|
www.cadblog.pl www.cadglobe.com | Strona korzysta z plików cookies m.in. na potrzeby statystyk. Więcej >>>

stronę najlepiej oglądać z wykorzystaniem przeglądarki Chrome w rozdzielczości min. 1024 x 768 (zalecane 1280 x 1024)
|
ostatnie wydanie | w numerze | archiwum |

Blog i czasopismo o tematyce CAD, CAM, CAE,     
systemach wspomagających projektowanie... 
    
 

© Maciej Stanisławski 2009
     
          ul. Pilicka 22, 02-613 Warszawa     
kom.: 0602 336 579     
  maciej@cadblog.pl     
2016 rok VIII
   

  

>> Strona główna | Aktualności | CAD blog | Autodesk blog | Solid Edge blog | SolidWorks blog | CaxRaport Historia CAD | W numerze | ArchiwumLinki Pobierz


    


Wydanie aktualne

nr 1-2(19-20) 2015
dostępny w pdf
, wydanie flash tutaj


Wydania archiwalne

numer 1(18) 2014
dostępny w pdf
, wydanie flash tutaj


numer 1(17) 2013
dostępny w pdf
, wydanie flash tutaj


numer 1(16) 2012
dostępny
w archiwum

numer 1(15) 2011
dostępny
w archiwum


numer 4(14) 2010
HD dostępny
w archiwum


numer 3(13) 2010
HD dostępny
w archiwum


numer 2(12) 2010
dostępny
w archiwum


numer 1(11) 2010 dostępny
w archiwum


numer 9(10) 2009
już dostępny
w archiwum


numer 8(9) 2009
już dostępny
w archiwum


Wydanie specjalne
numer 7(8) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 6(7) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 5(6) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 4(5) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 3(4) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 2(3) 2009
już dostępny
w archiwum



Numer 1(2) 2009
już dostępny
w archiwum


 Numer 0 (1) 2009
– dostępny
w archiwum


Wybrane
archiwalne
wpisy i publikacje:

• Reset systemu

• Bezpłatny CAD 2D standardem?

MoI czyli Moment of Inspiration... modeler 3D

relacja
z konferencji

Nowe

znaczenie słowa produktywność

Wybrane artykuły
z wydań dostępnych w Archiwum:

• Ścieżki
z Synchronous Technology

• Quo vadis
CAD 2D?

• Astroid vs SpaceNavigator
 cz. I

• AR-CAD freeCAD, czyli...

• „Drukowanie” ...nożem? Techniki druku 3D 

W oczekiwaniu na następcę: CATIA V5 R20

„Wielki Brat”
 i CAD


 



 


 | < | << | strona 3 z 8  | >> | > |

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 ...

 

Czwartek, 20.06.2013 r.

Rzecz o webinarach

Czy „webinarium” (webinar, e-konferencja etc.) może być istotnie alternatywą dla tradycyjnego seminarium, dla spotkania w realnym świecie? Dlaczego coraz więcej producentów i dostawców oprogramowania z obszaru CAD/CAM/CAE, PDM/PLM, sięga po takie formy kontaktu z użytkownikami? Wreszcie – czego ci ostatni mogą się spodziewać po webinarze, a czego mogą także oczekiwać w przyszłości?

kalendarium webinariów o tematyce CAx, PDM/PLM
linki do zarejestrowanych webinarów
galeria webinarów

Osobiście, mimo iż moja działalność już od kilku lat skupia się na aktywności „on-line” (a przygody z „papierem” okazują się być jedynie sporadyczne, by nie rzec – epizodyczne), dosyć sceptycznie podchodziłem do idei prezentacji za pośrednictwem sieci.

Po części zapewne wynikało to z przywiązania do tradycyjnej formy seminariów i konferencji – liczył się kontakt nie tylko „z żywym oprogramowaniem”, ale także – z człowiekiem. Twarzą w twarz. Bez pośrednictwa ekranów, łączy, etc. I nie przekonywał mnie rozwój oprogramowania dedykowanego do organizowania tego typu e-wydarzeń, chociaż – bądźmy szczerzy – jak w całym „biznesie on-line”, to nie tyle narzędzia decydują o powodzeniu/popularności danego przedsięwzięcia, ile raczej – treść, zawartość. Nie na darmo zwykło się mówić, że „content is the King”.

Jeśli pójdziemy tym tropem, szybko okaże się, że webinar może być alternatywą dla tradycyjnego seminarium, dla tradycyjnie organizowanej konferencji. Przekonali się o tym już dawno użytkownicy zza oceanu, a przede wszystkim – organizatorzy konferencji, którzy udostępniają materiały, zapisy video etc. (nierzadko „na żywo”) zainteresowanym, którzy z różnych przyczyn nie mogli osobiście zjawić się „w centrum wydarzeń”, a którym zależy na tym, by dowiedzieć się czegoś nowego, czegoś więcej. By śledzić przebieg. Z tym, że tutaj mówimy o internetowej relacji, zapisie rzeczywistego wydarzenia. Odbiorca pozostanie raczej biernym użytkownikiem, jego „uczestnictwo” sprowadzone zostanie do poznania treści przekazu. Inaczej w przypadku profesjonalnie organizowanych webinarów – przygotowanych od początku do końca właśnie w tej formie.

W zależności od platformy/rozwiązania, którym posłużył się organizator webinaru, może okazać się konieczną instalacja
dodatkowego oprogramowania (tak było w przypadku webinaru o 3DVIA Composer/SolidWorks Composer). Bywa także, że ustawienia firewalla, programu antywirusowego albo wręcz przeglądarki uniemożliwiają pełne uczestnictwo w wydarzeniu – kłopot z dźwiękiem, kłopot z przekazem płynnego obrazu (problemów nie sprawiają przeglądarki FireFox i Chrome). Nie jest wymagana bardzo wysoka przepustowość łącza – mnie wystarczyło np. połączenie poprzez T-Mobile (modem w porcie USB), ale stałe łącze zapewni stabilność połączenia...

Zalety webinaru z punktu widzenia organizatora wydają się oczywiste: koszty organizacji nieporównywalnie niższe, niż w przypadku wynajmowania sali, zapewniania noclegów prowadzącym, cateringu etc. To, co dla organizatorów okaże się zaletą, pozostanie wadą dla amatorów spotkań wyjazdowych, łowców gadżetów, czy dziennikarzy – jakże często niestety „lunch” okazuje się punktem kulminacyjnym organizowanego wydarzenia :P. Z punktu widzenia osoby, która poszukuje jednak konkretnej informacji – webinar może okazać się strzałem w dziesiątkę. (...)

| dokończenie |


Wtorek, 18.06.2013 r.

Amazon Kindle? Raczej nie dla inżyniera...

ale e-Booki jak najbardziej. Byle tylko było ich więcej!

• subiektywny test urządzenia
• e-booki o systemach CAx...

Na jakiś czas w moje ręce trafiło rewelacyjne urządzenie. Czytnik e-booków, korzystający z technologii e-Ink. Nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie „przetestować” Kindle PaperWhite pod kątem jego przydatności w pracy inżyniera projektanta. Proszę jednak pamiętać o tym, by ten „test” traktować z przymrużeniem oka...

 

Te dwa urządzenia dzieli nieco ponad dwadzieścia lat. W świecie elektroniki to nie jedna, ale kilka epok...

 

Właściciel nowego Kindle, otrzymanego od znajomych w prezencie, miał kłopot: urządzenie uruchamiało się, ale... menu zostało ustawione na jeden z dalekowschodnich języków obcych i nawet zresetowanie czytnika nie powodowało przywrócenia angielskiego menu. Problem był dosyć poważny – jak bowiem poruszać się po menu opisanym „krzaczkami”, których znaczenie nie jest nam znane? Pomógł Internet i jeden z blogów użytkowników urządzeń firmowanych przez Amazon. Menu zaczęło wyglądać bardziej przyjaźnie, a ja postanowiłem zacząć od pobrania kilku książek.

Przemyślane wykonanie, intuicyjna obsługa, dostęp do wielu formatów e-booków, od PDF począwszy... I rewolucyjna technika e-Ink

 

Pierwszy zgrzyt – każdy posiadacz Kindle teoretycznie może liczyć na bezpłatną łączność i dostęp za jej pośrednictwem do sklepów z e-bookami*. W naszej wsi (tzn. peryferyjnej dzielnicy Warszawy :)) Kindle nie miał ochoty połączyć się z jakąkolwiek siecią, chociaż oczywiście wyłapywał wszystkie okoliczne prywatne bezprzewodowe. Pozostało pobrać książki „na komputer” i dopiero kabelkiem (służącym także do ładowania czytnika) przesłać zgromadzone dane na Kindle'a. Jak się okazuje, wielbiciele klasyki (literatura piękna) i publikacji, które ukazały się przed II wojną światową, mogą czuć się usatysfakcjonowani. Pełną kolekcję dzieł Emila Zoli znalazłem w sieci w czasie krótszym niż 5 minut i po skopiowaniu ich do czytnika – mogłem zająć się lekturą. Co więcej – wszystkie te pozycje, napisane i wydane po raz pierwszy dosyć dawno – można znaleźć i pobrać legalnie i bezpłatnie. A to nie tylko rekompensuje wydatek poniesiony na zakup czytnika (Kindle nie należą do tanich – szczególnie w stosunku do ich możliwości, o czym za chwilę), ale wręcz wydaje się zwrócić z nawiązką; kupno samych dzieł Zoli wydanych w postaci papierowej pochłonęłoby więcej środków i czasu, niż nowiutki PapierWhite. Gorzej, jeśli będziemy chcieli korzystać z materiałów dedykowanych inżynierom. (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) Broń ma rozmiary późniejszego pistoletu, kształt armaty, nosi się ją jak karabin – w drewnianym łożu z kolbą. Powiedzmy więc ogólnie: ognia prochowego. Poznano też zjawisko odrzutu, któremu przeciwstawiano się rozmaicie (…). Lżejsze okazy przykładano do ramienia, od czego zresztą poszła ludowa nazwa kolby – przykład. (...) Popatrzmy chociażby na schemat lufy hakownicowej, toż to schemat dzisiejszego naboju! Powtarzam: jedynie trochę technicznych udogodnień, aby to, co wojownik musiał robić sam, wykonały za niego warsztaty, gdzie do łuski wkładano pocisk, nasypawszy tam pierwej prochu. A dziurę panewki (otwór panewki – przyp. ms), w którą wtykano płomień, zastąpiła spłonka, wmontowana od tyłu naboju – i to wszystko. Dochodzi tylko możliwie szybka wymiana owych miniaturowych „nabitych luf”, aby porcja takich jednostrzałowych rurek, nazywanych nabojami, odpalała jak najszybciej, po kolei...”

„Szymona Kobylińskiego gawędy o broni i mundurze”, wydawnictwo MON, Warszawa 1984, s. 22-23.


Sobota, 25.05.2013 r.

LIBERATOR: czy faktycznie „wyzwoliciel”?

Pewna organizacja ze Stanów Zjednoczonych opracowała i udostępniła na początku maja br. nieodpłatnie plany „samopału”, którego wszystkie elementy składowe (jest ich kilkanaście) można wydrukować na drukarce 3D. Temat miał prawo wzbudzić zainteresowanie, ale ilość komentarzy, sensacyjnych informacji przygotowywanych także przez działające w Polsce stacje telewizyjne, okazała się zdumiewająca. Aby nie być posądzonym o to, że korzystając „z taniej sensacji” staram się ściągnąć trochę zainteresowania na swój blog, postanowiłem odczekać trochę czasu z własnym komentarzem. Uprzedzam także, że jeśli ktoś z Państwa liczy na to, iż gdzieś w tym tekście znajdzie link do planów „Liberatora 3D”, muszę go rozczarować...

Autor: Maciej Stanisławski

Defense Distributed, organizacja non-profit, powołana do życia przez kilku zapaleńców (m.in. prawnika) i zwolenników drugiej poprawki do konstytucji USA (gwarantującej prawo do posiadania broni), jako cel swojej działalności przyjęła opracowanie i upowszechnienie (nieodpłatnie i „on-line”) broni palnej, która mogłaby zostać wydrukowana na urządzeniach do szybkiego prototypowania (drukarkach 3D). Broni roboczo nazwanej „Wiki-weapon”. Z tym, że nie ma ona nic wspólnego z bronią wirtualną, oddziałuje bowiem jak najbardziej w świecie rzeczywistym.

Pomysł znalazł zwolenników, gdyż konto organizacji stosunkowo szybko zasilone zostało kwotą wystarczającą do zakupu zarówno profesjonalnej (nie „domowej”!) drukarki 3D, jak i na rozpoczęcie prac mających na celu przygotowanie odpowiedniego projektu pistoletu, złośliwie nazwanego przeze mnie „samopałem”. Dlaczego – o tym za chwilę.

Zanim doszło do upublicznienia planów pistoletu jednostrzałowego „Liberator”, w tzw. międzyczasie Defende Distributed opracowała kilka komponentów do broni dostępnej w sklepach USA, w tym... do pistoletów maszynowych (mimo, że posiadanie tych ostatnich jest jednak objęte pewnymi obwarowaniami prawnymi). Sukcesem zakończyło się opracowanie „plastikowych” (prawdopodobnie tworzywo ABS) magazynków do AR-16 i AK-47, organizacja postarała się także zaprojektować korpusy i komory zamkowe ww. broni z tworzywa stosowanego w drukarkach 3D. Dlaczego właśnie korpusy? Ponieważ pozostałe elementy – lufy, łoża etc. są dostępne w handlu w zasadzie bez ograniczeń.

Można w tym miejscu postawić pytanie: czy istotnie do samoobrony najlepiej nadają się pistolety maszynowe? I dlaczego Defende Distributed swoje wysiłki skierowała m.in. na takie projekty? (...)

| dokończenie |


Cytat tygodnia

„(...) budowanie cyfrowych modeli samolotów na podstawie dostępnych (darmowo lub komercyjnie) w publicznej domenie danych nie jest niczym zaskakującym. To dlatego prezentacje prof. Biniendy dla fachowców, np. w Pasadenie, nie budziły w tym zakresie jakiegoś zdziwienia. Pewnie, że lepiej by było, gdyby przebadano w tym zakresie drugiego tupolewa, do czego zresztą wzywa sam Bienienda, ale póki się tego nie zrobi i nie udokumentuje, że dane z dokumentacji użyte w symulacji rażąco odbiegają od danych zebranych z badania bliźniaczego samolotu rzekomy problem >braku dokumentacji konstrukcyjnej< nie istnieje.”

Źródło: Cogitationes momentum


Środa, 15.05.2013 r.

Bezpłatny podręcznik do NX & Synchronous Technology już jutro!

Podczas seminarium 22 marca w Bydgoszczy został zaprezentowany wydruk roboczy podręcznika
„NX – Projektowanie Form wtryskowych i Tłoczników”, którego autorami są Marcin Antosiewicz i Dariusz Jóźwiak, konstruktorzy mający na swoim koncie kilkaset form uruchomionych w przemyśle…

Autor: Krzysztof Augustyn

Książka o której mowa, w finalnej formie drukowanej ukaże się jesienią tego roku. Jest to część szerszej inicjatywy „NX Tooling” o której przeczytać można było już wcześniej (m.in. tutaj). Pierwszą część podręcznika, która zostanie opublikowana nieodpłatnie, w formie pliku PDF,  stanowi opis i ćwiczenia z Synchronous Technology. Każde ćwiczenie jest dodatkowo wsparte filmem oraz plikiem źródłowym 3D. W kolejce czekają kolejne bezpłatne publikacje do podstaw NX CAD (modelowanie bryłowe, złożenia, dokumentacja) oraz NX CAM (frezowanie 3-osiowe…). Podgląd roboczej wersji podręcznika w technologii flash można już od jakiegoś czasu zobaczyć pod tym linkiem.

Webinar NX & Synchronous Technology
Premiera podręcznika będzie miała miejsce poprzez webinar, który odbędzie się 16 maja – wnajbliższy czwartek o godzinie 11.00. Rejestracji można dokonać na stronie: https://camdivision.clickwebinar.pl/NX-Synchronous-Technology/register
Każdy uczestnik po zakończeniu webinaru, otrzyma na podany w ankiecie e-mail z linkiem do pobrania bezpłatnego podręcznika w formacie PDF.

Temat webinaru: „NX & Synchronous Technology”, czyli:
• praktyczne zastosowanie technologii synchronicznej w NX,
• premiera polskiego bezpłatnego podręcznika do NX Synchronous Technology.

Termin webinaru: 16.05.2013 r., godz. 11.00

Miejsce: wygodny fotel w pracy :)
Aby skorzystać w pełni z webinaru, należy upewnić się, czy sprzęt wyposażony jest w głośniki lub skorzystać ze słuchawek.
Prowadzący: Dariusz Jóźwiak – konstruktor z kilkunastoletnim doświadczeniem w przemyśle

Synchronous Technology & NX
Synchronous Technology to przełomowa, niezwykła technika modelowania, która obejmuje także możliwość edycji nieparametrycznych plików pochodzących z innych systemów CAD (multi-CAD) np. wczytanych przez formaty pośrednie IGES, PARASOLID, STEP lub bezpośrednie np. CATIA, SolidWorks, Solid Edge, Pro/Engineer…
NX (znany również do wcześniej pod nazwą Unigraphics) jako pierwszy system typu „high end” (w NX 5.0 w 2007 roku) wprowadził technikę modelowania i edycji znaną obecnie pod nazwą Synchronous Modeling. Słowo Synchronous nie odnosi się do procesu modelowania, ale raczej do synchronicznego solwera, który nie musi rozpatrywać kolejności drzewa operacji. Przy dokonywaniu zmian kształtu analizuje, wychwytuje i zachowuje relacje/powiązania (istniejące lub narzucone), jakie występują między elementami lub poszczególnymi powierzchniami/ściankami/licami (jak kto woli :)) w całym modelu. Umożliwia to szybką edycję kształtu w czasie rzeczywistym, bez potrzeby przeprowadzania długotrwałych obliczeń.

Bezpłatne podręczniki
Firma CAMdivision zdecydowała się publikować bezpłatne podręczniki do NX CAD/CAM bez względu na niedowierzanie i telefony od obecnych/dawnych przyjaciół, dających nam do zrozumienia, by się wstrzymać od tak daleko posuniętych działań  szkodzących szeroko pojętym „kserokopiarkom”.

Polski Inżynier niewątpliwie wyróżnia się wyższym poziomem rozwiązań technicznych nad tzw. „geografami” z EU – świadczą o tym prestiżowe nagrody i wyróżnienia przyznane w międzynarodowych i krajowych konkursach. Skorzystanie z oferty bezpłatnych podręczników z pewnością nie wiąże im rąk. Ponadto małe pracownie projektowe stoją przed barierą kosztów związanych z zakupem profesjonalnego oprogramowania 3D – jeśli już je mają, to oszczędzają na szkoleniach… – więc samokształcenie (z pomocą rzeczonych bezpłatnych podręczników) może być tu dobrym wyjściem.

– Mamy XXI wiek (chociaż dopiero początek…) i nie widzimy nic dziwnego w tym, że literatura do podstaw obsługi narzędzi CAD, jest udostepniane bezpłatnie – powiedział Artur Bielicz, prezes CAMdivision Sp. z o.o.

Niech „wiedzą tajemną” na początku drugiej dekady XXI-go wieku, zdobywaną jedynie własnym potem i krwią, będzie wiedza praktyczna dotycząca konstrukcji form wtryskowych (nie wspominając o tłocznikach), czy też budowa postprocesorów do systemów CAM. Zdobywanie doświadczeń w tym zakresie okupione jest niezwykle często nieprzespanymi nocami, wielogodzinnymi rozważaniami nad rozwiązaniem określonych problemów technologicznych, bez względu na nazwę używanego oprogramowania. Sprzedanie wówczas na dwóch stronach swojej wiedzy na temat rozwiązania problemu,  nad którym autor spędził często wiele tygodni, istotnie może być problematyczne. I tego nie proponujemy.

Należy jednak pamiętać o tym, że nawet biegła znajomość dowolnego systemu CAD/CAM  nie zrobi z nikogo konstruktora czy technologa, jeśli nie będzie miał wiedzy praktycznej. A podzielenie się wiedzą pozwalającą na prawidłowe używanie podstaw szkicownika, modelowania bryłowego czy złożeń, chyba nie zagraża pozycji doświadczonych konstruktorów i nie zburzy dotychczasowego porządku :).

Pozdrawiam
Krzysztof Augustyn (CAMdivision Sp. z o.o.),

gościnnie na łamach CADblog.pl :)

Share
 


Piątek, 10.05.2013 r.

Co zamiast FEMAP?

Co jakiś czas otrzymuję zapytania od osób, które w poszukiwaniu rozwiązania problemu po raz pierwszy trafiają na CADblog.pl. Stali Czytelnicy wiedzą już, na których podstronach szukać odpowiedzi (chociaż przyjęta nawigacja może tego nie ułatwiać), a także – że nie zajmuję się sprzedażą omawianych, opisywanych systemów CAD/CAM/CAE etc. Regularnie powracają jednak pytania o „zamienniki” różnych programów. Najczęściej – o jak najtańsze. Czy to taki „znak czasów”?

Odebrałem przed długim weekendem telefon z prośbą o wskazanie alternatywy dla FEMAP, a także – jeśli to możliwe – podanie namiarów na resellerów, którzy takie oprogramowanie mają w ofercie.

Odpowiedź na takie pytanie nie jest łatwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę zaawansowane możliwości FEMAP, tłumaczące zresztą jego cenę. Dodam, że firma, która była zainteresowana nabyciem tańszego od FEMAP rozwiązania, zajmuje się projektowaniem i wykonywaniem elementów wykrawanych i tłoczonych z blach. Czyli teoretycznie – nie potrzebuje aż tak zaawansowanego narzędzia.  Co zatem nasuwa się jako alternatywa?

Może... ABAQUS?
Owszem, można go znaleźć w ofercie Dassault Systemes, podobnie jak SIMULIA, w wersji V5 i V6, która na nim bazuje. Ale jeśli chodzi o cenę (i możliwości), to poruszamy się tutaj w podobnym przedziale. (...)

| dokończenie |


Cytat tygodnia

„(...) Dzisiaj, kiedy technologie 3D w przekazie wizualnym stały się standardem, na rynku widać wyraźną lukę w segmencie projektorów trójwymiarowych. Zakup profesjonalnego rzutnika 3D to koszt rzędu przynajmniej kilkunastu tysięcy złotych. Można jednak wykonać taki rzutnik samodzielnie, inwestując kilkaset złotych i wykorzystując w tym celu dwa standardowe rzutniki VGA, które dzisiaj znajdują się właściwie w wyposażeniu każdej jednostki edukacyjnej. Prototyp takiego urządzenia został przedstawiony przez inż. Marcina Flisa, który za jego pomocą zaprezentował komisji samodzielnie wykonaną, trójwymiarową prezentację promocyjną naszej uczelni. (...)”

Dr Grzegorz Osiński, Technologia komputerowa w praktyce. Nasz dziennik, wydanie 13-14 kwietnia 2013, Nr 87


Poniedziałek, 15.04.2013 r.

Potencjał dla gospodarki*

Kolejny już raz pod koniec zimy absolwenci informatyki Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej przystąpili do obrony prac inżynierskich. Tegoroczna edycja skłania mnie do kilku optymistycznych refleksji, którymi chciałbym się podzielić. Najważniejsze wydaje mi się podkreślenie praktycznego aspektu tegorocznych prac. Absolwenci przedstawili dojrzałe, kompletne rozwiązania technologiczne, które można zastosować właściwie od razu w wielu dziedzinach

Autor: Dr Grzegorz Osiński

(...) Dzisiaj, kiedy technologie 3D w przekazie wizualnym stały się standardem, na rynku widać wyraźną lukę w segmencie projektorów trójwymiarowych. Zakup profesjonalnego rzutnika 3D to koszt rzędu przynajmniej kilkunastu tysięcy złotych. Można jednak wykonać taki rzutnik samodzielnie, inwestując kilkaset złotych i wykorzystując w tym celu dwa standardowe rzutniki

VGA, które dzisiaj znajdują się właściwie w wyposażeniu każdej jednostki edukacyjnej. Prototyp takiego urządzenia został przedstawiony przez inż. Marcina Flisa, który za jego pomocą zaprezentował komisji samodzielnie wykonaną, trójwymiarową prezentację promocyjną naszej uczelni.

„(...) Wykorzystanie oprogramowania otwartego jest pozbawione tych wad,
ale wymaga większej wiedzy i sprawności programistycznej w stosowaniu.
Daje jednak unikalną możliwość opracowania autorskich rozwiązań, praktycznej nauki programowania
od podstaw, a nie tylko stosowania gotowych skryptów i aplikacji. W ten sposób studenci
stają się z operatorów komputerów – twórcami nowych narzędzi i rozwiązań...”

Myślę, że ten pomysł wart jest kontynuacji w ramach samodzielnej działalności gospodarczej przez absolwenta, przecież każda szkoła mogłaby dzięki takiemu urządzeniu niewielkim kosztem wzbogacić swoją ofertę edukacyjną o możliwość prezentacji filmów w wersji 3D. Zwłaszcza, że inni tegoroczni absolwenci również przedstawili jako część swojej pracy liczne symulacje i prezentacje wykonane właśnie w technologii 3D.

Potencjał dla gospodarki
Nie sposób oczywiście opisać tematów wszystkich prac, jednak zaznaczyć należy, że miały one aspekt praktyczny, jak w przypadku systemów wizualizacji czy też aplikacji wspomagającej tworzenie muzyki za pomocą klasycznych instrumentów. Intryguje mnie jednak po raz kolejny pytanie, czy ten potencjał, wytworzony przez tegorocznych absolwentów zostanie właściwie wykorzystany w gospodarce narodowej, która – jak zapewniają nas przedstawiciele rządu – ma być gospodarką opartą na wiedzy. To, że nasi absolwenci taką wiedzę posiadają i umieją ją wykorzystać w praktyce, jest dla mnie pewne, ale czy stanie się ona elementem polskiego systemu gospodarczego – odpowiedź na to pytanie niestety nie leży już w zasięgu moich kompetencji.

Niezwykle istotnym elementem pracy inżyniera informatyka jest wybór właściwego narzędzia w celu osiągnięcia zamierzonego celu twórczego. Bardzo cieszy mnie fakt, że większość tegorocznych absolwentów w swojej pracy stosowało oprogramowanie typu open-source. Chociaż mainstreamowe media bombardują nas codziennie reklamami mającymi nas przekonać do zakupu komercyjnych rozwiązań informatycznych, produktów globalnych koncernów i modnych nowinek technicznych, to nie są to jedyne, a najczęściej również najlepsze rozwiązania. Mają również istotną wadę – kosztują zazwyczaj bardzo dużo, często wymagają dodatkowych, również płatnych modułów i najczęściej nie można ich w sposób twórczy zmieniać, aby dostosować do specyficznych wymagań. (...)

Wykorzystanie oprogramowania otwartego jest pozbawione tych wad, ale wymaga większej wiedzy i sprawności programistycznej w stosowaniu. Daje jednak unikalną możliwość opracowania autorskich rozwiązań, praktycznej nauki programowania od podstaw, a nie tylko stosowania gotowych skryptów i aplikacji. W ten sposób studenci stają się z operatorów komputerów – twórcami nowych narzędzi i rozwiązań. Najpierw udoskonalając i modyfikując istniejące już systemy, a w następnej kolejności tworząc je od podstaw jako już zupełnie nowe rozwiązania.

Wspólne wartości
Bardzo bym chciał, aby nasi absolwenci nie tylko znaleźli dobrą pracę w istniejących już firmach, z czym zazwyczaj nie mają problemów, ale aby zaczęli otwierać własne firmy bazujące na rodzimym kapitale i związane z narodową gospodarką. Obserwując obrony tegorocznych prac inżynierskich, jestem pewien, że również do tego są przygotowani. Z zadowoleniem patrzyłem na ich postępy w trakcie studiów w ostatnich latach, widziałem, jak współpracują z sobą nie tylko na polu edukacyjnym, ale również w celu rozwoju swoich pasji i zainteresowań. To ważne, ponieważ myśląc o rozwoju przemysłu technologii informatycznych, musimy zdawać sobie sprawę, że potrzebny będzie w tym celu wysiłek grupowy, a nie indywidualne, nawet najbardziej spektakularne rozwiązania. Tegoroczni absolwenci pokazali, że potrafią w taki sposób współpracować, łączą ich również wspólne wartości – a to jest ważniejszym gwarantem powodzenia w przyszłości niż umiejętność posługiwania się najtrudniejszymi nawet technologiami.

Autor jest kierownikiem Instytutu Informatyki WSKSiM

Źródło: Nasz Dziennik

*Tytuł zamieszczonego tutaj artykułu to jeden ze śródtytułów oryginalnej publikacji z łamów „Naszego Dziennika”, pt.: Technologia komputerowa w praktyce

Share


Cytat tygodnia

„(...) Fatalna pozycja Polski w dziedzinie innowacyjności i w osiągnięciach nauki jest jeszcze wyraźniej widoczna, gdy porównamy obecny stan z tym, co było przed II wojną światową. Wtedy w bardzo krótkim czasie i wbrew niezwykle trudnym warunkom po odzyskaniu niepodległości, Polska dołączyła do światowej czołówki. To w II RP działał drugi obok Koła Wiedeńskiego najbardziej znaczący w Europie ośrodek twórczy w dziedzinie matematyki, logiki, (...) w II RP skonstruowano cenione na świecie samoloty...
(...) A prawdziwym skandalem jest zmarnowanie osiągnięć związanych z technologią tzw. niebieskiego lasera, na którym zarobili wszyscy, tylko nie Polacy. I podobnie będzie najpewniej z grafenem – materiałem, który zrewolucjonizuje elektronikę. (...)”

Stanisław Janecki: Głowa w imadle. Tygodnik „Sieci”, nr 13(17)2013, s. 35


Piątek, 5.04.2013 r.

RGK, czyli kernel po rosyjsku

Pierwsza wersja oryginalnie opracowanego, rosyjskiego kernela geometrycznego RGK (od Russina Geometric Kernel), potencjalnego jądra systemów CAD 3D, zaprezentowana zostanie podczas konferencji COFES Russia 2013, organizowanej w St. Petersburgu z końcem maja. W prace nad kernelem zaangażowane są dwie znane rosyjskie firmy – producenci systemów i rozwiązań CAD: LEDAS i Top Systems

Na blogu Deelip'a Menezesa można znaleźć nie tylko powyższą informację, ale także zrzut ekranowy pokazujący aplikację wykorzystującą nowe jądro (vide ilustracja poniżej). Deelip stawia także dosyć interesujące i istotne pytanie: po co właściwie nowy kernel, nowe jądro, skoro tyle firm wykorzystuje rozwiązania już istniejące, sprawdzone? (w tym pytaniu dostrzeżemy echa zamieszania związanego z SolidWorks i pogłoskami związanymi z odejściem od Parasolid).

Odpowiedzi udzielił szef Top Systems (producenta T-Flex), Sergey Kozlov. Opracowanie nowego kernela uzasadnił chęcią, a może raczej koniecznością/celowością poszukiwania rozwiązania, które w pełni będzie wykorzystywać współczesne możliwości sprzętowe (wieloprocesorowe i wielordzeniowe platformy), a także pozwoli na pracę w środowisku różnych systemów operacyjnych.

Warto w tym miejscu podkreślić, iż Top Systems wykorzystuje w T-Flex znane jądro Parasolid. Czy to znaczy, że T-Flex w przyszłości będzie bazował na... RGK? Taką sugestię zawarł właśnie w swym poście Deelip. A jednak Sergey Kozlov zastrzegł się, że nic takiego nie jest planowane. Może, podobnie jak inne firmy, nowy kernel posłuży do opracowania całkiem nowej rodziny rozwiązań CAD 3D?

(ms)


Źródło: Deelip

Najbardziej znani (za sprawą oferowanych systemów) rosyjscy producenci rozwiązań CAD:
ASCON (Kompas-3D), Top Systems (t-flex), LEDAS (firma wspierająca rozwój, wdrożenia i badania nad systemami CAD, z której usług korzysta wiele międzynarodowych koncernów, przygotowując chociażby swoje wersje programów przeznaczone na rynek rosyjski)...

Share


Czwartek, 4.04.2013 r.

Koniec szumu wokół Parasolid

Wpis umieszczony na oficjalnym (korporacyjnym) blogu DS SolidWorks powinien rozwiać wątpliwości i uspokoić zaniepokojonych. SolidWorks będzie bazował tylko na Parasolid...

– SolidWorks Mechanical CAD, używany obecnie przez ponad 2 miliony inżynierów i designerów na całym świecie, będzie rozwijany nadal na bazie kernela Parasolid. Nie ma planów zmiany jądra systemu – napisał Bertrand Sicot, CEO DS SolidWorks, drugiego kwietnia br. na blogu SolidWorks. I raczej trudno uznać tą wypowiedź za prima-aprilissowy dowcip. – Komplementarny, uzupełniający charakter SolidWorks Mechanical Conceptual (osobnego, nowego systemu rozwijanego przez DS SolidWorks, szerzej opisanego tutaj) będzie wspierał pozycję SolidWorks Mechanical CAD (przez uzupełnienie jego funkcjonalności – przyp.).

Bertrand Sicot odniósł się także do poprzednich wypowiedzi zespołu odpowiedzialnego za rozwój SolidWorks, podkreślając, że jak wielokrotnie wspominano, firma będzie kontynuowała rozwój SolidWorks Mechanical CAD i nie ma żadnych planów dotyczących ewentualnej rezygnacji z jego rozwijania w przyszłości, a także rezygnacji ze wspierania wszystkich użytkowników, którzy obecnie z niego korzystają i polegają zarówno na „narzędziu”, jak i na jego producencie.

Tym samym moje dywagacje na temat tego, czy będzie miało znaczenie dla użytkowników, na jakim jądrze oparte jest oprogramowanie CAD, skoro pracować będzie się na nim identycznie, także nie mają dalszego sensu. Niewtajemniczonym wyjaśniam, iż przewidywałem, że DS SolidWorks będzie kontynuowała równoległy rozwój dwóch systemów CAD 3D, opartych na różnych kernelach (np. SolidWorks i SolidWorks V6), prowadząc stopniowo do ich unifikacji pod względem interfejsu użytkownika i sposobu pracy – vide posty z wcześniejszych lat.

(ms)

Share


Cytat tygodnia

„(...) Jean Lorre i Donald Lynn z laboratorium w Pasadenie udowodnili z kolei, że obraz na Całunie nie może być malowidłem, gdyż nie posiada żadnej charakterystyki kierunkowej, ani najmniejszych nawet cząsteczek pigmentów. Z innych badań przeprowadzonych przez włoskich profesorów Giovanniego Tamburellego i Nello Balossina wynika, że wizerunek ma charakter trójwymiarowy, jakiego nie posiada żadne znane malowidło na świecie. Ich zdaniem obraz musiał powstać na skutek bezpośredniego odciśnięcia przez trójwymiarową strukturę, konkretnie przez martwe ciało. Jak stwierdził francuski naukowiec Arnaud-Aaron Upinsky: > jest naukowo niemożliwe, by twórcą wizerunku na Całunie był malarz. Jest jak obraz z aparatu fotograficznego. I to aparatu bardzo wyszukanego, który nie tylko potrafi odbić negatyw, lecz ponadto zdolny jest uchwycić efekt trójwymiarowy w kolorze monochromatycznym, występujący powierzchniowo w wyniku dehydratacji celulozy, działając na podstawie różnej intensywności nacisku <".  (...)

G. Górny, J. Rosikoń: Świadkowie tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych. Wyd. Rosikon Press, Warszawa 2012


Wielki Piątek, 29.03.2013 r.

Biblia na Wielkanoc

Paweł Kęska nie tylko napisał, ale i wydał (sic!) we własnym zakresie „polską biblię” SolidWorks, Matt Lombard poinformował niedawno na swoim blogu o tym, iż jego najnowsza książka – nazwana nomen omen wprost „SolidWorks Bible” również jest już dostępna w sprzedaży, a ja tymczasem chciałem podzielić się z Państwem refleksją – taką świąteczną – a związaną właśnie z wydaną w języku angielskim Biblią. Ale Biblią w jej pierwotnym rozumieniu – czyli Pismem Świętym

Pobyt w hotelach w USA, zwłaszcza tych lepszej kategorii (ukłon w stronę firm, którym zdarzało i nadal zdarza się zapraszać mnie i opłacać takie luksusy) już chyba nieodmiennie będzie kojarzył mi się z zawartością... szuflady szafki nocnej w którymkolwiek hotelowym pokoju. Niezależnie od miejsca pobytu w Stanach, niezależnie od sieci hotelowej, mogłem tam sięgnąć „w ciemno” i trafić nie tylko na książkę telefoniczną, ale na Pismo Święte, najczęściej w skromnym wydaniu (niewielki poręczny format), za to w twardej oprawie.

W widocznym na zdjęciach egzemplarzu, który w hotelu pojawił się dzięki staraniu znanej organizacji chrześcijańskiej (The Gideons International, www.gideons.org), urzekły mnie pierwsze strony, zawierające niejako instrukcję posługiwania się Pismem Świętym; instrukcję sformułowaną w taki sposób, by mogło ono stać się ciekawą lekturą – bądź wręcz pomocą – dla każdego, także dla osób niewierzących lub innowierców.

Lekturą – gdyż na wstępie umieszczone zostały sugestie dotyczące określonych fragmentów wartych przeczytania, a opisujących np. wydarzenia historyczne, życie w czasach przed narodzeniem Chrystusa, mówiących o zwyczajach, tradycjach i obrzędach judeo-chrześcijańskich, ale także poruszających problematykę np. Nieba i Piekła, zbawienia etc.

Pomocą – bo osobno redaktorzy protestanckiego wydania (widocznego na zdjęciu) wskazali m.in. fragmenty zawierające wskazówki na drodze do życia wiecznego, jak i porady dotyczące życia tu i teraz (np. „chrześcijańskie relacje w domu rodzinnym”, „wzór Matki i Żony”, „relacje pracodawca-pracownik”, „podejmowanie ważnych życiowych decyzji” itp.). Taki oto „poradnik użytkownika” Pisma Świętego, który chyba istotnie potrafi wzbudzić zainteresowanie i zachęcić do przeczytania chociaż kilku fragmentów.

Aby dokładnie wskazać, co mam na myśli, przybliżę pierwszą stronę Biblii znalezionej przeze mnie w szufladzie pokoju hotelowego Walt Disney Swan and Dolphin w Orlando na Florydzie. U góry znalazł się wszystko mówiący tytuł, który można przetłumaczyć jako „Pomoc w potrzebie”, albo „Pomoc w trudnym momencie” (vide foto; więcej zdjęć w galerii na Facebook).

Redaktorzy owego wydania wskazują między innymi na fragmenty, które:
• opisują drogę i metody zbawienia (J 14, 6 • Dz 16, 31 • Rz 10, 9)
• przynoszą pociechę w chwilach samotności (Psalm 23 • Iz 41, 10 • Hbr 13, 5-6)
• pocieszają w smutku (2 Kor 1, 3-5 • Rz 8, 26-28 )
• przynoszą ulgę w ciepieniu (2 Kor 12, 8-10 • Hbr 12, 3-13)
• pomagają w podjęciu decyzji (Jk 1, 5-6 • Prz 3, 5-6)
• chronią w chwilach zagrożenia (Psalmy 91 i 121)
• dodają odwagi (Hbr 13, 5-6 • Ef 6, 10-18)
• przynoszą ukojenie w czasach niepokoju, zamętu (Iz 26, 3-4 • Flp 4, 6-7)
• dają odpoczynek w chwilach znużenia (Mt 11, 28-29 • Psalm 23)
• siłę do walki z pokusami (Jk 1, 12-16 • 1 Kor 10, 6-13)
• ostrzegają przed obojętnością (Ga 5, 19-21 • Hbr 10, 26-31)
• pomagają przebaczać (Iz 1, 18 • 1 J 1, 7-9).

Polecam wszystkim, lektura chociażby tych wskazanych fragmentów, nierzadko kilkuwyrazowych wierszy, jest bardzo ciekawym doświadczeniem.

Wyobrażam sobie, co wydarzyłoby się u nas, gdyby lewicowe środowiska zauważyły podobną sytuację (mam na myśli Pismo Święte w każdym pokoju hotelowym) na naszym rodzimym podwórku. Zaraz rozmaite „Wtorki”, „Szczurki” i inne „autorytety Lemingradu” podniosłyby gromki krzyk: dlaczego jest Biblia (protestancka lub katolicka), a nie ma np. Tory, czy Koranu, że jest to dyskryminacja ateistów (innych wyznań, środowisk gejowskich – niepotrzebne skreślić) i jawne łamanie źle i na wyrost rozumianych swobód religijnych / obyczajowych / innych. A czy ktoś powie, że USA można uznać za państwo wyznaniowe? U nas z pewnością takie stwierdzenie by padło. A przecież nie ma przymusu czytania – można zawsze zamknąć szufladę (a nie jest to jedyna szuflada w hotelowym pokoju :)).

Zamknąć szufladę, a potem spokojnie... otworzyć Biblię. Czasem otwieram ją w dowolnym miejscu i czytam pierwszy napotkany fragment, tak jak uczynię to teraz:

„Słuchajcie słowa Pana, którzy z drżeniem czcicie Jego słowo. Powiedzieli bracia wasi, którzy was nienawidzą, którzy was odpychają przez wzgląd na moje imię: Niech Pan okaże swoją chwałę, żebyśmy oglądali waszą radość. Lecz oni okryją się wstydem. Odgłos wrzawy z miasta, głos ze świątyni – to głos Pana, który oddaje zapłatę swoim nieprzyjaciołom”

(Iz 66, 5-6)


Wesołych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego,

Pogody Ducha, Rodzinnego Szczęścia i Świątecznej Atmosfery

w nadchodzących dniach, a także wszelkiej Pomyślności

 

życzy Maciej Stanisławski

Share


Cytat tygodnia

„To, że na nowego papieża czekał cały katolicki i, szerzej, chrześcijański świat, dziwić nie może. Już jednak stopień skupienia na konklawe mediów na co dzień wrogich Kościołowi – może zaskakiwać. Jak to? Na co dzień głoszą, że wiara umiera, że jest przeszkodą na drodze postępu, do tego zadają możliwie bolesne ciosy, a teraz razem z nami wpatrują się godzinami w balkon Bazyliki św. Piotra? Ba, entuzjazmują się, lub entuzjazm udają?

To już dziwi, i nie da się tego wytłumaczyć pogonią za newsem. W tym jest coś więcej: milczące uznanie, że ta rzekomo przestarzała instytucja wciąż jest arcyważnym, może najważniejszym punktem odniesienia naszej cywilizacji. Jest jednym z ostatnich filarów, które podpierają całą konstrukcję (...)”

Jacek Karnowski (red. naczelny _Sieci): Czy biskup Rzymu dostrzeże Polskę? _Sieci, nr 11/2013, s. 3
www.tygodnikmlodejpolski.pl


Środa, 20.03.2013 r.

„Pudełko”. Przechowywanie danych... inaczej

[ video ]

Anglojęzyczne terminy związane z Cloud Storage, Share & Collaborate – można przetłumaczyć jako przechowywanie danych CAD, dzielenie się nimi i współpracę z innymi użytkownikami poprzez sieć, a w praktyce – poprzez domeny (portale), które udostępniają swoją przestrzeń dla takiej działalności

Owo „cloud storage” ma ścisły związek z „cloud computing”, chociaż stanowi w zasadzie wycinek możliwości związanych z faktyczną „pracą w chmurach” (o czym pisałem szerzej w wydaniu naszego magazynu nr 1(16) 2012, wersja elektroniczna tutaj, wersja pdf do pobrania tutaj). Jak owa idea realizowana jest w praktyce? Można znaleźć trochę analogii do sposobu funkcjonowania portali społecznościowych, a konkretnie – zamieszczania zdjęć, wymiany komentarzy etc. Ale tylko trochę.

Wspominałem już kilkakrotnie na tych łamach o projekcie SunGlass (www.sunglass.io), jak również o AutoCAD WS – ten ostatni, wdrożony z powodzeniem przez Autodesk, w zasadzie w pełni realizuje ideę „cloud computing”. Jest to w zasadzie pełnowartościowy system CAD 2D, który nie musi być zainstalowany lokalnie na naszym urządzeniu (komputerze stacjonarnym, laptopie, smartfonie), z którym łączymy się za pośrednictwem Sieci, obsługujemy go z poziomu przeglądarki internetowej, a nasze pliki przechowujemy w bezpiecznych miejscach sieciowych, na serwerach firmy udostępniającej daną usługę. Co więcej, dostęp do niego jest całkowicie bezpłatny, wymaga jedynie rejestracji i założenia własnego konta.

Cóż, bezpieczeństwo przechowywania czy przesyłu danych to kwestia szalenie istotna, zwłaszcza gdy mówimy o „cloud storage”. Niejeden z nas mógłby powiedzieć: fundamentalna.
Ale dla naszych użytkowników znaczenie może mieć także jeszcze jedna wspomniana przed chwilą kwestia: kosztów. A te albo są znikome, albo usługa przechowywania (i wymiany – w znaczeniu „dzielenia się”) danych jest całkowicie bezpłatna (powiedzmy: ograniczona jakimś limitem wielkości przesyłanych lub gromadzonych danych).

Bezpieczeństwo i koszty
Gdybym miał podzielić się swoim doświadczeniem... Cóż, jestem posiadaczem wysłużonej stacji roboczej, której parametry pozwalały cieszyć się swobodnie pracą np. z SolidWorks 2006, ale już nie z Inventorem 2008. W chwili obecnej używam jej nadal z powodzeniem jako stanowisko DTP (ang. Desktop Publishing) m.in. do składu i łamania e-wydań, a także książek, publikacji etc. (...)

| kontynuacja |


Poniedziałek, 11.03.2013 r.

Wrocław „stolicą” NX? Czym jest „4G”?
Subiektywna relacja z polskiej premiery NX 8.5

We Wrocławiu powstaje „Centrum ST” („ST” od Synchronous Technology). We Wrocławiu działa „Centrum kompetencyjne CATIA/NX”. We Wrocławiu w połowie roku rozpocznie działalność „NX Tooling – Centrum Kompetencyjne Konstrukcji i Wytwarzania Form Wtryskowych i Tłoczników”. Wrocław staje się jednym z najważniejszych miast na polskiej mapie Siemens PLM Software

To ostatnie zdanie z pełną świadomością przypisuję sobie – nie padło bowiem z ust prezenterów podczas polskiej premiery NX 8.5, która miała miejsce w Warszawie, w ostatnim tygodniu lutego br. Jednak zbierając w całość wypowiedzi przedstawicieli zarówno Siemens PLM Software, jak i jej partnerów, można było odnieść – i słusznie – takie wrażenie. Nie znaczy to jednak, że Wrocław i powstające „centra” zdominowały przebieg wydarzenia. Głównym bohaterem był oczywiście NX 8.5. (...)

| więcej |


Wtorek, 26.02.2012 r.

SolidWorks Mechanical Conceptual czyli... jak usprawnić proces projektowy

O najnowszym „dziecku” DS SolidWorks Corp. i Dassault Systemes opowiada Bertrand Sicot, CEO DS SolidWorks. Corp.

Jako powiernicy, ale i beneficjenci Waszej decyzji o wyborze SolidWorks jako oprogramowania CAD, wierzymy w to, że nasza praca polega na pomaganiu Wam w sprostaniu realnym, rzeczywistym wyzwaniom, z którymi mierzycie się na co dzień w swojej pracy zawodowej. Ale ta pomoc nie może ograniczać się jedynie do wprowadzania w kolejnych wersjach SolidWorks usprawnień, o które prosicie. To nasze zadanie, by obmyślać narzędzia, rozwiązania, funkcjonalności, których będziecie potrzebować za pięć, dziesięć, nawet piętnaście lat, aby nadal pozostawać konkurencyjnymi w swej dziedzinie. Jesteśmy Wam to winni... (...)

| więcej na SWblog.pl |


Poniedziałek, 24.02.2013 r.

Żarty się skończyły: rynek wydaje się nasycony, a kryzys puka do drzwi

Za oceanem Siemens PLM Software nawołuje do przejścia z SolidWorks na Solid Edge ST. I kusi zainteresowanych rewelacyjnymi warunkami zakupu nowych stanowisk, pod warunkiem – wymiany SolidWorks na Solid Edge. W Polsce jeden z resellerów NX zachęca (chociaż nie wprost) do odejścia od CATIA na rzecz NX. A w jednym z ostatnich otrzymanych newsów partner Autodesk proponuje porzucenie innych rozwiązań CAD na rzecz najnowszych rozwiązań macierzystej firmy. Ma to zapewnić zdobycie przewagi nad konkurencją. O czym świadczą takie działania? Chociażby o tym, że rynek został już nasycony

Ktoś może zapytać: skąd takie wnioski? Na podstawie działań reklamowych i marketingowych dwóch producentów (Siemens PLM Software i Autodesk)?

Cóż, wydaje mi się, że taki sposób sformułowania przekazu reklamowego (szczególnie widoczny w przypadku kampanii Siemens w USA) może świadczyć o tym, że następuje zjawisko nasycenia rynku.

Po pierwsze: „boom” na systemy CAD (klasy 3D) zaczął się tak naprawdę niecałe dwie dekady temu. A ile lat może pozostawać aktywnym zawodowo inżynier-projektant? Zatem można przyjąć, iż Ci, którzy swoją przygodę z CAD zaczęli powiedzmy 20 lat temu, nadal pracują w swym zawodzie.
Po drugie: owszem, firmy rozwijają się, powstają nowe przedsiębiorstwa i biura projektowe. Ale można przyjąć, że nie w każdej firmie potrzebny będzie dział R&D, nie każda będzie zatrudniała inżyniera-cadowca. Co z tego zatem, że co roku mury politechnik będą opuszczały rzesze inżynierów, jeśli... nie każdy z nich będzie miał okazję pracować w swoim zawodzie?
Po trzecie: nie zapominajmy, że mamy kryzys. O ile w innych częściach świata można mówić o tym, iż zjawisko to przynajmniej na jakiś czas zostało zażegnane, w ten czy inny sposób opanowane (Azja, Ameryka Północna), o tyle w UE przynajmniej przez kilka lat jego skutki będą odczuwalne i to wyraźnie. Dotyczy to zwłaszcza Polski. I nie należy spodziewać się, by firmy w ramach szukania oszczędności, zwiększały zatrudnienie i kupowały nowe stanowiska, nowe licencje. Raczej będą ograniczać ich liczbę, lub zdecydują się na... wymianę aktualnie używanych systemów, kierując się dwoma kryteriami: ceną i... ceną.

Ceną – bo pewne systemy kosztują jednak mniej od innych, można uzyskać dodatkowe upusty i rabaty na ich zakup – przy rezygnacji np. z dotychczas wykorzystywanych etc. Co więcej można liczyć na obniżenie kosztów ich „eksploatacji” – obsługi, tzw. maintenance, aktualizacji, opłat licencyjnych etc.
Ceną – bo mogą okazać się efektywniejsze od dotychczas używanych, pozwolić na skrócenie czasu wprowadzania na rynek nowych produktów (to zdanie szczególnie często powraca w różnych materiałach prasowych), bo w tej samej jednostce czasu pozwalają na wykonanie 30-40% więcej prac projektowych, wdrożeniowych etc.
I wydaje się, że to powinno być główne kryterium podejmowania takich decyzji: jaki system w danym momencie i w przyszłości najlepiej spełni nasze wymagania. Nie pierwsze kryterium cenowe, ale właśnie to drugie – związane z korzyściami wynikającymi z wykorzystywania danego systemu, których beneficjentami stać się możemy.

Ale jest jeszcze druga strona medalu. Producentom z pewnością zależy na tym, by jednak dokonywać ciągłej ekspansji na rynek i nie tylko przejmować obszary zagarnięte już przez innych, ale także – by to ich produkty były wybierane przez nowe firmy, przez firmy inwestujące w rozwój i zwiększające liczbę zatrudnionych w biurach projektowych, wreszcie – przez indywidualnych użytkowników, którzy zdecydują się np. na karierę „free-lancerów” albo otworzą swoje niezależne biura projektowe i będą przyjmować zlecenia; „outsourcing” także w tym obszarze (projektowania) abiera znaczenia. (...)

| dokończenie |


Cytaty tygodnia

„Z doborem twardości resorów do produkcyjnej wersji Syreny 105 BOSTO wiąże się dość istotny fakt świadczący o unowocześnianiu metod prac konstrukcyjnych i badawczych. Było nim mianowicie pierwsze zastosowanie w polskim przemyśle samochodowym nowoczesnej techniki obliczeniowej realizowanej przez system ETO (od Elektroniczna Technika Obliczeniowa). Sporej wielkości komputer, składający się z kilku szafek, zwijał na swojej papierowej taśmie setki informacji, które służyć miały optymalnemu doborowi długości piór, ich twardości i punktów mocowania. Dzięki pracy komputera i kilku młodych obsługujących go inżynierów udało się dobrać je optymalnie...”

Andrzej Glajzer: Po prostu Bostonka! w: Automobilista, nr 3/2013, s. 14

 

„(...) W czasie tworzenia nowych mediów najważniejsze są zasady. Obserwuję te polskie blogi technologiczne, które wyrastają na najgorsze, najbardziej spatologizowane miejsca w Internecie. Skamlące o choćby złotówkę wsparcia ze strony producentów telefonów, o jałmużnę operatorów, o żebracze wsparcie działów PR koncernów nowych technologii. Prostytuują się (trudno o inne określenie), sprzedając powierzchnię dziennikarskich tekstów na metry: że firma najlepsza (…), Wasza firma produkuje wagony do metra – to niesamowite...
Portale technologiczne przejmują dziś wszystkie najgorsze cechy tradycyjnych mediów, tych upadających, do cna zdegenerowanych. Przędą, jak mogą. Zabijając jednocześnie to, co dla wielu stanowi największą siłę nowych mediów – wiarygodność.”

Eryk Mistkiewicz: Technoparówki: mord na wiarygodności. Tygodnik „Do Rzeczy”, nr 3/2013, s.97


Środa, 20.02.2013 r.

„Porzucamy Parasolid!” Czy aby na pewno?

W ubiegły czwartek, 14 lutego br., Matt Lombard na swoim znanym (i uznanym) blogu „deZignstuff” zamieścił wpis pod dramatycznym tytułem: „Bernard Charles, CEO Dassault Systemes, wypowiada się o SolidWorks: Zamierzamy porzucić Parasolid!”

Zważywszy na atmosferę panującą podczas ostatniej konferencji SolidWorks World można było poczuć lekki szok i niedowierzanie: „Jak to możliwe?”. Przecież jeszcze przed kilkoma dosłownie tygodniami dawano wyraźnie do zrozumienia, iż SolidWorks nadal będzie bazował na Parasolid i będzie rozwijany w oparciu o niego, a ewentualne nowe rozwiązania i dodatkowe aplikacje (jak chociażby SolidWorks Mechanical Conceptual) będą tworzone na bazie platformy V6, tzn. 3DExperience. I skąd niby nagle taka zmiana?

Cóż, jak napisał Matt Lombard, słowa te CEO DS wypowiedział... w ubiegłym roku, w maju 2012, podczas konferencji 3DExperience zorganizowanej w Korei. A zamieszanie wynika z tego, że dopiero niedawno nagranie z ową wypowiedzią „wypłynęło” w Sieci i dostępne jest m.in. na kanale YouTube. Tym razem nie będę go zamieszczał, ale... link tutaj. Nagranie trwa ok. 30 minut.

Strona blogu deZignstuff z kontrowersyjnym wpisem z 14.02.2013 roku. Udostępnione wideo to materiał
z konferencji 3DEXPERIENCE zorganizowanej w maju ubiegłego roku w Korei...

Skoro słowa te wypowiedziano 9 miesięcy temu, dlaczego przywołano je teraz? Zwłaszcza, że już wcześniej z ust obecnego szefostwa DS SolidWorks padały deklaracje, iż możliwa będzie kiedyś zmiana platformy, ale jednocześnie – że dotychczasowi użytkownicy SolidWorks nie muszą obawiać się, że staną przed koniecznością wymiany oprogramowania. Czemu zatem służyć ma próba wywołania kolejnego szumu medialnego? Prawdopodobnie... dyskredytacji zarówno SolidWorks, jak i platformy 3DExperience (w kontekście CAD tą ostatnią proponuję odczytywać jako CATIA V6, chociaż jest to uproszczenie). Natomiast faktem jest, że nie tylko dziennikarze i blogerzy odpowiadają za powstanie owego szumu; niestety tego typu wystąpienia szefów Dassault Systemes także podgrzewają atmosferę. (...)

| dokończenie |


Poniedziałek, 18.02.2013 r.

„Pięć pytań do...”

W zasadzie tym razem były to trzy pytania, na które odpowiedział Russell Brook, EMEA Marketing Director, Velocity, Siemens PLM Software (na zdjęciu)

Maciej Stanisławski (CADblog.pl): Podczas polskiej premiery Solid Edge ST5 mieliśmy okazję obejrzeć prezentację, przedstawiającą najnowsze funkcjonalności wdrożone do SE ST5. Czy może Pan powiedzieć, które z nich, Pana zdaniem, są najbardziej użyteczne i najbardziej oczekiwane przez użytkowników Solid Edge?

Russel Brook (Siemens PLM Software): W Solid Edge ST5 postawiliśmy na cztery główne kierunki rozwoju. Najbardziej oczekiwane przez użytkowników są wynikające z potrzeb klientów usprawnienia (ponad 1300 w ST5), które ułatwią im wykonywanie codziennych zadań. Dodatkowo, zaawansowane funkcjonalności pozwolą konstruktorom zastosować nowe metody projektowania, otwierając przed nimi nowe możliwości.

Solid Edge ST5 to:
• bardziej elastyczne modelowanie synchroniczne,
• nowa aplikacja analizy termicznej do badania symulacji w stanie ustalonym,
• ciągle nastawienie na dostarczanie światowej klasy rozwiązań do zarządzania dokumentacją inżynierską,
• ponad 1300 usprawnień z zakresu produktywności we wszystkich aspektach związanych z produktem.

Czy możemy rozwinąć te hasła?

Oczywiście. Nowe możliwości oprogramowania sprawiają, że modelowanie synchroniczne jest bardziej elastyczne, co pozwala użytkownikom długo korzystającym z systemu na wdrożenie technologii synchronicznej krok po kroku, w ich własnym tempie. Możliwości te pomogły naszym klientom w przyspieszeniu projektowania i wprowadzania zmian oraz umożliwiły bardziej efektywne ponowne wykorzystanie danych 2D i 3D. Przykładowe usprawnienia to np. modelowanie wieloobiektowe, które stanowi nowy standard projektowania zarówno synchronicznego jak i sekwencyjnego. Ta funkcjonalność rozszerza możliwości modelowania i pozwala klientom dostosować projekty tak, aby spełniały zmieniające się wymagania produkcyjne. Dla przykładu, umożliwia konsolidację importowanych złożeń w jednym pliku części, aby lepiej przedstawić komponenty od innych dostawców. Możliwe jest również projektowanie nowych części wykorzystując istniejące już części jako wytyczne gwarantujące odpowiednie spasowanie i położenie. W dowolnym momencie w trakcie projektowania części można je scalać lub rozdzielać tak, aby uprościć proces produkcji. Zwiększa to elastyczność procesu projektowego – części są tworzone w miarę potrzeby, a w późniejszym etapie mogą one być podzielone w taki sposób, aby lepiej je zaadaptować do różnych procesów produkcyjnych. Części mogą wtedy być zapisane w dyskretnych plikach na potrzeby zarządzania dokumentacją inżynierską.
Kolejną nową funkcjonalnością zwiększającą elastyczność modelowania synchronicznego jest możliwość wykonywania większej liczby operacji z zakresu modelowania części z poziomu złożenia. Użytkownicy mogą edytować cechy synchroniczne, takie jak: szyki kołowe i prostokątne, cienkościenność, wyciągnięcia i wycięcia śrubowe, w pracy z arkuszami blach zawinięcia ich brzegów i wgłębienia/przetłoczenia na blachach, otwory typu żaluzje, wycięcia z zagięciem, spoiny tzw. pachwinowe, mają możliwość zastępowania części w złożeniach i wiele innych. Jednocześnie, mogą także edytować dowolne właściwości sekwencyjne. Co więcej, każda cecha części stworzona zarówno w trybie synchronicznym, jak i sekwencyjnym może zostać usunięta bezpośrednio z poziomu złożenia. (...)

| dokończenie na SolidEdgeblog.pl |

Share


Piątek, 15.02.2013 r.

eDrawings. Na pograniczu świata rzeczywistego i wirtualnego 3D...

W trzeciej części relacji z konferencji SWW 2013 najwięcej uwagi poświęciłem nowościom, których możemy spodziewać się w SolidWorks 2014. Ale wśród nich wymieniona została pewna szczególna, odnosząca się do aplikacji eDrawings...

„eDrawings with Augmented Reality” – można to przetłumaczyć jako „rozszerzoną realność”, jakkolwiek i tak nie odda to istoty nowej funkcjonalności aplikacji przeznaczonej głównie do przeglądania modeli 3D (przepraszam za to uproszczenie). We wspomnianej relacji napisałem, iż „(...) nowa funkcjonalność eDrawings sprowadza się do tego, że model z SolidWorks możemy przenieść do eDrawings pracującego na urządzeniu mobilnym, wykorzystując aparat/kamerę wbudowane do tego urządzenia. Proste jak zrobienie zdjęcia.”

Tutaj chodzi jednak o coś więcej i należy się stosowne sprostowanie. Otóż:
• model 3D z SolidWorks możemy w eDrawings dosłownie zakodować, przypisując mu kod QR,
• uzyskany QR kod możemy (i powinniśmy, jeśli chcemy korzystać z tej „augmented” funkcjonalności) następnie wydrukować – na kartce papieru, na innym nośniku...
• ...i umieścić w rzeczywistej przestrzeni – np. na blacie biurka. Po co?
• Otóż kolejnym krokiem będzie uruchomienie eDrawings na urządzeniu mobilnym; korzystając z kamery w nie wbudowanej, aplikacja eDrawings zeskanuje kod np. z kartki położonej na biurku, a w tym miejscu wyświetli... przestrzenną reprezentację danego modelu, w jego rzeczywistej wielkości.

Wygląda to niesamowicie – przed kamerą przesuwa się pusta przestrzeń (nie licząc kodu QR i otoczenia), ale w urządzeniu widzimy... wirtualny model w realnym świecie. Poniżej film znakomicie demonstrujący działanie tej funkcjonalności.


Antoine de Saint Exupery powiedział, że „(...) najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” :).
A dla smartphone'a albo tabletu? Proszę bardzo!

Po co to wszystko?
Rich Chin (DS SolidWorks) wyjaśnia to na firmowym blogu. Otóż wielokrotnie zdarzało się w praktyce projektowej, iż do czasu pracy tylko z modelem i dokonywania ustaleń na podstawie wizualizacji projektu, wszystko przebiegało pomyślnie, natomiast w chwili, gdy wykonany już prototyp trafiał na biurko menedżera projektu lub klienta, nagle okazywało się, że gotowy produkt jest jego zdaniem „przewymiarowany”. Albo za mały. Prosta konsekwencja braku odniesienia modelu 3D do innych, istniejących przedmiotów, otoczenia, etc. I wtedy trzeba było na nowo przeprojektowywać, modyfikować, wreszcie – wykonywać nowy prototyp.

Nowa funkcjonalość eDrawings ma ryzyko takiego „nieporozumienia” wyeliminować. I taki sposób zaprezentowania wirtualnego modelu zainteresowanym osobom na pewno uatrakcyjni sam pokaz.
Ciekawe, czy eDrawings jest w stanie w tym samym czasie odwzorować kilka wirtualnych obiektów? A swoją drogą – jest to znakomita zabawa :).

(ms)

Share


Środa Popielcowa, 13.02.2012 r.

Jak długo jeszcze? 40 dni postu...

Ponieważ dopiero niedawno zebrałem w całość, zredagowałem i udostępniłem materiały z konferencji SWW 2013, mam na świeżo przed oczami dokonania, projekty itp. realizowane bardzo często przez „politechniczną” młodzież zza oceanu. Gdy otrzymałem oficjalny materiał prezentujący „case study” jednej z polskich firm, nie mogłem powstrzymać się od brutalnej konfrontacji „tego tam” z „tu teraz”...

To będzie tekst pisany pod wpływem emocji. I taki „o życiu”, o jaki grupa stałych Czytelników zwraca się co jakiś czas z prośbą. O CAD i projektowaniu będzie tutaj niewiele. Nie zniechęciłem Państwa jeszcze? To proszę zatem szykować się na chwilę czytania – rozpiszę się, odczuwam bowiem potrzebę odreagowania krótkich kilkuwyrazowych komunikatów, informacji i relacji królujących we współczesnej sieci (twittery, fejsbuki i inne zb.ki).

Za oceanem dzieciaki konstruują rakiety, przekraczające dwukrotnie prędkość dźwięku. Dzieciaki – uczniowie tamtejszego odpowiednika naszych szkół średnich. Co mogą konstruować nasze dzieciaki? Co dzieje się z naszym niegdyś bardzo dobrym szkolnictwem średnim technicznym? Kończyłeś „samochodówkę” – byłeś „gość”, MEL na Polibudzie stał dla ciebie otworem...
Studenci za oceanem projektują i budują składane motocykle, autonomiczne latające roboty itp. Nasi studenci na szczęście także – i to z powodzeniem, bowiem odnoszą sukcesy, które ktoś inny czasem nawet jest w stanie docenić (casus łazika Magma). Mimo że startują w dużo gorszych warunkach. Zdolnych młodych ludzi nam nie brakuje. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas – dopóki nasza młodzież nie wyjedzie za granicę, by zwiększać produkt krajowy brutto tych krajów, których rządy będą w stanie docenić ich wkład. W przyszłość. „By żyło się lepiej”. Nie tylko tu i teraz, ale także kiedyś.

Podczas wspomnianej konferencji w czasie wieczornego spotkania (brakowało mi słowa, którego mógłbym użyć zamiast „eventu”) w pawilonie partnerskim, podszedł do mnie taki właśnie młody człowiek. Student z wyglądu. Jak się okazało – Polak. Pracuje od kilku lat w jednym z zimniejszych krajów północy. Pracuje jako inżynier projektant, w swoim wyuczonym zawodzie – po krótkim okresie bezrobocia w Polsce. To jego były wykładowca, który zdążył wyjechać wcześniej, zarekomendował go do pracy w firmie, w której sam znalazł intratną posadę.

Absolwent polskiej uczelni technicznej zaczyna kilkutygodniowy staż u zagranicznego, poważnego producenta. Doświadczenie zdobywa właśnie tam... Czy myśli o powrocie do Polski? – Pan chyba żartuje? Po dwóch latach pracy kupiłem mieszkanie, sprowadziłem z kraju dziewczynę, poślubiłem ją już tam, już tam urodziło się nasze dziecko.
To prawda, mają kredyt mieszkaniowy – ale na kilka, a nie kilkadziesiąt lat i realną perspektywę jego wcześniejszej spłaty. Jest zdolny? Owszem, ale nie czuje się bardziej wyjątkowy od kolegów z roku, którym po prostu... zabrakło szczęścia?

Rozmawiam z innym inżynierem, mieszkającym i pracującym w Polsce. Mimo kilkuletniego doświadczenia, znajomości biegłej kilku programów CAD, zrealizowanych projektów, stałego zatrudnienia i w miarę dobrych zarobków, niedawno usłyszał w banku, iż nie może otrzymać kredytu na większe niż 30-metrowe mieszkanie. Na 30 lat!
A agencja PR uznanego producenta przysyła mi nasze lokalne, krajowe case-study, opowiadające o tym, jak dzięki ich oprogramowaniu, firma działająca na rynku od 30 lat (stąd skojarzenie) może w krótszym czasie oferować udoskonalone części zamienne dla przemysłu maszynowego. Firma, której biuro konstrukcyjne zatrudnia mniej osób, niż znajdziemy na palcach jednej ręki i która na swojej stronie z dumą informuje o tym, iż dzięki otrzymanej dotacji (sic!) z unijnego funduszu rozwoju regionalnego może rozszerzyć swoją ofertę... Nie dzięki własnym inwestycjom, chociaż inwestuje, ale dzięki dotacjom... Firmie, a przede wszystkim ludziom w niej zatrudnionym należy się duży szacunek: nie wyjeżdżają, pracują na potrzeby naszego krajowego przemysłu, naszej produkcji.

Ale czy producent oprogramowania, które wykorzystywane jest w rzeczonej firmie, pochwali się jej sukcesami... za granicą? Raczej nie. U siebie bez problemu (i bez unijnych dotacji) znajdzie bowiem wiele bardziej spektakularnych przykładów, którymi będzie się chwalił. Jeden inżynier kupi mieszkanie na kredyt na kilka lat, inny – nie kupi nawet na lat 30. Dlatego, że gorszy? Nie, dlatego, że pracuje... po „niepragmatycznej” stronie granicy.

Pewien opiniotwórczy dziennik na pierwszej stronie ostatniego weekendowego wydania informuje wytłuszczonymi literami: „Załatwione 303 mld zł”. Nasz Pierwszy Minister „załatwił”. Nie „uzyskał”, „zdobył”, „wynegocjował”, ale właśnie – „załatwił”.

Celowe i świadome użycie, czy może freudowskie: bo on właśnie „załatwi”, „wykombinuje”, „zorganizuje”? A może i jedno, i drugie, bo takim językiem najłatwiej dotrzeć do pewnej grupy czytelników (tudzież potencjalnych wyborców)? To ciekawe, ile teraz innowacji uda się „załatwić” korzystając z tej kwoty (najmniejszej w przeliczeniu na obywatela, w porównaniu z dotacjami, które uzyskały inne kraje UE w ramach polityki spójności). Czy powstanie może wyczekiwany Park Technologiczny na terenie Portu Praskiego? A może na terenie którejś upadłej stoczni powstanie nowy inkubator technologii (chociażby okrętowej), w sąsiedztwie otwartego tam niedawno sklepu „Biedronka”?
Gdy przed kilkoma laty obejmowałem kierownictwo redakcji polskiej edycji amerykańskiego czasopisma inżynieryjnego, jako ambitne zadanie postawiłem sobie wyszukiwanie polskich przykładów interesujących rozwiązań, będących albo w zaawansowanej fazie projektowej, albo już wytwarzanych na skalę przemysłową. Nie było to łatwe, ale w zasadzie do każdego comiesięcznego wydania udawało się znaleźć interesujący przykład. Po zmianie tytułu prasowego – również. I nadal się udaje, ale mam wrażenie, że... coraz trudniej.

Hmm... Pamiętam, jak zbierałem materiały do artykułu o korwecie „Gawron” :). Jak łatwo się domyśleć, artykuł nigdy nie ujrzał dziennego światła, podobnie jak korweta (poza kadłubem). Stocznie, inaczej niż „303 mld zł”, ale też zostały „załatwione”, prawda?

Zerkam co jakiś czas na statystyki pobrań plików dostępnych na stronie CADblog.pl i tematycznie powiązanych. Bardzo dużo dokumentacji dotyczącej darmowych systemów CAD 2D. Liczba pobrań w zasadzie... rośnie. Dotyczy to zarówno DraftSight, jak i Solid Edge 2D Drafting. Nawiasem mówiąc, AutoCAD WS niedawno chwalił się liczbą ponad 11 mln zarejestrowanych użytkowników.

Ale w najlepszym nawet 2D dużo trudniej będzie zaprojektować jakieś naprawdę innowacyjne rozwiązanie. Czyli stawiamy sobie wyższą poprzeczkę (albo raczej – stawiają ją nam czynniki zewnętrzne, np. bieda) już na początku, a potem swoje trzy grosze dokładają... urzędnicy, prawo patentowe, „przyjazne państwo”.

A zapotrzebowanie na tanie 2D rośnie. I razem z nim zapotrzebowanie na wiedzę, lekturę, książki i publikacje fachowe, szkolenia.
I znowu – pewne duże wydawnictwo, niekwestionowany lider w dziedzinie informatyki, który ma na swoim koncie wiele fachowych publikacji CAD, ostatnio nie może pochwalić się zbyt wieloma aktualnymi tytułami z tej dziedziny. Brakuje zainteresowanych? Czytelników, gotowych „wyskoczyć z żywej gotówki”? Tak źle chyba jeszcze nie jest.

Hmm, spójrzmy na listę tytułów, kategorie... cóż, o nagrywaniu płyt CD i DVD wydanych zostało... 14 książek? Widocznie na tym robi się teraz pieniądze. „Kasa, Misiu, kasa...” A na CAD potrzebne są może... unijne dotacje?
W efekcie nawet jeśli otrzymamy cenną pozycję książkową, to wydaną np. w odcieniach szarości (kolorowe ilustracje chyba się nie kalkulują – koszt druku swoją drogą, ale przygotowanie, obróbka zdjęć etc.). Świetna publikacja Andrzeja Wełyczko, dla użytkowników CATIA. Modelowanie powierzchniowe i... szare, niewyraźne ilustracje. Jest tam ta krzywa, czy jej nie ma? Gratka dla studentów, którzy pobiegną z pozycją z biblioteki do punktu xero – różnica w jakości niewielka, a najciekawsze informacje/rozdziały za pół ceny.

Na szczęście można inaczej, o czym mogą świadczyć wydane w ciągu ostatnich niecałych 12 miesięcy książki o Solid Edge i Technologii Synchronicznej (kolorowa publikacja, cena ok. 100 złotych) i nieznacznie droższa, ale także w kolorze, książka o SolidWorks 2013. Obie wydane przez firmy związane z systemami CAD, ale pozbawione wcześniejszych doświadczeń w branży wydawniczej. Za to autorzy – naprawdę fachowcy, doświadczeni szkoleniowcy. Czy ich książki wyznaczają nową jakość publikacji? Tak sądzę. Ale najważniejsze jest, że zostały napisane przez naszych autorów, wydane przez rodzime firmy i z myślą o polskich użytkownikach systemów CAD. Ba, wykorzystane w nich ilustracje pochodzą z polskich wersji opisywanych systemów, czyli zakładają użycie ich w kraju, a nie za granicą.
I – co najważniejsze – kupują je nie tylko instytucje, ale także ludzie prywatni, studenci, aktywni zawodowo inżynierowie. Jest światełko w tunelu.
A i na CADblog.pl ruch także się zwiększa; może nie licząc facebooka, o śledzących moje tweety nie wspominając, ale statystyki oglądalności strony stale rosną; w niektórych miesiącach szybciej, w innych wolniej, ale jest progres. Coś się dzieje.

Nasz potencjał jest w nas samych. Bo przecież to, że:
• mimo piętrzących się trudności, gospodarczych, politycznych i społecznych,
• mimo utrzymywanej i stale rosnącej grupy darmozjadów, którzy zamiast normalnie, strukturalnie i skutecznie pomóc, są od „załatwiania” i za to pobierają wynagrodzenie pochodzące z naszych podatków – idziemy do przodu (chociaż jak wspomniałem już chyba wypadamy z rankingów innowacyjności – link tutaj),
• że polskie małe i średnie przedsiębiorstwa potrafią korzystać z dobrych wzorców i znajdują sprawdzone rozwiązania właściwe dla swych możliwości i potrzeb (jak w przypadku wzmiankowanego producenta części maszyn),
• że udaje nam się osiągnąć tak wiele – znaczy tylko jedno: jesteśmy najlepsi.

Gdybyśmy mieli stworzone inne warunki „startu”, dawno zostawilibyśmy inne narody w tyle :).
A że tyle jeszcze do zrobienia i tak trudno, zawsze „pod górkę”? Nikt nie mówił, że będzie łatwo. 40 dni postu. Damy radę.

Pozdrawiam, urażonych i zdegustowanych przepraszam, zachęcam do lektury i polubienia innego wpisu (link tutaj), wtedy także będzie o życiu, ale chyba mniej narzekania. Musiałem sobie ulżyć, i pomogło. Dziękuję :) A teraz – z powrotem do pracy.

Maciej Stanisławski

P.S.
We wpisie pt.: „Ratujmy maluchy” opisałem naszą lokalną sytuację. Z radością mogę poinformować, iż władze naszej dzielnicy zmieniły poprzednią decyzję, pozostawiając Rodzicom prawo wyboru, czy dziecko ma kontynuować „naukę przedszkolną” w przedszkolu, czy oddziale przedszkolnym utworzonym w szkole podstawowej. Dziękuję za wyrazy wsparcia, szczególnie za otrzymane maile i „like” na „fejsie”. Ale ogólnopolska akcja trwa nadal.

 

Share


Cytat tygodnia

„Sama wiedza nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć ją stosować..."

Johann Wolfgang von Goethe


Czwartek, 24.01.2013 r.

Konferencja SolidWorks World 2013
Relacja subiektywna cz. I

To cudowne uczucie*: wsiąść do samolotu przy temperaturze dobrze poniżej 11 stopni Celsjusza, a wysiąść w miejscu, w którym świeci słońce, dzień jeszcze się nie skończył (różnica czasu wynosi sześć godzin), trawa jest zielona, a lekki wiaterek owiewa nas ciepłem 26 stopni na plusie. Konferencja SolidWorks World w roku 2013 zorganizowana została po raz kolejny w Orlando, na Florydzie...

Faktyczne miejsce zorganizowania wydarzenia położone jest jednak z dala od centrum Orlando; miejscowość nazywa się Lake Buena Vista i teoretycznie jest skomunikowana zarówno z miastem, jak i z lotniskiem – transportem publicznym. Jednak tzw. shuttle bus (kierunek hotel – miasto lub hotel – lotnisko i z powrotem) to koszt ok. 20 USD od osoby, autobus „miejski” jeździ tylko w tygodniu i w dziwnych godzinach (linia 303 lub 300), a sam hotel położony jest wewnątrz resortu i wydostanie się z rejonu konferencyjno-wypoczynkowego np. na piechotę jest... kompletnie niemożliwe.Ba, trudno opuścić pobliże samego hotelu Walt Disney World Swan & Dolphin, bowiem „ciągi piesze” przeznaczone są raczej dla osób uprawiających jogging i potrafią kończyć się np. w odległości 20 metrów od skrzyżowania czymś w rodzaju... pętli chodnikowej? (vide foto). Chyba służy do tego, by łatwiej zawrócić, nie przerywając biegu :D.

Dlatego na marginesie porada dla osób, które liczą się z groszem, a chciałyby rejon jednak opuścić. Należy wsiąść w zatrzymujący się przed hotelem darmowy autobus jadący do Disney Downtown, a w samym „Downtown” przesiąść się w autobus linii 50. On dowiezie nas do centrum miasta ;).

Niedziela, 20.01.2013 r.
Myliłby się ktoś, kto sądzi, że Niedziela jest dniem wolnym. Można przyjąć, że jest to pierwszy dzień konferencji. Część dziennikarzy miała już umówione na niedzielę spotkania/wywiady, dla zainteresowanych przewidziano dwa panele (Social Media prowadzony przez Matta Westa, DS SolidWorks i pokaz nowości w SolidWorks 2013 demonstrowanych na żywo przez Marka Schneidera, DS SolidWorks). A potem – przyjęcie w pawilonie partnerskim, otwierające konferencję. Kilka słów na temat roli mediów społecznościowych, a także nowości w SolidWorks 2013 pokazanych tutaj na miejscu, zamieściłem na Twitterze – link np. tutaj , albo tutaj. Zdjęcia marnej jakości (Sony Xperia), a Wi-Fi potrafiło co chwilę zerwać połączenie, nie mówiąc o tym, że relacjonowanie na żywo tego, co działo się podczas sesji generalnych, okazało się nie do końca możliwe z przyczyn technicznych. Ale o tym za chwilę... (...)

| więcej na SWblog.pl |


Czwartek, 17.01.2013 r.

3DSync. Zapomnij o XP

3DSync, najnowsze oprogramowanie CAD Siemens PLM Software, nie może być już instalowane na systemach Windows XP i starszych. Rekomendowane jest Windows 7. Co więcej, również Solid Edge ST5 nie będzie pracował na przestarzałych wersjach okienek...

Zależność ta wynika z faktu, iż 3DSync bazuje na Solid Edge ST5. Bazuje nie tylko na kodzie, ale na w zasadzie całym programie. Użytkownicy, którzy mają zainstalowane systemy Solid Edge ST5, mogą wypróbować możliwości 3DSync, podmieniając... plik licencji. Wtedy ST5 zachowa się jak 3DSynchro – czyli uruchomi się z ograniczonym dostępem do niektórych funkcjonalności (modelowanie parametryczne, dokumentacja płaska itp.).

Osoby, które zdecydują się na pobranie i instalację 3DSync muszą liczyć się z tym, iż nie da się zainstalować tego systemu równolegle nie tylko do Solid Edge ST5, ale także – do Solid Edge 2D Drafting. Wynika to zapewne z konieczności współdzielenia licencji przez wszystkie wymienione systemy CAD.

Ale osoby zainteresowane poznaniem możliwości 3DSync nie powinny czuć się zawiedzione. Na blogu autorskim Piotra Szymczaka (www.solid-edge-st.pl) pojawił się pierwszy wpis dotyczący praktycznej strony użytkownia nowego systemu. My również udostępniamy ten materiał na stronie SolidEdgeblog.pl (link tutaj).

(ms)


Cytat tygodnia

„(...) Nowy Jork umieszcza stadiony w dalszych dzielnicach, a na wolnym terenie w centrum – na Wyspie Roosevelta (…) postanowił urządzić międzynarodowy kampus politechniczny. (…) Kampus będzie zbudowany i prowadzony we współpracy amerykańsko-izraelskiej, wzmacniając pozycję obu krajów wśród globalnych liderów wysokich technologii. (…)
Przyjęto plan ekonomiczny na pokolenie. Zatrudniając docelowo blisko 300 naukowców i kształcąc w każdym ośrodku akademickim 2500 studentów i doktorantów, kampus przez 25 lat wytworzy 600 nowych przedsiębiorstw wysokich technologii z 30 tys. nowych miejsc pracy, powiększy nowojorski i amerykański produkt gospodarczy o skumulowane 23 mld dol. oraz dostarczy władzom publicznym 1,4 mld dol. w podatkach. Całkowity koszt budowy to 2 mld dol. Przebicie będzie ponad dziesięciokrotne. Tak zarabia się w gospodarce opartej na wiedzy.
Blisko 2 mld zł wydane na polski Stadion Narodowy wystarczyłoby (uwzględniając różnicę cen) na budowę w Warszawie kampusu o wielkości połowy lub dwóch trzecich nowojorskiego. (…) Jednocześnie przerwano przygotowania do budowy parku naukowo-technologicznego Technoport na drugim brzegu Wisły w pobliżu Wilanowa. Nowy Jork i USA dużo zarobią, Warszawa i Polska ryzykują straty. (…)
W czołówce przemysłowej świata liczy się stale odnawiane pierwszeństwo technologiczne – zanim tania konkurencja azjatycka, latynoamerykańska czy afrykańska przejmie produkcję masową...”

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas: Wysokie technologie przeszłości są zastępowane wysokimi technologiami przyszłości. Ale nie w Polsce. Tygodnik „W Sieci”, nr 4/2011, s. 88


Czwartek, 10.01.2012 r.

„Ratujmy maluchy”
(nie) tylko dla Rodziców, chociaż przede wszystkim ;)

Chińskie przekleństwo brzmi: obyś żył w ciekawych czasach...

Gdy Ministerstwo Edukacji postanowiło odsunąć w czasie przeprowadzenie reformy wieku szkolnego (przynajmniej częściowo), większość dzielnic miasta stołecznego przyjęła, że również pięciolatki nie będą zmuszane w 2013 roku do kontynuowania nauki przedszkolnej – w oddziałach zorganizowanych dla nich w szkole. Większość, a w zasadzie – wszystkie, poza jedną. Wesołą...

Sprawa jest na tyle poważna, iż zdecydowałem się poruszyć ją także na łamach swojego blogu – mimo, że z CAD'em nie ma zgoła nic wspólnego (chyba, że przyjmiemy, iż chodzi o przyszłe rzesze użytkowników systemów Cax :)). Dotyka jednak bezpośrednio moją Rodzinę, a szczególnie – najmłodszego Piotrusia, który 5 lat ukończy w marcu br., a od września – miałby kontynuować swoją „naukę” przedszkolną już na terenie szkoły. Piotruś jest zdolny, jemu samemu taka wizja bardzo odpowiada („Tato, będę chodził do szkoły, to znaczy, że będę już duży”) i wierzę, że poradziłby sobie z wieloma wyzwaniami (walczy w domu o przetrwanie, bo ma dwóch starszych braci i ojca choleryka :D). Tutaj chodzi jednak o coś zdecydowanie więcej...

Nasz miłościwie panujący nam rząd nie przeznaczył na reformę obniżenia wieku szkolnego odpowiednich pieniędzy. Starczyło na stadiony, ale na inne potrzeby – nie (że nie wspomnę już o Parkach Technologicznych, vide cytat tygodnia). W konsekwencji – nie przeszkolono kadry, nie zadbano o poprawę infrastruktury. Ważne, żeby na papierze wszystko wyglądało dobrze.

Rząd przyznał, że celem reformy jest szybsze wysłanie dodatkowego rocznika na rynek pracy. Pomijam fakt, że jednocześnie ten sam rząd niewiele robi w celu podniesienia poziomu wiedzy i umiejętności tych, którzy na rynek pracy trafią zarówno w najbliższym czasie, jak i za lat kilka – kilkanaście.

Ogromna większość rodziców chce zostawić sześciolatki w zerówkach (z wolnego wyboru skorzystali od 2009 r. rodzice blisko 1,5 mln dzieci). Ideałem byłoby, gdyby zajęcia dzieci z klas zerowych również odbywały się w przedszkolach – i tak dzieje się w wielu miejscach, ale nie w naszej dzielnicy (Warszawa-Wesoła), bardzo ubogiej w placówki oświatowe. W efekcie sześciolatki trafiły do szkoły podstawowej – jedne do zerówki, jak nasz średniaczek Antoś, a inne – do pierwszych klas. Co ciekawe, z programu zerówki wyrugowano naukę pisania (sic!) – to także jedna z konsekwencji reformy i umieszczania w pierwszej klasie zarówno siedmiolatków, jak i sześciolatków. Ale od czego elementarz Falskiego, mądrzy nauczyciele i nauka w domu? A przecież nie każdy ma takie możliwości. Wróćmy jednak do „maluchów”.

Dzieci pięcioletnie miały obowiązkowo trafić do przedszkoli. Także te, dla których wcześniej nie znalazło się miejsce. Cóż, zamiast najpierw odbudować bazę przedszkoli, rząd wprowadził od 2011 r. obowiązek edukacji przedszkolnej dla wszystkich pięciolatków. W praktyce coraz częściej pięciolatki realizują obowiązek w… szkołach. Tu leży sedno problemu, który dotyka moją Rodzinę i Piotrusia w szczególności.
Władze naszej dzielnicy/gminy oddały do użytku we wrześniu 2012 roku nową szkołę. W zasadzie – nowy budynek. Klasy wyposażone w tablice i ławki, a z pomocy szkolnych – jedynie kreda. Rodzice zostali na starcie obciążeni kosztami doposażenia szkoły w minimum niezbędne do jej prawidłowego funkcjonowania – to taka „nowa forma opodatkowania” obywateli. Ale to osobny temat.

Istotne jest co innego – burmistrz naszej dzielnicy podjął arbitralną, nie uzasadnioną żadnymi konsultacjami decyzję o tym, że w Warszawie-Wesołej we wrześniu 2013 roku wszystkie pięciolatki trafią do szkół – do tzw. oddziałów przedszkolnych. To, czy szkoły podstawowe w naszej dzielnicy są na to przygotowane, czy przedszkola (w których w efekcie zwolnią się miejsca) są przygotowane na przyjęcie większej liczby młodszych dzieci – nikogo z władz nie interesowało. Ba, władze nie są w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy wiedzą, ile dzieci miałoby trafić we wrześniu do przedszkoli, a ile do oddziałów przedszkolnych. Dla władzy ważniejszy jest efekt. A ten – propagandowo – będzie rewelacyjny: w Wesołej udało się rozwiązać problem braku miejsc w przedszkolach! Inne dzielnice powinny brać z niej przykład! Kolejne zwycięstwo „partii miłości”, objawiające się tym razem ciepłym uczuciem do dzieci i rodziców.

Co ciekawe, nam, rodzicom dzieciaczków z Wesołej wmawia się, że już na etapie rekrutacji zostaliśmy poinformowani o tym, że dzieci z naszej dzielnicy trafią do przedszkola jedynie na dwa lata, a w wieku pięciu lat – do szkoły, co jest kłamstwem ze strony władz (Żona radziła, żebym napisał „mijaniem się z prawdą” :D). Gdyby istotnie poinformowano o tym wcześniej, wielu z nas zdecydowałoby się wybrać dzieciom przedszkole w sąsiednich dzielnicach lub wręcz w centrum Warszawy, np. w pobliżu miejsca swojego zatrudnienia. Ale tej szansy nas pozbawiono, a w zamian – nie zaproponowano niczego. Tak, wiem, nowy budynek szkolny. Ale z nim – jak ze Stadionem Narodowym. Dobrze, że szkolny dach zamknięty na stałe...

Podzieliłem się z Państwem i trochę mi ulżyło. Ale tak naprawdę chciałem poinformować o jeszcze jednej akcji, ogólnopolskiej, której powodzenie może rozwiązać także nasz lokalny problem.

Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców zorganizowały akcję zbierania podpisów w sprawie referendum dotyczącego reformy edukacji. Jednym z głównych celów akcji „Ratuj maluchy i starsze dzieci też!” jest ostateczne odwołanie obowiązku szkolnego sześciolatków. A służyć ma do tego – wspomniane referendum.

„Edukacja w Polsce jest w głębokiej zapaści. Rząd podejmuje w trudnym czasie kryzysu nieprzemyślane reformy. Wbrew woli rodziców, ze szkodą dla dzieci. Tysiące szkół i przedszkoli jest likwidowanych. Dlatego musimy sami wziąć sprawy w swoje ręce i zadbać o ratowanie oświaty dla małych i starszych dzieci. (…) Referendum to ostatnia broń obywateli. Jak długo jeszcze mamy przekonywać, że my rodzice nie chcemy tej reformy?” – to i wiele więcej możemy przeczytać na stronie organizatorów. Można tam znaleźć wniosek o referendum – pięć pytań, w których zawarte są również inne najważniejsze dla rodziców problemy polskiej oświaty (m.in. ograniczenie nauczania historii i innych przedmiotów w liceum).

I tutaj mój apel do Czytelników i sympatyków CADblog.pl, a także do wszystkich przyjaciół i znajomych.

Co trzeba zrobić? Po pierwsze – poinformować o akcji jak najwięcej osób (CADblog.pl odwiedza obecnie około 800 – 900 osób
dziennie ;). Mówcie o niej znajomym, przede wszystkim rodzicom dzieci, których dotyczy obowiązek szkolny sześciolatków
(planowany na 2014 r.). Rozsyłajcie informację na Facebooku, na forach internetowych itp. Materiały można znaleźć tutaj.

A następnie:
1. Należy zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum (formularz do pobrania tutaj – na stronie Stowarzyszenia). Rozdajcie formularze do zbierania swoim znajomym, a oni niech rozdają dalej. Znajdźcie sklepy, restauracje, firmy, w których wyłożone będą formularze. Zebrane podpisy należy przesłać na adres podany na formularzu.
2. Zgłosić nowe miejscowości do akcji. Ma ona charakter ogólnopolski!
Stowarzyszenie czeka na kolejnych koordynatorów lokalnych pod adresem: ratujmaluchy2013@gmail.com. Na ten adres należy także zgłaszać miejsca, w których wyłożone zostały formularze do podpisu (Lista miejsc i koordynatorów).

Pierwszy cel to zebranie 100 tysięcy podpisów do 21 marca.

Dziękuję za pomoc
I pozdrawiam

Maciej Stanisławski,
tata 5-letniego Piotrusia, 7-letniego Antosia i 12-latka Janka

Share


Cytat tygodnia

Zwiastuję wam radość wielką, dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Jezus Chrystus.

(Łk 2,10-11)


Poniedziałek, 24.12.2012 r.

Wigilia Bożego Narodzenia

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna."

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli.

Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.”

(Łk 2,1-14)

 


Sobota, 22.12.2012 r.

Kilka „prezentów pod choinkę” od CADblog.pl

wirtualne LEGO
papierowe modele motocykli i zwierząt

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, dla wszystkich odwiedzających te strony :) przygotowałem kilka linków, które mogą okazać się prezentem tak dla tatusiów, jak i dzieci. Ich wspólną cechą jest to, że są związane z CAD (przede wszystkim 3D, ale i 2D), a także – szybkim prototypowaniem!

Z tym „szybkim prototypowaniem” to chyba się rozpędziłem, bo szybkie nie będzie ono na pewno, ale do rzeczy, bo czas nagli, to ostatni weekend przed Świętami!

1. Wirtualne klocki LEGO
Oto linki do dwóch stron, z których można pobrać darmowe aplikacje, pozwalające na zabawę klockami Lego,

wirtualnie i jak najbardziej w 3D! Pierwsza, starsza, stworzona przez amatora, zawiera mniej elementów, ale może okazać się łatwiejsza do opanowania przez młodsze dzieci. Mam tutaj na myśli BlockCAD, którego wersję instalacyjną można znaleźć na stronie http://www.blockcad.net/.

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) Kiedy po październiku 1956 roku Zbigniew Przyrowski tworzył czasopismo >Młody Technik<, usłyszał od kogoś, że w USA istnieje pewien rodzaj prozy adresowanej do entuzjastów nauki i techniki, że nazywa się to science fiction i że Amerykanie zachęcają do czytania tej literatury studentów politechnik i kierunków ścisłych, uważając, iż bardzo rozwija ona niezbędną w tych dziedzinach wyobraźnię. (…)
Nie od razu zauważył Przyrowski coś, co po latach uznał za jedno z zasadniczych dla polskiej SF uwarunkowań. Otóż w kraju podbitym przez bolszewizm wielu młodych ludzi wybierało studia na kierunkach ścisłych i technicznych nie dlatego, że ich tam akurat najbardziej ciągnęło, ale po to, by uciec przed marksistowską indoktrynacją. Zwłaszcza w latach pięćdziesiątych, potomkowie żołnierzy AK, ludzie wychowani w tradycji patriotycznej, katolickiej, wbrew talentom i upodobaniom zamiast na zupełnie w tych czasach niestrawnej filozofii czy polonistyce lądowali na fizyce albo inżynierii...”

Rafał A. Ziemkiewicz: „Władca Szczurów”, Fabryka Słów 2012
fragmenty posłowia przytaczam za dwutygodnikiem „W Sieci”, wyd. 2/2012, s. 26


Piątek, 21.12.2012 r.

3DSync – na bazie Solid Edge ST?

Tytułowe 3DSync nie ma nic wspólnego z 3DVIA Sync. Tak jak wspomniałem przy okazji relacji z polskiej premiery Solid Edge ST5, doczekaliśmy się całkiem nowego systemy quasi-CAD od Siemens PLM Software!

Dlaczego piszę „quasi”? Cóż, wiele wskazuje na znaczące podobieństwo nowego systemu nazwanego zgrabnie 3DSync (zapewne Sync od Synchronous) do klasycznej wersji Solid Edge ST5 (vide screeny poniżej, a także film dostępny na SolidEdgeblog.pl), ale niemożliwe byłoby zaoferowanie alternatywnego CAD 3D w cenie poniżej 2000 USD (rynek USA). 3DSync może być najwyżej komplementarny do Solid Edge ST5 – pod warunkiem, że będzie w stanie zaoferować coś, czego w normalnej wersji nie ma, albo też – co najbardziej prawdopodobne: uzupełni portfolio Siemens PLM Software o tanie narzędzie do translacji geometrii 3D pochodzącej z innych systemów i jej modyfikowania/edytowania.

Kto wie, może w połączeniu z darmowym 2D Drafting okazać się istotnie tanią, a w pewnym obszarze zastosowań wystarczającą alternatywą dla drogich rozwiązań.

I jeszcze jedno: przez jakiś czas (do 15 maja 2013) rozwiązanie to udostępnione będzie ZA DARMO!
(i do 15.05.2013 można go za darmo używać)!

| więcej |


Piątek, 21.12.2012 r.

Nie taki FreeCAD straszny...

Dzięki uprzejmości Pana Adriana Przekwasa, mogę trochę odkłamać obraz FreeCAD'a, jaki Państwu zarysowałem we wpisie z 18.12.2012 (FreeCAD – odsłona II)

| więcej |


Środa, 19.12.2012 r.

Złożenia z SolidWorks...
Toshiba Satellite C660 w teście cz. IV

Tym razem dalszym ciąg testowania TOSHIBY Satellite przenosimy na łamy SolidEdgeblog.pl. Dlaczego? Ponieważ zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego odcinka, tym razem „pomęczymy” z Toshibą także Solid Edge ST4, a konkretnie – podejmiemy próbę otwarcia... złożenia utworzonego wcześniej w SolidWorks 2012 i zapisanego do jego natywnego formatu *.sldasm

To podwójne wyzwanie: z jednej strony – dla Solid Edge ST4, który powinien (dzięki Technologii Synchronicznej) poradzić sobie z odczytaniem i rozpoznaniem elementów złożenia, a z drugiej – dla testowanego laptopa, który w jego fabrycznej konfiguracji (pięta achillesowa to wbudowana karta Intel HD Graphics i 3 GB RAM) daleki jest od standardu panującego obecnie w świecie mobilnych stacji roboczych. Bądźmy szczerzy: to nie jest, ani nie ma ambicji być stacja robocza, a testowanie jej ma na celu jedynie wykazanie, czy posiadając taki „sprzęt” można w ogóle myśleć o uruchamianiu, poznawaniu i pracy z systemami CAD 2D i 3D. Jak na razie jestem zdania, że – amatorsko można, zawodowo – raczej nie, chyba że ograniczymy się do CAD 2D. Swoją drogą, niedawno opublikowany na łamach CAD.pl i 3DCAD.pl test stacji roboczej HP Z220, dedykowanej do systemów CAD 2D sprawił, że w pierwszej chwili – zwątpiłem. Możliwości i wydajność tamtej konfiguracji sprzętowej w moim przekonaniu wystarczyłyby swobodnie na pracę z systemami CAD 3D; może niekoniecznie od razu z NX i V6, ale z SolidWorks, Solid Edge, Kompas-3D, Inventorem... Stacja wyposażona w kartę graficzną Intel HD Graphics 4000 – daleko jej do nVidii, ale ten rodzaj grafiki jest już obsługiwany przez CAD 3D ze „średniej półki”, a na pewno radzi sobie bez problemu z OpenGL :D. Sama stacja kosztuje ok. 3000 złotych netto...

| więcej |


Wtorek, 18.12.2012 r.

FreeCAD – odsłona II

W kwietniu 2009 roku na łamach internetowego wydania „CADblog.pl” (link do numeru 1(2)2009 w pliku pdf jakości HQ, s. 8-13, s. 12) pisałem, że „jest to wielka niewiadoma”. FreeCAD to darmowy system CAD 3D, oparty na jądrze OpenCASCADE, a rozwijany spontanicznie przez grupę zaangażowanych osób. Cóż, swego czasu darmowe systemy operacyjne klasy Linux także powstawały i rozwijane były dzięki grupie entuzjastów, zapaleńców, którzy chcieli stworzyć coś konkurencyjnego dla „monopolu” Microsoft i Mac'a...

Chociaż uznani producenci systemów CAD zaoferowali darmowe narzędzia 2D do użytku komercyjnego (najpopularniesze to DraftSight od Dassault Systemes i Solid Edge 2D Drafting od Siemens PLM Software, a także pracujący w oknie przeglądarki system Autodesk, oferowany pod nazwą AutoCAD WS), to jednak CAD 3D pozostaje nadal w komercyjnej ofercie (pomijając wersje testowe, edukacyjne, czy opracowane z myślą o społecznościach użytkowników; ich użycie bowiem pociąga za sobą liczne ograniczenia). I tutaj otwiera się pole dla takich systemów, jak specyficzny BRL-CAD (opisywany już na tych łamach, np. link tutaj), czy FreeCAD, który istotnie wydaje się być najbardziej zbliżonym, zarówno pod względem interfejsu, sposobu pracy i obsługi, a także możliwości – do pełnowartościowych, komercyjnych opracować.

W zamyśle kiedyś ma osiągnąć poziom rozwoju pozwalający mu na konkurowanie z systemami klasy Solid Edge, SolidWorks, Creo etc. Na chwilę obecną jednak, osoby decydujące się na jego użycie, muszą liczyć się z faktem, iż nadal jest to „produkt” na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju. Jednak to, jak zmienił się w ciągu kilku ostatnich lat, napawa optymizmem. (...)

| więcej |


Sobota, 15.12.2012 r.

Motocykle i CAD...

Przynudzam, prawda? Cóż, do takich wniosków dochodzę, gdy widzę, ile osób „polubiło” artykuł tematycznie nie związany z CAD, ale z moim hobby (link tutaj). Jednak zaobserwowałem w minionym tygodniu pewne „sieciowe” zjawisko, które trochę mnie pocieszyło

Otóż pewna poczyniona obserwacja zdaje się wskazywać na fakt, iż nie tylko ja jestem motocyklowo zakręcony w „świecie CAD”.
(...)

| więcej |


Czwartek, 13.12.2012 r.
(rocznica wprowadzenia stanu wojennego)

Budżetowy wystarczy?
Toshiba Satellite w teście cz. III – czyli niemożliwe stało się możliwe

Na skróty:
w czym tkwił problem z kartą Intel HD Graphics
skąd pobrać i jak zmusić system do zaintalowania właściwych sterowników
test szyku na Solid Edge ST4 i SolidWorks 2012

Gdy instalowałem na komputerze z myślą o moich milusińskich wirtualne klocki LEGO (a konkretnie LEGO Digital Designer – to w pewnym sensie „CADowe” przedszkole), nie przypuszczałem, iż właśnie wykonałem krok w kierunku rozwiązania problemów z grafiką na testowanym laptopie. Tymczasem podczas instalacji pojawił się komunikat informujący o tym, iż program napotkał na problemy z obsługą OpenGL...

Zaraz, zaraz – pomyślałem. Przecież w zasadzie każdy współczesny CAD 3D korzysta z tego trybu. A MoI 3D stanowi wyjątek... A skoro ono uruchamia się bez problemu, a np. Solid Edge i SolidWorks musiałem uruchamiać ze sterownikiem VGA – czyli tak jakby w trybie awaryjnym – to chodzi o obsługę trybu OpenGL i o nic innego!

Tak, o tym, że jest to kwestia sterownika, wiedziałem już wcześniej. I próbowałem zainstalować zarówno sterowniki ze strony Toshiby, jak i Intela. I nie udawało się... System albo odmawiał instalacji ostrzegając, że po pierwsze – w systemie już są zainstalowane aktualne (sic!) sterowniki, a po drugie – instalacja niewłaściwego może doporowadzić do niestabilności systemu, zmniejszenia trwałości karty graficznej i wyświetlacza, a wręcz – do ich uszkodzenia. Czy próbować zatem raz jeszcze, od nowa? (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Potrzebny nam jakiś czytelny sukces. Duży i jednoznaczny, taki, z którym moglibyśmy się utożsamiać długo. Nawet bardzo długo. Jak z bitwą pod Grunwaldem. Już nie wierzymy, że naszym osiągnięciem było to, że banki czy przedsiębiorstwa stały się „nowoczesne”, bo „zagraniczne”. Kiedyś tak leczyliśmy nasze komunistyczne kompleksy: nasza „oranżada” czy „herbatniki” były złe, a ich „coca-cola” czy „krakersy” – dobre. Taki sobie świat widziany oczami pewnej gazety codziennej. Dziś już wiemy, że to lipa. Niewiele nam wyszło i nie wychodzi dalej. Nie umiemy produkować, sprzedawać a nawet uczyć. Czy nowe, prywatne uczelnie czegoś uczą poza umiejętnością zdawania egzaminów z wiedzy, która nikomu nie jest potrzebna? Jeżeli coś jeszcze robimy, to na poziomie korporacyjnej bylejakości. O jakości rządzenia lepiej nie mówić. Cokolwiek zrobią, to bez sensu. Dobrze, że robią tak niewiele. Nie chce im się. Wierzyliśmy jednak, że znają się na grze w piłkę. Świat PIŁKARZY. Oczywiście to lepsze niż pałkarzy. Dróg to na pewno nie umieją budować, ale pokopać i to drużynowo – a jakże. Tacy to i ministra sportu, co się na piłce zna, mają, nawet gdyby to była kobieta. Ponoć jest nawet doktorem, choć nie od sportu (czy są doktorzy od sportu?). Piłkarzy też mamy, nawet nie pełniących funkcji ministrów czy innych dyrektorów lub prezesów. Mieliśmy szansę na sukces. Raz na sto lat.”

Z materiałów szkoleniowych Instytutu Studiów Podatkowych, Modzelewski i Wspólnicy, Październik 2012


Wtorek, 11.12.2012 r.

Co szykuje Volkswagen...

„Przełomowe momenty decyzji o wytwarzaniu produktu... Pewien producent samochodów ogłasza sensację... ponieważ pewien inżynier zdecydował się wykorzystać ponownie stary projekt”

Tak można spróbować przetłumaczyć tekst reklamy Siemens PLM Software, umieszczonej w jednym z internetowych wydań czasopisma „Prime” (link tutaj). Pismo branżowe, dedykowane kadrze zarządzającej i kierowniczej.

Pytanie brzmi: co za samochód widać na reklamie? Ten charakterystyczny grill, ten zarys logo złożonego z kilku okręgów. Czyżby pojazd należący do VW Group? Czy to ma oznaczać, że tam także wykorzystywane będzie oprogramowanie NX? Nie ukrywam, iż wpis ten realizuję na fali niedawno opublikowanego wywiadu dotyczącego migracji z CATIA do NX w innym niemieckim koncernie motoryzacyjnym (link tutaj).

A może wcale nie chodzi o Audi?
W tej sprawie jest bowiem drugi wątek... Jesienią pojawiły się pierwsze informacje o tym, że VW Group powoła nową tanią markę samochodów, przeznaczoną na rynek europejskich krajów rozwijających się (a nie na rynek chiński, co miało miejsce już znacznie wcześniej). Markę, która będzie w stanie stworzyć groźną konkurencję dla Renault i Dacii. Samochód ma być budowany w trzech wariantach nadwozia (sedan, kombi, MPV), ale na wspólnej płycie podłogowej (ten sam rozstaw osi i kół). W standardzie samochód ma zapewnić wygodę podróżowania 5-osobowej rodzinie, a przy tym pojemność bagażnika ma wynieść 500 litrów. Priorytetem jest cena i jej stosunek do jakości; nadwozia ma być zaprojektowane w sposób prosty, ale zapewniający bezpieczeństwo bierne, a zarazem – nie nawiązujący do marki VW. Silniki mają być nie wysilone i oszczędne. Ponieważ pod nadwoziem ukryta będzie technika i technologia znana z innych marek VW, ale ta – sprawdzona, wielokrotnie zamortyzowana, czyli trochę przestarzała, ale za to niedroga – koszt wytworzenia samochodu ma wynieść producenta ok. 3000 euro, a cena sprzedaży nie przekroczy 6000 euro. Założenia ambitne, ale żeby istotnie zaprojektować i wyprodukować taki samochód, będący mariażem starego (mechanika) i nowego (nadwozie), a zarazem konglomeratem już produkowanych zespołów i elementów, trzeba dysponować dobrym oprogramowaniem.

Reklama z podwójnie sensacyjną zawartością. Bo czy zrzut ekranowy
widoczny na reklamie nie przypomina przypadkiem samochodu
ze zdjęcia poniżej? Cóż, podobieństwu przeczy skomplikowany
mechanizm odsuwania dachu...


Czy na tym zdjęciu widzimy właśnie nowego taniego VW?

I w ten ton uderza prezentowana reklama (przynajmniej w obszarze tekstu pisanego mniejszym druczkiem).
Czy zatem jest to zwiastun podwójnej niespodzianki? Po odsłonięciu zasłony, oczom zebranych podczas jakiegoś salonu samochodowego w 2014 roku (planowany termin uruchomienia produkcji) ukaże się... nie Audi, tylko „NTM VW Group” (czyt. Nowa Tania Marka :)), a w oficjalnym komunikacie, który z tej okazji otrzymamy w redakcji, będzie można przeczytać, iż na potrzeby jej opracowania i wdrożenia do produkcji VW Group zdecydował się wykorzystać rozwiązania Siemens PLM Software... Czas pokaże, czy miałem rację.

Maciej Stanisławski

Teksty powiązane:
> „Time to say goodbye”
> „Świadkowie nowej tendencji? PLM znowu najważniejsze...”

Nawiasem mówiąc, w tym wydaniu PRIME oprócz reklamy Siemens PLM Software
można znaleźć ciekawy artykuł na temat rozwiązań DS (CATIA) w zakładach Suchoj...

 

Źródła:
http://digital.onwindows.com/Prime/2012/winter/#/6/
http://www.ihs.com/products/global-insight/industry-economic-report.aspx?id=1065972340
http://www.autocar.co.uk/car-news/motoring/vw-plans-budget-brand-rival-dacia

 

Share


Poniedziałek, 10.12.2012 r.

„Time to say goodbye”

Trzęsienie ziemi wydarzyło się 24.10.2010 roku w godzinach przedpołudniowych i zaszokowało cały świat konstrukcyjny. Sejsmolodzy stwierdzili dwa epicentra: jedno niedaleko Paryża, drugie pod Stuttgartem. Nikt się tego nie spodziewał, chociaż od paru lat tak zwani dobrze poinformowani bywalcy przepowiadali, że te napięcia muszą się rozładować. Trzęsienie ziemi przyniosło również ze sobą potężne tsunami. Pierwsze fale osiągną Europę na początku roku 2013, główna fala jest spodziewana na przełomie 2013/2014. Tsunami to uderzy przede wszystkim we francuskiego wytwórcę CAD – Dassault Systemes (DS) z podparyskiego Velizy, producenta takich uznanych rozwiązań, jak CATIA czy Enovia

O tajemniczym „tsunami” i migracji między systemami CAD, w rozmowie z CADblog.pl opowiada Tadeusz Kischa*, współwłaściciel KS Group, do którego należy również KS Automotive.

– O jakim „tsunami” mowa i dlaczego jego konsekwencje mają okazać się szczególnie bolesne dla koncernu Dassault Systemes?

Tadeusz Kischa: W czym rzecz? Otóż tego dnia, 24.10.2010 r. niemiecki koncern samochodowy Daimler-Benz, znany nam wszystkim głównie jako producent Mercedesów, poinformował opinię publiczną, że od roku 2013 rezygnuje z korzystania z produktów DS na rzecz produktów koncernu Siemens – Siemens Industry Software (SISW).

– Jak należy rozumieć taką decyzję? Czy to oznacza, że Daimler-Benz całkowicie rezygnuje z korzystania z dotychczasowych rozwiązań?

– Cóż, wydaje się, iż celem koncernu DB jest wdrożenie rozwiązań oferowanych przez SISW, a przeznaczonych do całego cyklu życia produktu (PLM): zaczynając od procesu koncepcyjnego, poprzez procesy konstrukcyjne, dalej do planowania i zarządzania produkcją, z uwzględnieniem procesów montażowych, planowania narzędzi, obróbką NC itd.
To właśnie nazwałem określeniem „tsunami” i przyniesie ono ze sobą radykalne przesunięcia na kartach geograficznych obszaru PDM/PLM. (...)

| więcej |

Środa, 5.12.2012 r.

Technologia Synchroniczna w moim biznesie?
Polska premiera Solid Edge ST5 – relacja subiektywna

Siemens Industry Software (Siemens PLM Software) już od jakiegoś czasu konsekwentnie organizuje oficjalne polskie premiery najnowszych wersji Solid Edge (ST4, ST5) w chwili, kiedy rzeczone wersje już od jakiegoś czasu są dostępne dla wszystkich zainteresowanych. A trudno jest zachęcić do przybycia na premierę nowego rozwiązania tych użytkowników (czy w ogóle zainteresowane osoby), które bez problemu mogły zapoznać się z nowościami oprogramowania w biurze, lub zacisznym domowym fotelu. Zwłaszcza, że nie brakowało publikacji na temat Solid Edge w najnowszej odsłonie. Mimo to, każde wydarzenie organizowane przez Siemens cieszy się dużym powodzeniem

Tak, to nie pomyłka: wersja testowa, 45-dniowa najnowszego Solid Edge ST5, jest dostępna od ponad miesiąca. Adres internetowy, pod którym można uzyskać Solid Edge do testów pozostał bez zmian (bezpośredni link tutaj), natomiast producent podmienił tylko pliki z wersją. Co więcej, nowego Solid Edge można pobrać podobno od razu w wersji... polskiej, bez konieczności instalowania tzw. spolszczenia. Piszę „podobno”, bowiem z tej możliwości jeszcze nie skorzystałem. Dysponuję na razie licencją ST4 na potrzeby „dziennikarskie” i zainstalowanie w tym samym środowisku wersji ST5 45-dniowej mogłoby spowodować nadpisanie licencji i ograniczenie okresu testowego. Ale w zasadzie... co stoi na przeszkodzie, by spróbować zainstalować ST5 na innym redakcyjnym komputerze? Chyba jedynie... ograniczone możliwości sprzętowe. Ale żarty na bok.

Dość powiedzieć, że na konferencji pojawiło się ok. 120 uczestników. Zważywszy na powyżej przytoczone okoliczności, to dobry wynik. Cóż, chęć udziału w takim wydarzeniu jest w przypadku konferencji organizowanych przez Siemens o tyle zrozumiała, że dają one możliwość obejrzenia nie tylko prezentacji slajdów, ale także... „żywego” oprogramowania w akcji. O prezentach na zakończenie nie wspominając :P.
(...)

| więcej na SolidEdgeblog.pl |


Wtorek, 27.11.2012 r.

Sokół: reaktywacja?

Zaczynam być postrzegany przez niektórych jako monotematyczny, szczególnie ostatnio – na blogu. Ale cóż – motocykle są wszędzie, a sezon w tym roku wydaje się wyjątkowo długi (chociaż pod koniec października zdarzył się weekend z opadami śniegu; a miałem wtedy trzy godziny jazd z instruktorem...). Tym razem jednak nie będę nawiązywał do osobistych przeżyć związanych z motocyklizmem, ale do projektu, który jesienią tego roku zelektryzował środowiska nie tylko amatorów jednośladów, ale przede wszystkim – amatorów polskich projektów i konstrukcji w szczególności. A że zaliczam siebie do obu grup, nie mogę czegoś na ten temat nie napisać

Podczas konferencji prasowej, zorganizowanej przez grupę kapitałową SILVA w VIP-owskich lożach stadionu Legii, wypłynęła informacja o tym, że istnieje spora szansa na... autentyczną reaktywację legendarnej polskiej marki motocyklowej, jaką jest przewojenny Sokół. Pisząc „autentyczną” mam na myśli coś więcej, niż tylko naklejenie logo na motocykl produkowany przez azjatyckie „tygrysy”.
Silva Capital Group S.A. (dawniej MW Tenis), działająca w obszarze biznesu związanego ze sportem tenisowym (w radzie nadzorczej zasiada Wojciech Fibak), ma pakiet 20 proc. akcji Prywatnych Zakładów Inżynieryjnych Sokół Motocykle S.A. (powstałych we wrześniu br.), które podjęły się ambitnego zadania reaktywacji kultowej marki. Motocykl ma być produkowany w Polsce i bazować na założeniach technicznych przedwojennego Sokoła 1000.

Podstawowy element – rama – będzie bardzo zbliżony do pierwowzoru. W związku z tym będzie to rama typu „sztywnego”, czyli bez amortyzacji tylnego koła (sic!). Rolę amortyzatora ma przejąć układ sprężyn siodła i trzeba przyznać, że zaproponowane rozwiązanie zawieszenia siodełka wydaje się rzeczywiście gwarantować przyzwoity komfort podróżowania, mimo wspomnianego sztywnego tyłu. Nawiasem mówiąc, sztywne ramy to nie nowina w świecie „customowych” motocykli...
Konstruktorzy zakładają użycie dwóch typów jednostek napędowych, o pojemności 1300 i 1800 ccm, przy czym mniejsza ma być ewenementem na skalę europejską – będzie to silnik z rozrządem SV, czyli dolnozaworowy (!), dysponujący mocą między 60 a 80 KM. Większy, górnozaworowy silnik będzie generował między 120 a 180 KM, a obie jednostki mają być produkowane... w USA. Pozostałe elementy jak zbiorniki paliwa, ramy, błotniki wykonywane będą w kraju. Takie przynajmniej jest założenie.
Ambitne plany firmy przewidują rozpoczęcie budowy prototypowych egzemplarzy jeszcze w tym roku (kto wie, może takie prace już się zaczęły, ale przyznam, że jeszcze nie natrafiłem na ich ślad – szkoda), a pierwsze jazdy testowe obiecano na wrzesień 2013 roku.

Przyjęte założenia konstrukcyjne i produkcyjne mają szansę zrealizowania, bowiem PZI Sokół planuje roczną produkcję na poziomie 30 sztuk motocykli – mniej więcej tyle, ile wytwarzają średniej wielkości firmy customowe w USA. Przy takiej skali produkcji powinno się uniknąć konieczności uzyskiwania homologacji, a motocykle byłyby rejestrowane jako SAM. Jak zauważają redaktorzy „Świata Motocykli” cyt.: „(...) przedwojenne Centralne Warsztaty Samochodowe (notabene również jak PZI ulokowane w Ursusie – sic!) w pierwszej fazie rozwoju wytwarzały motocykle metodą rzemieślniczą, a nie taśmową, a większość elementów wykonywana były ręcznie. Czemu więc reaktywowany Sokół nie mógłby powtórzyć tych metod, przy tak niewielkich planach produkcyjnych? (...)”.

Nie brak osób sceptycznie nastawionych do projektu. Podnoszone zarzuty dotyczą nie tylko prezentowanych wizualizacji 3D (istotnie, nie wytrzymują one porównania chociażby z pracami prowadzonymi przez grupę osób skupioną przy panu Marcinie Możejko, zaangażowanych w rekonstrukcję Syreny Sport, o czym pisałem wielokrotnie na naszych łamach – link tutaj i w wydaniach archiwalnych), tempa planowanych prac, ale także samej formy powstania nowego przedsiębiorstwa – jako spółki akcyjnej. Skojarzenia odnoszą się do problemów innego rodzimego dziecka motoryzacyjnego – Arrinery.

Faktem jednak pozostaje, że zastrzeżono nazwę Sokół i znak (zbliżony do oryginału, a widoczny na baku w rzeczonej wizualizacji 3D). Pierwszy krok został zatem uczyniony. A co będzie dalej? Mam nadzieję, że na „słomianym zapale” się nie skończy...

Maciej Stanisławski

Źródła
http://www.warszawa.pl (publikacja Michała Pawlika)
http://www.breinride.home.pl
http://www.swiatmotocykli.pl

Share


Cytaty tygodnia

„(…) Walter Kaufman stwierdza: >> Na skutek poczucia, że śmierć jest odległa i bez znaczenia, nasze życia stają się byle jakie i jałowe <<. Doświadczenie tchnienia śmierci pozwala wiedzieć, czym jest, a czym może być nasze życie, docenić jego uroki, ale przede wszystkim zrozumieć konieczność budowania jego treści i wartości. To także jego urok, i to największy. A koleżka, który zastanowi się nad sobą w taki właśnie sposób, nie bardzo będzie skłonny zostawać w pracy jeszcze dłużej i widzieć się z dziećmi jeszcze mniej po to, by wymienić swój dwuletni samochód na nowy model. Bo jeszcze nikt nie powiedział na łożu śmierci: >> Jaka szkoda, że nie spędziłem więcej czasu w biurze! <<...”

Maciej Pawlicki: Nie drażnić klientów. Uważam Rze, nr 44/2012 s. 24

„(...) Cmentarze są pełne takich, którzy czekali na lepszy czas. Myślisz, że oni nie chcieli trafić szóstki w totka? Doczekali się? Jak będziesz ciągle czekał, to swoje marzenia zabierzesz na cmentarz. Wiesz co, ty nie umiesz budować motocykli, ty umiesz tylko gadać o budowaniu motocykli. (...)”

Krzysztof Bandosz: Recz o czekaniu... w „SwoimiDrogami.pl”, nr 1/2012


Sobota, 17.11.2012 r.

Inna skala marzeń II

(nie tylko dla motocyklistów)

Niedawno wpadł mi w oczy pewien cytat. W największym skrócie można go streścić słowami: „Nie czekaj, abyś nie zabrał swoich marzeń na cmentarz.” Takie słowa w jakimś stopniu wpisują się w listopadowy nastrój, nawiązują do święta Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. I chociaż dla osób wierzących śmierć nie oznacza końca rzeczywistości, tylko przejście do innej, to jednak ów pojawiający się w cytacie cmentarz jednoznacznie określa koniec ziemskiego bytowania...

Zawsze stawiałem sobie za cel, by zajmować się tym, co naprawdę mnie interesuje i poświęcać temu możliwie najwięcej czasu. I być możliwie niezależnym. Mogę powiedzieć, że udało mi się to osiągnąć: za sprawą systemów CAD (o których w pierwszej połowie lat 90-tych miałem naprawdę niewielkie pojęcie), zrealizowałem marzenie o wydawnictwie, pracy dziennikarskiej i... misji, którą jest szerzenie praktycznej wiedzy i przydatnych informacji. CADblog.pl narodził się w zasadzie przez przypadek, a na samym początku miał pełnić zupełnie inną funkcję (zainteresowanych odsyłam do pierwszych wpisów na CADblog.pl). Wtedy nie przypuszczałem nawet, że wypełni całkowicie moje życie zawodowe...
(...)

| więcej |

Share


Piątek, 16.11.2012

2 (17) 2012

Ten „tajemniczy” zapis w tytule nie ma nic wspólnego z domniemanym końcem naszego ziemskiego świata, zapowiadanym w mediach i przestrzeni publicznej na różne sposoby (ostatnio w drodze na plac manewrowy widywałem dosyć często billboardy z datą 21.12.2012 – to będą 12. urodziny mojego pierworodnego syna! – a w jej tle rozsadzaną kulę ziemską, a może Słońce zmieniające się w supernową...)

To numer kolejnego wydania, a piszę o tym, gdyż szczęśliwie zbliża się moment, kiedy zostanie ono udostępnione. Zawsze chciałem, by kolejny numer był lepszy (jakościowo i merytorycznie) od poprzedniego, ale wiem, że w Państwa ocenie nie zawsze udawało się to osiągnąć. Żywię nadzieję, że to wydanie takim się okaże.

Pomijam to, iż w tym roku po raz pierwszy w historii CADblog.pl udało się wydać (uprzedzam chyba trochę fakty, gdyż w chwili, gdy piszę te słowa, czasopismo dopiero trafia do druku) dwa papierowe numery; przedstawianie tego jako sukces mógłbym bowiem jedynie porównać do tego, w jaki sposób przedstawiano otwarcie prowizorycznego odcinka autostrady do Warszawy przed Euro 2012, czy chwalono przepłacony i nadal niedokończony (sic!) Stadion Narodowy, uparcie nazywany przeze mnie „Koszykiem”. W zasadzie na ostatnim zebraniu rodziców w szkole mojego średniego chłopaka (jedna z dwóch takich placówek otwartych w tym roku w W-wie) atmosfera była podobna – szkoła „jest super, jest super, więc o co Wam chodzi”. To nic, że nie ma wyposażenia (poza ławkami i tablicami), że świetlica nie jest w stanie pomieścić uczniów chcących/zmuszonych do korzystania z niej, że szkolna biblioteka w drugim tygodniu września rozpaczliwie apelowała o ofiarowywanie książek, gdyż... nie miała ani jednej. Jeden z Czytelników słusznie zauważył, iż z jego punktu widzenia istotniejsze było to, że wcześniej CADblog.pl jako pdf pojawiał się przynajmniej kilka razy w roku, niż to, że teraz zjawia się w trzech postaciach, ale jednak ze zdecydowanie mniejszą częstotliwością. Powiem jednak tylko, że... nie od razu Kraków zbudowano. I teraz może być już tylko lepiej.

Wróćmy zatem do zawartości nowego numeru. Po raz pierwszy zagościło na łamach dwóch zagranicznych publicystów: Ralp Grabowski i Deelip Menezes. Pierwszy opisuje swoje wrażenia z pracy w środowisku ZWCAD+, drugi – dzieli spostrzeżeniami z przeprowadzonego w domowych warunkach testu popularnej drukarki Cube3D. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o tym, iż do wydania dołączona została płyta z ZWCAD+ i innymi niespodziankami przygotowanymi przez dystrybutora tego oprogramowania, firmę „Szansa”.

Będą mogli Państwo przeczytać o nowościach w Solid Edge ST5 i o tym, jak przebiegała ewolucja tego oprogramowania, opracowanego w „zamierzchłych” czasach przez firmę Intergraph.

Znajdą Państwo interesujący artykuł o SolidWorks ePDM, a także – przegląd nowości SolidWorks 2013 (co może zaciekawić tych z Państwa, którzy nie zapoznali się z nimi na wirtualnych łamach chociażby Swblog.pl). Znakomite opracowanie o symulowaniu maszyn CNC w środowisku NX CAM zawdzięczamy ekspertom CAMdivision.

Tematem numeru będzie kolejne podejście do porównywania systemów CAD. Tym razem spróbujemy zestawić ze sobą Solid Edge ST4 i SolidWorks 2012, oba pracujące w środowisku Windows 7 64-bit (na przenośnej Toshiba Satellite), a także zerkniemy na to, jak podobne porównania przeprowadzane były w przeszłości. Czy takie „testy” mają sens?

Jako pierwsi w Polsce zrecenzujemy darmowy modeler 3D oferowany przez Dassault Systemes. Jest to następca dawnego CosmicBlobs, w Polsce praktycznie nieznanego. Że nie jest następcą w tzw. „prostej linii” - o tym będzie można przekonać się z lektury tekstu o CB Model Pro. Przybliżymy także wycinek z historii eksploracji innych ciał niebieskich (Księżyc i Mars) oczywiście w polskim kontekście („...a sprawa polska”). I skoro o Polsce mowa, w kąciku historycznym – kilka słów o silniku Gustawa Różyckiego. To w zasadzie tyle – tytułem podgrzewania atmosfery.
Gdy numer zostanie udostępniony także w postaci pdf – natychmiast zostaną o tym Państwo poinformowani, proszę zatem odwiedzać CADblog.pl.

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

Share


Poniedziałek, 12.11.2012 r.

Nowa firma założycieli SolidWorks

Belmont Technology Inc. to firma założona dosłownie przed kilkoma dniami przez Johna McElneza, Scotta Harrisa, Johna Hirsticka, Dave Corcorana, Mike'a Lauera i Tommiego Li. Czy coś Państwu mówią te nazwiska? Tak, to właśnie te osoby w 1993 roku powołały do życia SolidWorks i zaoferowały jedno z pierwszych rozwiązań CAD 3D pracujące na platformie PC w środowisku Windows

Nazwa nowo założonej firmy wzięła swój początek od miejscowości położonej w stanie Massachusetts, zaledwie kilka mil od Winchester. Dlaczego o tym piszę? Gdyż niespełna dwie dekady temu Winchester Design zmieniła swoją nazwę na SolidWorks. Jak widać, w obu przypadkach wyjściowa nazwa miała charakter tymczasowy i dopiero wraz z wykrystalizowaniem się ostatecznego kierunku działalności, uzyskała właściwe, znane na całym świecie brzmienie. Czy tak będzie również tym razem?

– Na razie nie została napisana nawet jedna linijka kodu – powiedział Scott Harris w rozmowie z Tarą Roopinder. Ale każdy, kto zna chociaż przybliżoną historię rozwoju systemów CAD zdaje sobie doskonale sprawę, co może oznaczać zebranie „pod dachem” jednego przedsiębiorstwa tak dobranej grupy ludzi. I wspólne działanie przez nią podjęte.
A plan jest wyjściowy jest prosty: burza mózgów, w wyniku której powstaną nowe narzędzia i technologie dla projektantów i inżynierów.

– Zabrakło programów naprawdę intuicyjnych – powiedział Scott. Widzi on ciągle wiele obszarów, w których można by zaoferować nowe rozwiązania, nowe sposoby podejścia do projektowania.

Gdy o tym czytałem, pierwszym, co przyszło mi na myśl, były „Cosmic Blobs”; swego czasu stosunkowo popularne za oceanem, ale u nas raczej nierozpoznawalne. Oprogramowanie to, będące pokrewnym systemom CAD 3D do modelowania bezpośredniego (swobodnego) wymyślił właśnie Scott Harris, a miałem okazję porozmawiać z nim na ten temat podczas swojego pierwszego pobytu w Stanach, przy okazji SolidWorks World 2006. „Cosmic Blobs” było* swego rodzaju wirtualną plasteliną, pozwalającą użytkownikowi – a w zasadzie dzieciom i młodzieży – na rozwijanie wyobraźni przestrzennej i poznawanie środowiska pracy z systemami oferującymi o jeden wymiar więcej niż płaska kartka papieru. Jeśli pod względem intuicyjności obsługi profesjonalne oprogramowanie CAD 3D zbliżyłoby się do poziomu znanego z „Cosmic Blobs”, na pewno okazałoby się rewelacją na miarę tej, jaką był SolidWorks w momencie jego debiutu rynkowego.

Nie ma oficjalnego stanowiska Dassault Systemes w tej sprawie, zresztą... trudno takiego na tym etapie oczekiwać. Jak wspomniał Scott Harris – nie ma nawet jednej linijki kodu, chociaż można założyć, że jakaś idea oprogramowania już się pojawiła. Z drugiej strony – w nowej firmie znalazły się osoby, które siłą rzeczy pełniły kluczowe funkcje nie tylko w SolidWorks (w czasach jego niepodległości, jak mawiają Amerykanie :)), ale i w DS SolidWorks Corp. I prawie pewnym jest, że ewentualne zapisy i klauzule o nie podejmowaniu działań o charakterze konkurencji przestały już obowiązywać.

Scott zapowiedział, że podobnie jak jego koledzy – wspólnicy, będzie rezygnował z innych działań, a wszystkie wysiłki i całą energię poświęci nowemu przedsięwzięciu.
Na małą skalę znam takie wydarzenia... z autopsji :). I już teraz wiem, że... będzie się działo.

Maciej Stanisławski

Źródło: Roopinder Tara, CAD Insider

 

*strona CosmicBlobs.com już nie funkcjonuje, samo oprogramowanie nie jest już rozwijane i oferowane, ale w sprzedaży dostępny jest następca – opracowany zresztą przez zespół odpowiedzialny za „CosmicBlobs” – o nazwie CB Model Pro. Nie jest już adresowane do dzieci, ale do profesjonalnych użytkowników... Chociaż gdy patrzę na prezentowane modele, te „dziecięce” zdecydowanie bardziej mi odpowiadały. Szczegóły tutaj (i w najnowszym wydaniu). A więcej o CB Model Pro – w najnowszym wydaniu CADblog.pl, nr 2/2012

 

Share


Cytat tygodnia

„W biznesie, zarządzaniu, kulturze, sporcie, polityce, a nawet w tworzeniu sieci widzów odwiedzających teatr Twitter sprawdza się jako narzędzie generowania i rozpowszechniania własnych komunikatów, prezentowania własnego zdania, własnej opinii. Sprawdza się także, jak szybko się okazało, jako jedno z narzędzi marketingu narracyjnego (...)”

Eryk Mistewicz: Dziesięć mitów Twittera, w kwartalniku „Nowe Media” nr 1/2012

A ja zachęcam do śledzenia CADblog.pl właśnie na Twitterze. Krótko, aktualnie, na temat :)
(ms)


Środa, 10.10.2012 r.

Niedocenieni?

Znane już są wyniki XI Konkursu Projektowego SolidWorks w Polsce, organizowanego corocznie przez VAR CNS Solutions. Oficjalną informację znajdą Państwo zarówno u nas (link tutaj), jak i na stronie firmy. Dwa pierwsze miejsca typowałem podobnie, jednak pozostałych laureatów... trochę inaczej :)

Zarówno „W1-Krogulec”, jak i „Cavator”, pozostają bezapelacyjnie najciekawszymi (i najatrakcyjniejszymi medialnie) projektami. Nic nie można im także zarzucić pod względem spełnienia kryteriów oceny prac konkursowych (funkcjonalność konstrukcji, innowacyjność, sposób modelowania, design, czy wreszcie wykorzystanie funkcji pakietu SolidWorks Education Edition, czy pakietu Simulation). Również pozostałe nagrodzone prace prezentują bez wątpienia wysoki poziom.

A jednak osobiście typowałem inaczej...

Ponieważ na stronie organizatora konkursu zamieszczono szczegółowe informacje dotyczące jedynie pięciu nagrodzonych projektów stwierdziłem, że podzielę się z Państwem garścią informacji na temat tytułowych „niedocenionych”. Co więcej, będzie to chyba precedens w historii tego konkursu. Zastrzegam także w tym miejscu, że są to dwa projekty wybrane przeze mnie spośród naprawdę licznego grona nadesłanych prac. Ale dlaczego właśnie te?

Na sprężone powietrze i... z prądem
Pierwszy projekt autorstwa Pawła Kucharskiego to propozycja koncepcji budowy pojazdu (samochodu) napędzanego sprężonym powietrzem. Jeszcze w redakcji „Design News” zajmowała mnie tematyka alternatywnych źródeł napędu i na pewno w jakimś stopniu miało to wpływ na moje zainteresowanie pracą Pana Pawła.
– Zastosowanie silnika pneumatycznego pozwala uniknąć stosowania sprzęgieł sterowanych oraz skrzyni biegów (moc możemy regulować bezpośrednio zaworem, bieg wsteczny można zrealizować przez odwrócenia przepływu czynnika w silniku) – pisał o swoim projekcie Paweł Kucharski. – Silnik elektryczny w moim projekcie miałby służyć jako dodatkowa możliwość ładowania zbiornika sprężonym powietrzem, służyłby jako napęd sprężarki (silnika), co pozwoliłoby rozszerzyć możliwości korzystania z pojazdów z tym rodzajem napędu.


rys. Paweł Kucharski

Świeże spojrzenie na zdawałoby się często podejmowany temat, przemyślane i proste rozwiązania, wykorzystanie modułu routing SW i wiele innych zasługują na wyróżnienie tego projektu. A na ocenę dokonaną przez Jury z pewnością mógł mieć wpływ design nadwozia, przypominającego... niezbyt starannie wykonaną zabawkę, chociaż autor projektu zastrzegł, iż zamodelowanie karoserii było ostatnim etapem prac projektowych i nie miało znaczenia z punktu widzenia koncepcji projektu. Szkoda, bo mogło mieć jednak wpływ na decyzję Jury. Panie Pawle, może lepiej było pozostawić odsłonięte mechanizmy? A z pewnością warto było zaproponować ciekawszą (i bardziej kompletną) formę nadwozia – nawet jeśli nie na „potrzeby koncepcji”, to samego konkursu. Może za rok?

Inteligentny budynek w mikroskali...
Autorem drugiego projektu jest Paweł Sztuk. To ciekawe, że student Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej wystąpił z projektem skierowanym dla mechatroników :).


rys. Paweł Sztuk

– Obecnie nie istnieje praktycznie żaden obszar wiedzy technicznej, w którym nie byłaby wykorzystywana mechatronika – pisał o swoim projekcie Pan Paweł. I nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Przedstawił on projekt edukacyjnej zabawki – czy raczej pomocy dydaktycznej – o nazwie „Inteligentny budynek”.

Inteligentny budynek – autor projektu postawił nacisk na jego walory dydaktyczne

– Projekt INTELIGENTNY DOM jest pomocą dydaktyczną w formie makiety domu – czytamy w opisie zgłoszonej pracy. – Zainstalowano w niej liczne czujniki i elementy wykonawcze, które poprzez interfejs Centronix są połączone ze sterownikiem PLC. Układ taki można programować przez programator (najczęściej PC), wysyłając program do sterownika. Następnie zaprogramowany sterownik sczytuje informacje z czujników makiety, przetwarza je i wysyła na wyjścia do elementów wykonawczych. Cała makieta pracuje pod napięciem bezpiecznym 24V i działa z każdym sterownikiem PLC. Możliwa jest także rozbudowa modelu pod względem konstrukcji i oprzyrządowania (czujniki, elementy wykonawcze). (…) Dzięki symulowanym usterkom uczniowie i kursanci będą mogli stawić czoła nieoczekiwanym zdarzeniom, jakie będą na nich czekać w przyszłym zawodzie. Modernizacja i przebudowa makiety rozwinie kreatywne myślenie, tak potrzebne w mechatronice.

W przypadku tego projektu „punktowałem” najwyżej pomysł, chociaż i propozycja wykonania nie była zła, dlatego uznałem, iż warto go chociaż w takiej ograniczonej formie przybliżyć naszym Czytelnikom. Zainteresowanych odsyłam na autorską stronę projektu. A do tematu pomocy dydaktycznej będziemy wracać...

Maciej Stanisławski

Share


Cytaty tygodnia

„(...) Świat przyspieszył, ale media pozostają niezmienne? Dostosowują się do nowego typu nośnika, w miejsce papieru przechodząc bez większych problemów do cyberprzestrzeni? System produkcji „contentu” pozostał rzeczywiście bez zmian, ale już jego rozpowszechnianie (w kilku krajach wersje cyfrowe książek są chętniej kupowane niż wersje tradycyjne) i „monetyzacja” to tematy będące dziś przedmiotem pogłębionych prac, badań, eksperymentów, dyskusji. (...)

„Nowe Media” prezentujemy w… papierze. W obecnym czasie raczej nie powstają nowe tytuły prasowe. A jednak wierzymy w zapotrzebowanie na „paliwo do mózgu” inne niż dostarczane z sieci, z ekranów smartfonów czy Kindla (choć i takie wersje oczywiście przygotowaliśmy); również inne niż przygotowywane latami publikacje książkowe. Dzięki trybowi pracy nad „Nowymi Mediami” mamy nadzieję reagowania w czasie rzeczywistym na najnowsze trendy, aktualne dyskusje, poszukiwania i odkrycia. (…)”

Eryk Mistewicz, redaktor naczelny kwartalnika „Nowe Media”


„(...) Tam, gdzie jest dużo wiadomości i informacji, milczenie staje się niezbędne do rozróżnienia tego, co jest ważne od tego, co jest zbędne lub drugorzędne. Głęboka refleksja pomaga nam odkryć związek istniejący między wydarzeniami, które na pierwszy rzut oka wydają się między sobą niepowiązane, ocenić, przeanalizować wiadomości. Dzięki temu można dzielić się opiniami przemyślanymi i kompetentnymi, pozwalając na autentyczne, wspólne poznanie. Z tego względu konieczne jest tworzenie odpowiedniego środowiska, pewnego rodzaju „ekosystemu”, który potrafiłby równoważyć milczenie, słowo, obrazy i dźwięki. (...)
Spora część obecnej dynamiki komunikacji jest ukierunkowana przez zapotrzebowanie na szukanie odpowiedzi. Wyszukiwarki i sieci społecznościowe są punktem wyjścia komunikacji dla wielu osób szukających porad, sugestii, informacji, odpowiedzi. W naszych czasach internet staje się coraz bardziej miejscem pytań i odpowiedzi. Więcej, często współczesny człowiek jest bombardowany odpowiedziami na pytania, których nigdy sobie nie stawiał albo potrzebami, których nie odczuwa. Milczenie jest cenne, gdyż sprzyja niezbędnemu rozeznaniu wśród wielu bodźców i tak wielu odpowiedzi, które otrzymujemy, właśnie po to, aby rozpoznać i sformułować pytania naprawdę ważne. (...)”

Papież Benedykt XVI, „Milczenie i słowo drogą ewangelizacji".
Fragment orędzia na 46. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.


Czwartek, 4.10.2012 r.

Schody Świętego Józefa

Texas i Nowy Meksyk to ciekawe stany. To także dobre miejsca, by żyć – tak dla katolików, jak i motocyklistów.
Ci pierwsi odnajdą w nich bowiem wiele czynnych, tętniących życiem (i to nie tylko za sprawą Meksykan) kościołów i wspólnot wokół nich skupionych, a także wiele innych aktywnych miejsc kultu religijnego. Częstym widokiem na ulicach są samochody, ozdobione dużymi naklejkami ze słowami w stylu: „Jezus mnie kocha. Ciebie też!”. Ci drudzy – wspaniałe drogi, piękne przestrzenie, a także muzea (jak chociażby South Texas Motorcycle Museum w Edinburgu) stające się miejscami motocyklowych pielgrzymek.
Wniosek jest prosty: na południu Stanów najlepiej być i katolikiem, i motocyklistą...

...a do pełni szczęścia trzeba być jeszcze Polakiem. Polacy mogą czuć się tutaj niemalże jak u siebie. To w Texasie, w pewnej odległości od San Antonio (jednego z największych miast stanu), położona jest najstarsza polska osada w USA, o wiele mówiącej nazwie „Panna Maria”. Złośliwi pewnie dodadzą, że nazwisko jej założyciela, księdza Leopolda Moczygemby, mówi jeszcze więcej – ale takie nazwisko nie należało do rzadkości na Górnym Śląsku.

Jeśli szczęśliwym trafem znajdziemy się w tej „polskiej teksańskiej stolicy”, to po jej zwiedzeniu warto urządzić sobie wycieczkę do sąsiedniego stanu, jakim jest wspomniany Nowy Meksyk. W Santa Fe, oddalonej o ok. 750 mil od Panny Marii (motocyklem dwa dni, samochodem – jeśli postoje ograniczymy do minimum – można dojechać tam w jeden dzień i jeśli wyjedziemy o świcie, to może zostanie jeszcze czas na zwiedzanie na miejscu) znajduje się kaplica loretańska (Loretto Chapel Santa Fe – link tutaj), a w niej – cudowny przykład rzemiosła, architektury, ale także... inżynierii. Drewniane schody, wiodące na chór.

Ich spiralna konstrukcja jest o tyle niezwykła, iż zbudowane są bez żadnej widocznej podpory – dolnym stopniem oparte o posadzkę, a górnym podwieszone o antresolę z miejscem dla chóru. Zbudowane zostały bez użycia elementów metalowych, w całości drewniane – ich budowniczy i projektant zarazem nie użył do budowy ani jednego gwoździa, ani jednej śruby (widoczna na zdjęciach poręcz dodana została dopiero kilka lat po ukończeniu budowy schodów, o czym za chwilę). Do spojenia konstrukcji użyto drewnianych czopów.

(...)

| czytaj całość |

Share


Link tygodnia
„Nie idę na koncert Madonny..."

Cytat tygodnia
(tym razem ku pokrzepieniu, ale i rozwadze po sobotnim spotkaniu Polska : Czechy...)


„(...) Mimo nagromadzenia emocji, wszystko, co dzieje się na stadionach, to jednak tylko igrzyska. Nie lekceważę igrzysk, bo każde społeczeństwo potrzebuje tej atmosfery święta, chwilowego zapomnienia o codziennych problemach i ludycznego patriotyzmu wyrażającego się w noszeniu fikuśnych czapek i szalików w barwach narodowych, malowaniu twarzy (...). Ale o przyszłości Polski bardziej niż skuteczność drużyny piłkarskiej i żywiołowość kibiców zdecyduje nasza demografia, kultura, świadomość narodowa, jedność, siła armii i niepodległość elit politycznych...”

Ks. Henryk Zieliński: To tylko igrzyska. Idziemy, nr 25/2012 r.


 

Dodałbym jeszcze: innowacyjność i nowoczesne technologie. Ale i tak podpisuję się całym sercem pod powyższym cytatem.
(ms)


Piątek, 21.09.2012 r.

Solid Edge ST 5 – nowości okiem specjalisty

Solid Edge Synchronous Technology doczekał się już piątej odsłony. Twórcy oprogramowania pozostali przy sprawdzonym jądrze (Parasolid), zapewniającym stabilność pracy

Autor: Piotr Szymczak

Firma Siemens PLM Software wprowadziła oczywiście kilka istotnych nowości, poprawiających projektowanie i usprawniających pracę w programie. Chciałbym je Państwu przedstawić w tym artykule.

Part
W środowisku części, jak i części blaszanych, pozostawiono sprawdzony zintegrowany podwójny sposób modelowania, pozwalający wykorzystać korzyści płynące z połączenia projektowania Synchronicznego i Sekwencyjnego. Pojawił się natomiast nowy sposób modelowania – modelowanie Wieloobiektowe, umożliwiające tworzenie wielu elementów bryłowych, bądź powierzchniowych w jednej części. W ST5 łatwiej projektować części bazując na geometrii z innych plików, np. elektrod, bez konieczności kopiowania geometrii do poszczególnych plików.

Na rysunku 1. pokazany jest model czopa, zbudowany na podstawie geometrii wahacza.

(...)

| więcej na SolidEdgeblog.pl lub... Solid-Edge-ST.pl |


Środa, 12.09.2012 r.

SolidWorks 2013 a V6?

W piątek, 7.09.2012 r. po raz pierwszy w Polsce miał miejsce zorganizowany przez DS SolidWorks Corp. dla dziennikarzy z naszego regionu Europy przedpremierowy pokaz najnowszego SolidWorks 2013. O tym, że była to istotnie prapremiera może świadczyć chociażby fakt, iż zostaliśmy zobowiązani do powstrzymania się z publikacjami aż do... poniedziałku. Wyjątek dotyczył blogów :) i portali społecznościowych, w tym Twittera, z którego po raz pierwszy postanowiłem zrobić użytek. Ci z Państwa, którzy śledzili zamieszczane tam przeze mnie krótkie informacje, istotnie byli na bieżąco

• Przebieg konferencji
• Co nowego w SolidWorks 2013
• Kiedy będzie następca?

Spotkanie zorganizowane w hotelu HASTON we Wrocławiu rozpoczęła Sylvie Mrakavova, specjalistka ds. marketingu DS SolidWorks na Europę Środkową i Wschodnią. Po jej krótkim wystąpieniu, właściwe wprowadzenie, obejmujące m.in. ogólną sytuację DS SolidWorks i jej pozycję na światowych rynkach, przychody, liczbę sprzedanych stanowisk i licencji etc. przedstawił Uwe Burk, dyrektor zarządzający DS SolidWorks na Europę Środkową. Esencję tego wystąpienia mogą Państwo znaleźć i pobrać tutaj (plik Corporate_FactSheet.pdf). Tutaj przytoczę tylko kilka istotnych informacji:
• liczba użytkowników SolidWorks zbliża się do dwóch milionów na całym świecie (jak słusznie zauważa Paweł Kęska na stronie PSWUG.info, jeszcze cztery lata temu przekraczała milion),
• wśród ponad 400 VAR można znaleźć czterech resellerów z Polski,
• PSWUG (Polish SolidWorks User Group) jest jedną z 218 już działających grup użytkowników SolidWorks,
• o ile w 2009 roku firma odnotowała niewielki spadek zadowolenia użytkowników, o tyle od 2010 wskaźnik ten nieprzerwanie rośnie – wraz z każdą kolejną edycją SolidWorks,
• w testach beta wersji 2013 wzięła rekordowa liczba użytkowników – ponad 4000. Wersja ta została uznana za bezwzględnie najlepszą dotychczasową edycję SolidWorks. (...)

(...)

| więcej na SWblog.pl |


Środa, 20.06.2012 r.

Co tam Panie w Solid Edge ST5?

Napisał do mnie Czytelnik z pytaniem, kiedy u mnie, na łamach CADblog.pl lub SolidEdgeblog.pl pojawią się wreszcie informacje na temat najnowszej wersji ST5 – i to takie trochę inne niż te powszechnie znane, udostępniane oficjalnymi kanałami na portalach o tematyce inżynierskiej i CADowskiej...

Cóż, ciekawe zrzuty ekranowe zaprezentowała firma CAMdivision na swoim profilu na Facebook (z sugestywnie stawianymi pytaniami o to, czy możliwe, że dana, widoczna na zdjęciu funkcjonalność dostępna będzie już w ST5) – a to zapewne dla tego, że pojawiły się tam jeszcze przed oficjalną premierą (oj, szczęśliwi, którzy mieli w „szponach” beta wersję); w tej chwili interesujące materiały można znaleźć także na kanale YouTube CAMdivision. Spodziewam się, że na dniach coś na ten temat pojawi się na blogu poświęconym Solid Edge, prowadzonym przez Piotra Szymczaka.

Kto wie, może pojawi się tam np. „suplement” do wydanej w kwietniu książki o Solid Edge ST, opisujący dokładnie nowe funkcjonalności z najnowszej wersji? Nawiasem mówiąc, zmiany w ST5 nie będą miały zasadniczego wpływu na aktualność książki, która zapewne długo pozostanie swoistym „vademecum” użytkowników Solid Edge z technologią synchroniczną. Niezależnie od wersji. Co nie znaczy, że suplement nie będzie mile widziany :). Dodam jeszcze, że nieoficjalne „przecieki” można było znaleźć także na portalu 3DCAD.pl (za sprawą GM System – link do zasobów 3DCAD.pl tutaj). Zachęcam do podejrzenia.

Ale na razie, spełniając oczekiwania Czytelników (a szczególnie tego zdesperowanego najbardziej), garść subiektywnie przebranych nowalijek z Solid Edge ST5. Co przyszykowali dla nas twórcy oprogramowania?

Nowości ST5
Możemy pominąć takie – istotne z punktu marketingowego stwierdzenia, jak – „szybsza, łatwiejsza i bardziej elastyczna technologia synchroniczna”, „udoskonalone i bardzo zaawansowane analizy termalne dla obiektów statycznych”, „uproszczone wykonywanie dokumentacji rysunkowej i praca nad nią”, „łącznie ponad 1300 ulepszeń w stosunku do znakomitej wersji Solid Edge ST4”... Są one niewątpliwie prawdziwe, i mogą skutecznie zachęcić do sięgnięcia po Solid Edge w jego najnowszej wersji szczególnie tych, którzy wcześniej z Solid Edge ST nie korzystali (dotyczyć to może np. użytkowników wersji V20). Ale powiedzmy, że my znamy już Solid Edge z jego poprzedniej wersji (ST4). Czego nowego – konkretnie – możemy się spodziewać? (...)

| kontynuacja na SolidEdgeblog.pl |


Cytat tygodnia

„(...) Wyprodukowany pod koniec lat 30. polski bombowiec Łoś był jedną z najnowocześniejszych i najlepszych tego typu maszyn na świecie. Tylko pięć krajów miało możliwości technologiczne, żeby zbudować podobnie zaawansowany i nowoczesny samolot. Kupować łosie chcieli od nas Belgowie, Duńczycy, Estończycy i Finowie. Na jakim poziomie stoi obecnie nasz przemysł wojskowy i innowacyjność naszej gospodarki, nie trzeba chyba pisać...”

Piotr Zychowicz: II RP: Nasza duma w: Uważam Rze – Historia, nr 2 maj 2012, s.8


Piątek, 15.06.2012 r.

Panie Feluś, to była Warszawa!*

„Chciałbym zadać Ci pytanie. Co tak naprawdę możesz opowiedzieć o swojej historii? Czy jesteś świadomy osiągnięć? Poznajesz to miasto? (...)”. Te słowa pochodzą z czołówki oficjalnego zwiastuna nowego, krótkometrażowego „paradokumentalnego” filmu 3D, powstającego z inicjatywy studia Newborn. Filmu niebanalnego, bo przenoszącego nas w rzeczywistość (wirtualną) Warszawy z okresu międzywojennego – a dokładnie z roku 1935...

Wspaniałe słowa, odważnie brzmiące w czasach, gdy nauczanie historii skutecznie ogranicza się w programach szkolnych. Skoro jesteśmy przy tematach historycznych, mała dygresja: otóż myślę, że wielu spośród Państwa – a na pewno Ci, którzy mieli okazję zwiedzać Muzeum Powstania Warszawskiego – widziało „Miasto Ruin” – rekonstrukcję obrazu Warszawy ze stycznia 1945 roku, widzianej z lotu ptaka (powiedzmy, że stalowego ptaka, np. Liberatora). O tym projekcie pisałem na łamach CADblog.pl (link tutaj), podobnie zresztą jak o innym filmie nawiązującym do chlubnej przeszłości Warszawy, chociaż w trochę inny sposób (pt.: „Hardkor 1944” – projekt najprawdopodobniej niestety zarzucony). „Miasto ruin” na każdym robi ogromne wrażenie, ale to, co przygotowało Newborn, zdaje się być zdecydowanym krokiem naprzód.

W efekcie pracy siedmioosobowego zespołu Newborn powstanie krótkometrażowy film w technologii 3D trwający dwadzieścia minut. – W naszej ocenie jest to aktualnie najbardziej skomplikowany projekt z wykorzystaniem grafiki komputerowej i wirtualnej scenografii w naszym kraju – powiedział Ernest Rogalski, współzałożyciel Newborn. – W firmie realizujemy bardzo rozległe sceny animowane i postprodukcyjne, doświadczenia nabyte w trakcie realizacji filmu Warszawa 1935 i swoisty know-how pozwoliły na stworzenie własnych metod i oryginalnego podejścia do zagadnień problematycznych. Aktualnie wiedza i zaplecze technologiczne umożliwiają nam podejmowanie się bardzo ciężkich zadań produkcyjnych – dodaje.

Projekt „Warszawa 1935" odkrywa zupełnie nowe wyobrażenie o naszej niedawnej przeszłości. Dostępne i w miarę powszechnie znane stare fotografie ukazują jedynie zarys kształtu miasta, budując niepełne wyobrażenie o pięknie, kulturowym bogactwie i znaczeniu Warszawy zaledwie 75 lat temu (sic!). Pierwsze taksówki, latarnie gazowe, asfaltowe drogi, niebezpieczne wyścigi (tor o drewnianej nawierzchni na Dynasach, na którym polscy motocykliści ścigali się na najszybszych wtedy angielskich motocyklach Vincent, będących światową czołówką technologiczną), rodzima motoryzacja, polskie samoloty, moda i kanony urody, damy i dostojni panowie. Teatry, kina, sztuka i film. Czasy obfitujące w niczym nieskrępowane wizje rozwiązań technicznych i szalonego postępu, ale również – pod wieloma względami – analogiczne do obecnych: wielki kryzys lat 30-tych, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Trudna polityka, której efekty niestety znamy (pytanie, czy wyciągnęliśmy wnioski z doświadczeń Ojców i Dziadków – patrząc na obecną ekipę rządzącą i wyniki sondaży, śmiem wątpić).

Zanim przystąpiono do modelowania wszystkich obiektów potrzebnych do wykonania filmu zebranych zostało tysiące ocalałych zdjęć i grafik z tego okresu, wszystkich, które mogły się przydać przy rekonstrukcji ulic, pojazdów i ubiorów z tamtej epoki. W odtworzeniu wyglądu naszej stolicy pomagały jednak nie tylko zachowane materiały archiwalne na zdjęciach i w materiale filmowym, ale także informacje od Warszawiaków pamiętających tamte czasy. Wszystko to pozwoli na tyle, na ile jest to możliwie oddać wiernie, w trójwymiarowej grafice wysokiej rozdzielczości miasto i jego mieszkańców.

– Najbardziej złożona pojedyncza scena obejmuje ponad dwieście kamienic wzdłuż całej ulicy Marszałkowskiej i jej okolicy, wraz ze sklepami na parterze, postaciami i pojazdami. Każda stara reklama, szyld, ma swój odpowiednik w zebranym materiale referencyjnym, wszystko jest autentyczne – powiedział Tomasz Gomoła, pomysłodawca projektu i właściciel studia. – Zadbaliśmy o setki detali, chociażby rodzaje i typy ceramicznych „grzybków” na słupach wysokiego napięcia z lat 30-tych. Same fasady kamienic to luźno licząc 225 mln wielokątów, natomiast ich parter to jeszcze bardziej złożona scena, być może dwa razy bardziej. Do tego dochodzą postacie i pojazdy – dodaje.

To, co pokazuje oficjalny zwiastun, to także obietnica podziwiania w rzeczywistości wirtualnej „smaczków” w postaci naszych osiągnięć technicznych: maszyna szyfrująca „Enigma”, samochody CWS, zakłady PZInż, motocykle Sokół, drapacz chmur należący do towarzystwa ubezpieczeniowego „Prudential”, z charakterystycznym masztem anteny telewizyjnej (tak, to nie przejęzyczenie – z „Prudentiala” nadawano sygnał eksperymentalnej telewizji już na kilka lat przed wojną!), a wiemy przecież, że było tego znacznie więcej – ciekawe, co jeszcze zostawili dla nas autorzy filmu. I tylko końcowe napisy zwiastunu, mówiące m.in. o tym, iż „mecenas projektu poszukiwany” przypominają boleśnie, że tu i teraz jest Warszawa 2012. Pal sześć Euro, chociaż liczę na to, że po dobrze zagranym meczu z Rosją, pokonamy Czechów i wejdziemy do ćwierćfinałów... Ale żeby taka inicjatywa musiała czekać na swojego sponsora? Cóż z tego, że Autodesk firmuje oprogramowanie, które posłużyło do realizacji projektu – znakomity „pijar”, ale miło byłoby zobaczyć logo ADSK jako „mecenasa” projektu. Mniejsza z tym...

Dwa całkowicie odmienne obrazy: „Warszawa 1935” i „Miasto ruin”. Oba od strony technicznej łączą przynajmniej dwa elementy – realizacja w technice 3D i sam fakt odtworzenia miasta w postaci wirtualnej. Ale przede wszystkim – pasja ich twórców i ogrom pracy włożonej w realizację obu projektów. Swoją drogą, z pewnością „ciekawie” będzie się oglądało oba filmy, jeden po drugim. To, jaka Warszawa była przed wojną, jak wyglądała zaraz po wojnie. O tym, jak wygląda teraz, nie będę się rozpisywał, chociaż muszę przyznać, że to, co dzieje się na prawobrzeżnej stronie, budzi moje nadzieje na lepsze jutro ukochanego miasta...

I jeszcze jedna refleksja: może oba filmy wysłać do naszych zachodnich sąsiadów, a także do tych z północy (obwód kaliningradzki) i „dalszego” wschodu? Razem z odpowiednio zweryfikowanym rachunkiem za poniesione straty?

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski


Projekt odbudowy Warszawy w technologii 3D jest dziełem studia Newborn Sp. z o.o. animacja i vfx z warszawskiej Pragi, którego założycielem jest Tomasz Gomoła i Ernest Rogalski. Pomysłodawcą projektu jest Tomasz Gomoła w 2007 roku planował rekonstrukcję prawdziwego ducha Warszawy i odtworzenie niepowtarzalnej atmosfery miasta. Oficjalna strona filmu: www.warszawa1935.pl

Informacja prasowa Autodesk na temat realizowanego projektu dostępna jest tutaj.

*tytuł to cytat z jednej z moich ulubionych audycji poświęconych historii miasta stołecznego, nadawanych w poniedziałki na antenie Radia Warszawa (dawniej „Warszawa-Praga”) 106,2 FM

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Wtorek, 12.06.2012 r.

Pułapka na oszczędnych
Toshiba SatellCite w subiektywnym teście cz. I

Czy popularny, „budżetowy” laptop może być wykorzystywany do pracy z systemami CAD, klasy np. Solid Edge ST4 i SolidWorks 2012? Czy można istotnie posługiwać się nim w pracy z aplikacjami wyższej klasy, niż pakiety biurowe i odtwarzacze multimedialne? Czy np. niezamożny student (albo bloger :P), korzystający z promocji operatora sieci telefonii komórkowej, będzie mógł zyskać w ten sposób niedrogie (względnie) narzędzie, na którym spokojnie wykorzysta licencję studencką – np. do użytku domowego? A może taki sprzęt wystarczy jedynie z ledwością do napisania... pracy semestralnej?

Autor: Maciej Stanisławski

Zacznijmy od tego, co można na temat „Satelity” znaleźć w sieci. Skupiamy się na interesującym nas modelu: Toshiba Satellite C660. I co znajdujemy?
„(...) Jako jeden z pierwszych wyników wyszukiwania pojawia się taki oto opis: „Toshiba Satellite C660 to seria laptopów budżetowych, które cieszą się ogromną popularnością na polskim rynku. Nie sposób nie zauważyć, że maszyny te są w naszym kraju dostępne w kilku różnych wariantach konfiguracyjnych. Japoński gigant wyszedł chyba z założenia, że warto stworzyć jeden uniwersalny szkielet notebooka, który można by powielać na niezliczoną ilość różnych sposobów. Wśród rodziny Satellite C660 każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno miłośnik najtańszych konstrukcji, jak i fan wydajniejszych laptopów. (...)”

źródło: Mobimaniak.pl


Z punktu widzenia użytkownika szczególne znaczenie ma owo występowanie w „kilku różnych wariantach konfiguracyjnych”, co oznacza nie mniej, nie więcej, ale to, że jedna „c-sześćsetsześćdziesiątka” nie jest równa innej. Można trafić na maszyny wyposażone np. w osobną kartę graficzną Radeon, ale i na modele z zaledwie 2 GB pamięci RAM.
Nasza redakcyjna to model Toshiba Satellite C660-1M4 (PSC0QE – ten drugi kod, umieszczony na naklejce na spodniej stronie komputera, istotny jest przy poszukiwaniu sterowników), wyposażona nietypowo w 3GB RAM i zintegrowaną kartę graficzną IntelHD, która szybko okaże się... źródłem problemów. (...)

| więcej |


Środa, 6.06.2012 r.

Rewolucja w świecie druku 3D

3D Systems, znany producent urządzeń do szybkiego prototypowania, zwanych powszechnie drukarkami 3D, wprowadził do sprzedaży swoje najnowsze „dziecko”, kompaktową drukarkę „Cube”, która wydaje się być pierwszą „konsumencką” drukarką przestrzenną. Przemawia za tym nie tylko cena, ale także łatwość obsługi urządzenia. Przyjrzyjmy się, jak może przebiegać test takiej drukarki w warunkach domowych...

| więcej na druk3Dblog.pl |


Cytat tygodnia

„(...) Sprostowanie odnosi się do faktów i publikowane jest wówczas, gdy dany artykuł zawiera fałsz, który można wykazać. Obowiązek jego zamieszczenia jest dla nas oczywisty i wynika z dążenia do prawdy. Uważamy, że gazety nie mają prawa kłamać, a gdy zdarza się im popełnić niezamierzone błędy, powinny je sprostować i przeprosić. Nie można jednak odbierać prasie prawa do formułowania opinii. Nie można też zmuszać żadnej redakcji do propagowania poglądów, z którymi się nie zgadza – a właśnie do tego zmierza projekt senatorów. (...)”

Z listu skierowanego do Senatorów RP przez redaktorów naczelnych większości dzienników o zasięgu ogólnopolskim.
List opublikowany został w całości w wydaniach poniedziałkowych, 7 maja 2012 roku


Środa, 09.05.2012 r.

Porównywanie możliwości systemów CAD – część VIII

Tym razem temat ten, podjęty swego czasu przez autora blogu www.deelip.com, a w zmodyfikowanej postaci kontynuowany przeze mnie, doczekał się nowej, niespodziewanej odsłony

I chociaż przyznam się, iż przygotowałem już jakiś czas temu kolejny odcinek, poświęcony „porównaniu” – tym razem SolidWorks 2011 (wersja Edu) i Solid Edge ST4, to zamiar jego opublikowania porzuciłem. Z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, iż do dyspozycji otrzymałem pełną wersję SolidWorks 2012 (do niekomercyjnego użytku dziennikarskiego), a po drugie dlatego, iż sprzęt, na którym przeprowadzałem dotychczasowe „testy i porównania”... cóż, zdezaktualizował się już na tyle, iż nie miało to specjalnie sensu. W najbliższym jednak czasie czeka mnie przesiadka na coś trochę odmłodzonego, jeśli nie rzeczywiście najnowszego; wszystko zależy od tego, czy zmuszony będę dokonać zakupu ze środków własnych,

czy też uda mi się otrzymać stację roboczą uznanego producenta do testów i połączyć w ten sposób „miłe z pożytecznym”.
Ad meritum: otrzymałem mail od dystrybutora oprogramowania T-Flex CAD 12, zainteresowanego wynikami przeprowadzonego przeze mnie zestawienia. Jak się okazuje, na własną rękę przygotowuje on także porównanie oferowanego oprogramowania, konfrontując je m.in. z Solid Edge i SolidWorks; gdy tylko wyniki testów będą opracowane i udostępnione, postaram się o nich Państwa poinformować. A na razie – zainteresowanych podejrzeniem T-Flex w akcji pt. „szyk otworów” :), zachęcam do pobrania i obejrzenia otrzymanego filmu (MPEG-4).

| pobierz plik MPEG-4 T-Flex CAD 12 (ok. 15 MB) |

Film z otworami został wykonany na mobilnej stacji roboczej DELL Precision 6500M (Win 7x64, i7, 8GB RAM, Quadro 2800M) – przy włączonym programie do nagrywania (bez nagrywania wyniki prawdopodobnie byłyby trochę lepsze). Dodam przy tej okazji, że część wcześniej przeprowadzanych przeze mnie „testów” wykonywana była na... netbooku SAMSUNG NC10 (parametry dostępne w sieci). U wielu osób zdumienie wywoływał fakt, iż w ogóle udało się na nim uruchomić tyle aplikacji i takie procesy :).

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

| możliwości CAD cz. I | możliwości CAD cz. II | możliwości CAD cz. III | możliwości CAD cz. IV | możliwości CAD cz. V |

| możliwości CAD cz. VI | możliwości CAD cz. VII (Solid Edge ST4) |

 

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Poniedziałek, 07.05.2012 r.

Już jest! Książka o Solid Edge ST...

„(...) podręcznik do CAD wydany w postaci „monochromatycznej” przypomina podręcznik dla artystów plastyków, w którym wszystkie ilustracje w rozdziale poświęconym kolorom zostały oddane w odcieniach szarości (...)”

Gdy usłyszałem o planach wydania książki o Solid Edge ST4, pomyślałem: najwyższy czas! Do tej pory brakowało bowiem publikacji, w praktyczny sposób wskazującej na korzyści płynące z Technologii Synchronicznej. Gdy dowiedziałem się, iż inicjatywa ta wypłynęła z firmy CAMdivision, znając wcześniejsze publikacje Autorów z nią związanych, byłem spokojny o powodzenie tego przedsięwzięcia. Ale gdy usłyszałem o tym, iż mogę mieć skromny wkład w jej powstanie, entuzjazm gdzieś się ulotnił; przygotowanie takiej publikacji, nawet od strony redakcyjno-edytorskiej, to duże wyzwanie. Wiedziałem o tym, ale chyba do końca nie zdawałem sobie z tego sprawy.

W rzeczywistości, „wielkość wyzwania” przeszła najśmielsze oczekiwania. Ale oto wszystko już za nami, a Państwo trzymają w rękach blisko 700-stronnicowy podręcznik, zawierający setki kolorowych (!) ilustracji (w większości bardzo wysokiej jakości), dołączoną płytę DVD z filmami instruktażowymi, opatrzonymi komentarzami ich Autora – Piotra Szymczaka, a wszystko to oferowane w cenie gwarantującej dostępność w zasadzie wszystkim zainteresowanym.

| więcj na SolidEdgeblog.pl |


Poniedziałek, 07.05.2012 r.

Odłączyłem się*

I to do tego stopnia, że zapomniałem nawet, jakie mam hasło do konta na Facebooke'u. Z drugiej strony, zawsze korzystałem z niego bardzo sporadycznie...

Radykalne odłączenie – i to niezamierzone – nastąpiło podczas kwietniowego wyjazdu nad polskie morze – zaraz po Świętach Zmartwychwstania Pańskiego. Chociaż wiedziałem, że jadę pomóc znajomym przy ich domku letniskowym, nie do końca zdawałem sobie sprawę, iż owa pomoc polegać będzie m. in. na doprowadzeniu wody ze studni i podłączeniu kanalizacji. Co do prądu – udało się go pożyczyć na godzinę od sąsiadów (sic!), bowiem znajomy jeszcze jest w trakcie załatwiania formalności związanych z przyłączem. A każdy, kto orientuje się trochę w sposobie działania naszych wybitnie przerośniętych struktur administracyjnych „taniego i przyjaznego państwa” doskonale zdaje sobie sprawę, że alternatywa w postaci spalinowego generatora prądu kupionego w promocji w jednym z dyskontów może okazać się dużo bardziej atrakcyjna. Faktem jest, że na akumulatorze netbooke'a (częściowo rozładowanym) nie udało się za dużo popracować, zwłaszcza że zarówno czasu, jak i nastroju na takie działanie za specjalnie nie było. O zasięgu sieci nie wspominając.

Potrzebowałem takiego wyjazdu. Każdy czasem musi oderwać się od rzeczywistości, a liczba bodźców, które przynosi ze sobą rzeczywistość wirtualna – choćby w postaci kanałów RSS, newsletterów, powiadomień mailowych i SMS naprawdę potrafi zakłócić spokój ducha. Czyszczenie smartphone'a z powiadomień o mailach, które w ciągu ubiegłego miesiąca otrzymałem, zajęło prawie dwadzieścia minut. A gdzie czas dla innych?

Jak się zapewne Państwo domyślają, ten czas się znalazł. Co prawda trzeba było jeszcze znaleźć chwilę na napisanie artykułu dla współpracującej ze mną redakcji, usiąść przy zaległych, a naprawdę interesujących (i nadal zachowujących aktualność) wywiadach – z przedstawicielami Siemens PLM Software i DS SolidWorks, a z drugiej strony – pragnienie urlopu zwyciężyło. Niniejszym akumulator naładowany i wracam do pracy. Za oknem, chociaż dzisiaj deszcz – to jednak prawdziwa wiosna...

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

 

*tytuł zapożyczony z artykułu Eryka Mistewicza z „Uważam Rze”, wyd. 19/2012, lub jak kto woli – z najnowszej książki Thierry'ego Crouzet, francuskiego autora bestsellerów, w której podjął temat życia bez Internetu...


Cytat tygodnia

(...) Przyznaję, że jako sknera przestałem wydawać pieniądze na gazety i zacząłem czerpać wiedzę o codzienności
z Internetu. I zostałem za to ukarany mięsnym jeżem i Tysiem. Internet ma oczywiście niezliczoną liczbę zalet,
ale – o zgrozo! – ma też pewne wady. Podstawowa jest taka, że klasyczna strona portalu internetowego to absolutny śmietnik,
w którym chwilę trzeba pogrzebać, zanim wyciągnie się z niego coś niezjełczałego. Portal internetowy daje ci dużo tego,
czego chcesz, ale znacznie więcej tego, czego nie chcesz..."

Igor Zalewski: Krewni i znajomi mięsnego jeża, w: Uważam Rze, nr 14(61)2012, s. 62


Sobota, 07.04.2012 r.

Niech Święta Zmartwychwstania Pańskiego, przypominające o tajemnicy życia wiecznego i szansie na odrodzenie i zwycięstwo nad śmiercią, staną się dla nas czasem radości, wewnętrznego spokoju, napełnią nas wiarą i pogodą ducha. Niech dadzą nam siłę w mierzeniu się z codziennością i pozwolą z nadzieją spoglądać na przyszłość.

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski


Cytaty tygodnia

„(...) Jeżeli geniusz ludzki doprowadził do tego, że człowiek zapanuje nad powietrzem, będzie to – moim zdaniem, największy wynalazek od czasu wynalezienia ognia i koła, przede wszystkim tym ważniejszy, że rozwinie i wzbogaci do nie dających się przewidzieć rozmiarów – umysł ludzki...”

Kazimierz Tetmajer, z ankiety zamieszczonej w czasopiśmie „Lotnik i Automobilista” nr 4 z 1913 roku

„(...) Bezspornym wynalazcą spadochronu jest Leonardo da Vinci (...). Po stu latach teoretyczne prace Leonarda urealnił i wzbogacił Fausto Verancio de Sabenico, osoba duchowna, biskup Dalmacji. On to w swojej pracy Machinae novae, która ukazała się w 1595 r.
w Wenecji, opisał budowę spadochronu i sposób jego zastosowania...”

Paweł Elsztein: Zagadki lotnicze, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1999, s. 310


Czwartek, 1.03.2012 r.

Syreny dwie i duma z polskości...

To nie tylko fakt, iż dzisiaj obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych sprawił, że po dłuuugiej przerwie właśnie taki wątek postanowiłem zamieścić na blogu. Przyczynkiem do niego było także pewne sformułowanie, będące wyraźną wycieczką w kierunku świata systemów CAD (2 i 3D), a które zostało mocno zaakcentowane w skądinąd bardzo interesującym i dobrze napisanym artykule Andrzeja Glajzera, opublikowany w marcowym wydaniu „Automobilisty”. Z okładki owego wydania dumnie spogląda na Czytelników... Syrena Sport. I to nie jako wizualizacja, ale realny samochód, przechodzący obecnie ostatnie etapy rekonstrukcji. Mam wrażenie, że zarówno Autor, jak
i redakcja czasopisma z satysfakcją odnotowują, iż >> najlepiej nawet wykonany model w żadnym z „D”
nie zastąpi doświadczenia i wiedzy <<. Czy słusznie?

Osoby, które odwiedzają Facebookowy profil CADblog.pl z pewnością zwróciły uwagę na pojawiające się na nim od czasu do czasu wpisy dotyczące grupy osób pracujących nad rekonstrukcją tego jednego z najpiękniejszych sportowych samochodów z zza żelaznej kurtyny. O pracach przez nich prowadzonych pisałem także na łamach e-wydania CADblog.pl (link do numeru tutaj).

Obecnie realizowany przez Marcina Możejko i Artura Markowskiego projekt także opuszcza już rzeczywistość wirtualną i powoli przenosi się do realnego świata. Z tym, że jak się okazało, będzie to Syrena Sport numer dwa!

Pierwszą, zrekonstruowaną innymi metodami przez Mirosława Mazura, będzie można podziwiać zapewne już w maju br. Proszę Państwa, dwie Syreny Sport, gdy do niedawna nie było nawet jednej, a nieliczni śnili nocami o podobno zakopanym pod podłogą jakiegoś garażu kompletnym nadwoziu zniszczonego przed laty prototypu...

To w tym marcowym, tegorocznym wydaniu „Automobilisty” można przeczytać
o Syrenie Sport, a także obejrzeć zdjęcia fizycznie zrekonstruowanego samochodu...

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) Media mogą nas bezkarnie okłamywać w sprawach, które są poza zasięgiem codziennego doświadczenia życiowego większości obywateli. Przeciętny człowiek nie ma kompetencji, aby rozstrzygnąć, czy zgodnie z prawami fizyki samolot o danej konstrukcji, uderzając w brzozę, mógł stracić skrzydło, czy też nie. Natomiast w wypadku leków refundowanych, gdy ludzie chodzą w nerwach od apteki do apteki, od lekarza do lekarza (...) media nie mogą pozwolić sobie na milczenie. Ignorując albo propagandowo tłumiąc taką sprawę, media postawiłyby się w sytuacji tak rażącej niezgodności między codziennym, namacalnym ludzkim doświadczeniem a swoim przekazem, że groziłoby im to utratą wiarygodności...”

Granice kłamstwa – rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem. „Idziemy” nr 5/2012, s. 19

Powyższy cytat można odnieść także do tzw. mediów branżowych. Prawdę o systemach CAD i pochodnych
najłatwiej mogą zweryfikować ich użytkownicy...
(ms)


Czwartek, 19.01.2012 r.

Inna skala marzeń
(tylko dla motocyklistów)

Jakiś czas temu obejrzałem z moimi synami jeden z odcinków serialu emitowanego przez Discovery Channel, w którym główną rolę gra niewielka rodzinna firma z USA – Orange County Choppers – popularnie określana skrótem „OCC”. Nawiasem mówiąc, obejrzeliśmy go korzystając z płyty DVD, bowiem od ponad roku telewizja „jako taka” nie przekracza progu naszego domu...

Po płytę sięgnęliśmy z premedytacją: nasze zainteresowania są zbliżone, a swoją motocyklową pasją staram się zainteresować „juniorów” (i chyba odnotowałem na tym polu niewielkie sukcesy). Ad meritum: odcinek przedstawiał budowę choppera, który jako bazę silnikową wykorzystywał napęd od samobieżnej kosiarki „Dixie Chopper” (nomen omen). Cała maszyna miała kojarzyć się z kosiarką do trawy i chyba w pewnym stopniu ten cel udało się zrealizować.

A jednak... oglądając prace fachowców z OCC, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ich motocykle to przede wszystkim egzemplarze wystawowe. Innymi słowy – szkoda, że nie jeżdżą tak, jak wyglądają (albo, jak mawia pewien poznany na południu Stanów złośliwiec z Dirty Dave's – one jeżdżą dokładnie tak, jak wyglądają). I że chociaż każdy z nich jest w zasadzie oryginalny i niepowtarzalny (szczególnie jeśli w jego ramie tkwi silnik od kosiarki), to mimo wszystko są one do siebie podobne.

To wnętrze nie przedstawia garażu OCC, tylko wnętrze niewelkiego warsztatu „Motocykli brudnego Dave'a” (w wolnym tłumaczeniu), na południu Texasu, w Edinburgu. To tam właśnie usłyszałem niezbyt pochlebne opinie na temat projektów realizowanych przez OCC... Co ciekawe, obok usytuowane jest muzuem („South Texas Motorcycles Museum”), w którym można natrafić na prawdziwe perełki. Poniżej: unikalny Henderson z rzędowym silnikiem, a także Indian w zaprzęgu – bieżnnik jego opon stanowią litery (!) tworzące napis „no skid”...

  

Oczywiście, gwoli usprawiedliwienia należy dodać, że producenci serialu nastawieni są przede wszystkim na pokazywanie właśnie takich „odjechanych” maszyn, pomijając dziesiątki tych, które zbudowano w celu przemierzania na nich setek mil autostrad. A jednak, gdy porównam to, co oferuje OCC, z produktami podobnych (często chociażby ze względu na rodzinny charakter) firm z Polski – że wymienię tutaj tylko „BT Choppers” czy „Poros Customs”, wydaje mi się, że Polacy nie tylko „nie gęsi” :). Vide kilka zdjęć...
(...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.”

Łk 2, 1-7


Piątek, 23.12.2011 r. (wigilia Wigilii)

Czterdzieści stopni vs CADblog.pl

Z tego pojedynku ciężko było wyjść obronną ręką, zwłaszcza gdy te „czterdzieści stopni” odnosiło się do wskazań termometru włożonego pod pachę najpierw najmłodszego (to w ubiegły poniedziałek), a później średniego „Pana S.” (to początek tego tygodnia). I cóż, systemy CADowskie są tutaj bezradne, pomijając fakt, iż na pewno z ich pomocą zaprojektowano linie technologiczne odpowiadające za produkcję i pakowanie antybiotyków zwalczających dziecięce wirusowe zapalenie płuc. Obronną ręką jednak do końca nie wyszedłem, ale o tym za chwilę...

Te „czterdzieści stopni” to wyraźny sygnał przypominający o tym, że nawet jeśli zaplanujemy sobie coś dokładnie, dopniemy na przysłowiowy „guzik”, a nasze plany będziemy starali się realizować jedynie zapatrzeni we własne siły, to... możliwe będą dwa scenariusze: ten pierwszy mówi o tym, iż wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, będzie pod kontrolą.

Ale przecież zgodnie z prawem Murphy'ego, jeśli coś będzie miało pójść nie tak, jak sobie zaplanowaliśmy, to właśnie tak „pójdzie”.
A jednak Uczeni w Piśmie dobrze zauważają, iż z każdego zła rodzi się jakieś dobro. Mimo palących terminów, musiałem znaleźć czas, by spędzić go razem z dziećmi. A mimo okresu Adwentu, czasu dla najbliższych było niewiele; zaangażowałem się w kilka spraw także poza polem zawodowym, a ponieważ dotyczyły bliskich znajomych, żeby nie powiedzieć – przyjaciół, inne sprawy poszły w odstawkę. Inne? Cóż, CADblog.pl teoretycznie nie mógł poczekać, chociaż z pewnością zauważyli Państwo brak regularności w publikowaniu newsów, o newsletterze nie wspomnę. Poczekać mieli najbliżsi, bo przecież „oni i tak mają mnie na co dzień”.

Owe „czterdzieści stopni” sprawiło, iż wszystko wróciło na swoje miejsce. Rodzina – na pierwszym miejscu (zaraz po Panu Bogu). A CADblog.pl, moje „czwarte dziecko”, szczęśliwie pozwala na elastyczne planowanie czasu. Który jednak w „stanie wyższej konieczności” udało się wygospodarować.
Udało się także dlatego, że Firmy, które zaufały mi i zdecydowały się na podjęcie współpracy, wykazują dużą cierpliwość – podobnie jak Państwo – Czytelnicy, bez których CADblog.pl w jakiejkolwiek postaci pozbawiony byłby racji bytu. Za to, w tym miejscu, korzystając z przedświątecznej atmosfery – wielkie podziękowanie (kiedyś na miejscu byłoby powiedzieć: „Bóg zapłać”, ale obecnie chyba jest to zbyt „niepoprawne politycznie”; jeszcze obniżą mi ranking w Google, co ostatnio zbiegło się w czasie z publikacją np. cytatu tygodnia wyjętego z tekstu autorstwa Bronisława Wildsteina :)). A na poważnie, jeśli kogoś moje wywody na ten temat w jakiś sposób obrażają – to przepraszam. Ale zachęcam do wytrwania :). Na pozostałych stronach można znaleźć treści „religijnie i życiowo” raczej obojętne. Chociaż nadal zdarzają się maile od Czytelników, którzy podkreślają, iż w CADblog.pl podoba im się właśnie to, że jest nie tylko o CAD, ale i o życiu. W końcu jest to niezbywalne prawo blogu, a że pojawia się on ostatnio w „mutacji” papierowej (vide aktualności), to już inna sprawa: jakoś trzeba będzie z tym żyć!

Nowe wydanie miało trafić do Państwa rąk jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie trafi. Ale przecież w czasie Świąt jest wiele ważniejszych rzeczy, naprawdę istotnych. CADblog.pl cierpliwie poczeka (tym razem CADblog.pl), aż zasiądą Państwo z powrotem przed ekranami monitorów i podejrzą, czy coś nowego udało się w tzw. międzyczasie opublikować, czy też nie... Z góry uprzedzam: w czasie Świąt komputera nie będę dotykać! Mimo iż nowy manipulator 3dconnexion jeszcze nie przeszedł wszystkich przewidzianych dla niego testów (na razie tylko z Solid Edge ST4, zresztą – bezproblemowo, co zapewne użytkowników myszek 3D zbytnio nie dziwi).

Nowe wydanie dostępne będzie przed Nowym Rokiem, a w wersji papierowej – na początku stycznia. Szczegółowe informacje znajdą Państwo w aktualnościach. Będzie można przeczytać tam także o zapowiedzi pewnej zmiany w dotychczasowym kształcie i sposobie funkcjonowania CADblog.pl.

Proszę się nie niepokoić, nie zostanie on przejęty przez żadne wydawnictwo, nadal będzie tytułem niezależnym, chociaż – jak na prawdziwy blog przystało – obiektywnym, ale z określonymi sympatiami (co odnosi się zarówno do systemów CAD, jak i systemu wartości w szczególności). Nadal jego dotychczasowe elektroniczne postaci będą dostępne nieodpłatnie. Natomiast jeśli chodzi o wydanie papierowe, cóż... najbliższe, którego okładkę mogą Państwo podziwiać już na stronach CADblog.pl, będzie ostatnim, które mają Państwo szansę otrzymać całkowicie bezpłatnie. Warunki prenumeraty nowych wydań (na 2012 rok planowane jest pięć numerów, w tym jeden specjalny – osławiony CADraport :)) można będzie znaleźć właśnie w nim, tudzież w zakładce „Prenumerata” na stronie CADblog.pl – ale to także po Świętach. Dodam, że cena egzemplarza (bez kosztów wysyłki) wyniesie 5,40 (z 8% podatkiem VAT). Wszystko wskazuje na to, iż część uzyskanych z tego tytułu środków (prawdopodobnie 1 zł od każdego egzemplarza) przeznaczone zostanie na jakąś akcję charytatywną.

W tym miejscu zatrzymam się na chwilę, z kolejnym podziękowaniem, dla Tych spośród Państwa, którzy zatrzymali się na chwilę na stronie www.wirtualnachoinka.net – baner promujący tą akcję wisiał na stronach głównych CADblog.pl przez kilka dni w ostatnich tygodniach. Jak wynika ze statystyk, kilkadziesiąt osób zdecydowało się kliknąć w ów baner i spędziło na docelowej stronie średnio ponad pół godziny, a to oznacza, iż najprawdopodobniej w jakiś sposób zaangażowało się w to wigilijne dzieło pomocy dzieciom z ubogich rodzin. Wniosek jest prosty: inżynierowie mają nie tylko rozum, ale i coś jeszcze tłukącego się w piersiach. Tak trzymać!

Zerkam teraz na wspomnianą stronę... dla 1053 z 1072 zarejestrowanych dzieci wybrano prezenty. Trochę smutno się robi na myśl o tej garstce, która prezentów może już nie zdąży otrzymać... Z drugiej strony, część przekazanych paczek była na tyle obfita, iż może wolontariuszom uda się rozdzielić je między wszystkie dzieci zgłoszone do akcji. „Pusty talerz” na naszym wigilijnym stole...

A skoro o Wigilii Świąt Bożego Narodzenia mowa, pozostaje mi życzyć Państwu, w tym właśnie miejscu i w ten sposób, żałując, że nie mogę osobiście wyróżnić przynajmniej tych, z którymi współpracuję już od dłuższego czasu, tych, których miałem okazję poznać osobiście... innymi słowy, wszystkim Przyjaciołom i Sympatykom, Czytelnikom i Reklamodawcom, a także tym, którym CADblog.pl w jakiś sposób przeszkadza,

Serdeczne Życzenia

Zdrowych, Radosnych, Spędzonych w gronie Najbliższych
Świąt Bożego Narodzenia!

Niech te szczególne dni będą dla Was czasem odpoczynku i wzajemnej troski,
a chwile spędzone wspólnie z bliskimi przyniosą wiele ciepła.

A świąteczny karp niech ma wyjątkowo mało ości :)...


...czego Państwu i sobie życzy

Maciej Stanisławski
Warszawa, dn. 23.12.2011, godz. 20:35

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytaty tygodnia

„(...) żyjemy w takich czasach, że po pierwsze >klikalność i oglądalność< ważniejsza jest od rzetelnej informacji, a po drugie w wyścigu >kto pierwszy puści w świat njusa, ten lepszy< media bezkrytycznie używają funkcji >kopiuj + wklej<, zamiast zastanowić się nad tym, czy taka wiadomość ma w ogóle jakąkolwiek wagę. (...)”

Lech Potyński: Prawny Gniot, „Świat Motocykli” nr 1(219) 2012, s. 114

„Internet staje się sposobem życia, ma wpływ na sposób myślenia, komunikowania się między sobą, wybór lektur, organizację dnia. Jednak chrześcijanin powinien pamiętać, że jego życie ma sens „przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem” i w ten sam sposób powinien traktować Internet."

abp Celesto Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce, „Idziemy”, nr 48/2011, s. 9


Piątek, 9.12.2011 r.

Polska Premiera ST4... nie bez niespodzianek

22.11.2011 r. w hotelu Intercontinental w Warszawie, miała miejsce oficjalna Polska Premiera Solid Edge ST4. Przed organizatorami stanęło nie lada wyzwanie: w jaki sposób zaprezentować system, który tak naprawdę... znany jest już prawie od pół roku? Może powiedzieć coś na temat... ST5?

Wydarzenia organizowane przez Siemens Industry Software (Siemens PLM Software) już od lat – jeszcze od czasów UGS – cieszą się powodzeniem. Dzieje się tak nie tylko za sprawą tematyki konferencji, jaką jest oprogramowanie klasy PLM, ale także sprawnej organizacji spotkań, prezentacji itp. Listopadowa „premiera” idealnie wpisała się w ten nurt, chociaż jak wspomniałem – zadanie było trudne. W jaki sposób przedstawić użytkownikom (także potencjalnym) nowości oprogramowania, które można swobodnie testować już od kilku miesięcy (linki do wersji testowych na końcu artykułu)?

Jak zainteresować słuchaczy informacjami, które w ten czy inny sposób przekazywane były także na łamach CADblog.pl & SolidEdgeblog.pl? Okazało się, iż jest to możliwe.

Po części sprawiła to obecność gościa specjalnego, szefa marketingu Velocity – Russella Brook'a. Jego prezentacja (poprzedzona wystąpieniem Rafała Żmijewskiego), wprowadzająca w obszar zagadnień i nowości Solid Edge ST4, obejmowała m.in. udoskonaloną technologię synchroniczną, usprawnienia w zakresie Multi-CAD i tworzenia rysunków technicznych wprowadzone w najnowszej edycji Solid Edge oraz opis nowych narzędzi pozwalających przyspieszyć walidację projektowania części blaszanych.

| więcej |


Poniedziałek, 5.12.2011 r.

Jeśli nie Parasolid, to co?

„Nie odejdziemy od Parasolida” – tak zabrzmiała deklaracja przekazana przez przedstawicieli firmy podczas praskiej premiery SolidWorks 2012 w Europie. I teoretycznie nic nie wskazywało na to – przynajmniej jeśli chodzi o działania ze strony Dassault Systemes – by mogło być inaczej. Czy aby na pewno? I czy rzeczywiście SolidWorks nadal będzie bazował na jądrze, do którego prawa posiada... konkurencja? Z biznesowego punktu widzenia nie wydaje się to celowe. A z punktu użytkownika?

Wątpliwości rodziły się już od ubiegłorocznej premiery SolidWorks, wtedy w wersji 2011. Podczas spotkania SWW 2010, kilka tysięcy osób mogło zobaczyć okno programu, którego nazwa brzmiała ni mniej, ni więcej, tylko „SolidWorks V6”. To wtedy zaczęły się spekulacje na temat tego, jak daleko posunięta zostanie integracja między CATIA, platformą V6 i SolidWorks. Spekulacje może zamierzone przez firmę (na zasadzie kontrolowanego przecieku), może nie – gdyż wydaje się, iż część użytkowników zaczęła dość poważnie niepokoić się o przyszłość ulubionego systemu CAD. Czy SolidWorks zacznie przypominać „Kaśkę”? Jaki w tym sens i logika?
A w tym roku pojawiła się prezentacja SolidWorks dedykowanego dla obszaru architektonicznego. I tutaj już w ogóle nie było wątpliwości: zupełnie nowe środowisko, platforma V6, a SolidWorks – w zasadzie tylko z nazwy. Na niektórych padł blady strach, a sami przedstawiciele SolidWorks wspominali potem, iż plotki o zmianie kernela, jądra systemu – czyli de facto odejście od Parasolid – rozpowszechniane są przez konkurencję, w celu osłabienia sprzedaży SW i zaniepokojenia społeczności użytkowników SolidWorks. Jednocześnie nikt nie zaprzeczał, iż trwają prace nad zwiększeniem stopnia integracji SW z CATIA.

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) W 1808 roku sir George Cayley, zasłużony prekursor maszyn latających, zaprojektował silnik napędzanywybuchami
prochu strzelniczego, zapalanego przez podgrzewaną do czerwonego żaru rurkę, wchodzącą w połowie do głowicy cylindra.
Był to pierwszy w świecie, zadziwiający swą prostotą i skutecznością pomysł żarowego zapłonu, stosowany potem powszechnie
przez konstruktorów samochodów w latach 1886 - 1902 (...)”

Witold Rychter

„Aby zadziwić świat" w „Dzieje samochodu", WKiŁ, Warszawa 1987, s. 451


Piątek, 25.11.2011 r.

Usunąć wszystkie bariery

Co stało za decyzją o udostępnieniu wszystkim zainteresowanych – a przede wszystkim studentom – edukacyjnej wersji Solid Edge ST4? Kto w Siemens PLM Software odpowiada za realizację tej nowatorskiej koncepcji? Na jakie korzyści liczy Siemens PLM Software, decydując się na taki krok? Wreszcie – jakie potencjalne ograniczenia niesie ze sobą wersja edukacyjna Solid Edge ST4, a jakie ma możliwości?

Patrzę w kalendarz i oczom nie wierzę: oto mijają dwa miesiące od rozmowy telefonicznej z Michaelem Brownem; rozmowy przeprowadzonej wkrótce po udostępnieniu wszystkim zainteresowanym edukacyjnej edycji najnowszej wersji Solid Edge ST4, a uzupełnionej później drogą mailową odpowiedziami uzyskanymi od Krisa Kasprzaka. Tymczasem za nami już oficjalna polska prezentacja Solid Edge ST4, warto więc nareszcie zebrać wszystkie uzyskane informacje i podzielić się nimi z Państwem. Co prawda, pewne treści udostępniłem już na wcześniej na stronie, ale tym razem pora na swoiste „resume”.

Michael Brown pracę dla Siemens PLM Software rozpoczął w lutym br., ma jednak za sobą ponad dziesięć lat doświadczenia w pracy, m.in. podczas wdrażania i implementowania systemów PLM, chociażby w takich firmach jak Airbus czy Rolls Royce. Pracował także na kierowniczym stanowisku w PTC, a co szczególnie istotne w kontekście rozmowy o programie akademickim Siemens PLM Software – wcześniej opracował podobny program właśnie dla Parametric Technology. Nie miał jednak takich możliwości, jakimi dysponuje obecnie...

Na początku rozmowy przyznałem się do tego, że samemu wziąłem udział w programie akademickim, rejestrując się jako „wieczny” student. I zadałem pytanie, które wymieniłem już na wstępie: co stało za podjęciem takiej decyzji (bo kto – odpowiedź już znamy) i na jakie korzyści liczy Siemens PLM Software.

Aby udzielić odpowiedzi, Michael Brown odwołał się do informacji pochodzących od klientów Firmy i powracającym w nich sygnalizowaniu trudności związanych z rekrutacją nowych osób do pracy na stanowiskach inżynierskich. Dlaczego pojawiają się takie trudności i czego one dotyczą? Braku chętnych do pracy? Nie, problem tkwi w czymś zupełnie innym – w kwalifikacjach, w konieczności znalezienia i zatrudnienia absolwentów, którzy nie tylko potrafią pracować w nowoczesnych systemach CAD, ale także – potrafią być innowacyjni. Uczelnie „produkują” wystarczającą liczbę absolwentów – jak wynika ze statystyk, na które powoływał się Michael, w 2005 roku uczelnie techniczne w Stanach Zjednoczonych opuściło 70 000 inżynierów, w Wielkiej Brytanii 20 000 (dane z 2007 roku), a w rozwijających się potęgach, jak Indie czy Chiny – było to odpowiednio 350 000 i 600 000 absolwentów w 2005 roku. I statystycznie tylko 36% spośród nich znajduje zatrudnienie w przemyśle, w zawodzie inżyniera...
Osobną oczywiście pozostaje kwestia, czy wynika to z braku wystarczającej ilości miejsc do pracy, czy ze wspomnianego braku kwalifikacji. Ale faktem pozostaje, iż producentom systemów CAD powinno zależeć na tym, by absolwenci kierunków technicznych dysponowali biegłą znajomością ich oprogramowania. Nie da się tego osiągnąć bez sprawnie zorganizowanego programu akademickiego, edukacyjnego, polegającego przede wszystkim na udostępnieniu na możliwie atrakcyjnych warunkach najnowszych wersji oprogramowania dla jak najszerszej grupy studentów. (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Nie mam w tym żadnej kalkulacji, ale nawet z punktu widzenia interesu bardziej się opłaca zjechać, niż pochwalić.
Pochwalę np. sztukę p. X. Zyskam sobie przez to wrogów we wszystkich jego kolegach i konkurentach,
a on sam będzie miał pretensje, że nie dość go pochwaliłem. Natomiast, gdy zerżnę p. X., ucieszę tym wszystkich jego przyjaciół, rozraduję konkurentów, a wroga będę mieć tylko w jednym p. X.”

Antoni Słonimski

za: Krzysztof Feusette, „Dzieci Ryby mają głos”. Uważam Rze, nr 40/2011, s. 40


Poniedziałek, 14.11.2011 r. (godz.: 22:15)

CAD 3D za 20 dolarów?

Dlaczego tak często piszę o Siemens PLM Software? Po części za sprawą tego, co i jak często firma ta stara się zaoferować. Także w obszarze podejścia stricte biznesowego do szerszego zagadnienia, jakim jest udostępnianie wersji zarówno testowych, jak i komercyjnych swojego oprogramowania. Tytułowy CAD 3D za 20 dolarów jest prawdą. I nie taką, jak w przypadku popularnego onegdaj dowcipu z radiem „Erewań”, chociaż...

Dla tych, którzy dowcipu nie pamiętają, krótkie przypomnienie. Do radia Erewań dzwoni słuchacz z pytaniem, czy prawdą jest, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody? Radio odpowiada: – Tak, to prawda. Tylko że nie samochody, a rowery. I nie rozdają, tylko... kradną.
Siemens PLM Software zaoferował CAD 3D do zastosowań komercyjnych za opłatą abonamentową w wysokości niespełna 20 USD miesięcznie. Nie jest to zatem CAD za 20 USD, chyba że korzystać z niego będziemy nie dłużej niż przez okres jednego miesiąca. A jednak jest to najtańsze odpłatne rozwiązanie dostępne obecnie... Tak tanie, że... prawie za darmo.

Rzucanie nożami, czyli nikt nie chce zostać w tyle...
Taki pierwotnie tytuł miał nosić dzisiejszy wpis. A inspiracją do niego były niedawne doniesienia o:
1. wdrożeniu oprogramowania Solid Edge w amerykańskim przedsiębiorstwie produkującym samochody na indywidualne zamówienie; wcześniej z powodzeniem wykorzystywany był tam system SolidWorks... (link tutaj);
2. podjęciu współpracy przez Siemens PLM Software z firmą oferującą rozwiązania dla branż wykorzystujących w produkcji materiały kompozytowe; dosłownie kilka dni wcześniej publikowałem news o przejęciu przez Dassault Systemes dostawcy rozwiązań do symulacji i analiz w tym właśnie obszarze (link tutaj).

I chociaż może wydawać się, iż istotniejszy tutaj jest ten drugi przypadek – bo może oznaczać większą zmianę jakościową jeśli chodzi o możliwości z zakresu symulacji i analiz samego oprogramowania (Solid Edge i NX), a wdrożenie oprogramowania w niszowym, chociaż interesującym (dlaczego – o tym za chwilę) przedsiębiorstwie nie może mieć takiego znaczenia, okazało się wręcz przeciwnie...

Jest się czym pochwalić?
Cóż, przyznam szczerze, iż w informacji prasowej na temat wdrożenia w Local Motors systemu Solid Edge nie znalazłem nic szczególnie interesującego, poza faktem, iż wcześniej (jeszcze na początku roku) firma z powodzeniem stosowała SolidWorks. Ba, nawet nie opublikowałem tej informacji w nowościach, gdyż uznałem, iż bez odpowiedniego komentarza może ona wzbudzić jedynie uśmiech politowania („też nie mają się już czym chwalić, jakieś niszowe przedsiębiorstwo produkujące w najlepszym razie kilkaset samochodów rocznie...” itp.), a tymczasem dzieją się wokół rzeczy istotniejsze. Tak, o Local Motors pisałem w tym roku, przy okazji relacji z Solid Works World 2011 (dokładnie w tym miejscu znajdą Państwo akapit jej poświęcony). Ciekawy model funkcjonowania przedsiębiorstwa, ciekawa społeczność osób zaangażowanych w działanie firmy (temat na osobne opracowanie, informacja prasowa dostępna jest tutaj; powiem tylko, iż w projektowanie nadwozi i głównych zespołów samochodów, bazujących w większości na gotowych elementach pochodzących od producentów i dostawców OEM na rynku USA, zaangażowane jest całkiem liczne grono entuzjastów projektowania i wykorzystywania systemów CAD – ponad 13 000 osób – sic!). Ale prawdziwa „bomba” tkwiła w tym, co owej trzynastotysięcznej społeczności zaoferowała firma Siemens PLM Sofware. A to dopiero początek...

Solid Edge Design1
W czasie niedawnego telefonicznego wywiadu z Michaelem Brownem i Krisem Kasprzakiem zadałem pytanie, czy Siemens PLM Sofwtare planuje zaoferować bezpłatnie jakieś narzędzie, jakiś system na wzór 2D Drafting, ale pracujący w środowisku CAD 3D – niczym Autodesk 123D. W końcu to Siemens PLM Software (jeszcze jako UGS) jako pierwszy zdecydował się zaoferować komercyjny CAD 2D całkowicie za darmo. (...)

| więcej |


Czwartek, 10.11.2011 r.

„Auto-cad”?

Nie będę ukrywał, iż tytuł tego wpisu sprawił mi trochę kłopotu, a jednak – najlepiej oddawał to, co mam zamiar w nim poruszyć. Kłopot polega oczywiście na tym, iż budzi jednoznaczne skojarzenie z jednym z producentów oprogramowania CAD i jego flagowym, najlepiej chyba rozpoznawalnym oprogramowaniem, jakim jest AutoCAD. Swoją drogą, nazwa „Autodesk” nasuwa skojarzenia z „automatyczną deską kreślarską” i w pewnym sensie – istotnie tak jest: oprogramowanie CAD, obojętne, czy produkowane przez Autodesk, Dassault Systemes, PTC, Siemens PLM Software, SolidWorks Corp. czy też innych niewymienionych rynkowych graczy, zautomatyzowało w znacznym stopniu pracę kreślarzy (przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni, za użycie tego określenia).

A jednak do prawdziwego „auto-cad” nadal wiele mu brakuje...

Jak ktoś zauważy, poprzednie zdanie niesie w sobie „krytykę” w stosunku do wszystkich rozwiązań CAD dostępnych na rynku. Idąc tym tropem, powiem więcej, chociaż zabrzmi to banalnie: nie ma idealnego rozwiązania CAD/CAM/CAE spełniającego nie tylko oczekiwania wszystkich użytkowników, ale także postulat „automatyzacji”. Bo tak naprawdę systemy CAD nadal są ewolucyjną wersją deski kreślarskiej i jeśli posadzimy przed nimi osobę, której brakuje „żyłki inżynierskiej” (o wykształceniu celowo nie wspominam), bądź którą zobligujemy jedynie do wykonywania pracy odtwórczej (poprawianie błędów w dokumentacji importowanej z innego formatu, przerysowywanie dokumentacji papierowej do postaci cyfrowej etc.), stanie się ona „drafterem”, kreślarzem właśnie – i nie będzie tu miało znaczenia, czy pracuje w środowisku 2D, czy 3D. Praca odtwórcza może jednak okazać się tą bardzo poszukiwaną. Co prawda, prezes Volkswagen Group, Martin Winterkom przyznawał, iż wśród słabych punktów swojej firmy jedno z kluczowych miejsc zajmuje potrzeba zatrudniania najlepszych inżynierów, a tych niestety w Niemczech zaczyna dzisiaj brakować – z drugiej jednak strony coraz powszechniejsze zaczyna być zjawisko tzw. „cad-slaves” (niewolników CAD), w znaczeniu osób nie uzależnionych od systemów CAD, co skazanych na odtwórczą, kreślarską pracę. Pracę, w której owszem, liczyć się będzie znajomość narzędzia, ale wiedza inżynierska już niekoniecznie. Ba, wiedza to może być niewskazana! Dlaczego?

Prosty przykład: zdolny student w czasie konkursu projektowego ogłoszonego przez jednego z polskich dystrybutorów oprogramowania (zagadka: którego? Odpowiedź niebawem na SWblog.pl :)) zaprezentował kompleksowe opracowanie konstrukcji poduszkowca, w którym nie zabrakło zarówno rozwiązań nowatorskich, jak i ulepszonych koncepcji stosowanych przez uznanych światowych producentów. Ba, chociaż student dysponował wiedzą z obszaru mechaniki, zamodelował także układy (elektryczne i elektroniczne) sterowania całością maszyny. – Widziałem podobne układy, przyglądałem się im i na tej podstawie pokusiłem się o zaprojektowanie własnych – powiedział laureat. Czy już Państwo wiedzą, o co chodzi?
Powiedzmy, że teraz firma X, „mądra zagraniczna firma zatrudniająca niemądrych Polaków” (sic! – to cytat z rozmowy, którą miałem okazję odbyć podczas jednego z konferencyjnych wyjazdów), zdecyduje się zlecić proste prace związane z dokumentacją techniczną polskiemu inżynierowi – niech to będzie zdolny, ale świeżo upieczony student. Czym ryzykuje? Ano tym, że „zdolniacha” szybko podpatrzy ciekawe rozwiązania, a następnie, za kilka miesięcy/lat itp., zrealizuje je w praktyce, dodając do tego swoje ulepszenia, ale już na rzecz konkurecyjnej – a może nawet co gorsza polskiej firmy! Ryzyko niedopuszczalne. Może dlatego warto pomyśleć o tym, by reformować (uderzać w) nasz system edukacji tak, by tych naprawdę młodych i zdolnych odpowiednio wcześniej przejmowały zagraniczne koncerny i eksploatowały ich poza naszymi granicami?

Polska jest drugim co do wielkości europejskim rynkiem zbytu systemów CAD (dane nieoficjalne, pochodzące z cytowanej już rozmowy), a jest to konsekwencją „spychania” na naszych inżynierów „czarnej roboty” przez zagraniczne koncerny, np. z branży motoryzacyjnej. Wiele jednak wskazuje na to, iż ta tendencja będzie musiała się odwrócić. Albo wychowamy pokolenia „inżynierów-kreślarzy”, takich „operatorów systemów CAD”, dla których podczas rozmowy kwalifikacyjnej zadanie polegające na opisaniu i naszkicowaniu (nawet na kartce papieru) zasady działania rowerowej przekładni będzie czymś astronomicznie trudnym (zdarzenie autentyczne!) - i im będzie można spokojnie zlecać proste prace, albo otworzymy szanse rozwoju naprawdę zdolnych inżynierów, a prace kreślarskie scedujemy na absolwentów technicznych szkół średnich (co w pewnym nikłym zakresie udaje się realizować) albo wręcz na absolwentów szkół zawodowych (czy takie – oczywiście techniczne – jeszcze w Polsce działają?). Wtedy i jedni, i drudzy – i także trzeci (zleceniodawcy, zagraniczni „mocodawcy” itp.) powinni być usatysfakcjonowani. Absolwent zawodówki spokojnie znajdzie zatrudnienie, i to niekoniecznie „przy łopacie”. Co więcej, otwarta będzie przed nim droga przyszłego awansu (ukończyć szkołę średnią, potem studia – a w momencie studiowania będzie miał już za sobą jakieś 5-6 lat doświadczenia w pracy z CAD!). Podobnie w przypadku technika „po technikum”. A nauczyciele akademiccy, podczas zajęć na studiach, będą mogli skupić się na uczeniu „inżynierii”, a nie obsługi narzędzi – jakimi w końcu pozostają systemy CAD, CAM, CAE...

 
AutoCAD WS pracujący na smartfonie. Jak „świnka morska” – ani ten „AutoCAD” nie jest „auto”,
ani telefon nie jest tak naprawdę „smart”...

Narzędzia... Wróćmy zatem do początku, czyli do „auto-cada”. Ostatnio przeczytałem felieton (jak ja na to jeszcze znajduję czas? – nie znajduję :)) o tzw. „generatorach narracji” – automatycznych programach, które za pomocą odpowiednich algorytmów, korzystając z zasobów językowych i wzorców pochodzących od mistrzów gatunku, są w stanie układać samemu nie tyle fabułę, co opowieść – np. relację z prezentacji nowego oprogramowania CAD. Tak, to nie jest fikcja z kart opowiadań Stanisława Lema, to dzieje się już teraz: powstają autentyczne dziennikarskie roboty. Co więcej, są w stanie dostosować „swój sposób narracji” do konkretnego odbiorcy, jego oczekiwań i możliwości percepcji.

Zmierzam do tego, że zapewne kiedyś pojawi się „automatyczny” CAD. – Zaprojektuj przekładnię zębatą – rzuci znad klawiatury (jeśli jeszcze będą wtedy klawiatury w obecnym rozumieniu) inżynier przyszłości. „Auto-cad” zada kilka pomocniczych pytań i na podstawie odpowiedzi przedstawi np. schemat ideowy. Pozostanie ustalenie wymiarów, albo wczytanie np. innego projektu, do którego owa projektowana przekładnia będzie musiała się fizycznie dopasować. I tyle.

Mrzonka? A skąd! Proszę popatrzeć na obecnie dostępne narzędzia, funkcjonalności do optymalizacji projektów, działające z powodzeniem w zaawansowanych systemach CAD. A obszar CAE? Tutaj zapewne najprędzej doczekamy się pełnej automatyzacji analiz. – Zbadaj mój projekt pod wszystkimi możliwymi kątami, wracam jutro – powie „mesowiec” przyszłości. A jego „auto-cad-cam-slave” spokojnie i cierpliwie przeprowadzi wszystkie analizy i badania. A potem zoptymalizuje projekt, przygotowując kilka równoważnych wariantów do akceptacji...

Dobrze, że przynajmniej ów akt akceptacji zależeć będzie od człowieka. Przynajmniej taką mam nadzieję...

Pozdrawiam

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą (...)
Żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
Chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć...”

Ks. Jan Twardowski, „Śpieszmy się”


31.10.2011 r.

„Cloud computnig” – rozdział zamknięty?

W ostatnich dniach dwukrotnie – przy zupełnie różnych okazjach – zetknąłem się z tematem systemów cadowskich (i pochodnych) działających w „chmurze”. Jeśli dodać do tego konferencję „PLM Europe 2011”, to trzykrotnie. Co ciekawe, za każdym razem temat podejmowany był z zupełnie innym nastawieniem: od entuzjazmu po skrajny pesymizm. Czy Ralph Grabowski, pisząc o tym, iż „chmura jest już martwa” ma rację?


Chmura wg Grabowskiego
W swoim artykule (upFront.eZine NEWS #709) Ralph Grabowski wskazał szereg argumentów przemawiających za swoją tezą. A zaczął od – zdawałoby się – najbardziej oczywistego: zaledwie kilku producentów oprogramowania koncentruje się na opracowywaniu rozwiązań korzystających z „chmury”.
Istotnie, najbardziej zaangażowane wydają się koncerny Dassault Systemes (z platformą V6) i Autodesk (abstrahując od aplikacji AutoCAD WS, którą można uruchomić nawet na małym smartfonie z systemem Android – tylko po co? – firma ta oferuje szereg innych rozwiązań pracujących w chmurze, np. „zdalne” analizy itp.; co więcej: deklaruje, iż do 2014 wszystkie flagowe produkty będą zdolne do pracy w chmurze!); oferują one użytkownikom rozwiązania wykorzystujące w praktyce „cloud computing”, a przede wszystkim oficjalnie informują o prowadzonych pracach. A jednak jest jeszcze jedna strona medalu, o której Ralph Grabowski wydaje się zapominać. To, że ktoś nie mówi głośno o przygotowywaniu rozwiązań pracujących w chmurze nie znaczy, iż nimi się nie zajmuje. Przecież dekadę temu o PLM mówiło tylko UGS (obecnie Siemens PLM Software) i Dassault Systemes, może także PTC. A w chwili obecnej każdy producent oprogramowania stara się dodać do swojej oferty coś więcej, niż tylko PDM – i stara się zaoferować rozwiązanie typu PLM. Może to samo czeka nas w przypadku „Cloud Computing”? Wspomniana Siemens PLM Sofware ma w ofercie Teamcenter na urządzenia mobilne, o którym możemy powiedzieć, że pracuje w chmurze. W „prywatnej”, ale zawsze (o tym, czym jest chmura prywatna i publiczna, trochę więcej zamieściłem tutaj*). Także „mali” dostawcy oprogramowania CAD zaczęli oferować narzędzia wspierające użytkowników swoich „stacjonarnych” wersji systemów CAD, czego przykładem może być nowość w ofercie GstarCAD (tutaj).

Kolejnym argumentem wysuwanym przez Grabowskiego jest... nieustająca popularność rozwiązań CAD klasy 2D, z „flagowym” przykładem, jakim nadal pozostaje AutoCAD LT – od lat najpopularniejszy system CAD, powoli tracący jednak pozycję na rzecz darmowej markowej konkurencji (DraftSight, Solid Edge 2D Drafting), tańszego oprogramowania drobniejszych producentów, czy też... wspomnianego AutoCAD WS. Przynajmniej teoretycznie (vide cytat). Hmm, swoją drogą, ten ostatni pracuje jednak „w chmurze”, nawet jeśli chmura ta ogranicza się do przechowywania i wymiany danych. W każdym razie CAD 2D raczej nie wymaga od użytkownika angażowania „chmury obliczeniowej” – ba, sposób pracy w środowisku 2D, typowym „kreślarskim” raczej zakłada działania lokalne, czasem ograniczone do jednego stanowiska, na którym inżynier/kreślarz pracowicie tworzy swoje projekty. A zasoby przeciętnego komputera są aż nadto wystarczające do obsługi środowiska 2D. Innymi słowy – czy istotnie można mówić o tym, iż już w tej chwili jest odczuwalne zapotrzebowanie na usługi „w chmurze”? A jaka obecnie jest jakość tych usług w odniesieniu do aplikacji CADowskich? Właśnie owa stosunkowo mierna jakość – zdaniem Ralpha – jest kolejnym argumentem przemawiającym na niekorzyść „cloud computing”.

Zatrzymam się przy tej jakości na chwilę. Wiadomo, iż każda rzecz (instytucja itp.) jest tak dobra i niezawodna, jak jej najsłabszy element, najsłabsze ogniwo. Ciśnie się na usta pytanie, o stan naszej infrastruktury IT, o podstawowy element umożliwiający pracę w chmurze, czyli szybki i stabilny dostęp do Internetu. Może ktoś z Państwa pamięta pierwszy oficjalny pokaz platformy V6 w Polsce, zorganizowany przez Dassault Systemes podczas konferencji PLM Forum w Wiśle, kilka lat temu? Właśnie awaria łączy skutecznie położyła się cieniem na całości przyszłościowego rozwiązania. Przyszłościowego – bo może „chmura” nie trafiła jeszcze na swój czas?

„AutoCAD WS odnotował ponad dwa miliony zarejestrowanych użytkowników.
I użytkownicy owi załadowali 3,5 miliona rysunków. Liczby pozornie potężne, ale przecież oznacza to zaledwie 1,8 rysunku na użytkownika...”

Steve Johnson

Ralpha Grabowskiego irytuje także głoszona przez Autodesk sentencja 3 x A: „Anybody, anytime, anywhere”, którą można swobodnie przetłumaczyć, jako „Ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek”, a która w prosty (i marketingowy) sposób ma definiować zalety z pracy w chmurze. Grabowski dokonuje „rozbioru” owej sentencji na czynniki pierwsze w bezlitosny sposób:
• Ktokolwiek – ma oznaczać, iż tak naprawdę jedynie nieliczni subskrybenci oprogramowania Autodesk mają mieć możliwość korzystania z zalet „chmury”, a i pośród nich znajdą się „równi i równiejsi”;
• Kiedykolwiek – biorąc pod uwagę błędy i opóźnienia w realizacji programu „powszechnej” dostępności chmury, Grabowski sugeruje podejście do tego hasła z odpowiednią rezerwą;
• Gdziekolwiek – o tym już wspomnieliśmy; mowa tutaj o konieczności uzyskania dostępu do szybkiego Internetu, co może okazać się szczególnie kłopotliwe np. w podróży, kiedy usługi oferowane przez operatorów sieci komórkowej mogą być niewystarczające, podobnie jak mniej lub bardziej publiczny dostęp do Wi-Fi...

Najbardziej przewrotne jest wskazanie, iż „ktokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek” najlepiej odnosi się do... oprogramowania zainstalowanego i pracującego na lokalnym komputerze. Zdaniem Grabowskiego. Cóż, ale „ktokolwiek” budzi w tym kontekście moje wątpliwości :).
Osobną kwestią jest... bezpieczeństwo danych. Tutaj jednak moim zdaniem zarówno entuzjaści, jak i sceptycy rozwiązań CAD w chmurze, mogą posłużyć się równoważnymi argumentami. Z jednej bowiem strony nic tak nie zabezpieczy komputera, jak brak jakiegokolwiek dostępu do sieci (proszę się nad tym zastanowić, wiem to z własnego doświadczenia – tak funkcjonuje od kilku lat moja stacja DTP), z drugiej strony – dostawcy usług internetowych bardzo często są w stanie zapewnić większe bezpieczeństwo, niż lokalna sieć w małym przedsiębiorstwie. Oczywiście w obu przypadkach nie ma możliwości zagwarantowania, iż jednak w jakiś sposób nie nastąpi „wyciek” informacji...
Grabowski docenia oczywiste korzyści wynikające z rozwiązań bazujących w chmurze. Łatwość wymiany plików między użytkownikami (po spełnieniu warunku uzyskania dobrego dostępu do sieci), przesyłania informacji okołoprojektowych, kontroli nad przebiegiem prac, dostęp do danych CAD z urządzeń mobilnych, dodatkowe „kopie” bezpieczeństwa (dane zapisane na serwerach dostawców usług sieciowych) itp. Zaleca jednak podejście z dystansem, a na pewno odradza ucieczkę ze wszystkimi danymi „w chmury”. Tymczasem...

Podejście numer dwa
Podczas premiery SolidWorks 2012 zorganizowanej w Warszawie przez CNS Solutions (relacja niebawem tutaj), bardzo ciekawe wystąpienie miał Jacek Stochlak z HP Polska. O technologiach IT mówił od strony nie tyle „technologicznej”, co strategicznej, biznesowej i ideologicznej. I z jego wystąpienia jawił się obraz przyszłości należącej właśnie do sfery rozwiązań „w chmurze”, na które mają się składać:
• oprogramowanie dostarczane jako usługa;
• struktura dostarczana jako usługa;
• platforma systemowa dostarczana jako usługa.
O takim podejściu pisałem już, przytaczając fenomen systemu Chrome OS i Netbooków (
ChromeCAD 1.0? Chyba jeszcze za wcześnie...”)
Proszę Państwa, coś istotnie „jest na rzeczy”: Microsoft codziennie instaluje 10 000 nowych serwerów; Google przetwarza ponad dwadzieścia petabajtów danych (sic!) dziennie; w ciągu najbliższych pięciu lat z Internetem łączyć się będzie więcej urządzeń niż przez ostatnie piętnaście lat łącznie!
Technologia i wymagania rynku napędzają modele biznesu. Coraz częściej mamy do czynienia z produkcją jako usługą, także – zlecaną i realizowaną poprzez sieć. Ekstremalnym przykładem może być samochód oferowany przez firmę Local Motors, wykorzystującą do niedawna przede wszystkim oprogramowanie SolidWorks, a obecnie także Solid Edge. Firmę, która z definicji założyła udział klienta – zamawiającego samochód – w procesie produkcji tego pojazdu (więcej na ten temat w nowościach, a także... w relacji z SWW 2011). Ale można je mnożyć.

Będąc świadomym powyższego, trudno być sceptykiem w odniesieniu do przyszłości systemów IT pracujących w chmurze. Jakichkolwiek systemów. A to oznacza, że także... rozwiązań CAD.

A jednak...
Przyszłość – może okazać się nieprzewidywalna. Ba, czy wiemy, co nas spotka w przyszłym roku, za tydzień, jutro czy nawet za godzinę? A tu i teraz... mamy prawo czuć się pewniej wiedząc, że nasz system do poprawnej pracy nie potrzebuje dostępu do sieci, może doskonale działać „w trybie off-line”. Mamy prawo oczekiwać, iż okno naszej ulubionej aplikacji nie zmieni nagle swego wyglądu, bo akurat automatycznie została zaktualizowana do najnowszej „chmurnej” wersji.

Bardzo często czujemy się lepiej wiedząc, iż nasz projekt spoczywa spokojnie zapisany na dysku komputera, ewentualnie w lokalnym „backupie”, czy wręcz na pendrive schowanym w szufladzie, a nie gdzieś tam na serwerze, nie wiadomo w ilu kopiach. I nie musimy martwić się tym, czy uda nam się uzyskać do niego dostęp, bo nagle TP S.A. wstrzymała nam dostęp do Neostrady ze względów technicznych (konserwacja łączy), bo drastycznie spadła transmisja danych (za sprawą złośliwego sąsiada, który sprytnie obszedł nasze zabezpieczenia i współdzieli sygnał lokalnej osiedlowej sieci Wi-Fi), bo... i tak dalej, i tak dalej...

Z drugiej strony, jeśli nadejdzie chwila, kiedy „chmura” będzie w stanie zagwarantować nam to wszystko, wszystkie zalety przy całkowitym pozbawieniu wad; jeśli za oprogramowanie płacić będziemy proporcjonalnie do stopnia jego wykorzystania (co także podawane jest jako jedna z zalet „cloud computing”) to... dlaczego nie?

Zdaniem internautów...
A co Państwo sądzą na temat „Cloud computing”? Zachęcam do wyrażania opinii i dyskusji na forum (osobny wątek dot. pracy w chmurze: http://www.cadblog.pl/forum/viewtopic.php?f=32&t=128)

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |

Warto przeczytać:
Steve Johnson „Cloud discussion...” http://www.blog.cadnauseam.com/


*Chmura publiczna, prywatna... co to takiego jest?
O ile chmurą publiczną możemy w najprostszym ujęciu nazwać całe ogólnodostępne zasoby internetu, wraz z serwerami, portalami, kontami pocztowymi, usługami przechowywania zdjęć etc., dostępnymi w zasadzie dla każdego, o tyle chmura prywatna jest już rodzajem chmury obliczeniowej o ograniczonym dostępie i specjalizowanym, sprecyzowanym przeznaczeniu – oferowanym przez dane przedsiębiorstwo swoim klientom. Oczywiście, działa ona w jakimś obszarze globalnej sieci (czyli publicznej chmury), ale gwarantuje zdecydowanie większe bezpieczeństwo przechowywania i współdzielenia zasobów (danych, plików modeli, korespondencji itp.)...

Źródła:
Tekst Mariusza Kędziory, specjalisty od IT, na temat rodzajów chmur
Definicja z ulubionego źródła prezydenta :) http://pl.wikipedia.org/wiki/Private_cloud


28.10.2011 r.

Głos użytkowników... PLM

W dniach 17-19 października 2011, w miejscowości Linz (Austria) miała miejsce coroczna konferencja organizowana przez stowarzyszenie PLM Europe, skupiające użytkowników rozwiązań Siemens PLM Software. Podtytułem konferencji, a także uzupełnieniem logotypu stowarzyszenia (używam określenia „stowarzyszenie”, chociaż może lepsze byłoby „organizacja”) jest sentencja mówiąca o „głosie użytkowników Siemens PLM Software” (ang. „The Voice of Siemens PLM Software Users”). Dlaczego zwracam na to uwagę?

W portfolio Siemensa znajdziemy „Velocity Series” (www.siemens.com/velocity), którego trzon stanowi oprogramowanie Solid Edge. A jednak wśród uczestników konferencji trudno byłoby wskazać osoby na co dzień posługujące się tym systemem CAD. Na PLM Europe obecni byli użytkownicy NX, ale chyba przede wszystkim – osoby wykorzystujące w swojej pracy systemy Teamcenter i Tecnomatix. Zresztą z samych badań przeprowadzonych przez organizatorów, których wyniki przywoływane były podczas sesji generalnej otwierającej wydarzenie wynikało, iż ponad 60 procent obecnych na konferencji zainteresowanych jest nowościami w obszarze PLM (i PDM), a niekoniecznie w obszarze CAD. Cóż, na prezentację nowego Teamcenter 10 przyjdzie jeszcze poczekać, ale PLM Europe było znakomitą okazją do oficjalnego zaprezentowania w tej części świata najnowszej wersji NX 8.0 i Tecnomatix 10.

W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć kilka faktów, związanych z tegoroczną edycją i z... Siemens PLM Software:
• konferencja odbywająca się w Design Center Linz zgromadziła ponad dziewięciuset uczestników (przedstawiciele mediów nie byli reprezentowani zbyt licznie, chociaż podobno było nas zdecydowanie więcej niż w latach ubiegłych);
• zgromadziła także rekordową liczbę wystawców – partnerów (ponad 40 stoisk, wśród nich m.in. Moldex 3D z Państwa Środka, Cortona3D, Microsoft, Cadenas, 3Dconnexion – i konkurencyjny SpaceControl i wiele innych);
• oprócz sesji otwartych, odbyły się 93 warsztaty/seminaria (!) prowadzone w mniejszych grupach. Zdarzało się, iż w niektórych salach liczba osób uczestniczących wynosiła dosłownie kilka, a w innych zainteresowani siedzieli na podłodze i stali na korytarzu przy otwartych drzwiach (to mały „kamyczek do ogródka” organizatorów – na pewno można było lepiej rozeznać zainteresowanie uczestników poszczególnymi sesjami i dostosować sale do rzeczywistych potrzeb). Miałem okazję uczestniczyć w dwóch seminariach: pierwszym prowadzonym przez Jean-Paula Mestre, a poświęconym zarządzaniu i pracy z Teamcenter w środowisku Multi-CAD (np. równolegle z SolidWorks, Catia czy Pro/E) i drugim – szczególnie interesującym z punktu widzenia entuzjasty ST – zatytułowanym „Synchroniczna Technologia ... co każdy inżynier wiedzieć powinien”, prowadzonym przez Mike'a Reburkha. Ktoś złośliwy może stwierdzić, iż jak na dziewięćdziesiąt możliwości, wybór dwóch to trochę niewiele. Cóż, odpowiem, iż użytkownicy NX, Tecnomatix i Teamcenter naprawdę mieli w czym wybierać, natomiast ktoś zainteresowany i skupiony na Solid Edge mógł czuć pewien niedosyt, ale dla niego przewidziane są przecież inne wydarzenia;
• Siemens PLM Software może pochwalić się ponad 69 500. użytkowników w 80. krajach świata (wśród nich znajdziemy m.in. Aston Martin, Antonov, BAE Systems, Boeing, BSH, Daimler AG, Chrysler, Ford, General Electric, General Motors, Nissan, Procter & Gamble, Rolls-Royce, Suchoj itp.);
• 80% firm korzystających z rozwiązań Siemens PLM Software należy do branż motoryzacyjnej, lotniczej/kosmicznej, maszynowej i zaawansowanych technologii. Dwudziestu najważniejszych dostawców branży motoryzacyjnej korzysta z oprogramowania CAD/CAM/CAE pochodzącego z portfolio Siemensa. Największe światowe wdrożenie systemu PLM miało miejsce w General Motors;
• Siemens PLM Software tworzy i zarządza ponad 48% danych w formatach 3D;
• 63% oprogramowania Siemens PLM Software zarządza danymi pochodzącymi z wielu systemów CAD (Multi-CAD), co oznacza – jak żartobliwie zauważają przedstawiciele firmy – iż zarządza większą ilością danych pochodzącą od konkurencji niż z własnych systemów...
(...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Geniusz informatyki, ekonomii i marketingu nie tylko stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie, lecz także wykreował całe społeczeństwo informatyczne. Dał światu produkty elitarne, ale równocześnie masowe. Był niepowtarzalną osobą w skali światowej, ikoną Doliny Krzemowej. Steve Jobs, współzałożyciel i szef firmy Apple, zmarł w Kalifornii w środę 5 października.
Tak twórczy, odkrywczy umysł miał tylko Leonardo da Vinci i Thomas Alva Edison. I choć nie uhonorowano go Nagrodą Nobla czy jakimś innym prestiżowym wyróżnieniem, Steve Jobs niewątpliwie był jednym z największych twórców swoich czasów i inspiracją dla całego pokolenia...”

Olgierd Domino, „Osierocona generacja iPodów”, w: Najwyższy Czas, nr 43, październik 2011, s. 24


Wtorek, 25.10.2011 r.

Jak Deelip? Jeszcze daleko mi do niego...

Bardzo często na łamach CADblog.pl powołuję się na informacje publikowane na blogu Deelipa Menezesa (www.deelip.com). Jest to szczególna postać, znana i rozpoznawalna w świecie CAD (chociaż zdarza mi się spotykać ludzi z branży, którzy wcześniej z nim się nie zetknęli – zarówno z samym Deelipem, jak i jego blogiem). Swego czasu miałem nawet okazję przeprowadzić z nim rozmowę, podczas której zwierzył się znajomemu: „Nie przerywaj, po raz pierwszy to nie ja przeprowadzam wywiad, tylko przeprowadzają go ze mną...”. Cóż, gdybym był Deelipem, wywiad ten ukazał by się na łamach CADblog.pl zapewne w 5-10 minut po jego przeprowadzeniu. A tymczasem... jutro upłynie tydzień od zakończenia konferencji PLM Connection Europe 2011 (17-19 października, Linz), a ja jeszcze nie zamieściłem relacji z tego wydarzenia. Od rozmowy z Deelipem upłynie niedługo rok... „Tati lajf”!

Niestety, nie wszystko można i daje się łatwo ogarnąć. Weryfikowanie bazy adresowej wysyłki wydania papierowego (stale napływają zgłoszenia od chętnych osób spoza przygotowanego wcześniej „rozdzielnika” i wszystko wskazuje na to, iż od następnego wydania zmuszony będę wprowadzić przynajmniej odpłatność pokrywającą zwrot kosztów wysyłki – ale o tym niebawem w zakładce „Prenumerata”), nadrabianie zaległości, śledzenie wydarzeń ze świata CAD – także tego „darmowego” (a tutaj dzieje się! Nowy ADSK 123D, nowy DraftSight...). Mimo iż przed każdym wyjazdem obiecuję sobie, iż tym razem wszystko będę zamieszczał i przygotowywał na bieżąco – niestety, nadal mi się ta sztuka nie udaje. I zaległości rosną. Innymi słowy – do Deelipa daleko.

Jutro w Warszawie będzie miała miejsce jubileuszowa konferencja CNS. Pojutrze – na wydziale SiMR Politechniki Warszawskiej siódma wystawa prac studentów, także ASP. I kolejne zaległości gotowe. A trzeba tam być, także z pewną zarezerwowaną pulą papierowych wydań. A'propos wydania papierowego – udało mi się wreszcie dzisiaj zaktualizować teksty zamieszczone on-line, które miały być uzupełnieniem/rozwinięciem publikacji z tego właśnie wydania: o ewolucji Solid Edge (od ST3 do ST4) – dostępny tutaj i o „nieodchodzeniu” przez zespół SolidWorks od Parasolida – dostępny tutaj.

Tutaj mała dygresja: część z osób związanych ze światem CAD, z którymi miałem okazję rozmawiać (także przedstawiciele światka dziennikarskiego) powątpiewają w szczerość tych deklaracji. Nastrój zwątpienia powiększają także niedawne decyzje osób ściśle związanych z SolidWorks o odejściu od firmy. Wracając do kernela, najczęściej pojawia się argument: skoro właścicielem Parasolida jest Siemens PLM Software, to Dassault Systemes (którego częścią jest SolidWorks) prędzej czy później zrezygnuje z płacenia za prawa do licencji i postawi na zupełnie nowe jądro systemu... Osobiście, po rozmowie z przedstawicielami DS SolidWorks, zaczynam w to wątpić. Parasolid jest sprawdzonym rozwiązaniem, konkurencja DS wykorzystuje go nie tylko w CAD 3D przeznaczonym dla rynku średniego odbiorcy, ale na jego bazie rozwija także swój flagowy produkt. A CATIA w wersji V5 i V6 dedykowana jest jednak innemu odbiorcy, niż użytkownicy SolidWorks. Można oczywiście oczekiwać, iż np. DraftSight czeka na tyle dynamiczny rozwój, iż za lat kilka to on zastąpi SolidWorks – ale tego także bym się nie spodziewał. DraftSight pozostaje darmowym narzędziem i zapewne jeszcze długo nim będzie.

Ale, ale – czy słyszeli Państwo o tym, że ARAS (firma oferująca otwarte, darmowe rozwiązanie PLM – nie „PDM”, ale „PLM” właśnie – przygotowała specjalną propozycję dla użytkowników SolidWorks i Enterprise? Więcej na ten temat postaram się wrzucić do nowości...

Konferencja w Linz była ciekawa. Dwa przeprowadzone oficjalnie wywiady czeka żmudny, „korporacyjny” proces autoryzacji (proszę Państwa, jednym z moich rozmówców był nie kto inny, tylko człowiek odpowiedzialny m.in. za rozwój formatu *.jt), ale przywiozłem ze sobą także kilka mniej oficjalnych nagrań – z rozmów z partnerami Siemens PLM Software obecnymi podczas wydarzenia organizowanego przez PLM Europe. I – jak to szczęśliwie dla mnie się składa – miałem okazję spotkać kogoś, kto – podobnie jak John Hilton – tworzył podwaliny obecnego sukcesu 3Dconnexion i manipulatorów przez nią oferowanych. Tym kimś był przyjaciel, współpracownik Johna Hiltona (www.spatialfreedom.com), podobnie jak on wynalazca manipulatora 3D, zwanego obecnie „myszką 3D” – Bernd Gombert, właściciel SpaceControl, a wcześniej wieloletni pracownik... 3Dconnexion właśnie – ale ta branża jest mała! Obecny był, w przeciwległym do 3Dconnexion końcu sali, wraz z oferowanymi przez siebie manipulatorami – vide zdjęcie.

 

Patrząc na nie zacieram dłonie, gdyż niebawem czeka mnie – i Państwa – pierwsze w Polsce porównanie konkurencyjnych myszek 3D pochodzącym od trzech producentów: 3Dconnexion, SpatialFreedom i SpaceControl. Wymieniam je w tej kolejności, gdyż tak mniej więcej kształtują się ceny oferowanych manipulatorów; najtańszy model ma nadal w swojej ofercie 3Dconnexion, niekwestionowany lider rynku (a w Polsce monopolista :)) - myślę tutaj o prostym, wręcz prymitywnym SpaceNavigatorze. Inne modele w ofercie firmy nie mogą już konkurować cenowo z ofertą pozostałych producentów, a ci z kolei przygotowali naprawdę funkcjonalne rozwiązania, bijące SpaceNavigatora na głowę. Chociaż ocena Astroida (ze SpatialFreedom), który zdecydowanie odstaje pod względem wzornictwa od pozostałych urządzeń, zachowując przy tym dobrą ergonomię, nie jest łatwa. Dlaczego? Otóż jego ogromną wadą pozostaje brak aktualnego wsparcia programowego (sterowników) do systemów CAD 3D i innych; zarówno 3Dconnexion, jak i SpaceControl takie wsparcie gwarantują i istotnie zapewniają. Ale do tematu jeszcze powrócę, chociaż owych „powrotów” zebrała się już spora kolejka. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, by przygotować niebawem e-wydanie, w całości składające się właśnie z takich czekających na swoje pięć minut tematów? Może być ciekawe... A przy okazji – kolejne papierowe... przed Świętami Bożego Narodzenia.

Siemens PLM Software poinformował niedawno nie tylko o nowym Parasolid, ale także – o D-Cubed. Niektórzy z Państwa zapewne doskonale zdają sobie sprawę, jaką rolę odgrywa w technologii synchronicznej. Z jednej strony „stare”, wypróbowane jądro Parasoid, z drugiej – D-Cubed. Synchronous Technology wydaje się być czymś, co stanowi ogniwo pośrednie, albo raczej – nadbudowę pozwalającą na symultaniczne korzystanie z obu elementów układanki, która składa się zarówno na funkcjonowanie, na sposób funkcjonowania nowego Solid Edge ST4, jak i najnowszej edycji NX 8 – także z technologią synchroniczną (więcej o D-Cubed tutaj).

Przy okazji – do grona dostawców rozwiązań CAD, którzy idą w ślady Siemens PLM Software, dołączył niedawno Bricscad (V12 zapewnia możliwości modelowania bezpośredniego i parametrycznego), a niebawem, w oparciu o podobną technologię (za którą stoi m.in. LEDAS), podobnym tropem podąży KOMPAS-3D (o czym wspomniałem już w nowościach, np. tutaj).

I jeszcze jedno, na zakończenie: Ralph Grabowski (upFront e-zine) wieści koniec rozwiązaniom CAD „w chmurze”. Jaka przyszłość czeka Cloud Computing – o tym napiszę następnym razem. A wcześniej, na SolidEdgeblog.pl – relacja z PLM Connection Europe 2012!

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Przypomniało mi się ciekawe zdarzenie. (...) na wspomnianych wakacjach w Murckach pewnego pięknego poranka dziadek mówi do mnie: – Janek, poszukaj gdzieś na śmietniku takiej (w tym momencie pokazał mi, czego szukać) puszki po konserwie! Poszedłem i przyniosłem, co trzeba, nie wiedząc, do czego ta puszka jest potrzebna. Jak się później okazało, dziadek wykonał kokilę tłoka, a puszka była potrzebna do odlania tłoka do motocykla. Po odlewie tłok został przekazany do dalszej obróbki i do dorobienia pierścieni. Wszystkie operacje były wykonane „złotymi rękami” polskich starych rzemieślników. Przypadki takie były czymś normalnym. (...)”

Tomasz Szczerbicki: Od zawsze na motocyklu – klan Hennków, w: Automobilista, nr 10/2011, s. 39


Czwartek, 13.10.2011 r.

Spełnione marzenia

Czy pamiętają Państwo jedno z pierwszych, wtedy jeszcze bezpłatnych wydań „Projektowania i Konstrukcji...”? Konkretnie chodzi o numer 2 z 2008 roku. Na jego okładce widać fragment komputerowej wizualizacji polskiego koncepcyjnego motocykla. Miło mi poinformować Państwa, iż motocykl ten przybrał już fizyczną postać. Podobnie jak CADblog.pl, który – jak powiedział pewien znajomy obcokrajowiec – jest chyba pierwszym na świecie blogiem w papierowej postaci...

Jak wynika z powyższego – marzenia się spełniają. Przyznam bowiem, iż kiedy po raz pierwszy miałem okazję napisać kilka zdań na temat koncepcji JJ2S (motocykla z dwusuwowym silnikiem w układzie krzyżowym), chociaż gorąco dopingowałem realizację owej koncepcji w rzeczywistości, to jednocześnie w głębi duszy odczuwałem smutek i lęk, iż pomysł ten nigdy nie doczeka się finału w postaci budowy gotowego egzemplarza – choćby prototypu, chociaż jednej sztuki.

Jednak zapał i determinacja J. Jacka Synakiewicza, pomysłodawcy, autora i realizatora śmiałego projektu, doprowadziły do tego, iż marzenie się spełniło – doczekaliśmy się nowego polskiego motocykla. Co prawda na razie ma on postać egzemplarza studialnego, ale – jest! Fizycznie, a nie w postaci wirtualnego modelu.

Zainteresowanych szczegółami tego projektu zapraszam na strony JJ2S (tutaj i tutaj), poświęcone temu motocyklowi. Mogę także zapowiedzieć, iż w kolejnym wydaniu CADblog.pl nie zabraknie miejsca (mimo objętości „40 i 4”) na to, by przybliżyć zarówno historię projektu, jak i najnowsze informacje na jego temat. Teraz poinformuję tylko Państwa w telegraficznym skrócie, iż 22 lipca bieżącego roku, JJS Design J. Jacek Synakiewicz wraz z jego studialnym motocyklem zostali zaproszone na wystawę „Design in Poland – Transition to Modernity”, organizowaną przez Urząd Patentowy RP. Wystawę można było odwiedzać w dniach od 26.09. do 2.10.2011 r. w... Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym w Genewie (sic!), w czasie trwania Walnego Zgromadzenia Krajów Członkowskich Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Ale – co warte uwagi – wystawa ta będzie też prezentowana w Poznaniu przez cały listopad, w czasie trwania Międzynarodowych Targów Poznańskich. Na pewno warto znaleźć czas, by zjawić się tam chociaż na chwilę (link do oficjalnej strony wystawy tutaj).

Jak doszło do budowy prototypu, fizycznego egzemplarza motocykla?
Po otrzymaniu zaproszenia (na wystawę Design in Poland – przyp. redakcji) doszedłem do wniosku, że pokazywanie projektu to już trochę za mało – opowiada J. Jacek Synakiewicz. – Po dłuższej rozmowie telefonicznej z Wojtkiem Garusem, współwłaścicielem firmy GG TECH W. Garus i T. Gromek Spółka Jawna podjęliśmy decyzję o budowie motocykla studialnego, którego głównym zadaniem ma być zaprezentowanie możliwości projektowych JJS Design i możliwości wykonawczych GG TECH. Po podjęciu decyzji GG TECH rozpoczął prace związane z wykonaniem poszczególnych elementów silnika, a ja szukałem wykonawców ramy i układu wydechowego. Nie było to łatwe, jednak ostatecznie wykonać wydech zobowiązał się Robert Pawłowski, właściciel firmy MOTO WYDECH z Konstancina-Jeziornej, a ramy Zbigniew Lech, wspówłaściciel firmy Z.P.U. Profes S.C. z Kwidzyna...
Efektem miesięcznej, bardzo ciężkiej pracy wszystkich zaangażowanych w ten projekt jest to, co można obejrzeć na stronie: http://jjsdesign.net/motocyklstudialny, a także w listopadzie w Poznaniu podczas MTP.
– Planujemy zakończyć budowę motocykla studialnego w przyszłym roku i zaprezentować go na jednym z salonów motocyklowych – dodaje autor projektu.

To chyba nie jest przypadek. Pana J. Jacka Synakiewicza spotkałem na początku mojej „przygody” z własnymi próbami medialnymi o tematyce CADowskiej. I po kilku latach od tego momentu, mniej więcej w tym samym czasie, nasze marzenia się spełniają i to w podobny sposób: jego – o motocyklu w fizycznej postaci, moje – o CADblogu w postaci papierowej (a więc było nie było także fizycznej). Szkoda jedynie, iż historia JJ2S nie zagościła na łamach debiutującego podczas Wirtotechnologii wydania.

A z jakim przyjęciem spotkał się papierowy CADblog.pl na wspomnianych targach?
Nawiasem mówiąc, są to chyba jedyne targi „dla mnie”, o tematyce stricte CAx, chociaż w tym roku zdawały się one być trochę przytłoczone odbywającym się równolegle Toolex'em. Nie zmienia to jednak faktu, iż takie połączenie imprez wydaje się rzeczywiście uzasadnione i na tle minionych lat – najbardziej trafne.

Przyjęcie było jak najbardziej pozytywne. Stali Czytelnicy nie byli zaskoczeni, raczej usatysfakcjonowani, iż miałem okazję wywiązać się z dużo wcześniejszych zapowiedzi o wydaniu papierowym. Padały pytania o przyszłość CADblog.pl – czy będzie już zawsze w postaci elektronicznej i papierowej, czy należy spodziewać się ewolucji w kierunku odpłatnego czasopisma (w przypadku wersji elektronicznej kolejny raz mogę zapewnić, iż pozostanie ona bezpłatna, chociaż dostęp do niej może być „limitowany” koniecznością pozostawienia po sobie „śladu” w bazie danych Czytelników, czy to na Forum, czy na liście odbiorców newslettera), czy będzie dostępny także w postaci dedykowanej na urządzenia mobilne itp. Tutaj pojawiły się także uwagi krytyczne pod adresem wersji flash – o ile pliki pdf można spokojnie czytać, przeglądać na w zasadzie każdym urządzeniu przenośnym, niezależnie od systemu operacyjnego w nim używanego (Android, Symbian, Chrome itp.). o tyle te ostatnie wymagają raczej korzystania z komputerów z systemem Windows (i możliwie dużym ekranem). Rozmowy te nie pozostaną bez wpływu na ostateczny kształt CADblog.pl i utwierdzają mnie w przekonaniu, iż pojawianie się na Wirtotechnologii, nawet z małym stoiskiem, dającym okazję do spotkania się z Państwem już nie „on-line”, ale twarzą w twarz, ma sens. O tym, co ciekawego można było zobaczyć, kogo spotkać, z kim porozmawiać podczas tegorocznych targów, więcej niebawem w osobnym poście.
Dodam jedynie, iż do rąk Czytelników trafiło ponad 450 egzemplarzy papierowego CADblog.pl. I na taką ilość szczęśliwie byłem przygotowany.

Formuła „40 i 4”, mimo skojarzeń literackich (i nie tylko), okazała się – przynajmniej teoretycznie – trafiona. W tym sensie, iż kontynuacja na łamach strony CADblog.pl publikacji zawartych w wersji papierowej pozwala po pierwsze: na lekceważenie ograniczeń związanych z objętością, po drugie: na zwiększoną „multimedialność” udostępnianych materiałów. W praktyce – sprawdziła się trochę mniej, a to z tego względu, iż nadal jeszcze nie udało mi się udostępnić „on-line” wszystkich zapowiadanych artykułów, a także ich rozszerzeń i uzupełnień. Cóż, jesienne miesiące to także czas intensywnych przygotowań do przyszłorocznych działań, planowanie kalendarza e-wydań (zdążyłem już zapomnieć o tym, co to takiego – chociaż prawdę mówiąc nawet gdy był, niespecjalnie się do niego stosowałem), a także spotkań, wywiadów, konferencji (że wspomnę tylko zbliżające się PLM Connection, następnie warszawską konferencję CNS, spotkanie polskiej „doliny lotniczej” na zamku w Krasiczynie – a wszystkie w drugiej połowie października!), wydarzeń organizowanych na uczelniach technicznych (w końcu początek roku akademickiego mamy już za sobą), a przede wszystkim – walka z narosłymi zaległościami. Ale mając za sobą Państwa wsparcie, powinienem sobie z tym poradzić.

Zachęcam Państwa do pobierania najnowszego wydania w postaci elektronicznej, a w tym celu – do rejestracji na liście odbiorców newslettera lub w gronie forumowiczów; w obu przypadkach wymagany jest jedynie adres mailowy. Osoby zainteresowane otrzymywaniem egzemplarzy papierowych, proszę o dodawanie odpowiedniego komentarza albo przy okazji rejestracji, albo w osobnym mailu kierowanym na adres: prenumerata@cadblog.pl

Dziękując za uwagę
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski


Cytat tygodnia

„Z pracy swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny i poprzez pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki,
a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa,
w którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty. (...)”

Z encykliki „Laborem exercens” bł. Jana Pawła II


Piątek, 23.09.2011 r.

„Nie odejdziemy od Parasolida. To będzie ewolucja, a nie rewolucja...”

W minioną środę, 21 września, podczas spotkania dla dziennikarzy (zorganizowanego podobnie jak w ubiegłym roku w czeskiej Pradze), miała miejsce oficjalna premiera SolidWorks 2012

Czy było interesująco? Tak, z punktu widzenia zarówno użytkowników systemu (ponad 200 ulepszeń, w tym kilku z pewnością bardzo istotnych), jak i osób zastanawiających się, jaka będzie przyszłość SolidWorks pod skrzydłami Dassault Systemes. Aby nie trzymać Państwa dłużej w napięciu, zacznę od owej przyszłości. Po pierwsze, Uwe Burke (dyrektor DS SolidWorks Corp. na Europę Środkową) i Andreas Spieler (Product Manager) zdecydowanie zdementowali pogłoski, jakoby SolidWorks miał odejść od sprawdzonego, wypróbowanego kernela, jakim jest Parasolid.

Nie oznacza to oczywiście, iż nie będzie dokonywana integracja, a w pewnych obszarach unifikacja z innymi rozwiązaniami DS – szczególnie z platformą V6.
Tutaj największe znaczenie będzie mieć bowiem możliwość współpracy, integracji i wymiany danych pomiędzy systemami pochodzącymi od Dassault Systemes. W tym świetle inaczej można odebrać słowa CEO DS, Bertranda Sicota, mówiącego, iż „SolidWorks to marka, i takie jest jego miejsce w strukturach DS” (wg „UpFront.eZine” Ralph'a Grabowskiego, wydanie 706 z 15 września br.). SolidWorks będzie rozwijany niezależnie i nie czeka nas żadna rewolucja, a co najwyżej: „rewolucyjne możliwości modelowania i współpracy z użytkownikami, wprowadzone na drodze stopniowej ewolucji”. I w ten sposób wątpliwości, wzbudzone zresztą przez sam zespół SW (chociażby prezentacją SolidWorks dla branży architektonicznej, zbliżonego bardzo do CATIA V6), w moim przypadku się rozwiały.

Skoro wiemy już, że SW będzie ewoluował, ale nadal bazując na Parasolidzie, przejdźmy do samej konferencji (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„Mechanizmem nazywamy zespół części powiązanych ze sobą ruchowo w ten sposób, że określony ruch jednej z tych części wywołuje ściśle określony ruch każdej z pozostałych. Części mechanizmu nazywamy członami (ogniwami), a połączenie ruchowe poszczególnych członów – węzłami (parami kinematycznymi). Każdy węzeł mechanizmu składa się z dwóch półwęzłów, z których każdy jest sztywno związany z jednym z łączonych członów (...)”

Z. Orlik, W. Surowiak: Części Maszyn. WSZiP 1974


Piątek, 16.09.2011 r.

Monitor do CAD? To proste: im większy, tym lepszy...

I taka wydaje się oczywista i jedynie słuszna odpowiedź. Tymczasem okazuje się, iż wybór ekranu, w który będziemy się wpatrywać podczas godzin spędzanych na naszym ulubionym zajęciu (jakim niewątpliwie jest projektowanie) musi uwzględniać jednak więcej czynników

Już jakiś czas temu planowałem na łamach CADblog.pl dotknąć szerzej tematyki związanej z „hardware” (próbą uczynioną w tym kierunku były np. publikacje porównawcze myszek 3D, a także artykuły na temat urządzeń do szybkiego prototypowania – to ostatnie czeka niedługo „renesans” na łamach CADblog.pl), ale skromne moce przerobowe i ilość wydarzeń związanych z samym oprogramowaniem skutecznie to uniemożliwiały. Szukając inspiracji do ostatecznego kształtu i formy wydania papierowego, nie mogłem nie sięgnąć do „klasyki gatunku” w postaci amerykańskiego CADALYST'a, a przy tej okazji natrafiłem na blog, prowadzony w partnerstwie z Dell i AMD. Blog poświęcony właśnie zagadnieniom strony sprzętowej, a nie programowej.

I tak 13.09. br na jego łamach (link tutaj) ukazał się artykuł, a w zasadzie pierwsza część artykułu poświęconego wyborowi najlepszej „grafiki” do zastosowań CAD. Autor publikacji, Art Liddle, już w pierwszych słowach stwierdza, iż wybór monitora jest tym najważniejszym związanym z zakupem całej stacji roboczej. Uzasadnienie jest proste – zarówno procesor, jak i pamięć naszego zestawu, jesteśmy w stanie uzupełnić w późniejszym czasie, natomiast coś takiego jak „upgrade” monitora jest rzeczą raczej niespotykaną. Kupujemy urządzenie, które powinno służyć nam przed kilka lat, bez potrzeby myślenia o jego zmianie. „Może się zdarzyć, że twój monitor przeżyje jedną, dwie, a może i trzy stacje robocze, na których w międzyczasie będziesz pracował”.
Gdy zerkam na moje „zaplecze komputerowe”, którego monitory – dobrej klasy – pamiętają jednak początki przygody z DTP, nie mogę nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem.
Innymi słowy – wybierając monitor „inwestujemy w przyszłość”. I tego się trzymajmy.

Z punktu widzenia portfela
To miłe, iż nie tylko my „trzymamy się za portfel” planując wydatki, nawet związane z naszym warsztatem pracy. Amerykański publicysta także przyznaje, iż czynnikiem, który w największym stopniu wpływa na wybór monitora, jest jego cena. Wpływ ten okazuje się jeszcze większy, gdy docelowo planujemy korzystać z monitora w domu, a nie w pracy. W tym przypadku łatwiej przychodzi nam decyzja o urządzeniu z niższej półki. A jednak Art zwraca uwagę, by na tym składniku stacji roboczej nie oszczędzać. Powody wskazałem wcześniej – inne elementy (procesor, pamięć, HDD) łatwiej wymieniać na mocniejsze, metodą drobnych kroków. A monitor ma służyć komfortowo (i bezpiecznie dla oczu) jak najdłużej.

Skoro kryterium ceny mamy już za sobą, czas na kolejne. I jest nim tytułowy rozmiar. Obowiązuje tutaj prosta zasada: kupujemy największy monitor, na jaki pozwala nasz założony budżet. I na pewno minimum na dziś do zastosowań CAD to przekątna 24'', a standardem powinien być monitor 27''. Z własnego doświadczenia zgadzam się z tym całkowicie. Na mniejszych monitorach, powiedzmy 19-21'', też oczywiście da się pracować, ale komfort pracy na większych ekranach jest nieporównywalny. Złośliwi nie bez racji mówią, iż na wszystkim, co oferuje przekątną poniżej 24'' da się uruchomić system CAD. Uruchomić, ale nie pracować. Cóż, czasem na potrzeby testów uruchamiam systemy CAD nawet na budżetowym notebooku Samsunga (model NC10, przekątna ekranu chyba coś koło 10,2''). Jeśli środowisku systemu rozpoznaje rozdzielczość i wielkość ekranu prawidłowo, przestrzeń na rysowanie/modelowanie pozostaje istotnie niewielka. Problemy zaczynają się wtedy, gdy niektóre polecenia, okna menu itp. wyświetlane są już poza ekranem i dostęp do nich jest utrudniony, lub wręcz niemożliwy (utrudnienia pojawiają się już np. podczas pracy z takim niewymagającymi z pozoru aplikacjami, jak DraftSight).

Wracając do meritum, kwestia finansowa w zasadzie przestaje być tutaj przeszkodą, monitory LCD 24'' można kupić już od 600 – 700 złotych. Co prawda, raczej będzie to BenQ, albo LG, a nie ACER czy Dell, ale cóż. I jeszcze jedno: obecnie na rynku spotkamy w zasadzie przede wszystkim monitory LCD (nawet jeśli w nazwie wymieniony jest skrót LED, np. MONITOR LG LED 24" E2441T-BN), diody LED wykorzystujące jedynie do podświetlenia matrycy.

 

LG LED E2441T-BN 24'' za 650 zł vs Dell U2410 24'' za 1700 zł

I w ten sposób zbliżamy się do trzeciego kryterium: a jest nim rozdzielczość. Dla przekątnej 24 cali minimalna wynosić powinna 1920 pixeli na szerokość. W rozwiązaniach z wyższej półki (i monitorach 30''), rozdzielczości rzędu 2560 pix nie powinny nikogo dziwić.

Kolejne kryteria to jasność (min. 250 cd/m2), kontrast (1000 : 1, ale uwaga – bardzo często podawany jest tzw. dynamiczny, wielokrotnie większy np. 1 000 000 : 1), czas reakcji (6 ms to optimum, a na pewno nie może być większy niż 8 ms), kąt widzenia w poziomie (ok. 170 stopni) i ilość wyświetlanych kolorów 16,7 mln (optymalna dla większości zastosowań CAD). Nawiasem mówiąc, wspomniany wyżej monitor LG spełnia wszystkie te kryteria, a można go nazwać budżetowym; jego cena na jednym z popularnych serwisów aukcyjnych, przy 24 miesięcznej gwarancji, nie przekracza kwoty 650 złotych netto.

Przy doborze monitora warto sprawdzić, czy nasza karta graficzna będzie w stanie w pełni wykorzystać jego możliwości. Chociaż w przypadku powyżej przyjętego minimum, większość kart do zastosowań CAD nie powinna mieć z tym najmniejszych problemów.

Zainteresowanych pełną treścią artykułu zapraszam do odwiedzin na blogu „CADspeed”, link tutaj.

Źródło: CADALYST, CADspeed


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Nie mamy w ostatnich latach wielu symboli i idei jednoczących naród ani wielu powodów do dumy. Roztrwonione dziedzictwo „Solidarności”, wyprzedany majątek narodowy, zadłużone państwo, brak sztandarowych inwestycji na miarę międzywojennej budowy Gdyni, najgorsze w Europie drogi i koleje (...). W sferze gospodarki nie mamy żadnego produktu, jak pisał Jacek Karnowski, „technologicznie bardziej skomplikowanego niż wódka”, który na świecie kojarzyłby się z Polską...”

ks. Henryk Zieliński, „Dumni z Polski?” w: Idziemy, nr 36/2011


Piątek, 9.09.2011 r.

Dlaczego lubię Chrome?

Ten wpis proszę potraktować trochę z przymrużeniem oka, gdyż na tej zasadzie zazwyczaj staram się traktować wszelkie rankingi, statystyki itp. Przynajmniej do czasu, gdy wszystkie wskaźniki spokojnie rosną, zwiększa się liczba pobrań starych wydań z Archiwum, a także innych udostępnianych materiałów

Nie zmienia to faktu, iż w przeglądarce Google, wpisanie hasła CAD powodowało w historii CADbloga najróżniejsze reakcje: zdarzało się, iż moja witrynka uwzględniana była w pierwszej dziesiątce wyników, czasem nawet na drugim (po CAD.pl) miejscu (!). Najczęściej pojawiała się w okolicach czwartej lub piątej strony, ale był także moment, kiedy nie można jej było znaleźć wcześniej niż przed piętnastą. Ponieważ statystyki nawet wtedy wykazywały przeważnie niewielki wzrost (nie licząc wakacyjnych miesięcy), specjalnie się tym nie przejmowałem.

Cóż, nigdy nie korzystałem z usług płatnego pozycjonowania, a raczej starałem się dbać o stosunkowo wysoką pozycję poprzez dobór treści i odpowiednich słów kluczowych.

Co to ma wspólnego z tytułowym Google Chrome? Otóż po zainstalowaniu tej przeglądarki, od miesiąca niezmiennie CADblog.pl pojawia się na drugiej pozycji. Prawdopodobnie spowodowane jest to jakimś mechanizmem wewnętrznym, użytym w Chrome, który sprawia, iż witryna ta „szczególnie bliska memu sercu”, w wyszukiwarce uruchamianej na moim osobistym komputerze, pojawia się zawsze na tej samej pozycji. Ale nawet jeśli tak jest – czy jest to powód, by przestać lubić Chrome?

Wyszukiwarka Google uruchomiona w oknie przeglądarki Google Chrome. I jak tu nie lubić Chrome?

Wyszukiwarka Google i Mozilla Firefox. 16 kwietnia 2011 roku, godz. 19:51. Na hasło „cad”, CADblog.pl pojawił się
zaraz po CAD.pl...

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

P.S.
Z ubiegłorocznego doświadczenia wynika, iż nic tak nie poprawia statystyk, jak nowe e-wydanie dostępne do pobrania bez ograniczeń. Już niebawem! Potrzebuję tylko chwili spokoju :)

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Czwartek, 8.09.2011 r.

Program akademicki bez ograniczeń

Michael Brown (Siemens PLM Software) w rozmowie z CADblog.pl opowiada o edukacyjnej wersji Solid Edge ST 4

Nie ukrywałem i nie będę ukrywał, iż sposób, w jaki Siemens PLM Software zdecydował się udostępnić wersję studencką oprogramowania Solid Edge ST 4, zdecydowanie przypadł mi do gustu, chociaż budził też w pewnych obszarach wątpliwości. Z ogromną przyjemnością przyjąłem zatem propozycję przeprowadzenia rozmowy, w zasadzie – telekonferencji – ze ścisłym gronem decyzyjnym z ramienia firmy, odpowiedzialnym zarówno za stronę techniczną Solid Edge ST 4, jak i za szeroko rozumiany program akademicki.

Do rozmowy doszło wczoraj (nawiasem mówiąc, to mój debiut jeśli chodzi o tego typu telekonferencje), a moim rozmówcą okazał się Michael Brown, odpowiedzialny w Siemens PLM Software właśnie za Solid Edge ST 4 w wersji studenckiej, a dokładnie – za całość realizowanego (także poprzez rzeczoną wersję ST 4) programu akademickiego.

Siemens PLM Software i program akademicki
Zaoferowanie bezpłatnej wersji studenckiej to dopiero początek. W ramach programu jego uczestnicy nie tylko będą mogli korzystać z pomocy on-line, newsletterów zawierających samouczki, porady, sposoby rozwiązywania problemów (o tym, że ta część programu akademickiego została już wdrożona i działa mieli okazję przekonać się wszyscy, którzy zdążyli już zarejestrować się, pobrać i zainstalować wersję „studencką”), ale także – uczestniczyć w powstawaniu internetowej społeczności związanej z Solid Edge ST 4, a szczególnie – z jego darmową edycją.

Jednym z celów powołania do życia takiego programu, w takiej właśnie formie – bez kłopotliwej rejestracji, bez szeregu formalności wymaganych do spełnienia (np. posiadanie adresu mailowego związanego z uczelnią, podawanie – w celu weryfikacji – numeru indeksu itp.) była chęć udostępnienia w prosty i bezproblemowy sposób najnowszych rozwiązań Siemens PLM Software (i pod pojęciem „najnowszych rozwiązań” rozumiemy nie tylko Solid Edge jako taki, ale także technologię synchroniczną, obecną także w innych systemach firmy) każdemu (!) zainteresowanemu. Każdemu – czyli w praktyce nie tylko studentom, ale także potencjalnym klientom, ale także amatorom, segmentowi „Do It Yourself” – czyli kontynuatorom tradycji Adama Słodowego. Dlaczego zatem nie nazwano takiej wersji – wersją demonstracyjną i np. nie ograniczono czasowo jej funkcjonalności – jak to było w przypadku np. ST 3? Cóż, Solid Edge ST 4 w wersji edukacyjnej/studenckiej – jak zwał, tak zwał – pomyślany został przede wszystkim jako element realizowanego przez Michaela Browna akademickiego programu. A że przy okazji może posłużyć jako wersja testowa... Najważniejsze ograniczenia w jego zastosowaniu zawarte są w umowie licencyjnej, akceptowanej przez każdego uczestnika programu. I Michael Brown nie ukrywa, iż liczy na to, iż większość osób korzystających z Solid Edge ST 4 w takiej formie, będzie tych ograniczeń przestrzegać.

W jakim celu?
To proste: każdy student, każdy uczeń uczelni technicznej, zyskał dostęp do rozwiązania oferowanego przez Siemens PLM Software. Nie jest ograniczony oprogramowaniem dostępnym na uczelni, nie jest uzależniony od umów zawartych między kadrą, a dostawcami oprogramowania. Co więcej, zyskuje możliwość konfrontowania środowiska pracy poznanego podczas zajęć, ćwiczeń, wykładów z tym, do czego dostęp uzyskuje także w domowym zaciszu. A zespół odpowiedzialny za Solid Edge ST 4 jest przekonany, iż ich dzieło wyjdzie z takiej konfrontacji zwycięsko.

W konsekwencji, teoretycznie każdy absolwent uczelni lub kierunku technicznego, będzie mógł wykazać się umiejętnością pracy w środowisku technologii synchronicznej, w środowisku Solid Edge ST 4. Jakie ma to znaczenie dla polityki firmy i w jaki sposób może przełożyć się w przyszłości na wzrost zamówień na to oprogramowanie, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Potencjalne korzyści zdecydowanie przewyższą ewentualne „straty” związane z rezygnacją z odpłatnego udostępniania licencji studenckiej, jak ma to miejsce w przypadku systemów oferowanych przez innych dostawców (może się mylę, ale wydaje mi się, iż Siemens PLM Software jako pierwszy w historii zdecydował się udostępnić licencje akademickie swojego oprogramowania całkowicie bezpłatnie).

W rozmowie zauważyłem, iż pojawiają się w sieci opinie i głosy mówiące o tym, iż stosunkowo niewielu użytkowników Solid Edge (mniej niż połowa) korzysta na co dzień z możliwości technologii synchronicznej. Udostępnienie, upowszechnienie Solid Edge ST 4 na obecnych zasadach z pewnością także stanowi krok w kierunku częstszego wykorzystywania możliwości wynikających z braku ograniczeń charakterystycznych dla tradycyjnego, parametrycznego podejścia.

Praktycznie bez ograniczeń
Czym charakteryzują się najczęściej wersje testowe? Ograniczonym czasem używania, ograniczoną liczbą uruchomień, ograniczeniami zapisu. A wersje studenckie? Roczna licencja nie może być postrzegana jako ograniczenie czasowe, ale najczęściej pojawiają się restrykcje jeśli chodzi o import, eksport i zapis plików/modeli z systemów zewnętrznych, bądź utworzonych w wersji studenckiej danego oprogramowania. Często za tym idzie brak dostępu do niektórych, nierzadko bardziej zaawansowanych funkcjonalności, lub też modułów dodatkowych.
W przypadku Solid Edge ST 4 mamy do czynienia z sytuacją zgoła odmienną. Po pierwsze, nie ma ograniczeń jeśli chodzi o import, otwieranie plików pochodzących z zewnątrz. Co więcej, mogę dodać od siebie, iż zdecydowanie poprawiono opcje importu w stosunku np. do wersji ST 3; te same pliki zapisane do natywnego formatu w innym programie, otwierane w ST 3 zawierały pewne błędy, natomiast w ST 4 – błędów już nie było (więcej na ten temat tutaj).
Po drugie, mimo istnienia ograniczenia w pracy z plikami natywnymi Solid Edge (pliki zapisane do tego formatu można otworzyć i edytować jedynie w innej wersji studenckiej Solid Edge ST 4, a dokumentacja 2D generowana w programie posiada znak wodny wskazujący na użycie wersji edukacyjnej – czyli niekomercyjnej), w przypadku eksportu tych plików do formatu zewnętrznego (np. STEP) nie ma problemu z ich otwieraniem i edycją w innych systemach. Z takim podejściem nie mieliśmy chyba wcześniej do czynienia (przynajmniej osobiście się z tym nie zetknąłem).

Michael Brown zapytany o to, dlaczego zdecydowano się na taki krok, odpowiedział prosto: „Rozmawialiśmy z naszymi klientami, rozmawialiśmy ze studentami i środowiskami akademickimi, pytaliśmy o to, co najbardziej przeszkadza w korzystaniu z dotychczasowych programów akademickich, co denerwuje w ograniczeniach wersji studenckich, a czasem nawet – uniemożliwia dokładne poznanie działania systemu CAD w różnych sytuacjach. I postaraliśmy się, aby wersja edukacyjna ST 4 tych wszystkich ograniczeń nie miała”.

Co z pojawiającymi się dodatkowymi modułami, aplikacjami, etc?
Przed kilkoma dniami natknąłem się w sieci na informację odnośnie modułu Sustainability dla Solid Edge. Zacząłem się zastanawiać, czy moduł ten (może będzie to aplikacja zewnętrzna, a może plug-in do środowiska Solid Edge ST 4) będą mogli zainstalować i korzystać z niego także posiadacze licencji edukacyjnej. I co będzie w przypadku innych dodatków pochodzących od partnerów Siemens PLM Software. Na to pytanie Michael Brown nie mógł jeszcze udzielić ostatecznej odpowiedzi, a nie chciał wprowadzać mnie i moich Czytelników w błąd. Pytanie to pozostaje zatem otwarte, ale śmiem przypuszczać, iż – nie będzie problemu z instalacją takich dodatków. A kwestia ich praktycznego zastosowania – regulowana będzie zapewne tą samą umową licencyjną, na którą zgodzili się uczestnicy programu akademickiego, rejestrujący swoją wersję edukacyjną. Innymi słowy – edukacja tak, komercyjne zastosowania – już nie...

Do tematu postaram się powrócić, już po opublikowania nowego wydania. Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać tej chwili...

Maciej Stanisławski

Pełna treść rozmowy, uzupełniona m.in. o pytania z obszaru „technicznego”,
udostępniona zostanie (po uzyskaniu autoryzacji) na SolidEdgeblog.pl

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Czołg 7TP, mimo swojego powinowactwa z Vickersami, był czołgiem jakościowo innym. Wprowadzono prawie bezawaryjny silnik wysokoprężny o większej mocy wydatnie podnosząc bezpieczeństwo eksploatacyjne (czołg 7TP był drugim pojazdem bojowym z tego typu silnikiem na świecie! – przyp. red.), gdyż olej napędowy ma dużo mniejsze właściwości palne niż benzyna, pogrubiono pancerz, inaczej rozwiązano niektóre szczegóły. Jego własności terenowe były dobre (...), własności bojowe były dobre – a już na pewno był to czołg lepszy niż jego odpowiedniki w armii niemieckiej, Pz.Kpfw.I i Pz.Kpfw.II.”

A. Jońca, R. Szubański, J.Tarczyński, Wrzesień 1939: Pojazdy Wojska Polskiego. WkiŁ, Warszawa 1990, s. 58


Sobota, 03.09.2011 r.

ST 4 za darmo!

Proszę, nie minął tydzień od ostatniego wpisu, a moje słowa już się sprawdziły – może nie do końca, ale zawsze. Od kilku dni każdy zainteresowany ma obecnie możliwość testowania nieodpłatnie Solid Edge ST 4 przez okres 12 miesięcy, z możliwością jego przedłużenia. Każdy, pod warunkiem jednak, że... jest studentem. Ograniczeń wiekowych (tudzież kierunku studiów) w zasadzie nie ma

Korzystając z faktu, iż w zasadzie podyplomowych studiów dziennikarskich na wydziale UW jeszcze (sic!) nie ukończyłem, a indeks spokojnie leży sobie (czyt. „dojrzewa”) w szufladzie, podobnie zresztą jak praca dyplomowa na temat wydawanego w latach 1958-1959 tygodnika motoryzacyjnego „Auto-moto-sport”, poczułem, iż mogę skorzystać z oferty skierowanej przede wszystkim do żaków różnej maści i różnego autoramentu, a studiujących we wszystkich zakątkach globu.

Piszę „przede wszystkim”, gdyż z wypowiedzi znalezionych w sieci wynika, iż szefostwo Siemens PLM Software doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż sposób oferowania wersji edukacyjnej sprawi, że sięgną po nią zapewne nie tylko studenci, ale wszyscy zainteresowani nowym, ba – najnowszym dzieckiem firmy, w dodatku wyposażonym w technologię synchroniczną. Do tej pory dostępna była bowiem wersja demonstracyjna ST 3, z czasowym ograniczeniem do 30 dni.

Obecnie zaoferowana wersja edukacyjna ograniczenia takiego nie posiada. Program „zabezpieczono” natomiast przed niepowołanym użyciem komercyjnym w ten sposób, iż pliki zapisywane do natywnego formatu Solid Edge można odczytać i edytować, ale jedynie w środowisku innej edukacyjnej wersji ST 4. Jak miałem okazję się przekonać, wyeksportowanie tego samego modelu do formatu zewnętrznego (np. STEP) sprawia, iż ograniczenia przestają obowiązywać, ale o tym za chwilę.

Aby zainstalować darmową – ale pokreślmy: jedynie do użytku niekomercyjnego, przeznaczoną dla studentów studiów dziennych, wieczorowych i zaocznych (vide rys. powyżej) wersję edukacyjną Solid Edge ST 4, wystarczy wejść na stronę producenta, wypełnić krótką ankietę (w której podajemy także nazwę uczelni i kierunek studiów – w moim przypadku podanie „dziennikarstwa” nie stanowiło przeszkody), potwierdzić zapoznanie się z warunkami licencji i wynikającymi z niej sposobami korzystania z oprogramowania i... wysłać ją do producenta. Mailem zwrotnym otrzymujemy plik licencji, który należy zapisać w znanym i łatwym do odnalezienia miejscu na dysku, a następnie skorzystać z nadesłanego w tym samym mailu linku i pobrać blisko 2,2 GB danych – czyli wersję instalacyjną Solid Edge ST 4 w wersji „edu”. Plik licencji nie działa z komercyjną wersją systemu, także konieczne jest pobranie z serwera firmy właściwej wersji edukacyjnej.

Przed instalacją Solid Edge ST 4 edu, warto usunąć – jeśli taką posiadamy – wcześniejszą wersję systemu (w moim wypadku było to ST 3, która została w komputerze, mimo iż już dawno skończył się okres testowy). Dodam, iż ST 4 nie weszła w kolizję z zainstalowanym równolegle Solid Edge 2D Drafting v103 (w wersji polskiej). Wspomnę tutaj, iż pobierana przez nas i instalowana wersja edukacyjna jest oczywiście anglojęzyczna, chociaż mamy możliwość wyboru kilku opcji językowych, ale na polską wersję trzeba będzie kilka tygodni poczekać.

Podczas instalacji program zwróci się do nas z prośbą o wskazanie położenia pliku licencji; pamiętając o tym, gdzie zapisaliśmy otrzymany w mailu plik SElicence.txt, nie będziemy mieli żadnego problemu z dalszym procesem. Solid Edge ST 4, podobnie jak jego poprzednie wersje, instaluje się bez problemu. Szkoda, że nie można tego samego powiedzieć o programach innych producentów.

Co potrafi wersja edukacyjna?
To samo, co wersja komercyjna, z zastrzeżeniem, iż modele wykonane w wersji edu i zapisane do formatów natywnych Solid Edge, można odczytać jedynie w innej wersji edukacyjnej. Nie ma natomiast żadnych ograniczeń w imporcie plików. Co więcej, jak miałem okazję się przekonać, import ten przebiega sprawniej niż w przypadku ST 3, a np. pliki natywne SolidWorks, które otwierały się z niewielkimi błędami (więcej na ten temat w artykule „ST 3 vs ST 4, czyli Solid Edge bez artefaktów”, dostępnego na SolidEdgeblog.pl), tym razem błędów tych już nie miały.

Cóż, nie ukrywam, że bardzo interesowała mnie kwestia eksportu, zapisu do innych formatów. I tutaj Solid Edge ST 4 oferuje nam kilka metod zapisu do formatu zewnętrznego. Albo skorzystamy z „Save” lub „Save as”, albo... z możliwości zapisu z translacją do formatu zewnętrznego („Save as Translated”). Skorzystałem z tego ostatniego, wybrałem format *.STP i prosty model, zawierający w zasadzie jedynie przykłady zaokrąglania krawędzi i otwór technologiczny, zapisałem w tym formacie. Jak Państwo się domyślają, chciałem przekonać się, czy ograniczenie w odniesieniu do modeli zapisanych do formatu Solid Edge (otwieranie ich jedynie w innej wersji edukacyjnej) dotyczyć będzie także plików zapisywanych w formatach zewnętrznych.

Mój skromny poligon doświadczalny pozwolił jedynie na przeprowadzenie testu za pomocą aplikacji „MoI” (Moment of Inspiration). Wczytałem plik „wyeksportowany” z edukacyjnej wersji Solid Edge ST 4 i... zgodnie z moimi przewidywaniami, okazał się on w pełni edytowalny w innym środowisku programowym!

Warto pochwalić, iż model otworzył się bezbłędnie (fakt, iż prosty jest jak przysłowiowa „konstrukcja cepa” i cóż niby miałoby się w nim popsuć) mimo zapisu do STEP. Nie było także problemu w eksporcie pliku modelu do formatu 2D *.pdf. Zarówno plik STEP, jak i wspomniany pdf, można pobrać tutaj (Przyklad_1.stp | Przyklad_1.pdf).

Cóż, z powyższego wynika, że:

1. w zasadzie główne ograniczenie w korzystaniu z pełni możliwości oferowanych przez Solid Edge ST 4 wynika z warunków umowy licencyjnej, do której przestrzegania zostajemy zobligowani w momencie pobrania i instalacji pliku (mam nadzieję, że opisywanie wersji edukacyjnej nie zostanie zinterpretowane jako jej komercyjne wykorzystywanie ;));

2. Studenci, ale także uczniowie techników i pracownicy sektora edukacji otrzymali wspaniały prezent, całkowicie na koszt Siemens PLM Software;

3. Należy mieć nadzieję, iż podobnie jak przypadku powielenia idei darmowego CAD 2D, również inni producenci idąc śladami Siemens PLM Software, w niedługim czasie zaoferują edukacyjne wersje swojego oprogramowania całkowicie za darmo; w zasadzie traktuję to jako pewnik. A Siemens jawi się tutaj jako prekursor działań szczególnie przyjaznych dla osób i instytucji dysponujących bardzo szczupłym budżetem.

Za takim podejściem – darmowym zaoferowaniem rozwiązania wysokiej klasy – kryje się coś więcej. Jest to element strategii, w Siemens PLM Software określanej mianem „GOPLM”. Można zatem spodziewać się, iż pozostałe oprogramowanie z oferty firmy, zostanie udostępnione dla celów edukacyjnych – na podobnych warunkach, chociaż w przypadku NX raczej bym się już tego nie spodziewał. Ale skoro mowa o „PLM”, to Teamcenter w wersji edu pojawi się z całą pewnością. Pozostaje jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać. A czas raczej nie będzie się dłużył, do dyspozycji mamy bowiem... najnowsze Solid Edge w wersji ST 4!

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |

P.S.
Siemens PLM Software wyraża zgodę na dzielenie się z innymi studentami raz pobraną wersją instalacyjną Solid Edge ST 4 edu, pod warunkiem jednak, iż korzystać będą z własnego, uzyskanego w wyniku rejestracji, pliku licencji. Jest to łatwe do sprawdzenia, gdyż plik (najprawdopodobniej) przypisany jest do adresu mailowego, na który został przesłany. Rejestracja pozwala ponadto na uzyskanie dostępu do forum i pomocy technicznej (udzielanej drogą mailową)...


Fot. Motocykl wyścigowy (o pojemności 125 ccm)
zaprojektowany (w Solid Edge) i zbudowany
przez studentów z politechniki w San Sebastian (Hiszpania)


Cytat tygodnia

„Pośpiech sprawdza się jedynie przy... łapaniu pcheł” :)

zasłyszane


Piątek, 26.08.2011 r.

Zapłacimy za PLM. CAD dostaniemy za darmo...

Idę o zakład, iż w ciągu najbliższej dekady powyższe słowa sprawdzą się nie tylko w przypadku darmowych rozwiązań zastępujących deskę kreślarską, ale także – w przypadku rozbudowanych systemów CAD 3D

Zaraz, zaraz – powie ktoś: przecież już w tej chwili możemy otrzymać, także za darmo, pełnowartościowe skalowalne rozwiązanie PDM/PLM, coś na kształt osławionego „pudełka”, będącego rozwiązaniem dla każdego, bez względu na to, jakich systemów CAD/CAM/CAE używa.

Dlaczego zatem w przyszłości mielibyśmy płacić za PLM, a CAD dostawać za darmo?
Cóż, moje przewidywania opieram tylko na obserwacji rynku. Po pierwsze – dynamicznie rozwijający się rynek usług dostępnych przez sieć. Po drugie: ilu dostawców darmowych systemów PLM mogą Państwo wskazać?

A ilu uznanych światowych producentów zdecydowało się na rozpowszechnianie darmowych aplikacji CAD 2D? Ba, możemy znaleźć wśród nich także pierwsze zwiastuny darmowego 3D i to także w obszarze wspomagania wytwarzania (opisywany przeze mnie w ubiegło tygodniowych nowościach „FreeMill”). Natomiast PLM za darmo można było otrzymać tylko od ARAS.

Jak takie podejście do rynku i klienta mogło się, dużej skądinąd firmie, opłacać? To proste. Z przedstawicielami ARAS miałem okazję spotkać się i porozmawiać podczas tegorocznego SolidWorks World. I chyba wtedy, po raz pierwszy w polskojęzycznej „prasie”, zaistniał ARAS jako dostawca rozwiązań PLM. W każdym razie dowiedziałem się, iż odpłatnością objęte są usługi, z których ewentualny klient może chcieć skorzystać. Innymi słowy – rozwiązanie dostajemy za darmo i jeśli chcemy z niego korzystać, także komercyjnie, nie musimy płacić nic. Ale nie spodziewajmy się szybko działającego i skutecznego wsparcia – bo firma tego nam nie zaoferuje, chociaż nie pozostawi nas także całkowicie bezradnych.

Ale jeśli chcielibyśmy zlecić implementację kompletnego rozwiązania, do dużego przedsiębiorstwa, mającego kilkadziesiąt stanowisk CAD, CAM, CAE, jakiś PDM, ewentualnie ERP – wtedy rachunek może okazać się wysoki, chociaż – jak zapewniają przedstawiciele firmy – niższy, niż w przypadku innych uznanych rozwiązań.

Cóż, sceptyk, który obudził się we mnie, podszeptywał, iż „cóż może być warte coś, co każdy może mieć za darmo”. Ale z drugiej strony, mnie samego zawsze bardzo bolał fakt, iż niektórzy (zwłaszcza potencjalni i niedoszli zarazem reklamodawcy) taką samą miarę stosowali w odniesieniu do mojej działalności – i nie chodzi tu tylko o CADblog, ale i o wcześniejsze inicjatywy/tytuły itp. Tak, coś, co można otrzymać za darmo, czasem okazuje się wartościowe. I demonstracja możliwości ARAS, której byłem świadkiem, istotnie ukazywała, iż to rozwiązanie może być – ba, jest! – naprawdę dobrej klasy. A jeśli ktoś z Państwa jeszcze w to wątpi, niech jego wątpliwości rozwieje fakt, iż w tym tygodniu ARAS został partnerem Autodesk w obszarze rozwiązań PLM/PDM. Jego Arad Innovator doczeka się dzięki temu wersji dopasowanej „fabrycznie” pod współpracę z Inventorem, AutoCAD'em, Vaultem i Publisherem i pomoże klientom – tutaj cytat z oficjalnej informacji prasowej: „szybciej osiągnąć rynek, szybciej wprowadzić lepszy produkt, lepszą jakość, wygenerować większy zysk”. Skąd to znamy? Z innych materiałów marketingowych, dotyczących rozwiązań PLM. Ale nie mamy najmniejszych podstaw, by twierdzić, iż nie jest to prawdą, o czym wielokrotnie – przy okazji poruszania tematyki związanej z PLM – miałem okazję pisać.

O tym, jak ważny jest PLM i jaki ma wpływ na wybór oprogramowania CAD, CAM etc., świadczyć mogą ubiegłoroczne i tegoroczne „roszady” w obszarze oprogramowania CAD używanego przez dostawców OEM (także dla sektora automotive), jak i wśród samych producentów samochodów (casus NX i CATIA). Decydenci ADSK najwyraźniej zdali sobie z tego sprawę, iż nawet pozorne pozostawanie obojętnym wobec PLM na dłuższą metę może okazać się błędem strategicznym numer jeden. A kto wie, czy już nie jest trochę za późno? Z drugiej strony rozwiązania z portfolio ARAS wydają się być idealne dla dostawcy oprogramowania, które liczy się w dziesiątkach różnych aplikacji, pochodzących jakże często od różnych producentów, a logo Autodesk zawdzięczających przeprowadzonym przez rzeczoną ADSK akwizycjom. Nawiasem mówiąc, może strategia DS przyjęta w stosunku do SolidWorks (rozwoju narzędzi do wymiany danych, zarządzania informacją i współpracy między użytkownikami) ma również w tym uzasadnienie?

Gdzie jednak jest tu miejsce na darmowy CAD i płatny PLM?
Otóż CAD jako taki trudno byłoby potraktować jako „usługę” i w takim charakterze sprzedawać, i na nim zarabiać. Usługą może być zaprojektowanie czegoś w CAD, ale sam system 2 lub 3D – nie bardzo. Przynajmniej ja tego nie widzę. Chyba, że będzie to rozwiązanie sieciowe, do pracy w chmurze, na przykład z opłatą abonamentową. A jednak obecny rozwój darmowych aplikacji CADowskich na to nie wskazuje. Co innego PLM...

O ile łatwiej wyobrazić sobie, iż kupujemy usługę integracji naszych programów, aplikacji, systemów zarządzania danymi w jeden spójny organizm, zawiadywany oczywiście przez jakąś platformę, czy też – żeby uniknąć skojarzeń – przez jakiś program posiadający zdolność zaimplementowania do swojego środowiska wszystkiego, co napotka. Czy taki będzie właśnie ARAS? O tym zapewne przekonamy się już niebawem...

(ms)


| komentuj na forum | komentarze 0 |

A tak przy okazji: oficjalna prezentacja najnowszej wersji NX będzie miała miejsce w połowie października, podczas Siemens PLM Connection. Mam nadzieję, iż dane mi będzie przekazać Państwu informacje z tzw. „pierwszej ręki”. Jeśli chodzi o SolidWorks 2012, już 21 września poznamy oficjalnie nowości, które najprawdopodobniej obejmą jednak nie obszar modelowania, na co wielu z nas czeka z utęsknieniem, co „ulepszenia w zakresie automatyzacji, wydajności, jakości oraz łączności.”. Czy dostrzegają w tym Państwo echa PLM? Ja bardzo wyraźnie.

A jeśli chodzi o darmowe rozwiązania CAD, CAM, CAE, a także PDM i PLM, o których staram się wspominać na łamach CADblog.pl. Od kilku Czytelników napłynęły sugestie, iż może warto byłoby przygotować wystąpienie na ten temat, chociażby podczas najbliższej Wirtotechnologii. Przyznam szczerze, iż brzmi to interesująco, ale... Czas, czas i jeszcze raz czas. Co prawda domknięcie e-wydania, jak również historycznego (i histerycznego – bo histerycznie spóźnionego o prawie rok) wydania papierowego spędza mi obecnie sen z powiek, mimo iż wydaje się być tuż, tuż, ale nie wiem, czy będę w stanie znaleźć czas, by do października przygotować sensowną i atrakcyjną w formie prezentację, która mogłaby spotkać się z Państwa uznaniem. Cóż, zachęcam do zgłaszania swoich uwag w „tem temacie”, a także deklarowania chęci uczestniczenia w ewentualnej prezentacji. Może to zmobilizuje mnie do zakasania rękawów i przygotowania czegoś na temat prawie w ogóle nie poruszany w innych miejscach sieci, nie licząc może bloga na temat oprogramowania dla Linux'a (link tutaj), a także portalu poświęconego szeroko rozumianym analizom MES (link tutaj)...

Pozdrawiam
I wracam do redagowania wywiadu dotyczącego Cortony3D. Jak PLM, to PLM ;)

Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Pożytek z systemów CAD: dokumentacja techniczna (papierowa) samolotu Boeing 747 Jumbo-Jet ważyła więcej, niż on sam...”

zasłyszane


Piątek, 19.08.2011 r.

Powrót do normalności?

Zamykanie wydania zamykaniem wydania, a o oglądalność strony dbać jednak trzeba. Stąd mimo zapowiedzi w ostatnim newsletterze – jednak aktualizacja. Tym bardziej, że jak mawiają niektórzy nie lubiani zresztą przeze mnie celebryci: „dzieje się”

O tym, co oficjalnie dzieje się w świecie CAD, można przeczytać w „tegotygodniowych” aktualnościach. Zwracam tutaj szczególną uwagę na webinarium organizowane przez Siemens Industry Software (nareszcie coś po polsku :)), a także – na darmowy system CAM – FreeMill (udostępniony przez producenta VisualMill), dostępny bez ograniczeń. Szczerze polecam amatorom darmowego oprogramowania! Wracając jednak do tytułu niniejszego wpisu... Otóż dzisiaj udało mi się wreszcie zakończyć kolejny artykuł dla czasopisma „STAL” (wiem, wiem – nie mam czasu, by udostępnić e-wydanie, o papierowym numerze nie wspominając, a tutaj tymczasem... cóż, „tati lajf”...

Podczas jego pisania zacząłem zastanawiać się nad liczbą aktualizacji, wznowień, zmian wprowadzanych w oprogramowaniu CAD. Czasem zmian zasadniczych, jaką np. było niemalże powszechne dostosowanie UI systemów CAD do standardów nowych aplikacji MS Office. Tutaj chlubnym wyjątkiem jawił się Kompas-3D, który użytkownikowi pozostawiał możliwość dokonania wyboru: czy chce pracować ze starym menu, ze starym interfejsem użytkownika, czy też woli „przesiąść się” na nowy. Ba, okazuje się, że w większości systemów istniała możliwość „przywrócenia” wyglądu starego menu, ale czasem wymagało to daleko idących interwencji użytkownika w opcje ustawień wyglądu aplikacji itp. W Kompasie realizowało się to jednym kliknięciem.

Problem aktualizacji i nowości w oprogramowaniu poruszył ostatnio na swoim blogu Deelip. Pisząc o jego partnerstwie z SolidWorks, nie mogłem przeoczyć najnowszego wpisu, dotyczącego zresztą oprogramowania PTC. Mniejsza jednak z PTC, moją uwagę zwrócił dosyć ciekawy fragment, w którym mój ulubiony zagraniczny bloger (Deelip) powołuje się na wpisy innego bloggera, Steva Johnsona. W zasadzie nie tyle na „wpisy”, ile na regularnie powtarzające się cykle postów pt. „Powrócić do normalności”, a dotyczące... m. in. sposobu na powrócenie do poprzednich ustawień i poprzedniego wyglądu nowych wersji AutoCAD'a. Cykl miał swoje odsłony w kolejnych latach, poczynając na 2009, a na obecnym roku (i ADSK 2012) kończąc. Co więcej, właśnie te posty cieszyły się największą oglądalnością.
Dlaczego? Cóż, jego zdaniem oprogramowanie CAD to przede wszystkim narzędzie wykorzystywane w codziennej pracy. I ludzie chcą używać go w taki sposób, do jakiego nabrali przyzwyczajenia (casus Solid Edge ST, w którym i tak większość użytkowników nie korzysta z możliwości modelowania synchronicznego, ale oczywiście – mają wybór), a nie w taki, jaki wymuszają producenci. Większość z nas wybiera metody pracy znane od lat, szczególnie gdy chodzi o interfejs użytkownika, skróty klawiaturowe etc. Osobiście jako DTPowiec cały czas korzystam ze skrótów zdefiniowanych lata temu dla Quark Xpress, mimo że od dłuższego czasu pracuję w środowisku Adobe InDesign (i oczywiście e-wydania CADblog.pl są w nim przygotowywane). A niechęć do zmian bywa bardzo silnie zakorzeniona – czego dowodem może być fakt, iż Pajączek kurzy się na półce (niestety), a FrontPage jakoś „daje radę”, wspierany skryptami i dodatkami czerpanymi obficie z różnych samouczków HTML...

Pozdrawiam i spokojnego weekendu
Maciej Stanisławski


Putting things back to normal" – polecam użytkonikom AutoCAD. We wszystkich wersjach :)


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Jest w świecie jeden czynnik, z którym się nikt w swoich planach i w swoim działaniu nie liczy, a przez który wszystko się może rozbić, zawieść, popsuć – to głupota ludzka...”

Henryk Sienkiewicz, za: Waldemar Łysiak „Robi się głupio”, Uważam Rze nr 27/2011 s. 99


Piątek, 12.08.2011 r.

Polskiego super-samochodu nieoczekiwany ciąg dalszy

Pamiętają Państwo artykuł na temat „Veno Automotive”? Projektu i planów rozpoczęcia produkcji polskiego supersamochodu? Temat ten poruszyłem w wydaniu 2(3)2009 e-czasopisma CADblog.pl (na stronach 26-35). Pojawił się, przemknął także przez portale i prasę motoryzacyjną i... zapadła cisza, nie licząc pojawiających się na łamach „Pulsu biznesu” publikacji dotyczących spółki, która produkcją auta miała się zająć. Minęły dwa lata i... samochód można oglądać na ulicach, chociaż nie było to dane każdemu. Przynajmniej na razie...

Nie będę wracał do samego początku – tutaj chętnych odsyłam do wspomnianego wydania, tudzież do artykułu udostępnionego (częściowo) w naszym serwisie (link tutaj). Powiem jednak, iż kiedy w maju br. otrzymałem informację prasową o nowym projekcie pod nazwą (kryptonimem?) „Arrinera”,

w którym bez trudu rozpoznałem opisywany wcześniej „Veno”, odniosłem się do niej (do owej informacji) dosyć sceptycznie.  Rzuciłem okiem – najwięcej można było przeczytać o Lee Noble'u, zaangażowanym w projekt – i temat odłożyłem, jak to się mawia: „ad acta”, chcąc do niego powrócić za jakiś czas. I powracam teraz, już blisko miesiąc po oficjalnej premierze jeżdżącego prototypu.

Veno Automotive (obecnie Arrinera) opisywana na łamach CADblog.pl 2(3)2009

– Odbyły się już testy jeżdżącego prototypu, a w czerwcu 2011 roku odbędzie się jego prezentacja dla zamkniętego grona inwestorów – te słowa w maju br. wypowiedział Łukasz Tomkiewicz, Prezes Arrinera Automotive – spółki, która podjęła się realizacji tego ambitnego zadania.

Dodam od siebie, iż zadanie to polegało na podjęciu pałeczki w sztafecie zapoczątkowanej przez Veno Automotive. I doprowadzenie projektu „Veno” do finału, co tym razem szczęśliwie miało miejsce. A że pod inną nazwą – cóż.

Wielką niespodzianką był natomiast fakt, kto – teoretycznie – stanął za tym projektem: Lee Noble. We wspomnianym, udostępnionym mi materiale prasowym, mogliśmy przeczytać na jego temat m.in.: „(...) wybitny brytyjski konstruktor, który był zaangażowany w projekt budowy prototypu supersamochodu Veno, nazywanego obecnie Arrinera. Lee Noble obecnie skupia się nad pracami nad swoim nowym pojazdem oraz opracowywaniem supersamochodu w wersji przedprodukcyjnej dla polskiej firmy Arrinera Automotive S.A., w którym to będzie zawarta kwintesencja jego 30-letniego doświadczenia w produkcji ultraszybkich samochodów o doskonałych właściwościach jezdnych. Lee Noble jest także członkiem Rady Nadzorczej i udziałowcem firmy Arrinera Automotive S.A.”. I dalej: „(...) Podstawą w projektach samochodów sportowych opracowywanych przez Noble'a jest wyjście od lekkiej kratownicy przestrzennej, potężnego silnika i aerodynamicznego, sportowego nadwozia. Prawie wszystkie samochody projektu Noble'a mają silnik usytuowany przed osią tylną, co sprawia, że samochody te wyjątkowo dobrze się prowadzi”...

Za mechanizm otwierania masywnych drzwi odpowiadał Lee Noble.
Ale nie tylko do tego ograniczył się jego udział w projekcie... fot. Interia

Pojawia się zatem pytanie: jaki był udział Lee Noble'a w projekcie Veno, w jakim zakresie zaangażował się w prace Arrinera Automotive, w jakim stopniu supersamochód można nazwać „polską konstrukcją”? Informacja prasowa nie przynosiła na to pytanie odpowiedzi, trzeba było poczekać dopiero do oficjalnej prezentacji, która – chociaż uległa pewnemu poślizgowi, jednak miała miejsce. A samochód faktycznie poruszał się po ulicach Warszawy, i to nie tylko na lawecie, o czym świadczą poniższe zdjęcia, pochodzące z serwisu motoryzacyjnego motoryzacja.interia.pl.

I to właśnie podczas prezentacji można było usłyszeć, że:

1. samochód został zaprojektowany i zbudowany w Polsce (pomijając oczywiście np. silnik pojazdu, pochodzący z koncernu General Motors);

2. zasadniczy projekt, koncepcja, kształt i rozwiązania nadwozia w obecnej postaci są dziełem polskich konstruktorów, inżynierów i designerów;

3. udział Lee Noble'a na tym etapie projektu był istotny, ale sprowadził się do wskazówek i zmian nadwozia pod kątem zwiększenia bezpieczeństwa biernego (m.in. on zasugerował rezygnację z wersji z otwartym nadwoziem), odpowiadał także za przekonstruowanie systemu podnoszenia drzwi;

4. wersja prezentowana oficjalnie to prototyp, wersja seryjna będzie się od niego różniła z zewnątrz w zasadzie... stylizowanym znaczkiem „Lee Noble”, podkreślającym udział wybitnego Brytyjczyka w polskim (!) projekcie.

5. Lee Noble odpowiada za opracowanie zawieszenia i wersji produkcyjnej ramy finalnego pojazdu, z kolei polska strona – za nadwozie wykonane z włókna węglowego i wnętrze bolidu...

Próbne tablice, droga publiczna. Marzenie o polskim super samochodzie ziściło się
nie tylkow postaci Leoparda z mieleckiej fabryki...   fot. Interia

Wydaje mi się, że rozumiem intencje polskich udziałowców. Jeśli samochód ma znaleźć nabywców za granicą (a na nasz rynek zbytu, bądźmy szczerzy, chyba nie ma co liczyć), osoba Lee Noble'a powinna to umożliwić. Będzie można nabyć relatywnie niedrogi samochód z klasy „super aut”, firmowany przez autorytet w tej dziedzinie. Projekt jeszcze nigdy nie był tak bliski realizacji. Czy marzenia się spełnią?

(ms)

Uzupełnienie:
Inne projekty Lee Noble'a: Ultima, Noble M12, Noble M400, Noble M15, Noble M600

Video relacja z prezentacji, przygotowana przez TV Puls Biznesu

Projekt odbudowy samochodu Syrena Sport – na łamach CADblog.pl i na Facebook'u

Źródła: Arrinera Automotive, Puls Biznesu, motoryzacja.interia.pl

 

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Pierwotnie zakładano, że 3-centymetrowa szczelina między ścianką (płytką) zewnętrzną i wewnętrzną kadłuba zostanie wypełniona popiołem drzewnym jako dodatkową, wyhamowującą pociski warstwą, która winna polepszyć odporność pancerza. Z uzyskaniem popiołu były kłopoty, a próby wykazały, że taka warstwa nie ma praktycznego wpływu na przebijalność. Eksperyment przestrzeliwania płyt prowadzono z wypożyczonego na parę godzin cekaemu sprowadzonego z barykady na polecenie kpt. > Krybara <, z popiołu zrezygnowano, a zamiast tego odstęp między płytami zwiększono z 3 do 6 cm. Próby dowiodły, że taki odstęp jest korzystniejszy...”

Jan Tarczyński: „Kubuś”, Pancerka Powstańczej Warszawy. Wydawnictwo ZP, Warszawa 2008


Wtorek, 2.08.2011 r.

Niepotrzebna?

Przed kilkoma dniami otrzymałem interesującego maila od Arthura Sextona (z Solid MasterMind), w którym poinformował mnie o interesujących (w zasadzie: zdumiewających) wynikach pewnego sondażu przeprowadzonego wśród użytkowników Solid Edge ST...

Otóż z badania wynikało, iż blisko 60% respondentów w codziennej praktyce projektowej nie korzysta z technologii synchronicznej, tylko pracuje w oparciu o tradycyjne podejście do modelowania! Artur sugeruje oczywiście, by czym prędzej zapoznać się z tutorialami dostępnymi na jego portalu, zwłaszcza tymi dotyczącymi możliwości migracji ze środowiska 2D do 3D. O tym, że w tym celu należy wykupić abonament, pozwalający na korzystanie z pełni zawartości serwisu, jak łatwo się domyśleć – nie wspomina. ale wydaje się, że... chyba warto. Liczba zarówno prezentacji wideo, jak i innych form publikacji, jest imponująca.

Zastanawiające jest co innego: otóż oczekujemy już wszyscy na udostępnienie czwartej odsłony Synchronous Technology, która w pierwszej wersji pojawiła się trzy lata temu. I nadal ponad połowa użytkowników Solid Edge nie wykorzystuje możliwości z nią związanych. Wniosków z tej sytuacji można wyciągnąć kilka:

Po pierwsze: że Solid Edge ST jest na tyle dobrym narzędziem, że spokojnie spełnia stawiane mu wymagania nawet przy korzystaniu tylko z możliwości tradycyjnego modelowania (parametryczne, z historią operacji);

Po drugie: że technologia synchroniczna nie jest potrzebna, co wynika z pierwszego. Chociaż wydaje się, że lepiej użyć sformułowania: nie jest niezbędna... Zwłaszcza, że osoby, które zaczęły z niej korzystać, nie wyobrażają sobie powrotu do poprzedniego środowiska;

Po trzecie: że prawdziwy „boom” na Solid Edge ST dopiero przed nami, gdy większość użytkowników przekona się, ile korzyści może przynieść modelowanie synchroniczne.

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

P.S. Więcej na temat tutoriali, migracji do środowiska ST etc.

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„W jednym z wywiadów prasowych Łukasiewicz opowiadał o dalszych kłopotach związanych z wynalazkiem: > Próbuję świecić, oczywiście w lampie od oleju. Zbiornik zapala się od wewnątrz, rozsadza i omal mnie nie poparzyło (...) udaję się do słynnego blacharza Bratkowskiego <. Był to znany we Lwowie producent (od 1845 r.) i konstruktor lamp olejnych, z którym rozmowę tak później relacjonował: > Panie! Lampy mi trzeba na to a na to – takiej a takiej! Próbujemy, poprawiamy... było już cokolwiek.< Dalsze prace konstrukcyjne doprowadziły do zbudowania lampy o cylindrycznym kształcie, w której zbiornik na paliwo zrobiony z grubej blachy zabezpieczał przed pożarem. Rurkowy palnik osłonięty został perforowaną przesłoną, która pozwalała na prawidłowy przepływ powietrza, zaś specjalny kominek osłaniał ssący, porowaty knot, zapewniający ekonomiczne spalanie się nafty..."

D. Janowska, M. Wieliczko: Lampy naftowe ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Krośnie. Papirus, Rzeszów 1990.


Czwartek, 28.07.2011 r.

ChromeCAD 1.0? Chyba jeszcze za wcześnie...

Przynajmniej do czasu, aż Chromebook osiągnie cenę zbliżoną do tabletu. Bo w chwili obecnej, zwłaszcza na naszym rynku, za model produkowany na zlecenie Google przez Samsunga, trzeba zapłacić ok. 1800 złotych. A to stanowczo za drogo. Za tą cenę można mieć budżetowego laptopa (albo notebooka dobrej klasy), opłacony dostęp do Internetu i zainstalowaną darmową przeglądarkę Chrome :). Ale co z tym wspólnego ma CAD?
Zacznę od początku...

Przed kilkoma dniami oddałem się rozważaniom na temat przyszłości tanich lub zgoła darmowych rozwiązań CAD, dostępnych na urządzenia mobilne i – jak z tego wynika – pracujące w chmurze. Inspiracją do tych rozważań był artykuł opublikowany w Desktop Engineer, autorstwa CEO SolidWorks. I wspomniałem w tym tekście o Chromebook'u, opracowanym równolegle przez dwóch dostawców (Samsung i Acer) na zlecenie Google'a.

Czym jest Chromebook?
Trzy razy „bez”: bez pulpitu, bez lokalnie zapisanych danych, bez zainstalowanych aplikacji. „Zaczęło się od solidnej wyszukiwarki, później pojawiły się kolejne usługi internetowe, a w końcu system operacyjny do telefonu i tabletu. Teraz w krajach Europy Zachodniej do sprzedaży trafiły dwa pierwsze komputery wyposażone w system Google – Chrome OS (...)”. Tymi słowami rozpoczyna się redakcyjny test przeprowadzony przez Komputer Świat, któremu poddano pierwszy z modeli notebooke'a (vide foto). Chociaż w jego przypadku lepsze będzie określenie „netbook”. Dlaczego? Otóż zamiast systemu operacyjnego w tradycyjnym słowa znaczeniu, znajdziemy w nim zainstalowaną... szybko uruchamiającą się przeglądarkę internetową, bazującą właśnie na znanej już z pecetów i maców „Chrome”. Komputer jest wyposażony w dysk twardy, a w zasadzie w SSD o pojemności 16 GB (!), który służy jedynie do przechowywania plików tymczasowych potrzebnych do uruchomienia kolejnych aplikacji. Aby korzystać z „netbooka”, należy mieć konto w Google (tzw. gmaila), gdyż netbook jest w zasadzie... terminalem usług dostępnych dzięki Google, z którymi łączy się za pośrednictwem Chrome OS. I to jest główna różnica między nim, a do tej pory znanymi przenośnymi personalnymi komputerami.

Komputer uruchamia się bardzo szybko, od momentu włączenia zasilania jest gotowy do pracy po niecałych 9 sekundach. Czas pracy na baterii wynosi ponad sześć godzin (przy włączonym Wi-Fi i intensywnym korzystaniu z Internetu), co plasuje go wysoko wśród mobilnych urządzeń.
Użytkownikowi odpada konieczność kupowania licencjonowanego oprogramowania, do wszystkich usług (ale w tym także płatnych) ma dostęp poprzez przeglądarkę. Pliki przechowuje „w chmurze”, gdzieś tam na serwerach sieciowych, także jego zasoby nie są narażone na uszkodzenie i utratę w przypadku awarii lub kradzieży netbook'a. Tyle jeśli chodzi o zalety.

Warto zwrócić uwagę na zmiany w układzie klawiatury. Dobrze, że nie zrezygnowano z QWERTY ;)

Lista wad jest dłuższa. Klawiatura jest inna w stosunku do zwykłych notebooków/laptopów. Zrezygnowano z klawiszy funkcyjnych, zamiast CapsLock'a znajdziemy klawisz szybkiego wyszukiwania... to w zasadzie nie są wady, ale zmieniony układ klawiszy, a także touch-pad pozbawiony przycisków zmuszają do zmiany przyzwyczajeń. Mimo pamięci operacyjnej wielkości 2GB, netbook okazuje się czasem za wolny, np. przy odtwarzaniu bardziej złożonych multimediów; zachodzi obawa, iż w przypadku pracy, nawet „w chmurze”, ze złożonymi modelami CAD, możemy mieć podobne problemy. Poważną wadą jest także brak możliwości pracy w trybie „off-line”. Do uruchomienia systemu konieczny jest dostęp do Internetu, a nie wszędzie znajdziemy Wi-Fi. Krytykowane są także aplikacje oferowane przez Google.

Czy da się pracować z systemami CAD?
Owszem. Nie ma problemu z korzystaniem za pośrednictwem Chrome np. z AutoCAD WS. Przyznam nawet, że komfort pracy jest znacznie wyższy, niż w przypadku korzystania z przeglądarek typu Firefox, o Explorerze nie wspominając. Cóż z tego, kiedy mały ekran nie ułatwia pracy w środowisku darmowego, sieciowego AutoCAD'a.
Tego problemu nie ma w przypadku pracy ze Sketch'Upem. Ten darmowy system CADowski rozwijany przez Google zyskuje na popularności zwłaszcza wśród osób związanych z branżą architektoniczną, lub GIS. Czy Google będzie miał coś w zanadrzu także dla branży mechanicznej? Zobaczymy. A skoro mowa była o SketchUp'ie, to warto wspomnieć także o Pythonie OCC (vide fot. poniżej). CAD 3D pracujący w okienku mobilnego tabletu lub „netbooka” jest coraz bliżej.

PythoonOCC dostępny poprzez Sieć...

Co to oznacza dla inżynierów-projektantów?
Dave Vogler na swoim blogu pisze, iż tendencja jest jasna: więcej rzeczy robionych w sieci, a nie lokalnie. I wpisuje się to znakomicie w dywagacje Bertranda Sicota (link tutaj).
A jednak w chwili obecnej, nie licząc może platformy V6, brakuje specjalistycznych rozwiązań CADowskich pozwalających szerokiemu gronu użytkowników na pracę poprzez Internet. Pracę polegającą na czymś więcej, niż przeglądanie plików i wymiana maili. W zasadzie możemy wskazać jedynie na te wymienione we wcześniejszym akapicie, pod warunkiem, że określenie „specjalistyczne” potraktujemy z przymrużeniem oka. Ale możemy być pewni, że będzie ich więcej. Przecież jeszcze nie tak dawno nikomu nie śniły się mobilne stacje robocze. A dekadę wcześniej rewolucją było udostępnienie rozwiązań CAD 3D na PC.

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

Na poniższych zdjęciach AutoCAD WS uruchomiony w okienku przeglądarki Chrome...

Ekran logowania do systemu AutoCAD WS. Wystarczy adres mailowy i hasło...

...aby rozpocząć pracę z aplikacją dostępną przez przeglądarkę internetową. W tym wypadku Google Chrome...

 

Źródła:
Korzystałem z tekstu Dave'a Voglera pt.: „Chromebook i co to znaczy dla inżynierów projektantów” (tutaj), a także z testu pt.: „Z przeglądarką zamiast systemu” opublikowanego w „Komputer Świat 16/2011”, s. 32

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Auta amerykańskie wygrywały komfortem jazdy. Składała się na niego miękka praca zawieszenia, doskonałe wyciszenie
kabiny i szereg gadżetów, nieobecnych w modelach ze Starego Świata. Na przykład kierownica o regulowanym położeniu.
Jak anegdota brzmi dziś odpowiedź inżyniera Mercedesa na pytanie żurnalisty: Dlaczego nie można dopasować sobie kierownicy?
– Pracowaliśmy latami, żeby ustalić jej idealną pozycję i teraz mamy to zepsuć?! – parsknął poirytowany.”

Michał Kij, „Osobiście” w Automobilista nr 7/2011, s. 83


Środa, 20.07.2011 r.

DraftSight 2Day, kolejny CAD 3D za darmo, NX 8.0 i inne...

Czasem lepiej nic nie pisać, niż pisać o niczym... Ten sparafrazowany cytat z Tadeusza Kotarbińskiego może dobrze oddać przerwę w aktualizacji CADblogowej „blogosfery”, jak nazwałem ten dział po ostatnim niewielkim przemeblowaniu serwisu...

Nie jest to jednak prawdą, a dzisiaj zamieszczone aktualności najlepiej wskazują na to, iż jest o czym pisać. Chociażby o najnowszej, niemalże „po cichu” (nie licząc wczorajszego newslettera rozsyłanego o godzinie 2.30 w nocy naszego czasu) udostępnionej nowej aktualizacji dla DraftSight, pod którą tak naprawdę kryje się nie tyle Service Pack 2, co nowa wersja – V1R1.2, jak przytomnie zauważył jeden z moich Czytelników. O tym jednak więcej postarałem się zamieścić na Swblog.pl, tam też odsyłam wszystkich zainteresowanych.

Drugim newsem dnia (a może jednak powinien być pierwszy?) jest z pewnością przejęcie Alibre przez 3D Systems, firmę, która konsekwentnie stara się realizować plan zmierzający do zaoferowania swoim klientom kompletnych rozwiązań do budowy funkcjonalnych prototypów, skupiając w swoim portfolio nie tylko rozwiązania sprzętowe do szybkiego prototypowania i wytwarzania (ang. rapid prototyping i rapid manufacturing), ale także programowe: akwizycja Alibre jest tego dobitnym przykładem. Ba, razem z „dobrodziejstwem inwentarza” oznacza to także przejęcie „Moment of Inspiration”, znakomitego i niedrogiego modelera bezpośredniego 3D, od mniej więcej pół roku oferowanego w pakietach razem z Alibre Design. Innymi słowy wśród firm oferujących programowe rozwiązania cadowskie, w portfolio 3D Systems znajdziemy Sycode (Deelipa Menezesa, o jej przejęciu pisałem przy okazji testowania możliwości systemów CAD tutaj) i obecnie Alibre, z oferowanymi przez nią Alibre Design i wspomnianym MoI.

Deelip skorzystał z okazji i przeprowadził szybką rozmowę mailową ze swoim obecnym przełożonym, prezesem 3D Systems – Abe Reichentalem, dotyczącą m.in. realizowanej przez firmę strategii. Zwrócił oczywiście uwagę na fakt, iż firma w ciągu ostatnich lat przejęła co prawda wiele mniejszych przedsiębiorstw, ale raczej oferujących „drukarki 3D” (np. Bytes from Bites ), natomiast ostatnie dwie akwizycje dotyczyły firm oferujących usługi i programy CAD...

– Obecna akwizycja, nabycie Alibre jest zgodne z naszą strategią zmierzającą do demokratyzacji dostępu i przyspieszenia rozpowszechniania niedrogich rozwiązań „od projektu do druku 3D”, które pomogą nie tylko profesjonalistom, ale także amatorom i pasjonatom w tworzeniu gotowych, pełnowartościowych modeli 3D. Zgodnie z tym nabyliśmy także kilka firm oferujących usługi w zakresie wytwarzania nietypowych części „na żądanie” (ang. „print on demand” – przyp. redakcji), jak również firmy produkujące tanie maszyny do szybkiego prototypowania. W ten sposób oferujemy klientom pełne spektrum rozwiązań w jednym miejscu – odpowiada Abe.
– Więc 3D Systems, oprócz firmy kojarzonej stricte z rynkiem Rapid Prototyping, teraz staje się także dostawcą oprogramowania CAD. Czy fakt nabycia Alibre wpłynie w jakiś sposób na relacje z innymi producentami systemów CAD? –  pytał Deelip.
– Nie uważam 3D Systems za firmę będącą dostawcą systemów CAD, ale raczej – upowszechniającą kompletne rozwiązania do szybkiego prototypowania – wyjaśniał szef 3D Systems. – Naszym celem jest poszerzenie, uzupełnienie doskonałej oferty rozwiązań czołowych dostawców CAD o niedrogie narzędzia biurowe, w tym maszyny 3D.

Dlaczego Alibre?
Jak wynika z wypowiedzi Abe Reichentala, jego zdaniem Alibre opracowała wydajne, niedrogie narzędzia projektowania 3D, które umożliwiają wielu firmom rozszerzanie i uzupełnianie oferty, zwiększanie liczby pracowników poprzez zaoferowanie niedrogich stanowisk pracy, jak również dostarczając w ten sposób wielu profesjonalnym projektantom i inżynierom opłacalne cenowo narzędzie, które wspiera ich hobby, ale także własną przedsiębiorczość (działalność w domu). Ta cena, a w zasadzie – jej niższy przedział, w połączeniu z możliwościami oprogramowania, wpisały się w dalekosiężne plany rozwoju 3D Systems. Stąd decyzja o przejęciu firmy.

Przejęcie nie będzie jednak oznaczać, iż marka Alibre zniknie z rynku. Plany 3D Systems zakładają rozwój oprogramowania pod jego rozpowszechnioną już marką i to nie tylko w kierunku zwiększania jego możliwości pod kątem druku 3D i szybkiego prototypowania.

Kolejny CAD 3D za darmo?
Z rozmowy z Deelipem wynika, iż firma może planować... oferowanie użytkownikom Alibre Personal Edition bezpłatnie, na wzór działań podjętych w ostatnim czasie przez ADSK (Autodesk 123D).

– Jestem zwolennikiem demokratyzacji dostępu i przyspieszenie rozpowszechnienia niedrogich rozwiązań „3D-to-print”, w ramach programów i inicjatyw, które są trwałe, skalowalne i korzystne dla klientów – mówił Abe Reichental.

Deelip zwraca jednak uwagę, iż praca w środowisku modelowania bezpośredniego (jak w 123D) jest łatwiejsza, niż tradycyjne parametryczne podejście obecne w Alibre Design, z historią operacji i wynikającymi z jej obecności konsekwencjami. A owa łatwość może być czynnikiem decydującym w przypadku rynku klientów „DIY” („Zrób to sam”, ang. Do It Yourself). Więcej na blogu Deelipa, tutaj.

Pozdrawiam serdecznie
ms

P. S.
A co nowego w (i co dalej z) NX 8.0? Cóż, pozostaje czekać na oficjalną premierę, tudzież na udostępnienie informacji o tym, kiedy owa premiera będzie miała miejsce...

Obowiązuje całkowite embargo na informacje związane z NX 8. Internet jest monitorowany przez Siemens PLM Software, także można natknąć się jedynie na ślady po przeciekach. Nie zapominajmy, że to NX jest flagowym produktem dawnej UGS, stanowi trzon rozwiązań PLM oferowanych przez (nomen omen) Siemens PLM Software i w jego przypadku – inaczej niż z Solid Edge ST – firma nie pozwala sobie na kontrolowane przecieki...
Podobnie przyjdzie jeszcze trochę poczekać na odpowiedź na kolejne moje pytanie: na jaki system zdecyduje się Volkswagen Group?

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Piątek, 15.07.2011 r.

„Świat Twoją stacją roboczą...” (The World as Your Workstation)

Iksiński, inżynier sprzedaży, umawia się na lunch z klientem. W trakcie spotkania (i posiłku), patrzy na tablet, na którym wyświetlany jest model 3D produktu, którego spotkanie dotyczy. Ba, widoczne są na bieżąco dokonywane zmiany w modelu, gdyż dwaj inżynierowie z firmy Iksińskiego właśnie nad nim pracują. Klient mówi Iksińskiemu, że jest zainteresowany produktem, ale potrzebuje szeregu zmian w stosunku do pierwotnego projektu. A także – iż potrzebuje jego wielu wariantów. I obawia się wynikającego z tego – w jego mniemaniu – znaczącego wzrostu kosztów. A tu Grecja na skraju upadku, Włochy się trzęsą (sic!), nie wiadomo, co z Hiszpanią...

Cóż robi Iksiński? Nie przerywając spotkania, modyfikuje projekt. Wysyła informacje do współpracowników o konieczności wariantowania modelu. Wszystko podczas zdawałoby się swobodnej rozmowy, między talerzem z jajkiem sadzonym (na boczku), a filiżanką kawy. Hmm, jajo może nie dość eleganckie, ale co tam.
Rezultaty zmian pokazuje klientowi, a także zapewnia go, że: nie wpłyną one ani na wydajność samego produktu, ani na wydajność linii produkcyjnej, a co więcej – wiele wariantów można było utworzyć już „tu i teraz” – podczas spotkania. Okazuje się także, że nie trzeba będzie modyfikować linii produkcyjnej (nie licząc przeprogramowania niektórych maszyn CNC), aby produkować inne warianty modelu. I nie pociągnie to za sobą znaczących kosztów – ba, zmieści się właściwie w negocjowanej, ustalonej wcześniej cenie. Iksiński wysyła zaktualizowane dane do zespołu rozwoju produktu, stosowną informację do zarządu firmy, a na zakończenie lunchu – podpisuje umowę z klientem...

Takim przykładem (nieznacznie na nasze potrzeby zmodyfikowanym) posłużył się Bertrand Sicot, CEO DS SolidWorks, w swoim artykule (tytuł org. powyżej) zamieszczonym niedawno na łamach Desktop Engineer (link tutaj). Przedstawiona tu wizja to nie fragment powieści Sci-Fi, ale coś, co ma już miejsce w otaczającym nas świecie. I nie chodzi tu o biznesowe lunche, podczas których podpisywane są kontrakty...

Przytoczona „scenka rodzajowa” znakomicie wpisuje się w filozofię rozwoju systemów CAx, którą wraz z rozwojem platformy V6 realizuje koncern Dassault Systemes (SolidWorks jest już od ładnych paru lat jego częścią, a integracja powoli, ale nieustannie postępuje). Jednym z jej elementów jest „cloud computing”, praca w chmurze, pozwalająca na uzyskanie dostępu do istotnych, ważnych (dosłownie i w sensie objętości plików) danych projektowych w zasadzie z dowolnego miejsca na świecie (a przynajmniej takiego, gdzie jest w miarę stabilne Wi-Fi; nie wiem, czy pamiętacie Państwo pierwszą polską premierę platformy V6, podczas której właśnie bezprzewodowy internet zawiódł na całej linii...). Praca „w chmurze” sprawia, iż nie ma potrzeby taszczyć ze sobą na spotkania coraz lżejszych co prawda, ale nie do końca wygodnych mobilnych stacji roboczych (jak tu pałaszować lunch, popijać kawę, na małych stoliku, z rozłożonym laptopem niemalże przed nosem); wystarczy tablet zapewniający szybką wymianę danych i system CAx, a tutaj w zasadzie najczęściej już nie tyle CAD/CAM/CAE, co któryś z elementów układanki PLM/PDM, aby w czasie rzeczywistym dokonywać zmian w projekcie, koordynować pracę nad nim, przeprowadzać analizy itp. Ciężar obliczeń przejmuje „chmura”, komputery będące gdzieś tam na drugim końcu bezprzewodowego połączenia.

Sicot słusznie zauważa, iż mamy do czynienia z pewną ewolucją, żeby nie użyć określenia: rewolucją, a z pewnością – z początkiem nowej ery; oto systemy, które do niedawna wymagały dedykowanych stacji roboczych, obecnie są w stanie pracować na notebooku (z czego korzysta piszący te słowa), albo wręcz na mobilnym urządzeniu typu tablet czy palmtop, czy też zaawansowany telefon komórkowy. A to oznaczać może zmianę w podejściu do pracy inżyniera.
Najważniejszą (zmianą) jest możliwość utrzymania ciągłości procesów grupy osób zaangażowanych w jeden projekt, w pracę nad tym samym zadaniem, niezależnie od tego, czy członkowie grupy pozostają w jednym miejscu, pod jednym dachem, czy też przebywają w terenie, a może nawet – w domu. Nie muszą jak do tej pory porozumiewać się ze sobą za pomocą telefonu komórkowego, maila etc. Po prostu mają dostęp w czasie rzeczywistym do projektu, nad którym pracują, i dysponują na bieżąco wszystkimi istotnymi informacjami. Cytując za Sicotem, „(...) Konstruktorzy przebywający na spotkaniu z klientem są w stanie ocenić wpływ zmian w późnej fazie projektu na narzędzia produkcji, układ maszyn na linii, związane z tym koszty produkcji. A menedżer projektu, jadący np. na ważne spotkanie, może w tzw. międzyczasie zatwierdzić te zmiany – mając mobilny dostęp do korporacyjnego (lub tylko firmowego) systemu PLM.”

CEO SolidWorks przewiduje, iż rozwijane będą aplikacje obsługiwane za pośrednictwem mobilnego internetu; nie będzie potrzeby instalowania kompletnych systemów na naszym przenośnym urządzeniu, a cały proces projektowy odbywać się będzie z pomocą aplikacji sterowanych przez okienko przeglądarki. To także ma już miejsce – przykładem może być notebook, nazywany bodajże „Chromebook”, w którym nie znajdziemy śladu dysku twardego, a który zapewnić ma jedynie dostęp do sieci i aplikacji umożliwiających edycję i przechowywanie danych (dokumentów, arkuszy, zdjęć, multimediów itp.) w zasobach sieciowych. Urządzenia te, zapewniające nieporównywalnie większy komfort pracy niż tablety, ważą ok. 1,5 kg, mogą pracować blisko 9 godzin non-stop (bez potrzeby podłączania do zewnętrznego źródła energii) i są relatywnie tanie (a znając elastyczność Państwa Środka, można liczyć na wysyp licznych „klonów” w cenach naprawdę supermarketowych, jeśli nie dyskontowych).

Nic tylko sieć

 

Czy rzeczywiście może okazać się, iż najlepszym systemem CAx, PDM/PLM, najlepszą platformą dla inżynierów będzie Internet? Niesamowita wizja, pytanie tylko – co w przypadku jakiejś globalnej awarii, zmasowanego cyberataku itp.? Czy zatęsknimy do porzuconych w kącie komputerów stacjonarnych? Może dlatego firmy zbrojeniowe nie tylko przechowują dokumentację w formie papierowej, ale także dokonują archiwizacji projektów także w ich natywnych formatach (zgodnych z wersją oprogramowania, na którym zostały opracowane), pilnie strzegą posiadanych wersji instalacyjnych dawno wycofanego oprogramowania CAD, a nawet – potrafią przechowywać komputery z lat 80-tych i 90-tych, na których systemy te były zainstalowane...

ms

P. S.
Zachęcam do sprawdzenia, w jaki sposób może przebiegać praca w chmurze (ang. cloud computing) z pomocą prostej aplikacji CAD 2D (AutoCAD WS) obsługiwanej poprzez okienko przeglądarki internetowej (link tutaj).


| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Rozumiejąc potrzebę materialnego postępu, należy mieć świadomość, że służyć może on również złu i nie wszystko, co później, jest lepsze od tego, co wcześniej. Jeśli więc ktoś zamiast wyjaśnić nam korzyści płynące z nowych rozwiązań uzasadnia je nowoczesnością i postępowością, to uznać należy, że albo sam nie jest zbyt rozumny, albo z nas chce zrobić durnia..."

Bronisław Wildstein, Mój manifest wyborczy, w „Uważam Rze”, nr 20/2011 s. 53


Środa, 22.06.2011 r.

Za ile Solid Edge ST 4?

Pytanie powyższe, „tytułowe”, można rozumieć dwojako: po pierwsze – o ile uszczuplimy nasz portfel, gdy będziemy chcieli wejść w posiadanie najnowszej wersji Solid Edge ST 4, po drugie – kiedy tak naprawdę dostępna będzie „komercyjna”, w pełni funkcjonalna wersja najnowszej odsłony tego zdobywającego coraz większą popularność systemu MCAD 3D...

Do zadania tego pytania Panu Rafałowi Żmijewskiemu, dyrektorowi sprzedaży Siemens Industry Software, pokusił mnie fakt, iż praktycznie natychmiast po opublikowaniu pierwszych oficjalnych informacji o ST 4, w mojej maciupkiej redakcji rozdzwoniły się telefony, z pytaniem np. o to, czy kupować teraz ST 3, czy zaczekać jeszcze chwilę i nabyć licencję ST 4, a także o to, ile trzeba będzie dopłacić do nowszej wersji.
Odpowiedź okazała się prosta: kupować teraz i decydować się na zakup obsługi i serwisu, tzw. „maintenace'u”.

W takim wypadku aktualizacja do najnowszej wersji znajdzie się w cenie naszego zakupu. Jeśli chcemy okazać się sprytniejsi (żeby nie powiedzieć: „cwańsi”), możemy zdecydować się na zakup maintenance na okres krótszy niż rok – pół roku, może trzy miesiące? Ale uwaga – w tym ostatnim wypadku istotnego znaczenia nabiera druga interpretacja tytułowego pytania: za ile (czasu) do sprzedaży trafi Solid Edge ST 4? Przypuszczam, iż będzie to wrzesień. Może się okazać, że do sprzedaży nowe ST 4 trafi jednak już w lipcu – tutaj jednoznacznych informacji nie udało mi się uzyskać. A szkoda...

Ktoś dociekliwy może zapytać także: co wynika z faktu, iż teoretycznie (i praktycznie też) mamy za sobą już premierę technologii synchronicznej 4, czyli a.d. 2011, ale jeszcze nie możemy wejść w jej posiadanie? Ktoś domyślny odpowie – że oznacza to, iż pewne informacje już przekazane oficjalnie to nie wszystko, czego należy spodziewać się w najnowszej odsłonie. Dodam od siebie, iż owe wątpliwości – co jeszcze ewentualnie znajdzie się w „handlowej” (oj, jak to brzmi) wersji Solid Edge ST 4 sprawiły, iż podczas autoryzacji materiału opisującego nowości w obszarze modelowania w środowisku 3D ST 4 (tutaj), kilka sugestii pojawiających się podczas prezentacji dla dziennikarzy postanowiliśmy zachować (jeszcze) w tajemnicy; na wypadek, gdyby w finalnej wersji jednak się nie pojawiły.

A jakie opinie pojawiły się w środowisku „edgersów” (jak nazywają siebie użytkownicy Solid Edge za oceanem) po czerwcowej konferencji? Znakomicie ujęła je Tara Roopiner (TenLinks.com), swój artykuł tytułując: „Solid Edge wychodzi z cienia NX”. Entuzjastycznie? Owszem. Czy zasłużenie? Wydaje się, że tak.
Tarze na pewno nie można zarzucić braku obiektywizmu. Co prawda pisze o tym, że jako użytkownik Solid Edge po tym, co miała okazję zobaczyć w trakcie prezentacji, powinna zacząć „tańczyć w kółko ze szczęścia”, ale zaznacza także, iż – zdaniem konkurencji, ale także bardziej cynicznych użytkowników SE – część nowych możliwości Solid Edge ST 4 wynika po części – z konieczności poprawienia błędów i komplikacji, znanych z ST 3. Cóż, każdemu się zdarza.
Ale oprócz tego wielkie „brawa” zebrały wymieniane także w polskich oficjalnych materiałach funkcjonalności, w tym „Range Offset Value” (możliwość zdefiniowania ograniczeń zakresu ruchu komponentów), poprawa pracy w środowisku złożeń, ale także – trochę chyba pominięte u nas – zwiększenie możliwości wizualizacji i wyświetlania rysunków modelu już w środowisku pracy Solid Edge (jeszcze przed użyciem narzędzi do renderingu).

Tara wspomina także, jak to Dan Staples, odpowiedzialny za rozwój Solid Edge (i znany także jako „papa Edge”), wymieniał i wymieniał nowości, nowe możliwości ST 4. Konkluzja jest bardzo sympatyczna:
„(...) Dziękuję Ci, Solid Edge, za to, że nie odpuściłeś. Za to, że – nawet będąc jednym z lepszych systemów MCAD dostępnych na rynku – nadal dostrzegasz obszary, w których możesz być udoskonalony; że życie użytkowników może być łatwiejsze... i że nadal jest wielu potencjalnych inżynierów projektantów, którym możesz to ułatwić.”
A co jeśli chodzi o „wyjście z cienia NX”? Jak łatwo się domyślić, chodzi o traktowanie obecnie Solid Edge jako pełnowartościowego elementu, pełnowartościowego składnika portfolio PLM w stajni Siemensa. Ale o tym postaram się napisać za jakiś czas...

(ms)

P.S.
Jeśli o mnie chodzi, nadal najbardziej podoba mi się praca z otwieranymi w środowisku ST natywnymi plikami innych systemów, np. SolidWorks. Chociaż zdarza się, iż zaimportowany model zawiera jakieś „artefakty”, najczęściej powierzchnie/obszary przesłaniające np. otwory modelu, które oczywiście łatwo można usunąć, bez najmniejszych negatywnych konsekwencji. Chyba, że tych otworów byłoby dziesięć tysięcy ;). Może w ST 4 to zjawisko już nie będzie występowało?

| komentuj na forum | komentarze 0 |


 | < | << | strona 3 z 8  | >> | > |

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 ...

 

Blog monitorowany przez:


 


 

 


| reklama | redakcja | dane kontaktowe | prenumerata |
© Copyright by Maciej Stanisławski. Publikowane materiały są objęte prawem autorskim.
Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie tylko za wcześniejszą zgodą autora.  
webmaster@skladczasopism.home.pl. Opracowanie graficzne: skladczasopism@home.pl
CADblog.pl jest tytułem prasowym  zarejestrowanym w krajowym rejestrze dzienników i czasopism
na podstawie postanowienia Sądu Okręgowego Warszawa VII Wydział Cywilny rejestrowy Ns Rej. Pr. 244/09
z dnia 31.03.2009 poz. Pr 15934

*ISSN 2083-3032 (wydanie papierowe) **ISSN 2083-3148 (wydanie on-line)