia Alibre wpłynie w jakiś
sposób na relacje z innymi producentami systemów CAD? –
pytał Deelip.
– Nie uważam 3D Systems za firmę będącą dostawcą systemów CAD,
ale raczej – upowszechniającą kompletne rozwiązania do
szybkiego prototypowania – wyjaśniał szef 3D Systems. – Naszym
celem jest poszerzenie, uzupełnienie doskonałej oferty
rozwiązań czołowych dostawców CAD o niedrogie narzędzia
biurowe, w tym maszyny 3D.
Dlaczego Alibre?
Jak wynika z wypowiedzi Abe Reichentala, jego zdaniem Alibre
opracowała wydajne, niedrogie narzędzia projektowania 3D,
które umożliwiają wielu firmom rozszerzanie i uzupełnianie
oferty, zwiększanie liczby pracowników poprzez zaoferowanie
niedrogich stanowisk pracy, jak również dostarczając w ten
sposób wielu profesjonalnym projektantom i inżynierom
opłacalne cenowo narzędzie, które wspiera ich hobby, ale także
własną przedsiębiorczość (działalność w domu). Ta cena, a w
zasadzie – jej niższy przedział, w połączeniu z możliwościami
oprogramowania, wpisały się w dalekosiężne plany rozwoju 3D
Systems. Stąd decyzja o przejęciu firmy.
Przejęcie nie będzie
jednak oznaczać, iż marka Alibre zniknie z rynku. Plany 3D
Systems zakładają rozwój oprogramowania pod jego
rozpowszechnioną już marką i to nie tylko w kierunku
zwiększania jego możliwości pod kątem druku 3D i szybkiego
prototypowania.
Kolejny CAD 3D za
darmo?
Z rozmowy z Deelipem wynika, iż firma może planować...
oferowanie użytkownikom Alibre Personal Edition bezpłatnie, na
wzór działań podjętych w ostatnim czasie przez ADSK (Autodesk
123D).
– Jestem
zwolennikiem demokratyzacji dostępu i przyspieszenie
rozpowszechnienia niedrogich rozwiązań „3D-to-print”, w ramach
programów i inicjatyw, które są trwałe, skalowalne i korzystne
dla klientów – mówił Abe Reichental.
Deelip zwraca jednak
uwagę, iż praca w środowisku modelowania bezpośredniego (jak w
123D) jest łatwiejsza, niż tradycyjne parametryczne podejście
obecne w Alibre Design, z historią operacji i wynikającymi z
jej obecności konsekwencjami. A owa łatwość może być
czynnikiem decydującym w przypadku rynku klientów „DIY” („Zrób
to sam”, ang. Do It Yourself). Więcej na blogu Deelipa,
tutaj.
Pozdrawiam serdecznie
ms
P. S.
A co nowego w (i co dalej z) NX 8.0? Cóż, pozostaje czekać na
oficjalną premierę, tudzież na udostępnienie informacji o tym,
kiedy owa premiera będzie miała miejsce...
Obowiązuje całkowite
embargo na informacje związane z NX 8. Internet jest
monitorowany przez Siemens PLM Software, także można natknąć
się jedynie na ślady po przeciekach. Nie zapominajmy, że to NX
jest flagowym produktem dawnej UGS, stanowi trzon rozwiązań
PLM oferowanych przez (nomen omen) Siemens PLM Software i w
jego przypadku – inaczej niż z Solid Edge ST – firma nie
pozwala sobie na kontrolowane przecieki...
Podobnie przyjdzie jeszcze trochę poczekać na odpowiedź na
kolejne moje pytanie: na jaki system zdecyduje się Volkswagen
Group?
„Świat Twoją
stacją roboczą...”
(The World as Your Workstation)
Iksiński, inżynier sprzedaży, umawia się na lunch z klientem.
W trakcie spotkania (i posiłku), patrzy na tablet, na którym
wyświetlany jest model 3D produktu, którego spotkanie dotyczy.
Ba, widoczne są na bieżąco dokonywane zmiany w modelu, gdyż
dwaj inżynierowie z firmy Iksińskiego właśnie nad nim pracują.
Klient mówi Iksińskiemu, że jest zainteresowany produktem, ale
potrzebuje szeregu zmian w stosunku do pierwotnego projektu. A
także – iż potrzebuje jego wielu wariantów. I obawia się
wynikającego z tego – w jego mniemaniu – znaczącego wzrostu
kosztów. A tu Grecja na skraju upadku, Włochy się trzęsą (sic!),
nie wiadomo, co z Hiszpanią...
Cóż robi Iksiński?
Nie przerywając spotkania, modyfikuje projekt. Wysyła
informacje do współpracowników o konieczności wariantowania
modelu. Wszystko podczas zdawałoby się swobodnej rozmowy,
między talerzem z jajkiem sadzonym (na boczku), a filiżanką
kawy. Hmm, jajo może nie dość eleganckie, ale co tam.
Rezultaty zmian pokazuje klientowi, a także zapewnia go, że:
nie wpłyną one ani na wydajność samego produktu, ani na
wydajność linii produkcyjnej, a co więcej – wiele wariantów
można było utworzyć już „tu i teraz” – podczas spotkania.
Okazuje się także, że nie trzeba będzie modyfikować linii
produkcyjnej (nie licząc przeprogramowania niektórych maszyn
CNC), aby produkować inne warianty modelu. I nie pociągnie to
za sobą znaczących kosztów – ba, zmieści się właściwie w
negocjowanej, ustalonej wcześniej cenie. Iksiński wysyła
zaktualizowane dane do zespołu rozwoju produktu, stosowną
informację do zarządu firmy, a na zakończenie lunchu –
podpisuje umowę z klientem...
Takim przykładem
(nieznacznie na nasze potrzeby zmodyfikowanym) posłużył się
Bertrand Sicot, CEO DS SolidWorks, w swoim artykule (tytuł
org. powyżej) zamieszczonym niedawno na łamach Desktop
Engineer (link
tutaj). Przedstawiona tu wizja to nie fragment powieści
Sci-Fi, ale coś, co ma już miejsce w otaczającym nas świecie.
I nie chodzi tu o biznesowe lunche, podczas których
podpisywane są kontrakty...
Przytoczona „scenka
rodzajowa” znakomicie wpisuje się w filozofię rozwoju systemów
CAx, którą wraz z rozwojem platformy V6 realizuje koncern
Dassault Systemes (SolidWorks jest już od ładnych paru lat
jego częścią, a integracja powoli, ale nieustannie postępuje).
Jednym z jej elementów jest „cloud
computing”, praca w chmurze, pozwalająca na uzyskanie
dostępu do istotnych, ważnych (dosłownie i w sensie objętości
plików) danych projektowych w zasadzie z dowolnego miejsca na
świecie (a przynajmniej takiego, gdzie jest w miarę stabilne
Wi-Fi; nie wiem, czy pamiętacie Państwo pierwszą polską
premierę platformy V6, podczas której właśnie bezprzewodowy
internet zawiódł na całej linii...). Praca „w chmurze”
sprawia, iż nie ma potrzeby taszczyć ze sobą na spotkania
coraz lżejszych co prawda, ale nie do końca wygodnych
mobilnych stacji roboczych (jak tu pałaszować lunch, popijać
kawę, na małych stoliku, z rozłożonym laptopem niemalże przed
nosem); wystarczy tablet zapewniający szybką wymianę danych i
system CAx, a tutaj w zasadzie najczęściej już nie tyle CAD/CAM/CAE,
co któryś z elementów układanki PLM/PDM, aby w czasie
rzeczywistym dokonywać zmian w projekcie, koordynować pracę
nad nim, przeprowadzać analizy itp. Ciężar obliczeń przejmuje
„chmura”, komputery będące gdzieś tam na drugim końcu
bezprzewodowego połączenia.
Sicot słusznie
zauważa, iż mamy do czynienia z pewną ewolucją, żeby nie użyć
określenia: rewolucją, a z pewnością – z początkiem nowej ery;
oto systemy, które do niedawna wymagały dedykowanych stacji
roboczych, obecnie są w stanie pracować na notebooku (z czego
korzysta piszący te słowa), albo wręcz na mobilnym urządzeniu
typu tablet czy palmtop, czy też zaawansowany telefon
komórkowy. A to oznaczać może zmianę w podejściu do pracy
inżyniera.
Najważniejszą (zmianą) jest możliwość utrzymania ciągłości
procesów grupy osób zaangażowanych w jeden projekt, w pracę
nad tym samym zadaniem, niezależnie od tego, czy członkowie
grupy pozostają w jednym miejscu, pod jednym dachem, czy też
przebywają w terenie, a może nawet – w domu. Nie muszą jak do
tej pory porozumiewać się ze sobą za pomocą telefonu
komórkowego, maila etc. Po prostu mają dostęp w czasie
rzeczywistym do projektu, nad którym pracują, i dysponują na
bieżąco wszystkimi istotnymi informacjami. Cytując za Sicotem,
„(...) Konstruktorzy przebywający na spotkaniu z klientem
są w stanie ocenić wpływ zmian w późnej fazie projektu na
narzędzia produkcji, układ maszyn na linii, związane z tym
koszty produkcji. A menedżer projektu, jadący np. na ważne
spotkanie, może w tzw. międzyczasie zatwierdzić te zmiany –
mając mobilny dostęp do korporacyjnego (lub tylko firmowego)
systemu PLM.”
CEO SolidWorks
przewiduje, iż rozwijane będą aplikacje obsługiwane za
pośrednictwem mobilnego internetu; nie będzie potrzeby
instalowania kompletnych systemów na naszym przenośnym
urządzeniu, a cały proces projektowy odbywać się będzie z
pomocą aplikacji sterowanych przez okienko przeglądarki. To
także ma już miejsce – przykładem może być notebook, nazywany
bodajże „Chromebook”,
w którym nie znajdziemy śladu dysku twardego, a który zapewnić
ma jedynie dostęp do sieci i aplikacji umożliwiających edycję
i przechowywanie danych (dokumentów, arkuszy, zdjęć,
multimediów itp.) w zasobach sieciowych. Urządzenia te,
zapewniające nieporównywalnie większy komfort pracy niż
tablety, ważą ok. 1,5 kg, mogą pracować blisko 9 godzin
non-stop (bez potrzeby podłączania do zewnętrznego źródła
energii) i są relatywnie tanie (a znając elastyczność Państwa
Środka, można liczyć na wysyp licznych „klonów” w cenach
naprawdę supermarketowych, jeśli nie dyskontowych).
Nic tylko sieć
Czy rzeczywiście
może okazać się, iż najlepszym systemem CAx, PDM/PLM,
najlepszą platformą dla inżynierów będzie Internet?
Niesamowita wizja, pytanie tylko – co w przypadku jakiejś
globalnej awarii, zmasowanego cyberataku itp.? Czy zatęsknimy
do porzuconych w kącie komputerów stacjonarnych? Może dlatego
firmy zbrojeniowe nie tylko przechowują dokumentację w formie
papierowej, ale także dokonują archiwizacji projektów także w
ich natywnych formatach (zgodnych z wersją oprogramowania, na
którym zostały opracowane), pilnie strzegą posiadanych wersji
instalacyjnych dawno wycofanego oprogramowania CAD, a nawet –
potrafią przechowywać komputery z lat 80-tych i 90-tych, na
których systemy te były zainstalowane...
ms
P. S.
Zachęcam do sprawdzenia, w jaki sposób może przebiegać praca w
chmurze (ang.
cloud computing) z pomocą prostej aplikacji CAD 2D (AutoCAD
WS) obsługiwanej poprzez okienko przeglądarki internetowej (link
tutaj).
„(...) Rozumiejąc potrzebę materialnego postępu, należy mieć
świadomość, że służyć może on również złu i nie wszystko, co
później, jest lepsze od tego, co wcześniej. Jeśli więc ktoś
zamiast wyjaśnić nam korzyści płynące z nowych rozwiązań
uzasadnia je nowoczesnością i postępowością, to uznać należy, że
albo sam nie jest zbyt rozumny, albo z nas chce zrobić
durnia..."
Bronisław Wildstein,
Mój manifest wyborczy, w „Uważam Rze”, nr 20/2011 s. 53
Środa,
22.06.2011 r.
Za ile Solid Edge ST 4?
Pytanie powyższe, „tytułowe”, można rozumieć dwojako: po
pierwsze – o ile uszczuplimy nasz portfel, gdy będziemy
chcieli wejść w posiadanie najnowszej wersji Solid Edge ST 4,
po drugie – kiedy tak naprawdę dostępna będzie „komercyjna”, w
pełni funkcjonalna wersja najnowszej odsłony tego
zdobywającego coraz większą popularność systemu MCAD 3D...
Do zadania tego
pytania Panu Rafałowi Żmijewskiemu, dyrektorowi sprzedaży Siemens
Industry Software, pokusił mnie fakt, iż praktycznie
natychmiast po opublikowaniu pierwszych oficjalnych informacji
o ST 4, w mojej maciupkiej redakcji rozdzwoniły się telefony,
z pytaniem np. o to, czy kupować teraz ST 3, czy zaczekać
jeszcze chwilę i nabyć licencję ST 4, a także o to, ile trzeba
będzie dopłacić do nowszej wersji.
Odpowiedź okazała
się prosta: kupować teraz i decydować się na zakup obsługi i
serwisu, tzw. „maintenace'u”.
W takim wypadku
aktualizacja do najnowszej wersji znajdzie się w cenie naszego
zakupu. Jeśli chcemy okazać się sprytniejsi (żeby nie
powiedzieć: „cwańsi”), możemy zdecydować się na zakup
maintenance na okres krótszy niż rok – pół roku, może trzy
miesiące? Ale uwaga – w tym ostatnim wypadku istotnego
znaczenia nabiera druga interpretacja tytułowego pytania: za
ile (czasu) do sprzedaży trafi Solid Edge ST 4? Przypuszczam,
iż będzie to wrzesień. Może się okazać, że do sprzedaży nowe
ST 4 trafi jednak już w lipcu – tutaj jednoznacznych
informacji nie udało mi się uzyskać. A szkoda...
Ktoś dociekliwy może
zapytać także: co wynika z faktu, iż teoretycznie (i
praktycznie też) mamy za sobą już premierę technologii
synchronicznej 4, czyli a.d. 2011, ale jeszcze nie możemy
wejść w jej posiadanie? Ktoś domyślny odpowie – że oznacza to,
iż pewne informacje już przekazane oficjalnie to nie wszystko,
czego należy spodziewać się w najnowszej odsłonie. Dodam od
siebie, iż owe wątpliwości – co jeszcze ewentualnie znajdzie
się w „handlowej” (oj, jak to brzmi) wersji Solid Edge ST 4
sprawiły, iż podczas autoryzacji materiału opisującego nowości
w obszarze modelowania w środowisku 3D ST 4 (tutaj), kilka
sugestii pojawiających się podczas prezentacji dla
dziennikarzy postanowiliśmy zachować (jeszcze) w tajemnicy; na
wypadek, gdyby w finalnej wersji jednak się nie pojawiły.
A jakie opinie
pojawiły się w środowisku „edgersów” (jak nazywają siebie
użytkownicy Solid Edge za oceanem) po czerwcowej konferencji?
Znakomicie ujęła je Tara Roopiner (TenLinks.com), swój artykuł
tytułując: „Solid Edge wychodzi z cienia NX”. Entuzjastycznie?
Owszem. Czy zasłużenie? Wydaje się, że tak.
Tarze na pewno nie można zarzucić braku obiektywizmu. Co
prawda pisze o tym, że jako użytkownik Solid Edge po tym, co
miała okazję zobaczyć w trakcie prezentacji, powinna zacząć
„tańczyć w kółko ze szczęścia”, ale zaznacza także, iż –
zdaniem konkurencji, ale także bardziej cynicznych
użytkowników SE – część nowych możliwości Solid Edge ST 4
wynika po części – z konieczności poprawienia błędów i
komplikacji, znanych z ST 3. Cóż, każdemu się zdarza.
Ale oprócz tego wielkie „brawa” zebrały wymieniane także w
polskich oficjalnych materiałach funkcjonalności, w tym „Range
Offset Value” (możliwość zdefiniowania ograniczeń zakresu
ruchu komponentów), poprawa pracy w środowisku złożeń, ale
także – trochę chyba pominięte u nas – zwiększenie możliwości
wizualizacji i wyświetlania rysunków modelu już w środowisku
pracy Solid Edge (jeszcze przed użyciem narzędzi do renderingu).
Tara wspomina także,
jak to Dan Staples, odpowiedzialny za rozwój Solid Edge (i
znany także jako „papa Edge”), wymieniał i wymieniał nowości,
nowe możliwości ST 4. Konkluzja jest bardzo sympatyczna:
„(...) Dziękuję Ci, Solid Edge, za to, że nie odpuściłeś. Za
to, że – nawet będąc jednym z lepszych systemów MCAD
dostępnych na rynku – nadal dostrzegasz obszary, w których
możesz być udoskonalony; że życie użytkowników może być
łatwiejsze... i że nadal jest wielu potencjalnych inżynierów
projektantów, którym możesz to ułatwić.”
A co jeśli chodzi o „wyjście z cienia NX”? Jak łatwo się
domyślić, chodzi o traktowanie obecnie Solid Edge jako
pełnowartościowego elementu, pełnowartościowego składnika
portfolio PLM w stajni Siemensa. Ale o tym postaram się
napisać za jakiś czas...
(ms)
P.S.
Jeśli o mnie chodzi, nadal najbardziej podoba mi się praca z
otwieranymi w środowisku ST natywnymi plikami innych systemów,
np. SolidWorks. Chociaż zdarza się, iż zaimportowany model
zawiera jakieś „artefakty”, najczęściej powierzchnie/obszary
przesłaniające np. otwory modelu, które oczywiście łatwo można
usunąć, bez najmniejszych negatywnych konsekwencji. Chyba, że
tych otworów byłoby dziesięć tysięcy ;). Może w ST 4 to
zjawisko już nie będzie występowało?
„
– Nie ma sensu próbować – powiedziała Alicja. – Nie ma sensu
wyobrażać sobie niemożliwych rzeczy.
Wydaje mi się, że nie miałaś wiele praktyki – powiedziała
Królowa. – Kiedy ja byłam w twoim wieku, robiłam to każdego dnia
przez pół godziny. Czasami przed śniadaniem wyobrażałam sobie do
sześciu niemożliwych rzeczy...”
Lewis Carroll, Through
the Looking Glass
Sobota 18.06.2011 r.
Anno
domini 2010; okres przełomu?
(Artykuł w zbliżonej formie został
opublikowany
w dwumiesięczniku „STAL”, nr maj-czerwiec 2011)
W stosunkowo krótkiej historii szeroko rozumianych systemów
CAD bez problemu możemy wskazać daty, które oznaczały przełom
w rozwoju tej najnowocześniejszej z obecnie wykorzystywanych
technik projektowania. Gdybym miał wskazać najważniejsze, bez
wątpienia wymieniłbym rok 1982, który przyniósł pierwsze
wydanie systemu AutoCAD, jednego z najpopularniejszych (do tej
pory) systemów 2D, a także – 1995, kiedy oficjalnie
udostępniony został pierwszy system CAD 3D na komputery klasy
PC, jakim był SolidWorks bazujący na jądrze Parasolid,
wreszcie – rok 2008, rok premiery Solid Edge wyposażonego w
technologię synchroniczną. Czy miniony 2010 rok mógłby zapisać
się również jako przełomowy? Pod pewnymi względami – z
pewnością...
Gdyby ktoś zechciał
prześledzić i zebrać w jednym opracowaniu wszystkie premiery,
wszelkie nowości, pojawiające się dodatki i usprawnienia
wprowadzane przez uznanych światowych dostawców rozwiązań CAD
w ciągu całego kalendarzowego roku, znacznie przekroczyłby
łamy nie tylko niniejszego artykułu, ale... większości
czasopism o tematyce inżynierskiej. Dlatego pisząc o minionym
roku i tym, czego spodziewać się możemy w 2011, a co będzie
bezpośrednią konsekwencją wydarzeń z 2010, zdecydowałem się
przyjrzeć bliżej pewnym tendencjom, które możemy obserwować w
ostatnich latach, a które nasiliły się w minionym okresie.
Wśród nich na pewno wymienić należy zwiększenie oferty
darmowych rozwiązań z obszaru CAD 2D pochodzących od uznanych
producentów, coraz większą rolę, jaką w aplikacjach CAD 3D
zaczyna odgrywać modelowanie swobodne postępujące równolegle z
parametrycznym, rozwój aplikacji dostępnych na urządzenia
mobilne i jednocześnie rozwijanie rynku aplikacji pracujących
„w chmurze” (ang. cloud computing), ale także – w trochę innym
(globalnym i gospodarczym) ujęciu – wzrost znaczenia systemów
i strategii PLM (ang. Product Lifecycle Management), czy też
przejmowanie przez kapitał Państwa Środka mniejszych
amerykańskich przedsiębiorstw opracowujących oprogramowanie
CAD. I chociaż to ostatnie może wydawać się mało znaczące,
spojrzenie chociażby na nasz rynek systemów „z niższej półki”
może pomóc uświadomić, iż tutaj gra także toczy się o sporą
stawkę...
(...)
„Interfejs był zawsze najsłabszą stroną systemów PTC. To, co jak
widać, zrobiono w najnowszej wersji Creo, może oznaczać
faktyczny przełom...”, „(...) interoperacyjność między
poszczególnymi modułami/aplikacjami w ramach Creo nie jest tym,
czego spodziewali się użytkownicy – oni liczyli na usprawnioną
współpracę między rozwiązaniami PTC i innych producentów”...
Ilu użytkowników i komentatorów, tyle opinii. Trudno
jednoznacznie powiedzieć, czy „Creo” istotnie stanowi przełomowe
rozwiązanie PTC, czy też... zgrabny chwyt marketingowy. Sceptycy
przychylają się do tego drugiego stwierdzenia, ale – od czegoś
trzeba przecież zacząć
Jakiś czas temu w
Jachrance pod Warszawą miała miejsce konferencja użytkowników
PTC. Nie liczyłem na zaproszenie i nie zdziwiłem się, gdy
takiego nie otrzymałem, chociaż pozbawiło mnie to możliwości
naocznego zweryfikowania tych informacji, które uzyskałem
podczas ubiegłorocznej prezentacji „Project Lightning”,
czyli oficjalnie „Creo” (tutaj).
Pozostaje zatem oprzeć się na tym, co można było wtedy
odczytać między wierszami, a także na tym, co „wielcy tego
świata” publikują na swoich blogach, czy też forach
użytkowników. A jest tego niemało (vide lead) i wydaje się, że
głosy sceptyków przeważają.
Creo
Parametric 1.0. Zwraca uwagę nowy interfejs użytkownika...
Nie trzeba szukać
daleko – można sięgnąć do ostatniego e-zinu Ralpha
Grabowskiego. W artykule pt.: „Pierwszy z ostatnich dni PTC”
czytamy między innymi:
• „Creo Parametric
to oprogramowanie znane powszechnie jako Pro/Engineer, obecnie
jako Creo Elements/Pro...” Wcześniej Grabowski wspomina, iż
Pro/E ma za sobą już 23-letnią historię. Można to uznać za
powód do dumy, ale można odnieść wrażenie, iż w przekonaniu
Autora... przez owe 23-lata tak naprawdę niewiele zmieniło się
w samym systemie, rewelacyjnym w swoim czasie. Dalej czytamy:
• „Creo Direct –
przeznaczony do swobodnego/bezpośredniego modelowania w 3D.
Marketing PTC nie wspomina obecnie nawet o CoCreate. Creo
Simulate – do analiz strukturalnych/wytrzymałościowych i
termicznych. Jak rozumiem, moduły do innych rodzajów analiz
pojawiać się będą w kolejnych miesiącach/latach.” Proszę
zwrócić uwagę na wzmiankę o „latach”, która jawi się
szczególnie złośliwe.
(...)