|
CADblog.pl
na Facebook
2011_cover_small_ok.gif)
numer 1(15) 2011
HD już dostępny
(więcej informacji
w archiwum)
Wydania
archiwalne 2009/2010...
cov_small.gif)
numer 4(14) 2010
HD już dostępny
w archiwum
2010_cover_sma.gif)
numer 3(13) 2010
HD już wkrótce dostępny
w archiwum
2010small.gif)
numer 2(12) 2010
dostępny
w archiwum
2010_rgb_sm.gif)
numer 1(11) 2010 dostępny
w archiwum
2009_cover_web_small.jpg)
numer 9(10) 2009
już dostępny
w archiwum
_cover_web_small.jpg)
numer 8(9) 2009
już dostępny
w archiwum
2009_cover_small.jpg)
Wydanie specjalne
numer 7(8) 2009
już dostępny
w archiwum
_cover_web.gif)
Numer 6(7) 2009
już wkrótce dostępny
w archiwum
_2009_cover_website_small.jpg)
Numer 5(6) 2009
już dostępny
w archiwum
_2009_cover_1_website.jpg)
Numer 4(5) 2009
już dostępny
w archiwum
_2009_s1_website_mala.gif)
Numer 3(4) 2009
już dostępny
w archiwum
_cover_small_website.jpg)
Numer 2(3) 2009
już
dostępny
w archiwum
.jpg)
Numer 1(2) 2009
już dostępny
w archiwum

Numer 0 (1) 2009
– dostępny
w archiwum
W
aktualnościach
m.in.:
• Marzenie
technologa
• GStarCAD
2011 PL
•
Jakość roku
dla CAMdivision
• Intercim częścią
Dassault Systemes
•
Najlepszy dostawca IT
• Bonzai3D PL
•
Pierwsze losowanie za nami
• Konkurs
ASCONA trwa
•
SolidThinking 8.5
• Model robota
w Solid Edge
• CLAAS i V6
• Dla designerów
• FEA (MES)
na mobilnych urządzeniach?
• Rapid Author
6.0
•
Rhinoceros parametryczny
•
Tecnomatix
i elektronika
• Okulary bez
okulisty
• Polskie bariery
• Najszybszy
Radeon
•
Draftsight na Linux'a
• Promocja
AutoCAD LT
• NVIDIA
czyni CUDA
• Konkurs Prenumerata 2011
• MP3 dla Solid Edge
• Mc Laren i V6
• AutoCAD WS
po aktualizacji
Drodzy Czytelnicy!
CADblog.pl, zarówno w postaci strony www,
jak i e-czasopisma,
z założenia ma zapewnić bezpłatny dostęp do wszystkich
informacji, publikacji, artykułów zamieszczanych na jego łamach.
Nie planowałem i nie planuję żadnych ograniczeń dostępu, ani
żadnych opłat związanych z lekturą jego zawartości.

Jeśli chcieliby Państwo dobrowolnie
wesprzeć rozwój tej inicjatywy, w tym także kontynuowanie
publikacji na temat rozwiązań niekomercyjnych (systemy CAx
i inne dostępne niedopłatnie), będę wdzięczny za dokonanie
wpłaty
na nr konta podany w zakładkach
„O mnie” i „Kontakt”.
Dziękuję serdecznie
Maciej Stanisławski
|
|
< |
<<
| strona 2 z 7 |
>> |
> |
1
2
3
4
5
6
7...
Cytat tygodnia
„Jedyną rzeczą w przypadku technologii, co do której możemy być
pewni, iż się nigdy nie zmieni, jest fakt, iż technologia
zmienia się nieustannie...”
Nancy Spurling Johnson, „Cadalyst”
„To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem
otwieramy oczy niedowiarkom!
Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony, i to nie jest
nasze ostatnie słowo!”
Stanisław
Bareja, „Miś”
Sobota, 4.06.2011 r.
Pomiędzy
„misiem” i technologią...
Tym
razem dwa cytaty tygodnia. Ten drugi po części odnosi się
złośliwie także do CADblogu; chociaż już ostatnio zdawałem sobie
sprawę, iż pracy jest coraz więcej, a czasu staram się więcej na
ową pracę nie poświęcać (bo działoby się to kosztem Rodziny), to
jednak chwilowo jedynym sposobem na przezwyciężenie „wąskiego
gardła”, jakim w przypadku mojej działalności okazują się tzw. „HR”
(ang. human resources ;)), stało się zakasanie rękawów i
zarwanie kilku wieczorów
Owe wieczory
(niebezpiecznie przedłużające się także do godzin nocnych) to
czas, kiedy dzieci kładą się spać lub już od dawna śpią – zatem
nie wymagają uwagi, a „niepoświęcanie” im czasu nie ciąży na
sumieniu, Czytelnicy nie dzwonią i nie pytają, kiedy pojawi się
wreszcie nowe wydanie, gdzie można nabyć oprogramowanie z
kilkudziesięcioprocentowym rabatem, jak zainstalować
spolszczenie do Solid Edge, dlaczego SP1 do DraftSight sprawia,
iż nie da się rysować stycznych okręgów (a wcześniej dało), skąd
pobrać darmowy komercyjny CAD na potrzeby firmy itp. Innymi
słowy... cisza, spokój, zapach kawy (lekarz kazał ograniczyć –
lekarzu, wylecz się sam!) i multum tematów, którym trzeba dać
radę. Tutaj istotna uwaga na marginesie: proszę mnie źle nie
zrozumieć, nie mam nic przeciwko temu, by Czytelnicy dzwonili z
pytaniami, przesyłali maile itp. A jednak każdorazowe oderwanie
się od pracy nad przygotowywanym materiałem stanowi pewne
utrudnienie. Po prostu łatwiej się oderwać, niż wrócić :)
Opóźnienie w
aktualizacji strony – jak słusznie domyśliło się kilka
wytrwale kibicujących mi osób (proszę Państwa, na chwilę
obecną można mówić o ponad 70 000 unikalnych użytkowników!),
oznacza tylko jedno – nie, nie urlop, jak sugerują złośliwcy.
W komputerze w zasadzie tkwi już najnowsze wydanie – vide foto
poniżej;
do
końca tygodnia postawiłem sobie ambitny cel udostępnienia go
wreszcie szerszemu gronu recenzentów w osobach Państwa,
czytających to, co pracowicie staram się stukać. Ale w wydaniu
internetowym nie znajdą Państwo wszystkiego; nie uda mi się
bowiem uzyskać jeszcze kilku istotnych autoryzacji, podobnie
nie będę mógł udostępnić tekstu poświęconego najnowszej wersji
Solid Edge ST 4. Dodam jednak w tym miejscu, iż poufna
prezentacja dla dziennikarzy, która miała miejsce podczas
konferencji PLM, potwierdziła to, co udało mi się wcześniej
wywnioskować z przecieków kontrolowanych (udostępnionych
tutaj), ale Pan Tomasz Jęczarek znakomicie zwrócił uwagę
zgromadzonych przedstawicieli prasy branżowej na pewne rzeczy,
którym nie mogłem poświęcić więcej miejsca. Szczegółów proszę
zatem spodziewać się w wydaniu papierowym, które z wiosennego
zmieniło się w „wiosna/lato”, ale to rzecz trywialna i mało
istotna – nie na tyle, by się nią tutaj zajmować. Dodam
jedynie, iż materiały „extra”, które nie będą dostępne w
wydaniu pdf, można będzie znaleźć bezpośrednio na stronach www...
Trzymam w ręku
nadesłany bezpłatny egzemplarz „Cadalyst”, czasopisma, które
ma za sobą większą przerwę w ukazywaniu się, niż moje wydania
pdf. 28 stron, nie licząc okładki. Królują materiały
poświęcone ADSK, czemu nie należy się dziwić, gdyż wśród
stałych współpracowników (17 osób, nie licząc ścisłego grona
redakcyjnego) znaleźć można dwie osoby blisko lub wręcz
bezpośrenio (Lynn Allen) związane z Autodesk. Ale nie tylko –
nie brakuje artykułów przekrojowych. Cóż, specjalizacja nie ma
w sobie chyba nic złego; na łamach Desktop Engineer także
często odnajdujemy artykuły związane z ADSK, w Develop3D
równie często można znaleźć informacje o SolidWorks. Niektórzy
Czytelnicy zadają mi pytania, dlaczego na moich łamach tak
niewiele można przeczytać o ADSK, czy Pro/E. Odpowiedź nie
jest tak prosta, jak by się wydawać mogła. „Tak krawiec
kraje...”, a nie będę ukrywał, iż czasu wystarcza mi jedynie
na pisanie o tym, co miałem okazję poznać już w miarę dobrze,
lub do czego miałem zapewniony łatwy dostęp (w tym informacje
uzyskane nie tylko z sieci, ale także z rozmów, spotkań), a
także na popełnianie od czasu do czasu artykułów o charakterze
przekrojowym (jak zamieszczony w ostatnim wydaniu
dwumiesięcznika „STAL” materiał podsumowujący ubiegły rok w
świecie systemów CAD; nawiasem mówiąc ten sam artykuł, ale
uzupełniony i rozszerzony znajdą Państwo zarówno w wydaniu
elektronicznym, jak i w wydaniu papierowym, w charakterze
uzupełnienia/komentarza do CADraportu.
A
wracając do tematyki CADblog.pl i „przyległości”... cóż,
chociaż blog (coraz częściej określany mianem „portalu”, ale
czy słusznie?) porusza problematykę w zasadzie większości
spotykanych na rynku systemów CAD (i chyba 90% systemów
dostępnych za darmo), to specjalizuje się w systemach „Solid...”.
I chyba tak już zostanie, przynajmniej do czasu, gdy nad wyraz
skromne grono redakcyjne nie zostanie zasilone przez stałych
współpracowników. Ale na to potrzeba jeszcze więcej czasu, niż
na przygotowanie papierowego wydania... ok. 25 artykułów, 149
newsów/aktualności – tyle ukazało się na stronie CADblog.pl w
czasie ostatnich sześciu miesięcy. Czy to dużo, czy mało?
Gdyby zwiększyć trzykrotnie liczebność redakcji, i zachować
obecny współczynnik, może udało by się osiągnąć liczbę
dziesięciu autorskich opracowań w miesiącu... I może to będzie
cel, do którego CADblog.pl będzie dążyć...
Pozdrawiam
serdecznie i zapraszam do zapoznania się z nowościami, krótką
i na razie mało subiektywną relacją z konferencji PLM,
doświadczeniami z instalacji Autodesk123D (to wszystko już w
najbliższy poniedziałek). I proszę wypatrywać wydania w
postaci elektronicznej. Tutaj jednak mała uwaga: dostęp do
niego miałem zapewnić jedynie zarejestrowanym użytkownikom
CADblog.pl; jednak do chwili obecnej nie udało mi się
przesiąść ze starego systemu webowego na nowy, chociaż prace
równolegle trwają i napawają optymizmem (przez okres dwóch lat
– obecnie jest to III rok działalności - zebrało się wiele
materiałów, które trzeba teraz przerzucić do nowego
środowiska), dlatego postanowiłem podjąć jeszcze jedną próbę
„rozruszania forum”. Otóż możliwość pobrania wydań
elektronicznych będą mieli jedynie zarejestrowani Forumowicze.
Zdaję sobie oczywiście sprawę z faktu, iż pdf może pobrać
jedna osoba, a następnie jego kopię udostępnić znajomym,
kolegom, studentom etc. Stąd moja serdeczna prośba – o
nierozpowszechnianie (nadmierne) CADblog.pl w tzw. „drugim
obiegu”. Rejestracja na forum nie jest skomplikowana, w razie
czego można poprosić o pomoc mailowo, a biorąc pod uwagę, iż
niektóre dotychczasowe wydania pdf pobrano blisko 6 tysięcy
razy, może będzie do skuteczny sposób na zwiększenie liczby
forumowiczów ;).
I jeszcze jedno:
osoby prenumerujące newsletter mogą liczyć na bezpośredni
dostęp do linku umożliwiającego pobranie
nowego e-wydania...
Dziękuję za wyrozumiałość i życzę dobrej nocy
Maciej Stanisławski
sobota, 4.06.2011 r. godz. 21:58
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Cytat tygodnia
„(...) Kadłub, traktowany w obliczeniach jako rura, głównie z
duralu, wzmocniona żebrami, musiał przy ślizganiu się po
zagajniku pozostać w całości lub rozpaść się na dwie, najwyżej
trzy części. Rozpad jego na dziesiątki tysięcy części jest
sprzeczny
ze znaną z mechaniki wytrzymałością materiału kadłuba...”
prof. Mirosław
Dakowski
cytat za: L. Misiak, G.
Wierzchołowski: Urządzenia pokładowe Tu-154 – coraz więcej
zagadek, „Gazeta Polska”, nr 20(928) maj 2011, s. 8
Piątek, 20.05.2011 r.
„Develop better product faster”
vs „Design better product”,
czyli co nowego w ST4
Oba wymienione w tytule hasła odnoszą się do „lepszych
produktów” i chociaż pochodzą z konkurencyjnych firm, mają ze
sobą wiele wspólnego. Pierwsze z nich można znaleźć wśród
informacji marketingowych producenta oprogramowania Solid Edge.
Najnowsza wersja ST4, która oficjalnie pojawi się w czerwcu
br. (a o której oficjalne informacje dostępne będą dopiero w
przyszłym tygodniu), przynosi wiele usprawnień nie tylko w
odniesieniu do samej technologii synchronicznej, szczególnie w
obszarze modelowania, ale także w obszarze współpracy
projektowej (wykonawcy – dostawcy – klienci), narzędzi do
projektowania konstrukcji z blach (sheet metal) czy wreszcie
redukcji czasu i kosztów opracowywania dokumentacji...
Trzeba przyznać, że
działalność marketingowa liderów rynku komputerowych systemów
wspomagających projektowanie mogłaby stanowić temat na osobne
opracowanie, ba – nawet na doktorat. Tym bardziej, iż
użytkownicy niektórych systemów złośliwie dodają, iż istotne
nowości „widać” właśnie w materiałach reklamowych i
informacjach prasowych, natomiast trudno znaleźć je podczas
codziennej pracy w środowisku danego systemu CAD/CAM/CAE.
Wszystko wskazuje na to, że „spece od marketingu” w przypadku Solid Edge ST4 mają jednak ułatwione zadanie – nie muszą
tworzyć „rzeczywistości” (jak specjaliści od marketingu
politycznego), wystarczy, że będą ją opisywać.
Nowe ST4
rzeczywiście niesie szereg usprawnień. O niektórych z nich
pisałem już, korzystając z „przecieku”, który pojawił się
na stronie
Deelipa Menezesa. Teraz pora odchylić kolejne „rąbki
tajemnicy”...
Zdecydowanie atrakcyjniejsza grafika
Może ta
akurat nowość ma istotniejsze znaczenie np. dla osób
zajmujących się prezentacjami multimedialnymi, filmami 3D, czy
też... komputerowymi grami itp., ale nie sposób przejść obok
niej obojętnie. Solid Edge w swojej najnowszej odsłonie z
pewnością zwróci uwagę dotychczasowych użytkowników zmianami w
obszarze grafiki, sposobów odwzorowania i przedstawienia
tworzonego modelu. Pomijając dostępne (i również rozwinięte w
najnowszej wersji) moduły do fotorealistycznego renderingu,
już w obszarze samego projektu możemy dostrzec nowości
chociażby w postaci „wirtualnej podłogi” z padającym na nią
odbiciem modelu, z cieniowaniem, z refleksami świetlnymi
pojawiającymi się na powierzchniach projektowanego obiektu.
(...)
|
więcej... |
Cytat tygodnia
„(...) George Bernard Shaw żartował sobie niegdyś ze statystyki,
mówiąc: >> Jeśli mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś
nie biję mojej nigdy, to w świetle statystyki obaj bijemy je co
drugi dzień <<...”
Piotr Kobalczyk: Drogi
Polaku, łap się za kieszeń, Uważam Rze, nr 14/2011, s. 13
Piątek, 13.05.2011
PLM w sektorze „automotive”
Przed kilkoma dniami serwis AutomotiveIT.com zamieścił ciekawe
zestawienie dotyczące wykorzystywanych w sektorze
motoryzacyjnym systemów PLM (w tym także systemów CAD). Przy
okazji zestawienie potwierdziło wiodącą rolę rozwiązań dwóch
dostawców...
Jak łatwo się
domyśleć, chodzi o Dassault Systemes i Siemens PLM Software.
Ale, przeglądając tabelkę (wspomniane zestawienie) łatwo
wysnuć wniosek, iż o ile pozycja DS w dziedzinie samego
projektowania, modelowania 3D – słowem w obszarze CAD –
pozostaje nadal wysoka (mimo iż w przypadku uwzględnionego w
tabeli Daimlera należy brać pod uwagę, że obecnie zakłady
Daimlera korzystają równolegle z Catia i NX, ale docelowo
przejdą w całości na NX –
link tutaj), o tyle jeśli chodzi o
aplikacje zajmujące się zarządzaniem danymi projektowymi i
wszystkim związanym z koordynacją prac nad projektem, na
pierwsze miejsce już teraz wysuwa się Teamcenter.
Wykorzystywanie systemu CAD pochodzącego od innego niż Siemens
producenta nie determinowało bowiem wykorzystywanych narzędzi
PDM/PLM, a wybór najczęściej padał na Teamcenter. Obserwowane
natomiast od zeszłego roku zjawisko migracji z
wykorzystywanych systemów CAD do tych pochodzących od innych
producentów, może być konsekwencją chęci pełniejszej
integracji środowiska projektowego... właśnie z Teamcenter.
Taki był m.in. jeden z oficjalnych powodów przejścia z CATIA
na NX w przypadku Daimlera (link tutaj)...
Ale w artykule
poruszony jest jeszcze jeden wątek: otwartych (open
source'owych) systemów PDM/PLM. O tym, że istnieją już tego
typu rozwiązania, miałem okazję pisać przy okazji relacji z
SolidWorks World 2011 (pakiet aplikacji firmy ARAS – nie mylić
z ARES od Gaebert GmbH – które mogą być wykorzystywane
nieodpłatnie (!) także dla celów komercyjnych, chociaż w
takiej sytuacji trzeba liczyć się z bardzo ograniczonym
wsparciem) – link do strony ARAS
tutaj.
Ad meritum: otóż
daje się odczuć zapotrzebowanie ze strony użytkowników
systemów PDM/PLM właśnie na rozwiązania oparte na otwartym
kodzie. ProSTEP iViP, globalne konsorcjum promujące otwarte
standardy, niedawno zaproponowało dokument nazwany „Kodeksem
otwartości systemów PLM” (org. Codex of PLM Openness). Wielu
producentów i dostawców branży motoryzacyjnej brało udział w
pracach nad rzeczonym dokumentem, a inicjatywa wypłynęła
podobno od... niemieckich przedsiębiorców. Chcieliby oni, aby
obecni dostawcy systemów PLM – Siemens, Dassault i PTC –
porozumieli się między sobą w kluczowych kwestiach dotyczących
standardów rozwiązań PLM.
Pomyśleć tylko, że
jeszcze w czasach, gdy „redaktorowałem” polskiej edycji Design
News, podobna inicjatywa – spotkania i konstruktywnej rozmowy
między dostawcami rozwiązań PLM na naszym rynku, wypłynęła od
zespołu IBM PLM odpowiedzialnego za wdrożenia
rozwiązań zarządzania cyklem życia produktu. Minęło kilka lat,
pomysł nadal wart jest zaangażowania, o może obecnie byłoby
łatwiej takie robocze spotkanie?/konferencję? itp.
zorganizować, gdyż... Panowie Rafał Żmijewski i Andrzej
Wełyczko nadal działają w branży, chociaż już nie pod szyldem
IBM: Pan Rafał pracuje obecnie na rzecz Siemens PLM Software,
Pan Andrzej – na rzecz Dassault Systemes. Można powiedzieć:
„przeciwne obozy, ale idea ta sama”. Szkoda tylko, że nie
wystarczą dobre chęci, na wszystko potrzebny jest jeszcze
czas...
Udanego weekendu
Maciej Stanisławski
.gif)
W rankingu ujęto jedynie
wybrane firmy samochodowe. Uzupełnienie/przypisy do tabelki:
1. Creo – czyli także Pro/Engineer
2. Daimler przechodzi na NX, ale obecnie nadal równolegle
korzysta z CATIA
3. Chana jest chińskim producentem samochodów
Przy okazji: ciekawe
informacje na temat PLM na chińskim rynku można znaleźć
tutaj. Jest to raport CIM Data dotyczący tamtego
regionu...
Źródło: CAMdivision (na Facebook'u), AutomotiveIT.com
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Środa, 11.05.2011 r.
Czy doczekamy się DraftSight w wersji 3D? Jestem pewien...
...a przewrotnie rzekłbym, że już się doczekaliśmy! I to
wydanej przez dostawcę oprogramowania graficznego,
dedykowanego raczej do zastosowań nieinżynierskich. CorelCAD
bazuje na tym samym kodzie źródłowym, co DraftSight, a jego
możliwości mogą być wskazówką, jaki potencjał tkwi w ARES
opracowanym przez Graebert GmbH. Tak czy inaczej, to właśnie
Greabert jest zwycięzcą...
.gif)
Dlaczego? Na to
pytanie odpowiedź jest prosta. Jak słusznie zauważył jeden z
komentatorów na blogu Deelipa, Graebert GmbH sprzedała swój
kod najpierw Dassault Systemes, a następnie producentowi
uznanych światowych (i niedrogich) programów graficznych
(zwłaszcza do grafiki wektorowej; a stąd już blisko do
rozwiązań CAD 2D). Co więcej, podejrzewam, iż Greabert
wykorzystała wersje testowe DraftSight do wprowadzenia
poprawek także do... ARES. Może właśnie dzięki temu Corel mógł
udostępnić od razu sprawdzoną, komercyjną wersję swojego
oprogramowania?
Co więcej, CorelCAD
oferowany jest jednak odpłatnie, a co za tym idzie – musi mieć
zdecydowanie większe możliwości. I tak jest w istocie, gdyż w
odróżnieniu od DraftSight, oferuje możliwości 3D, przynajmniej
w zakresie operacji na bryłach (ale także prostego ich
tworzenia, za pomocą wyciągnięcia np. szkiców).
173 MB (tyle waży plik instalacyjny) – to ponad dwukrotnie
więcej, niż rozmiar DraftSight'a. W tym tkwi z pewnością
tajemnica możliwości 3D CorelCAD'a, jak również wielu innych
funkcjonalności, niedostępnych w „standardowym” darmowym
programie oferowanym przez koncern Dassault Systemes. Można
zastanawiać się, czy DS zdecyduje się rozszerzać możliwości
DraftSight w kierunkach podobnych jak te wyznaczane teraz
przez CorelCAD, a ja śmiem przypuszczać, iż jest to tylko
kwestią czasu, chociaż może dotyczyć jedynie tzw. wersji „premium”
(program darmowy, ale dodatki, aktualizacje i wsparcie – już
odpłatne). Oczekując na owo rozszerzenie możliwości
DraftSighta, możemy pobrać 30-dniową wersję trial nowego
systemu (link
tutaj) i... porównać oba programy, chociażby w obszarze
funkcjonalności 2D. Co więcej, ze strony DS można pobrać
darmowy podręcznik użytkownika DraftSight (ponad 170 stron,
świetnie wprowadzających do pracy z programem, chociaż
serwujących zaraz na wstępie złote myśli w stylu: „jeśli
dodałeś ikonę DraftSight do swojego pulpitu, kliknij ją
dwukrotnie, aby rozpocząć pracę z programem” [sic!],
więcej na ten temat tutaj) i wypróbować go w kontekście pracy
z CorelCAD, co zapewne będzie w pełni wykonalne i
uzasadnione... tożsamością kodu źródłowego programu.
To założenie zresztą łatwo zweryfikować w praktyce – właśnie
pojawił się na moim ekranie komunikat, iż plik instalacyjny
CorelCAD został pobrany i może zostać uruchomiony.
.gif)
Nauczony
wcześniejszym doświadczeniem z instalacji DraftSight,
wstrzymam pracę Kaspersky'ego... (...)
|
więcej... |
Cytat tygodnia
„(...) Mimo oficjalnego stanowiska rządowego – że automobilizm
to relikt burżuazyjnej zgnilizny – pęd do motoryzacji w
społeczeństwie był ogromny. Owszem, państwo promowało
motocyklizm, jako akceptowalną przez komunizm formę motoryzacji
społeczeństwa ludowego, ale większość miała w nosie propagandę i
marzyła o samochodzie. Pewnym sposobem rozwiązania tej sytuacji,
zrodzonym oddolnie w społeczeństwie, było masowe budowanie
SAM-ów, czyli samochodów własnej konstrukcji. Sprzyjały temu
warunki, w Polsce pozostało bowiem dużo silników i części
samochodów używanych przez armię niemiecką. Nie zawsze wraki
nadawały się do remontu w całości, ale często można było z nich
wziąć układ napędowy i koła, a resztę zbudować we własnym
zakresie. Było to niesamowite zjawisko społeczne – masowe i
bardzo kreatywne, wolne od ideologii politycznych, a pełne
prawdziwej motoryzacyjnej pasji.”
Tomasz Szczerbicki,
Samochody w PRL. Rzecz o motoryzacji i nie tylko... Wydawnictwo
Vesper, Poznań 2010
Poniedziałek, 9.05.2011 r.
Każdemu jego... CAD
„Decyzja o wyborze pierwszego systemu CAD to poważne wyzwanie.
Nietrafiony wybór może zamienić radość z pracy w nienawiść do
danego systemu inżynierskiego. Najważniejsze to kontrolować
emocje. Nie należy podejmować decyzji o kupnie systemu CAD pod
wpływem impulsu. Wybrany przez nas CAD zweryfikuje bowiem
nasze umiejętności inżynierskie, poglądy na temat pracy w
danym środowisku, a czasem przysporzy bolesnych doświadczeń.
Pierwszy system CAD jest bowiem najczęściej tym, na którym
popełnimy nasz pierwszy poważny błąd. Przed wyborem
konkretnego systemu należy udzielić sobie odpowiedzi na dwa
podstawowe pytania. Po pierwsze, jaką kwotę możemy przeznaczyć
na nasz (...) system? Po drugie, jak zamierzamy wykorzystywać
nasz system CAD...”
Najpierw kilka słów
tytułem wyjaśnienia: w oryginalnym brzmieniu fragment
cytowanego artykułu* dotyczył wyboru... pierwszego motocykla,
a nie systemu (wystarczy w zasadzie słowo „CAD” zamienić na
„motocykl”!). Sam artykuł (jego całość) oceniłem jako nic nie
wnoszący; anonimowy autor myślał chyba podobnie, gdyż...
pozostał aninimowym. Ale w kontekście pierwszego systemu CAD
może jednak „coś jest na rzeczy”? Zwłaszcza w sytuacji, gdy
zakupu dokonujemy sami, z myślą o własnej działalności.
Pojawia się zatem pierwsze zasadnicze pytanie, jakie kryterium
powinno być decydujące...
Możliwości czy zastosowanie
Pisząc o
„możliwościach”, mam tutaj na myśli możliwości nasze –
finansowe, jak i możliwości systemu, który mamy zamiar
zakupić. Zastosowanie – to chyba nie budzi wątpliwości. Którym
z tych czynników powinniśmy się zatem kierować: czy finansami
(jak w przypadku zakupu pierwszego motocykla), czy może jednak
– przeznaczeniem naszego systemu CAD? Odpowiedź wcale nie
będzie łatwa – ale to oczywiste i nic nie wnoszące
stwierdzenie.
Idealnym rozwiązaniem byłoby dokonanie wyboru i zakupu
kierując się możliwościami systemu CAD – w domyśle jak
najbardziej wszechstronnymi i zaawansowanymi. I dopiero wtedy
poszukiwanie źródeł finansowania. Takie podejście ma sens,
gdyż sprawdzone, wydajne, popularne i jednocześnie
zaawansowane środowisko CAD (a może jednocześnie także CAM i
CAE) pozwoli nam nierzadko uporać się z danym zadaniem w
czasie zdecydowanie krótszym, niż przy wykorzystaniu innego
(niekoniecznie tańszego, ale nie dysonującego podobnymi
możliwościami) systemu. A oszczędność czasu, szybkość
realizacji zlecenia – to wartości, których nie trzeba nikomu
tłumaczyć.
A jednak w naszej
szarej, mimo że „unijnej” rzeczywistości, owe finanse często
mogą – przynajmniej na początku – stanowić zaporę nie do
pokonania. Zwłaszcza przy prowadzeniu własnej, niewielkiej
firmy, własnego biura projektowego. Można szukać rozwiązań
typu użyczenie programu, pracować na systemie należącym do
zleceniodawcy (jeśli umowa licencyjna zawarta między
zleceniodawcą, a VAR oprogramowania przewiduje taki
scenariusz), wziąć kredyt, skorzystać z dotacji (kto próbował,
ten wie, co mam na myśli pisząc o „szarej unijnej
rzeczywistości). Albo – startować z niższego pułapu. Można
także wyjść od innej strony, i nie patrząc tylko na możliwości
(zarówno programu, jak i naszego portfela), zacząć
poszukiwanie rozwiązania od definicji celów i zastosowań
naszego programu. Bo jeśli okaże się, iż pracować będziemy na
rzecz przedsiębiorstwa projektującego opakowania kartonowe
(doskonałe pudła z „szarej” tektury ma w ofercie np. Ikea ;)),
wtedy okaże się, iż wystarczą nam w zupełności systemu CAD 2D,
w których zaprojektujemy szablony, wykrojniki etc. A nie
musimy wydawać na nie ani złotówki, bo możemy skorzystać
chociażby z opisywanych wielokrotnie na łamach CADblog.pl
markowych rozwiązań, jakimi jest Solid Edge 2D Drafting, albo
DraftSight.
Jeśli komuś
zależałoby jednak na wykorzystaniu odpłatnych narzędzi (opieka
serwisowa, szkolenia, service packi, aktualizacje itp.), to
nagle okazuje się, iż w przedziale do 2-3 tysięcy złotych
oferta systemów CAD 2D, nierzadko z możliwościami 3D, może
okazać się całkiem spora. Jeśli nasze fundusze są jeszcze
większe, możemy pozwolić sobie na wybór pełnowartościowego
systemu CAD 3D pochodzącego od któregoś z mniej uznanych (bo
niekoniecznie mniej znanych) producentów – w przedziale do 10
tysięcy złotych nie znajdziemy oczywiście Pro/E, Solid Edge
ST, ani SolidWorks, o „kombajnach” typu CATIA, Inventor, NX
nie mówiąc, ale dlaczego nie spróbować swoich sił z
wykorzystaniem np. Alibre, Kompas-3D, IronCAD itp.? Albo –
jeśli koniecznie zależy nam na „światowej marce” - sięgnąć po
kojarzącego się z narzędziem bardziej dla designerów
Rhinocerosa, doposażonego w nakładkę parametryzującą, dodatki
importujące pliki z innych systemów, czy też moduł CAM? Albo –
zdecydować się na 2D i sięgnąć po „standard”, jakim jest
AutoCAD LT? Kolejny raz musimy zastanowić się nad tym, do
czego, w jakim celu, w jakim obszarze, z jakich
funkcjonalności będziemy korzystać. I chyba brać pod uwagę
wszystkie wspomniane czynniki.
Proponowałbym
postępowanie według następującej kolejności:
1. Do czego będę używał CAD, czy potrzebuję 3D, czy wystarczy
2D, na jakich funkcjonalnościach powinno mi zależeć?
2. Stan moich finansów w chwili podejmowania decyzji o
zakupie; ewentualne źródła finansowania;
3. Perspektywa zwrotu poniesionych nakładów – w kontekście
współpracy ze zleceniodawcami/klientami; może się okazać, iż
zamówienia będą na tyle intratne, iż punkt 2 stanie się mało
istotny – czego wszystkim oczywiście życzę...
Zapraszam do
dyskusji... może ten nic nie wnoszący temat jednak wniesie coś
ciekawego...
Pozdrawiam
Maciej Stanisławski
*Oryginalny tekst zamieszczony
został w dodatku do dziennika „Polska: The Times”, z
poniedziałku 18.04.2011 r.
|
komentuj na forum |
komentarze
1 |
Poniedziałek, 9.05.2011 r.
Co
nowego w Solid Edge ST4
Zapowiadana na 15 czerwca premiera Solid Edge ST 4 zbliża się
do nas wielkimi krokami. A owemu zbliżaniu zaczynają powoli
towarzyszyć pierwsze kontrolowane przecieki, pozwalające na
wyrobienie sobie własnej opinii na temat tego, co może nas
zaskoczyć (oby pozytywnie) przy okazji odsłony nowego
systemu...
Ostatnio – muszę
przyznać – trochę mniej starannie śledziłem doniesienia
zagranicznych portali, blogów i innych (niekoniecznie
oficjalnych) źródeł informacji. A jednak Deelip i jego strona
(www.deelip.com),
mimo faktu, iż sam Deelip pracuje od jakiegoś czasu dla 3D
Systems (SpaceClaim itp.), nadal podąża za wydarzeniami, w ich
zda się bezpośredniej bliskości, „trzymając ciągle czujne
spojrzenie na zagadnieniach CAD”, żeby sparafrazować motto
strony Menezesa (uff, ale mnie poniosło – proszę o
wyrozumiałość). Nic dziwnego zatem, iż pierwsze przecieki
znalazłem właśnie u niego...
Tym razem Siemens
zaprezentuje najnowszą odsłonę swojej Synchronous Technology
trochę wcześniej, niż miało to miejsce do tej pory, bo już we
wspomnianych czerwcu, a nie, jak dotychczas, w okolicach
października (swoją drogę ciekawe, kiedy należy spodziewać się
oficjalnej polskiej premiery). Innymi słowy, okres
poprzedzający nową wersję tym razem jest krótszy, niż
dwanaście miesięcy (coś na ten temat wspominała Isabell
Pellerey w wywiadzie z ubiegłego roku, link
tutaj). Ciekawe, czy będzie to stała tendencja, czy też
będzie tak tylko tym razem. Wszystko wskazuje jednak na to, iż
Firma zdecydowała, iż październik nie jest dobrym czasem na
prezentację swoich nowości. Kto wie, może to chęć bycia przed
konkurencją? Deelip sugeruje w swoim wpisie, iż mogło to
oznaczać, iż Siemens tym razem nie miał dość wystarczająco
czasu na wprowadzenie wszystkich zmian i ulepszeń do
najnowszej wersji, w każdym razie – nie tyle, co do
poprzednich edycji, i specjaliści skupili się przede wszystkim
na wprowadzaniu w życie postulatów zgłaszanych przez
użytkowników. (...)
| więcej na
SolidEdgeblog.pl |
Cytat tygodnia
„(...) Świadomość własnej przeszłości pomaga nam włączyć się w
długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro
– Ojczyznę. (...) Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co
ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego
krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również
dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania
staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna.
(...)”
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość
Sobota, 30.04.2011 r.
Na 1
maja...
W tym roku po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat przez
Warszawę nie przejdzie pierwszomajowy pochód. Czyż nie jest to
kolejny cud Ojca Świętego? Proszę przypadkiem nie doszukiwać
się w tych słowach jakiejś kpiny z mojej strony; sam zresztą
zacząłem zastanawiać się, czy TVP nie chce zakpić sobie z
faktu beatyfikacji, umieszczając w ramówce w nocy z 1 na 2
maja skądinąd doskonałą komedię pt.: „Wniebowzięci”...
Tak oto dzień
„święta pracy”, data 1 maja, nabiera dla nas całkowicie nowego
znaczenia, nowej jakości. Kolejne rocznice przypominać będą
nie tylko zdumiewający, jedyny w historii Kościoła taki
pontyfikat, ale także wszystko to, co jest nam bliskie, a
związane z osobą Papieża-Polaka, umiłowanego Karola Wojtyły...
A zauważają to także osoby związane z SLD, uznając, iż jest to
święto nie tylko dla osób wierzących. Znak czasu? Oby takich
znaków było więcej...
Z
osobą błogosławionego Jana Pawła II wiąże się pewien wątek,
nazwijmy to – techniczny. Przed swoją pierwszą pielgrzymką do
Polski, w 1979 roku, Ojciec Święty wspomniał, iż chciałby
poruszać się po Ojczyźnie samochodem wyprodukowanym w Polsce.
Pomyśl padł dosyć późno, ale okazał się inspirujący; z braku
czasu nie zdecydowano się na opracowanie całkowicie nowej
konstrukcji, ale wykorzystano elementy już istniejących
samochodów – a konkretnie: podwozie od samochodu
terenowo-ciężarowego (napęd na kilka osi) Star 266, w którym
przekonstruowano układ wydechowy, a zabudowano na nim
specjalne nadwozie. Autorem przebudowy był Przemysłowy
Instytut Motoryzacji.
Po pielgrzymce
władze natychmiast (!) kazały nadwozie pociąć na części, a
kompletne podwozie sprzedano do PGR w miejscowości Stanomino.
Pomalowana na biało kabina ciężarówki sprawiła, iż samochód
zyskał przezwisko „papież”, a wszyscy w okolicy doskonale
zdawali sobie sprawę, jaką rolę odegrał. Niestety, do
dzisiejszych czasów pojazd się nie zachował.
Mamy natomiast
możliwość podziwiać jego dokładną replikę, znajdującą się w
zbiorach Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach. A jutro,
w Warszawie, będzie można być świadkiem przejazdu owej repliki
„papamobile” Traktem Królewskim; przejazdu stanowiącego
element uroczystości związanych z beatyfikacją Papieża
Polaka...
„(...)Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie
za dar apostolskiego życia i posłannictwa
błogosławionego Jana Pawła II
i za jego wstawiennictwem pomóż nam
wzrastać w miłości do Ciebie
i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom...”
fragment modlitwy z Litanii do
Jana Pawła II,
imprimatur metropolity krakowskiego ks. kard. Stanisława
Dziwisza
12 kwietnia 2011 r.
P.S.
Podczas przygotowywania wpisu korzystałem z dzisiejszego
wydania Rzeczpospolitej,
z książki Staniława Szelichowskiego „Sto lat polskiej
motoryzacji”, a także z materiałów znalezionych na stronie
motofakty.pl...
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Cytat tygodnia
„(...) Trwałość
wszystkich współpracujących ze sobą części uzależniona jest od
właściwego smarowania i wytrzymałości materiału, z którego
części te są wykonane. Łatwość obsługi i naprawy zawsze
uzależnione są od większej lub mniejszej prostoty wykonania
całej konstrukcji. Czym mniej współpracujących części, tym mniej
elementów do zepsucia i tym mniejsze straty mocy na pokonanie
tarcia współdziałających ze sobą elementów. Dobry konstruktor
potrafi tak zaprojektować swoje urządzenie, że wszystkie
elementy mają taką samą trwałość w przeliczeniu na lata,
kilometry, czy godziny pracy. Pamiętać należy, że każde
urządzenie jest tak trwałe, jak najsłabsza część zamontowana w
tym urządzeniu...”
Tomasz Sałek: Ostatni klasyk, Automobilista nr 4/2005, s. 48
Wielki Piątek, 22.04.2011 r.

Wtorek,
19.04.2011 r.
Audi TT w SolidWorks?
2,5 godziny tutoriala za darmo!
A
w dodatku – w polskiej wersji językowej SW! Najciekawsze
w tym wszystkim jest to, iż o tutorialu tym... anglojęzyczni
użytkownicy wiedzieli już dużo wcześniej*, a 22 lutego br.
można było poczytać o nim na SolidSmack.com! Osobiście
dowiedziałem się o nim z maila otrzymanego od jednego z
Czytelników CADblog/SWblog, za co w tym miejscu jeszcze raz
serdecznie dziękuję. Cóż, najwyższy czas, by ten interesujący
materiał, autorstwa młodego (jak wynika z profilu na YouTube)
Polaka, doczekał się także rozpowszechnienia za pośrednictwem
polskich mediów ;) podejmujących „CADową” tematykę...
|
więcej na SWblog.pl |
* „Shame on me” –
jak mawiają anglosasi. 22 lutego o tutorialu Mateusza Klibera
na swoim blogu poinformował polskich użytkowników SolidWorks
Maciej Karlic (link
tutaj).
dodano 19.04.2011 r. godz. 14:34
Piątek, 15.04.2011 r.
Deelip i 3D Systems
| a także: test prędkości TopSolid,
OmniCAD, GStarCAD 2011 PL, Solid Edge ST 3 czyli możliwości
CAD cz. V |
„Po dwunastu latach niezależności i swobody, przypominam
sobie, co to znaczy mieć szefa” – mniej więcej tak na swoim
blogu w
minionym tygodniu pisał jeden z popularniejszych komentatorów
rynku systemów CAD (rynku – w szerokim znaczeniu), Deelip
Menezes. Jest on nie tylko blogerem, ale także właścicielem
firmy Sycode (poprawka: był właścicielem), producentem
oprogramowania (nakładki, plug-iny itp.) wspomagającego pracę
z systemami ADSK, autorem książki o tym, jak samemu napisać
system CAD (w oparciu o jądro IntelliCAD)...
To m.in. za sprawą
„testów” przeprowadzanych przez niego, postanowiłem na swój
skromny sposób sprawdzać dostępne wersje systemów CAD 2D i 3D,
pod względem szybkości wykonywania wybranych operacji. Z tą
różnicą, iż „test Deelip'a” polegał na wczytaniu
wieloelementowego modelu (silnik spalinowy) do środowiska
danego programu, a następnie – sprawdzaniu szybkości, z jaką
program ów radzi sobie z wyświetlaniem i odświeżaniem obrazu.
Poniżej przedstawiam
Państwu dwa filmy obrazujące płynność wykonywania takiej
operacji: pierwszy z nich pochodzi z blogu Deelipa, i dotyczy
systemu TopSolid. Na zdjęciu widać także fragment modelu
silnika, wykorzystywanego do testu...
TopSolid
.gif)
.gif)
Źródło:
www.deelip.com
Kiedyś próbowałem
uzyskać od Deelipa rzeczony model (nie tylko ja zresztą), ale
niestety – wymówił się argumentując, iż nie jest upoważniony
do przekazywania modelu osobom trzecim. Jakież było moje
zdziwienie, gdy któregoś dnia znalazłem (we wpisach do
komentarzy na
www.deelip.com) test przeprowadzony przez jednego z
czytelników bloga; test z wykorzystaniem rzeczonego modelu. Z
korespondencji (obecnie usuniętej!) wynikało, iż Deelip jednak
chyba uległ prośbom („kołaczcie, a będzie wam otworzone”) i
model udostępnił. Świadczy zresztą o tym także sam film,
dostępny m.in. na YouTube (link
tutaj), a prezentujący model silnika i... innych elementów
samochodu w środowisku systemu CAD (dedykowanego do
modelowania powierzchniowego!), raczej nie spotykanego u nas:
chodzi o system OmniCAD (link
do strony producenta). Poniżej rzeczony film prezentujący
ten system w akcji...
(...)
|
więcej
|
Czwartek, 14.04.2011 r.
„Najdroższy...” zaprojektowany w SolidWorks
W
pierwszej chwili, czytając tytuł artykułu, zamieszczonego na
Polskiej Stronie Użytkowników SolidWorks (link tutaj) –
złośliwie pomyślałem: no tak, chyba coś nie wyszło. Miało być
„projektowanie zrównoważone”, a tu koszty okazały się takie,
iż udało się zaprojektować coś najdroższego (...)
|
więcej na SWblog.pl |
Środa, 13.04.2011 r.
Idzie „nowe”...
Tak, to nie pomyłka. Bystre oczy użytkowników SW dostrzegły
przeprowadzoną trochę „po cichu” zmianę logotypu jednego z
najpopularniejszych systemów CAD 3D, jakim jest SolidWorks
(...)
|
więcej na SWblog.pl |
Poniedziałek, 11.04.2011 r.
Za ile w kosmos?
Brzmi dwuznacznie, gdyż może chodzić zarówno o cenę, jak i o
przedział czasowy, w jakim owo „w kosmos” zostanie
zrealizowane. Jeśli chodzi o to ostatnie, realizowane już
jest. Jeśli chodzi o cenę – realizowane jest wielokrotnie
taniej, niż w przypadku państwowego było nie było molocha,
jakim jest NASA, bo zajęła się tym prywatna firma. Ale – co
chyba niespotykane w praktyce naszej gospodarki – owa firma
pracuje na zlecenie i za pieniądze państwowego „sponsora”.
Cóż, w końcu w interesie NASA leży utrzymanie dostaw
zaopatrzenia na międzynarodową stację kosmiczną, a
realizowanie tego – po ostatecznym wycofaniu z lotów promów
kosmicznych, za pomocą technologii kosmicznej z byłej ZSRR –
jakoś nie pasuje do historii firmy. I nie tylko. Może też boją
się Rosjan :)?
Żarty
na bok. Kilka lat temu pisałem, zarówno na łamach DesignNews,
jak i na łamach „Projektowania...”, o prywatnej firmie Burta
Rutana (ScaledComposites,
http://www.scaled.com/) która otrzymała nagrodę Ansari
Xprize za projekt załogowego statku kosmicznego (czy też
raczej suborbitalnego) SpaceShip One, startującego „z pokładu”
samolotu „matki”, a następnie wynoszonego na orbitę już za
pomocą swojego niezależnego napędu, a powracającego – podobnie
jak odchodzące na emeryturę wahadłowce – lotem ślizgowym. Nie
jest to jedyna firma, która zdecydowała się sięgnąć dosłownie
w stronę gwiazd. I o ile Scaled postawiła raczej na loty
wycieczkowe, tanie statki „kosmiczne” do lotów w górnych
warstwach atmosfery, o tyle...
SpaceX nie
wyważała otwartych drzwi i zdecydowała się rozwijać
„tradycyjne” podejście do podboju kosmosu: rakiety nośne
wynoszące w przestrzeń kapsuły transportowe, załogowe,
sztuczne satelity itp. I jak do tej pory, udaje się jej to...
doskonale! Szkoda, że tak niewiele słychać w oficjalnych
środkach masowego przekazu na jej temat (wyjątek to m.in.
„Rzeczpospolita”, której zdarza się coś na temat SpaceX co
jakiś czas opublikować).
Dość powiedzieć, że
po udanych próbach zarówno z kapsułą („Dragon”, vide foto),
jak i z rakietami nośnymi „lżejszej generacji”, SpaceX na
zlecenie i przy współpracy z NASA przystąpi do budowy
najnowszej serii rakiet – FalconHeavy (animacja poniżej),
zdolnych wynosić na orbitę okołoziemską jednorazowo ładunek
przekraczający 50 ton, czyli tyle, ile dwa promy kosmiczne!
Konstrukcja rakiety stanowi rozwinięcie wypróbowanych już w
praktyce rakiet Falcon 9 (dwie udane misje próbne w 2010
roku), a oblot najnowszego „dziecka” SpaceX ma nastąpić w 2013
roku. Co więcej, rakieta ta może posłużyć w przyszłości do
lotów księżycowych, a także – stanowić jeden z kluczowych
elementów planowanej misji na Marsa. Gdybym pisał o tym, albo
przeczytał o tym pierwszego kwietnia, byłbym przekonany, że
padam ofiarą działania pliku „HAFDP.dll – Happy April Fools
Day Punk” ;). Ale tak nie jest. W przypadku kapsuły i
rakiety Falcon 9, w 2010 roku zaplanowano i przeprowadzono
jedną pięciogodzinną misję próbną, polegającą na wyniesieniu i
oddzieleniu członu załogowego od rakiety nośnej, krótkim locie
orbitalnym, manewrowaniu na orbicie, przekazywaniu sygnałów
telemetrycznych, a także kontrolowanym sprowadzeniu kapsuły na
Ziemię. W tym roku zaplanowane są dwie próby, w tym druga –
załogowa (!), która polegać ma m.in. na udanym cumowaniu do
stacji kosmicznej ISS. I w zasadzie będzie pełnowartościową
misją, mającą na celu przekazać zaopatrzenie do wspomnianej
stacji.
Wspomniałem o
kosztach. Cóż, firmy prywatne zdecydowanie inaczej traktują
działy księgowości i chociaż może inżynierowie nie zawsze
lubią pracowników tych komórek, którzy jakże często narzucają
limity i ograniczenia konstrukcyjne, związane z cięciem
kosztów (w niektórych systemach CAD możemy już odnaleźć
specjalne moduły pozwalające na ocenę kosztów, materiało- i
pracochłonności projektu etc.), to w konsekwencji koszt misji
z wykorzystaniem rakiet i statków SpaceX stanowi 1/6, a czasem
nawet 1/9 kosztów tych samych działań realizowanych przez
technologię NASA (czy też, jak się domyślam, „CCCP”...).
Czy doczekamy
takiego podejścia w UE? Mam nadzieję, że tak. I że nastąpi to
zanim amerykański turysta, lecący prywatnym statkiem
kosmicznym, postawi stopę na Marsie. Bo co do tego, że na
Księżycu może być szybciej, jestem prawie pewien...
Pozdrawiam
serdecznie
Maciej Stanisławski
.gif)
krótka prezentacja rakiet
SpaceX w locie i animacja lotu Falcon Heavy –
film
w formacie *.flv
źródło:
SpaceX
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Tagi:
SpaceX,
Scaled Composites
Cytat(y) tygodnia
„(...) Postawmy życie w Prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli
nie chcemy, aby nasze sumienie porosło pleśnią...”
ks. Jerzy Popiełuszko
„(...) W świecie mnogości głosów i idei, w czasach zalewu
informacji, musimy umieć praktycznie postępować w kwestii wyboru
autorytetów, osób lub instytucji, które obdarzymy zaufaniem na
tyle, że pozwolimy im kształtować naszą doczesność i wieczność,
uczynimy z nich naszych życiowych doradców. Musimy umieć
zdecydować, kogo i czego będziemy słuchać bardziej, a kogo i
czego mniej lub wcale. Z zalecenia, że mamy „bardziej słuchać
Boga niż ludzi” wynika, że słyszeć będziemy przynajmniej dwa
głosy: ludzki – ten głos łatwo usłyszeć, ale również głos Boży,
a to wymaga z naszej strony pewnej postawy i działania...”
Bp. Tadeusz Płoski
Sobota, 9.04.2011 r.
Nawiązując do zero-emisyjności i nie tylko...
Rok temu, w pamiętną sobotę 10 kwietnia, moją uwagę
przyciągnął tytuł zamieszczony na pierwszej stronie w
weekendowym wydaniu dziennika „Polska The Times”. Brzmiał
dosyć intrygująco: „Rosja nie weźmie nas gazem”
Dzisiaj, w sobotę
poprzedzającą rocznicę Tragedii Smoleńskiej, zwróciłem uwagę
na piątkową (!) „Gazetę Wyborczą” (oj, chyba się nie sprzedała
najlepiej). I cóż można znaleźć w niej na pierwszej stronie?
Wielki artykuł o zasobach gazu łupkowego w Polsce (rok po
„Polska The Times”, o „Naszym Dzienniku” czy „Gazecie
Polskiej”, bądź „Najwyższym Czasie” nie wspominając). A nad
nim, mniejszy tytuł, odnoszący się do wywiadu naszego
prezydenta, udzielonego dziennikarzom „G.W..”, cyt.: „Łatwo
straszyć Rosją”...
.gif)
Nie sposób się z tym
nie zgodzić. Łatwo straszyć. Nas, pamiętających, iż wojska
okupacyjne „Wielkiego Brata” opuściły „suwerenną i
niepodległą” Rzeczpospolitą dopiero w latach 90-tych ubiegłego
wieku, a także pamiętających takie daty z przeszłości, jak
1921 rok, albo 17 września 1939, albo... Można wymieniać. „Co
to ma wspólnego z systemami CAD, po co o tym tutaj pisać” –
zapyta ktoś zirytowany. W zasadzie nic. Prawo blogu – piszę,
co myślę, na swoją odpowiedzialność. Rok temu też tak
zrobiłem, nie bacząc na słupki notowań, net rankingów,
oglądalności. A ta ostatnia, o dziwo – wzrosła.
Inżynier Tadeusz
Sołtyk, wybitny konstruktor z dziedziny lotnictwa i...
żeglarstwa (wspaniałe projekty jachtów, w tym seria słynnych
„Kumek”), miał przykrą okazję poznać, co to znaczy znaleźć się
w niełasce tych, którymi łatwo straszyć. Bo tak naprawdę nie
boimy się Rosji, nie boimy się Bogu ducha winnych Rosjan, ale
boimy się osób, które tam, na wschodzie, sprawują władzę.
Sprawują ponad nami, nie oglądając się na nas. Ale wracam do
wątku związanego z inż. Sołtykiem. Gdy w krajach RWPG (to taki
odpowiednik UE z czasów PRL :)) miano dokonać wyboru samolotu
odrzutowego dla celów szkoleniowych, pod uwagę brano trzy typy
maszyn: czeską, radziecką (bazującą na seryjnym bojowym
Mikojanie) i... polską „Iskrę”, skonstruowaną pod kierunkiem
inż. Tadeusza Sołtyka. Była ona bezsprzecznie najlepszym
samolotem spośród tych poddawanych ocenie, jedynym, którego
kompletny zespół napędowy można było wymontować z samolotu w
ciągu kilkunastu minut, jedynym gwarantującym taki stopień
poprawności i łatwości pilotażu (na odrzutowej „Iskrze” można
było szkolić pilotów... szybowcowych, z pominięciem szkolenia
na samolotach śmigłowych), łatwość obsługi naziemnej etc. O
dojrzałości i doskonałości konstrukcji może świadczyć fakt, iż
jeszcze kilka lat temu, podczas kieleckiego Międzynarodowego
Salonu Przemysłu Obronnego, zaprezentowano „Iskrę” wyposażoną
w awionikę, instrumenty, fotele pochodzące z... F16, a nasz
samolot dostosowano w ten sposób do szkolenia pilotów,
mających latać na amerykańskich maszynach. Złośliwi pytali:
czy to nasza „Iskra” taka świetna, czy „F16” do niczego?

Jak łatwo domyśleć
się, przetargu nie wygraliśmy. Wygrali Czesi (ze swoją kopią
brytyjskiego samolotu), gdyż to, co w owym czasie
zaprezentowali Rosjanie, nie nadawało się do niczego. Inżynier
Sołtyk wspomina chwilę ciszy, jaka zapadła po ogłoszeniu
wyroku, a potem głosy oburzenia rozlegające się na sali. Głosy
oburzenia nie tyle Polaków, co Rosjan i Czechów...
Nie wystarczy być
dobrym inżynierem. Nie wystarczy dysponować doskonałym
systemem CAD. Trzeba jeszcze żyć w kraju, którego rządy
pozwalają na swobodny rozwój własnej myśli technicznej.
Ostatnio dziennik „Rzeczpospolita” wspomniał o „nanorewolucji”
w dziedzinie komputerów i szeroko rozumianej elektroniki.
Odkrycie polskich inżynierów i polskich naukowców. Kto z tego
skorzysta? Pamiętacie Państwo rewelacyjny wynalazek inż.
Karpińskiego, jego „superkomputer” z lat 70-tych? (link do
artykułu z DesignNews
tutaj)
Szkoda, że historia
lubi się powtarzać. Ale może... jakimś cudem... nie tym razem?
A czytelnikom prasy codziennej (i fachowej też), polecam pod
rozwagę dzisiejsze, powyższe „cytaty tygodnia”.
A dla „rozrywki”, fragment filmiku, znalezionego na YouTube,
a kończącego film dokumentalny obecny w tzw. drugim obiegu
pt.: „List z Polski”...
Pozdrawiam
Maciej Stanisławski
.gif)
pobierz plik *.flv
pełny filmik na YouTube:
http://www.youtube.com/watch?v=8GdexiWN6gs
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Cytat tygodnia
„(...) Początkowo starano się oczywiście na wszystkie sposoby
zmiękczyć samo koło. Pojawiły się niesamowite konstrukcje oparte
głównie na działaniu różnorodnych sprężyn umiejscowionych w
obręczach, szprychach i piastach. W konstrukcjach takich
wyróżniały się firmy Ducasble i Russel, której slogan reklamowy
głosił: opona oznacza śmierć, koło elastyczne to życie..."
Andrzej Glajzer, Powietrze w kołach: trudne początki,
Automobilista nr 2(6) 2000 rok, s. 34
Piątek,
1.04.2011 r.
Zeroemisyjne
auta w Polsce?
Brzmi jak żart primaaprilisowy, ale po doświadczeniach roku
poprzedniego, kiedy to na potrzeby zmyślonego systemu
WarsawCAD, stworzenie osobnej strony, zarejestrowanie
domeny w celu jego uwiarygodnienia i wreszcie – „podzielenie
się” tą informacją z innymi portalami branżowymi przypłaciłem
zredukowaniem PageRank do zera, ochota na żarty mi przeszła.
Zresztą, kwiecień jakoś w świetle ubiegłorocznych wydarzeń nie
nastraja mnie żartobliwie. Co zatem z tą zeroemisyjnością?
Wszystko przez
Mitsubishi i-MiEV, produkowane seryjnie całkowicie elektryczne
pełnowymiarowe samochody. O samych pojazdach więcej w
pierwszym papierowo-fleszowo-pdfowym wydaniem (na marginesie –
czy zdają sobie Państwo sprawę z faktu, iż każde z nich,
chociaż merytorycznie identyczne, musi mieć własny, osobny nr
ISSN?!), a tym razem skorzystam z okazji i przytoczę wypowiedź
otrzymaną z Mitsubishi Motors Corporation Car Poland Sp. z
o.o., związaną właśnie z emitowaniem CO2 do atmosfery. Jeśli
nie przez samochód, to przez zakład, który energię elektryczną
w ten czy inny sposób do samochodu musi dostarczyć...
* * *
W
Polsce 95% energii elektrycznej jest produkowane przez
przemysł elektroenergetyczny w sposób wyjątkowo nieprzyjazny
środowisku. Według Ministerstwa Gospodarki (Polityka
Energetyczna Polski do 2030 roku) polski przemysł
elektroenergetyczny w 2007 roku emitował 950 kg CO2 na 1 MWh.
Ile CO2 jest zatem emitowane przez elektrownie,
elektrociepłownie lub OZE (odnawialne źródła energii)
dostarczające energię potrzebną do przejechania 1 km w Polsce
samochodem elektrycznym Mitsubishi i-MiEV?
Takie pytanie zadaliśmy (MMC CAR Poland – przyp. redakcji)
Robertowi Grudzińskiemu,ekspertowi do spraw energetyki. –
Warto zauważyć, że powyższe dane pochodzą z 2007 roku a przez
ostatnie 4 lata emisja CO2 w Polsce zmniejszyła się szacunkowo
o 10%, co oznacza, że obecnie średnia krajowa to już 855 kg
CO2 na 1 MWh. – zauważa Grudziński.
–
Były one ponadto mierzone przy średniej sprawności elektrowni
na poziomie 36%. Jako małe auta miejskie samochody Mitsubishi
i-MiEV będą wykorzystywane w miastach a 95% z nich pojawi się
na warszawskich ulicach. Sprawność elektrociepłowni w
Warszawie wynosi średnio nie 36% a 72%, a Elektrociepłowni
Żerań i Siekierki przekracza 85%, co oznacza, że emisyjność
jest o ponad połowę niższa i wynosi w najgorszym razie 427
kg/1 MWh. W tej sytuacji wytworzenie energii potrzebnej do
przejechania 1 km Mitsubishi i-MiEV powoduje emisję jedynie 58
g/km. Jeśli natomiast auto będzie korzystało z elektrowni
zasilanej energią odnawialną, takiej, jak na przykład siłownia
wodna we Włocławku, to emisyjność CO2 wynosi zero, a odnawialne
źródła energii to nieodległa przyszłość energetyki – dodaje
Robert Grudziński.
Dla porównania najbardziej przyjazne środowisku samochody
dostępne na polskim rynku emitują minimum 89 g CO2/km (Toyota
Prius), 90 g/km (Smart Fortwo) i 101 g/km (Honda Insight).
W podsumowaniu eksperta znajdujemy stwierdzenie: „Warto
podkreślić także pewną różnicę w emisji CO2 między samochodami
o napędzie konwencjonalnym a elektrycznym. Auta spalinowe
emitują dwutlenek węgla wszędzie tam, gdzie się poruszają,
natomiast emisja CO2 pośrednio generowana jest przez pojazdy
elektryczne tylko tam, gdzie korzystają one ze źródła
wytwarzania mocy elektrycznej, czyli maksymalnie w 2-3
elektrociepłowniach w mieście. Dzięki zastosowaniu nowych
technologii mających na celu obniżenie emisji szkodliwych
substancji i pyłów łatwiej jest zatem ograniczyć tę emisję w
tych 2-3 miejscach.”
Źródło: MMC Car Poland Sp. z o.o.
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Czwartek, 31.03.2011 r.
Anno Domini 2012?
Modernizacja sprzętu komputerowego w różnych instytucjach
bardzo często staje się znakomitą okazją do odświeżenia
(niedrogo) własnego „parku maszyn”. Korzystając z podobnej
okazji, związanej z modernizacją sprzętu wykorzystywanego na
Uniwersytecie Warszawskim (Biblioteka Wydziału
Dziennikarstwa), udało mi się dzięki uprzejmości pewnych osób
(serdeczne podziękowania!) wejść w posiadanie „bazy” do budowy
nowej stacji graficznej. Co tu dużo mówić, kolejka
oprogramowania czekającego na testy liczy sobie już coraz
więcej pozycji (że wymienię tutaj, w kolejności alfabetycznej:
GstarCAD 2011, IronCAD, Solid Edge ST3, SolidWorks 2011, ZW3D
2011, a o czymś prawie na pewno jeszcze zapomniałem). Dość
powiedzieć, że muszę poważnie przymierzyć się do zakupu dobrej
klasy karty graficznej i szybkiej pamięci w ilości minimum
2GB. Ale to zapewne dopiero przed Świętami... Na razie
rozważam tymczasową instalację wspomnianych systemów na
notebooku; przeżył już kiedyś podobne oblężenie systemu, może
tym razem również dzielnie to zniesie?
Fakt, iż niektóre
firmy już w pierwszym kwartale 2011 roku wprowadzają do
sprzedaży systemy „antydatowane” na 2012 rok, ma zdaje się
świadczyć o ich nowoczesności, szybkości itp. (systemów, nie
firm). Zapewne tak jest, ale cóż, kiedy wprowadza to w pewnym
sensie dodatkowe zamieszanie – przynajmniej w odczuciu wielu
użytkowników. A poza tym, jak dodają złośliwi, po premierze
nowej wersji pozostaje czekać na kolejne wersje „service
packów”, „hot fixów” i innych „upgreadów”, po zainstalowaniu
których praca w najnowszej odsłonie programu staje się
bardziej bezpieczna, bardziej stabilna i łatwiejsza. Także
wersja „2012.XX”, czyli taka doposażona w odpowiednią ilość
udoskonaleń i tak dostępna będzie zapewne w 2012 roku.
Swoją drogą, z ilu owych funkcjonalności i tak nie będziemy
korzystać w praktyce? A'propos kombajnów: niektórzy producenci
systemów CAD zdają się prezentować podejście podobne, jak
twórcy aplikacji typu OpenOffice. Z wielu „wodotrysków”
obecnych w Microsoft Office użytkownik i tak nie korzysta w
praktyce, dlaczego nie zastosować tego podejścia także w
odniesieniu do systemów CAD? Ale chyba jednak nie tędy droga.
Chociaż „na upartego” Worda można zastąpić maszyną do pisania,
a system CAD – deską kreślarską. I wtedy nie trzeba się
przejmować ograniczeniami sprzętowymi posiadanej stacji
roboczej... Ale przecież nie o to chodzi!
W każdym razie,
obecny rok to zdecydowanie rok premier. I to istotnych. Na
jesieni (było nie było 2011 roku) zapowiada się premiera
SolidWorks 2012, który chyba jednak zmierza, z pozoru
niewielkimi krokami, w kierunku platformy V6, która stała się
wyznacznikiem nowych rozwiązań DS. Zapewne będzie to miało
miejsce dopiero w 2012 roku, czyli najprędzej w wersji 2013, a
wydaje się, iż mimo ostrożnych wypowiedzi ze strony CEO DS SW,
wszystko zmierza w tym kierunku. Swoją drogą, ciekawe, czy w
DS fachowcy i specjaliści np. od wizerunku okażą się
przesądni, i czy „przeskoczą” przez „13” w nazwie? Wtedy w
2012 roku oczekiwalibyśmy premiery SW 2014... :).
Chińczycy „trzymają się” mocno i nie przejmując się normami
emisyjnymi itp. pompują środki finansowe na rozwój zakupionych
w USA producentów systemów klasy GstarCAD, ZW3D, czy też
IronCAD. Tutaj także czekają nas premiery nowych rozwiązań,
ale – zgodnie z datą w kalendarzu – mówimy o wersjach 2011.
Natomiast jeśli chodzi o „antydatowanie”, rekordzistą chyba
okazuje się Autodesk, który w pierwszym kwartale 2011 roku
przedstawia premiery rozwiązań, w których nazwie tkwi 2012, o
czym już wspomniałem. Do tych premier jeszcze wrócę, a na
razie, przyznacie Państwo, iż można się w tym wszystkim
pogubić. Aby zakończyć wątek związany z numeracją dodam, iż ta
obowiązująca w nazewnictwie produktów Siemens PLM Software (Siemens
Industry Software) odpowiada mi najbardziej. A w tym roku
należy spodziewać się zarówno nowego NX (w poprzednim roku
7.5, obecnie 8), jak i czwartej odsłony technologii
synchronicznej, obecnej przede wszystkim w Solid Edge ST 4 (o
przeciekach wspominałem tutaj).
Zgodnie z obietnicą
wracam do premier ADSK. Szczegółowo opisywałem je
tutaj (korzystając z obfitych informacji prasowych, nie
popartych niestety doświadczeniem własnym), ale teraz chciałem
podzielić się osobistą, subiektywną refleksją. Jestem
rozczarowany.
I nie mam tutaj na myśli nowych funkcjonalności, nowych
możliwości zarówno pojedynczych systemów, jak i całych
pakietów. Chodzi mi o jeden drobny fakt, związany z Inventor
Fusion. Ten swobodny modeler 3D, pozwalający na korzystanie z
dobrodziejstw modelowania swobodnego w sparametryzowanym
środowisku aplikacji AutoCAD, zgodnie z zapowiedziami został
zaoferowany nieodpłatnie jako dodatek do AutoCAD. Niestety,
nie dotyczy to AutoCAD LT, na co – przyznam szczerze –
liczyłem. I spodziewałem się, iż będzie to swego rodzaju
odpowiedź na działania innych producentów, oferujących za
darmo rozwiązania mogące swobodnie konkurować ze standardem
AutoCAD LT. Omyliłem się, ale z punktu widzenia użytkowników
AutoCAD LT, cóż – może to być okazją do rozważenia, czy sięgać
po AutoCAD, czy też... nie przedłużać już nawet licencji na
AutoCAD LT, tylko sięgnąć po DraftSight, albo – myśląc
bardziej perspektywicznie – zainstalować Solid Edge 2D
Drafting ST 3 i szykować się do migracji do środowiska 3D już
z zupełnie innym dostawcą rozwiązań CAD. Swoją drogą, casus
DraftSight pokazuje, iż możemy sięgnąć w ogóle po darmowe
rozwiązania, instalując na „pozyskanej z odzysku” stacji
roboczej darmowy system operacyjny (którąś z odmian Linuxa) i
darmowy system CAD działający w tym środowisku. Dodawszy
darmowy OpenOffice, można cieszyć się posiadaniem licencji, na
które nie wydało się w zasadzie ani grosza...
Dlaczego
spodziewałem się, iż Autodesk gotów będzie zaoferować Inventor
Fusion za darmo także użytkonikom AutoCAD LT? Tak naprawdę...
nie wiem! W Inventor Fusion, odrębnej (co podkreślam i
podkreślać pewnie jeszcze będę nie raz) aplikacji, dodawanej
za darmo do AutoCAD 2012, znajdziemy obecnie funkcjonalności
pozwalające na modelowanie powierzchniowe w sposób identyczny
z tym znanym z Alias Studio. Funkcjonalności te dostępne były
już wcześniej w Autodesk Inventor, pod warunkiem
zainstalowania Alias Studio (w menu ADSK Inventor pojawiała
się wtedy odpowiednia wtyczka). Ale Alias kosztował dodatkowe
4 000 USD (bodajże na rynku amerykańskim, czyli u nas mogło
być nawet... drożej). Drogi prezent, zwłaszcza dla
użytkowników najtańszej aplikacji z oferty firmy. Dlatego
zapewne – prezentu, przynajmniej na razie, nie będzie...
ms
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
O funkcjonalnościach
Alias Studio w ADSK Fusion można przeczytać więcej u Deelip'a:
http://www.deelip.com/?p=5667
http://www.deelip.com/?p=5660
Cytat tygodnia
„(...) Trzeba zachować odpowiednie proporcje między czasem dla
rodziny, przyjaciół oraz tym przeznaczonym na pracę. Każdy musi
aktywnie czuwać nad swoim czasem, w przeciwnym razie praca
zapanuje nad nim i nie zostanie wolna przestrzeń na nic innego.
(...)
Wszyscy powinniśmy traktować nasze prywatne sprawy tak samo
poważnie, jak zawodowe. W przeciwnym razie w naszym życiu nie
będzie równowagi..."
Anselm Grun OSB, Walka z czasem, Magazyn Familia, nr 3(33)
marzec 2011, s. 81
Poniedziałek, 21.03.2011 r.
Poniedziałkowy montaż...
„(...) W roku 1975 Dudek kosztował 17 800 zł, a Bąk 12 000
złotych. Aby przybliżyć ich osiągalność trzeba przypomnieć, że
pensja na poziomie 4 tysięcy złotych była uważana za bardzo
przyzwoitą – powyżej średniej, czyli różnica w cenie była na
poziomie bardzo dobrej pensji. Pomimo czasów „tandety” i
gonienia planów, w jakich powstawały prezentowane motocykle
WSK, są one wykonane całkiem przyzwoicie. Co prawda, na temat
ich jakości w latach im współczesnych panowały skrajne opinie
– od wymieniania całych litanii defektów będących na przykład
rezultatem >>poniedziałkowego montażu<<, do organizowania
wypraw dookoła świata i szczęśliwego z nich powrotu...” *
Z racji poniedziałku i pierwszego dnia wiosny, zatrzymam
Państwa przy owym „poniedziałkowym montażu”...
Moi rówieśnicy
zapewne doskonale pamiętają, co kryło się pod owym
„tajemniczym” pojęciem. A młodsi z pewnością się domyślają.
Chodziło oczywiście o niedostatki tych produktów, których
serie powstawały właśnie w poniedziałek. Innymi słowy, jeśli
np. nabywaliśmy motocykl, który okazywał się zmontowany
niedbale, o powłoce lakierniczej z zaciekami i miejscowymi
zmatowieniami, najczęściej oznaczało to, iż zjechał „z taśmy”
w poniedziałek, a rozleniwieni wypoczynkiem, lub wręcz – jak
pisze Autor cytowanego wcześniej fragmentu – „skacowani”
robotnicy po prostu nie przykładali się tego dnia zbytnio do
swojej pracy.
„Nie lubię
poniedziałku”! Pamiętają Państwo taki film? Nic dodać, nic
ująć. Gwoli dopowiedzenia przypomnę jednak, że podobną
jakością cechowały się wyroby opuszczające zakłady np. w
piątki. A przy okazji – jak tłumaczono różnicę w trwałości
nadwozi np. Polonezów tej samej serii? Podobno szczególnie
podatne na korozję egzemplarze to były te, których nadwozia
zespawano i zgrzano w piątek lub sobotę, a przez niedzielę
czekały – w stanie surowym – na lakierowanie. Ile w tym prawdy
– nie wiem, ale wiele wskazuje na to, iż całkiem sporo.
A'propos
jednośladów, szczególnie WSK i poniedziałku. Czasu dzisiaj
starczyło na kilka newsów (spośród których dwóch nie znajdą
Państwo dzisiaj na innych polskich stronach o tematyce CAD/CAM/CAE),
a także... na dołożenie kolejnych części „śmietnikowych” do
mojego wspaniałego „custom bike'a”, który w obecnej postaci
idealnie wpisuje się w nurt tuningu zwany „rat bike” (w wolnym
tłumaczeniu „szczurzy motocykl”), albo też bardziej swojskiego
– tzw. plastra i drutu :).
„Custom” (o nazwie roboczej „Tribute to WSK” wymyślonej
na potrzeby amerykańskich braci motonitów) powstaje na bazie
przede wszystkim PRL-owskich konstrukcji, stąd jego silnik
wywodzi się ze wspaniałych tradycji DKW-R 125, ale już np.
zbiornik paliwa pochodzi od wczesnego modelu Triumpha
Bonneville, elementy zawieszenia i osprzętu od „japońców” i
naszych południowych sąsiadów, a dzięki wsparciu ze strony
systemów CAD – całość udaje się jakimś cudem pogodzić ze sobą
i to bez specjalnych przeróbek (chociaż już wiem, iż będę
musiał wzmocnić mocowania silnika, a także wspawać wsporniki
pod gmole przednie i tylne; chociaż do tego CAD nie był mi
akurat potrzebny...). Taka sobie „wydumka” na temat tego, jak
mogłaby WSK wyglądać, a nie wyglądała (fot. powyżej)...
Skoro jesteśmy znowu przy CAD – wszystko wskazuje na to, iż
zaraz po wydaniu papierowego numeru uruchomię bardziej
współczesną stację roboczą, a na niej mam zamiar zainstalować
równolegle m.in. Solid Edge ST 3 i SolidWorks 2010 lub 2011
(rozmowy trwają). I wtedy „odkurzę” cykl poświęcony
modelowaniu motocykla w systemach 3D CAD... Kto wie, może
nawet zdobędę się na wirtualną rekonstrukcję szprychowych kół,
wyposażonych w bębny hamulcowe?
Pozdrawiam i... dobrej nocy
Maciej Stanisławski
* Jerzy Kossowski, „Ptaszki” ze
Świdnika, Automobilista nr 8/2006, s.57
Na marginesie III
Kiedy otwierałem
w zeszłym tygodniu paczkę z częściami motocyklowymi,
zakupionymi za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Allegro, moi
młodsi synowie z zainteresowaniem asystowali przy wstępnych
oględzinach nadesłanego „złomu”. Części używane, nie pierwszej
świeżości, a ponieważ pochodziły z eksploatowanych pojazdów,
nie grzeszące także zbytnio czystością. Mój sześciolatek –
Antoś – popatrzył z zadumą na trzymany przeze mnie wydech, po
czym oznajmił:
– Wiesz co, Tato? Jak już złożysz ten motocykl, to najpierw
chyba... będziesz musiał go umyć!
:)
Czwartek, 17.03.2011 r.
Kap, kap, kap...
Nie, nie będę pisał o dynamice płynów :). Ale nie mogę nie
odnieść się do kilku informacji, a w zasadzie „przecieków”
które pojawiły się tu i ówdzie, a które odnoszą się
bezpośrednio do głównego tematu, jaki podejmuję na blogu:
czyli do systemów CAD. A przecieki dotyczą
najnowszej wersji NX i Solid Edge...
Ktoś może
powiedzieć, że w takim razie wpis ten powinien zjawić się na
SolidEdgeblog.pl, ale nie do końca, gdyż postaram się rozwinąć
w nim kilka innych „pobocznych” wątków. Jak chociażby
dostępności spolszczenia do Solid Edge 2D Drafting ST 3, czy
też pełnej, wreszcie nieograniczonej zapisami licencyjnymi
wersji DraftSight. Otóż opis instalacji polskiej wersji Solid
Edge 2D Drafting V103 (ST3) można istotnie znaleźć na
SolidEdgeblog.pl, a dokładnie –
tutaj, natomiast w przypadku DraftSight krótki opis
(obejmujący kilka niespodzianek) instalacji zamieściłem na
Swblog.pl –
tutaj.
Ale wróćmy do przecieków. Ja tutaj rozpisuję się na temat ST3,
a tymczasem znany jest już – i to nie jako przeciek, ale jako
oficjalna informacja – termin premiery i prezentacji szerszemu
ogółowi „Edgersów” (brzmi jak „Dodgersów”) najnowszej odsłony
Solid Edge z czwartą generacją technologii synchronicznej. Będzie ona miała
miejsce po tamtej stronie „wielkiej wody”, w czerwcu br.
Szczegóły
tutaj, może ktoś będzie miał ochotę wybrać się tam
osobiście i podzielić z nami wrażeniami.

Czy ten fakt (termin
i miejsce) ma istotne znaczenie dla polskiego użytkownika?
Chyba tylko takie, że i tak premiera polskiej wersji
najwcześniej będzie miała miejsce jesienią br. A poza tym
nadal spore grono użytkowników CAD nie miało okazji poznać nie
tylko ST 3, ale nawet samej technologii synchronicznej w
praktyce. Świadczy o tym sporo pytań o słabe i mocne strony „Synchronous
Technology”, a także o... istotę tego rozwiązania. Odsyłam
przy tej okazji zainteresowanych na wspomniany już blog
poświęcony Solid Edge (www.solidedgeblog.pl),
tudzież do publikacji pt.: „Bezpośrednio czy
parametrycznie...”, dostępnej
tutaj.
Przeciekiem
natomiast (prawdopodobnie kontrolowanym, ale zawsze) jest fakt
pojawienia się wersji beta NX 8, dostępnej zapewne dla
nielicznych szczęśliwców i wybrańców. Jeśli uda mi się poznać
jakieś bliższe szczegóły – postaram się poinformować o tym jak
najszybciej. Dodam, iż beta testerem tym razem nie zostałem.
Może to i lepiej, bo z zarządzaniem czasem coś nie bardzo
ostatnio (vide cytat tygodnia ;)).

Ale przy okazji,
tropiąc przecieki dotyczące najnowszych rozwiązań Siemens PLM
Software (i nie tylko), natknąłem się w sieci na dosyć
sympatyczne miejsce. Można tam znaleźć np. takie „kwiatki”,
jak widoczna na poniższym zdjęciu autentyczna stacja robocza
przeznaczona dla oprogramowania Unigraphics, a pochodząca
sprzed... ćwierć wieku!
Źródło:
www.plmworld.org
Owym miejscem w
sieci jest wirtualne muzeum UGS (link
tutaj), na swoich skromnych, ale przejrzystych stronach
przedstawiająca spory wycinek historii firmy, której
zawdzięczamy m.in. Solid Edge i oczywiście NX. Pewnym minusem
może być fakt, iż historia kończy się na „czasach
współczesnych”, co w przypadku owego muzeum oznacza rok...
2002. Ale może ktoś pokusi się o aktualizację i uzupełnienie
pustych kart historii firmy? Swoją drogą przyszedł mi do głowy
pewien pomysł, którego nie uda się zrealizować tak „ad hoc”,
ale w przyszłości – kto wie. Co powiedzieliby Państwo na
wydania specjalne CADblog.pl, tematyczne, poświęcone
rozwiązaniom jednego konkretnego producenta systemów CAD, CAM,
CAE, PDM, PLM, ETC? Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i opinie
dotyczące takiego projektu. (...)
|
więcej |
Cytat tygodnia
„(...) W pewnej światowej sławy wytwórni widzieliśmy grube tomy
zawierające uwagi dotyczące własnych konstrukcji. Były to
wiadomości dla pracowników firmy. Młody konstruktor nie
przystępował do nowego zadania bez zapoznania się z odpowiednim
tomem. To było mądre.”
T.
Sołtyk, Błędy i doświadczenia w konstrukcji samolotów, WkiŁ,
Warszawa 1986, s. 9
Czwartek, 3.03.2011 r.
Razem pisane...
Oj, „dostało” mi się „po głowie” za mój ostatni newsletter w
nowej formie – a konkretnie za Solid Edge pisane razem. Cóż,
już wcześniej zdarzało się moim wspaniałym programom, w tym
Wordowi, dokonywać zdumiewających korekt, nie zawsze albo nie
w porę wyłapanych przeze mnie. Ale przy takiej okazji zawsze
staje mi przed oczami opowieść jednego z moich byłych
zwierzchników, który udał się (w zastępstwie mnie) na
kilkudniową konferencję zagraniczną, podczas której skutecznie
mylił... Solid Edge z SolidWorksem. Dodam, iż była to
konferencja jednego z producentów owych systemów. Cóż,
konferencja trwała trzy dni, on wrócił drugiego...
Kolejna anegdota,
którą chętnie się z Państwem podzielę, dotyczyła pracy nad
tekstem związanym z alternatywnymi źródłami energii do napędu
samochodów. Pracowałem wtedy na „obcym komputerze”, nie
sprawdziłem ustawień aplikacji. Wpisałem frazę: „pedał
przyśpieszenia”, a komputer zareagował podkreślając wyraz
„pedał” i informując mnie w wyskakującym okienku, iż
użyte określenie jest obraźliwe! Cóż, może istotnie
„akcelerator” brzmi ciekawiej, ale nie dajmy się zwariować.
Szczęśliwie open source'owy OpenOffice Writer nie stara się
mnie upoprawniać politycznie, ale może to dlatego, że pracuję
na jakiejś mocno już zdezaktualizowanej wersji?
Skoro o
aktualizacjach mowa, jak zwykle – garść newsów w dziale
nowości. Ale nie tylko. Wreszcie „przekopałem się” przez górę
materiałów zaszufladkowanych do wykorzystania na później.
Uzyskałem w zeszłym tygodniu autoryzację wywiadu z Isabelle
Pellerey z Siemens PLM Software (rozmowa przeprowadzona z
końcem listopada ubiegłego roku, podczas polskiej premiery
Solid Edge ST3), dzisiaj nareszcie udało mi się go „powiesić”
na stronach – zachęcam do lektury (link
tutaj). Nawiasem mówiąc, jest to pierwszy w historii
CADblog.pl wywiad udostępniony jednocześnie w języku polskim i
angielskim – ta ostatnia wersja dostępna jest także pod
adresem
CADglobe.com. Po weekendzie powinienem wreszcie
sukcesywnie zacząć udostępnianie „dorobku” z wyjazdu na SWW
2011. A zebrało się trochę tego – kolejna część „wywiadu
rzeki” z Kishore Boyalakuntla, rozmowa o startegii SolidWorks
w ramach koncernu DS z Olivierem Leteurtre, rozmowa o
przyszłości DraftSight z Aaronem Kelly (już trochę
zdezaktualizowana, w trakcie rozmowy komercyjna-darmowa wersja
DraftSight dopiero miała się ukazać, obecnie jest to już
fakt), wywiad z Deelipem Menezes (www.deelip.com)
popełniony niejako przy okazji („rzadko się zdarza, by ktoś
przeprowadzał wywiad ze mną, zazwyczaj jest na odwrót” –
śmiał się Deelip), wreszcie – rozmowa z samymi „tuzami” DS
SolidWorks...
I tutaj zatrzymam
się na chwilę. Aby rozwiać wątpliwości niektórych Czytelników.
A dotyczące... tego, co SW szykuje w najnowszej edycji SW
2012. A konkretnie – czy SolidWorks odejdzie od jądra
Parasolid w kolejnej odsłonie swojego CAD 3D (o popularności
Parasolid więcej
tutaj).
Pytanie i wątpliwości „na rzeczy”, zwłaszcza w świetle: prac
nad platformą V6, integracji CATIA z SolidWorks (obszar
grafiki, obsługa plików natywnych etc.), wcześniejszych
zapowiedzii Jaffa Raya o „uwolnieniu modelowania 3D z
ograniczeń wynikających ze środowiska Windows”.
Otóż z rozmowy z
Jaffem Rayem i Bertrandem Sicotem wynikało, iż rewolucji nie
będzie, przynajmniej na razie. Oczywiście, obaj Panowie
podkreślili, iż „pewne elementy CATIA będą implementowane do
środowiska SolidWorks i odwrotnie, co już możemy obserwować”,
ale pytanie o kod zręcznie udało im się pominąć. Podobnie nie
uzyskałem odpowiedzi na pytanie, czy należy spodziewać się
implementacji bezpośrednio do SolidWorks kodu nowego,
niezależnego (np. od Windows) systemu operacyjnego. Jaff Ray
odparł, iż mówiąc o „uwolnieniu modelowania CAD od ograniczeń
związanych z Windows” miał na myśli to, że SolidWorks dostępny
będzie na wiele platform systemowych i sprzętowych. Będzie
także oferowana jego wersja do pracy w chmurze, ale równolegle
z „tradycyjnym” systemem, instalowanym na lokalnych
komputerach końcowych użytkowników.
Innymi słowy,
największą nowością przez duże „N” był fakt zaoferowania nowej aplikacji dla AEC, inżynierii budowlanej i architektonicznej (nie brzmi to
zgrabnie, ale chwilowo nie przychodzi mi lepsze określenie na
myśl), a o zmianach i ulepszeniach w SW 2012 niebawem w
dokończonej relacji z SWW 2011. Tyle oficjalnie. A czy
prowadzone są prace nad innym jądrem programu... Na to pytanie
odpowiedź przyjdzie z czasem.
Pozdrawiam serdecznie
I siadam do rozsyłania newslettera... a może rozesłać go już w
piątek rano?
Dobranoc
Maciej Stanisławski
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Cytat tygodnia
„Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące, w dość niewybredny
sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie: – Wiesz rybko,
nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!”
Bohdan Urbankowski: Król jest nagi... Nowe Państwo, nr 1/2011,
s. 62
Czwartek, 24.02.2011 r..
Rynek podzielony między dwóch graczy... od PLM do darmowego CAD 2D i na odwrót
Dassault Systemes nadal zachowuje silną pozycję w sektorze automotive, wbrew
wcześniejszym zapowiedziom i opiniom niektórych specjalistów z
dziedziny CAD. Wygląda na to, iż w branży motoryzacyjnej
najważniejsze pozycje zachowa dwóch graczy, otwarcie mówiących
nie tylko o CAD, ale także o PLM. I chodzi tutaj o wspomniane
DS, jak i o Siemens PLM (nomen omen) Software
Obie firmy od dawna
podkreślają znacznie Product Lifecycle Management (Zarządzania
Cyklem Życia Produktu) we współczesnym świecie. I nawet jeśli
inni producenci oprogramowania nie mówią wprost o PLM, to
oferują rozwiązania przynajmniej kwalifikowane jako PDM, a
stąd już krótka droga do oferowania bardziej kompleksowych
rozwiązań. Nawiasem mówiąc, mam w wizytowniku bilecik jednego
z dyrektorów Autodesk; otrzymałem go podczas paryskiej
konferencji, kilka lat temu. Nie byłoby w tym nic dziwnego,
gdyby nie fakt, iż podczas niej CEO Autodesk zdecydowanie
odcinał się w swoich wypowiedziach (także w odpowiedziach na
pytania dziennikarzy) od filozofii PLM, koncentrując się na
„wirtualnym prototypowaniu”, a jednocześnie na owym bileciku
wizytowym słowo PLM wydrukowano „wielkimi” literami.
Reasumując, obaj
producenci oprogramowania (Dassault i Siemens) wyznaczają
trendy w branży automotive i firmy, które aspirują do wejścia
do grona producentów, dostawców dla automotive, muszą liczyć
się z tym, iż „Kaśka” albo „Niksiak” mogą okazać się niezbędne
już w najbliższej przyszłości. A może jest jakieś rozwiązanie
„tymczasowe”? O tym za chwilę.
Ów
wstęp (może trochę przydługi) powstał m.in. pod wpływem kolejnych napływających
informacji ze wspomnianej branży, a dotyczących podjęcia
współpracy między Dassault Systemes, a Jaguar Land Rover.
Podpisana w ostatnich dniach przez prezesa
i dyrektora naczelnego Dassault Systèmes Bernarda Charlès’a i
dyrektora naczelnego Jaguar Land Rovera dr. Ralfa Spetha umowa
przewiduje wdrożenie rozwiązania V6 Dassault Systèmes w
dziedzinie zarządzania cyklem życia produktu (na zdjęciu
Bernard Charles z lewej). Jak widać, Dassault nie powiedziała
jeszcze ostatniego słowa (umowa z BMW także o tym świadczy).
Nie zmienia to faktu, że po ubiegłorocznej ekspansji na rynku
niemieckim, Siemens PLM Software pojawił się w tym roku np. w
Aston Martin...
Darmowe od liderów
Co ciekawe, obydwaj liderzy rynku PLM (Dassault i Siemens) oferują wszystkim
zainteresowanym... darmowe, profesjonalne rozwiązania CAD 2D.
Do zastosowań komercyjnych. I o ile fakt ten w przypadku Solid
Edge 2D Drafting nie budził wątpliwości, o tyle kwestia
„komercyjności” DraftSight oferowanego przez DS (w wersji
beta) wywoływała spory, także na forach portali o tematyce CAD.
Obecnie dostępna jest już tzw. general release, ostateczna
wersja DraftSight (na Windows, użytkownicy Mac OS muszą
jeszcze zadowolić się „betą”).
I wątpliwości być już nie powinno.
A
Solid Edge 2D Drafting doczekał się wersji 103, czyli – ST3.
Oczywiście nie mogłem nie zainstalować obu systemów CAD na
swoim poczciwym notebooku. Szczęśliwie wymogi systemowe obu
aplikacji nie podnoszą poprzeczki zbyt wysoko – w końcu to
tylko 2D.
O
szczegółach procesu instalacji można przeczytać zarówno na
SolidEdgeblog.pl, jak i na Swblog.pl (DraftSight). Tutaj
podzielę się tylko kilkoma uwagami, wynikającymi z
subiektywnego porównania obu systemów. I to porównania jak
najbardziej powierzchownego, „poinstalacyjnego”.
Solid Edge 2D Drafting v103 w postaci pliku instalacyjnego waży
obecnie już 430 MB, a to znacznie więcej niż w przypadku 275
MB dla wersji ST. Pod tym względem DraftSight, ze swoimi 56
MB, wypada korzystniej. Zwłaszcza, że DraftSight instalujemy
od razu w polskiej wersji językowej. I jeśli nie napotkamy na
problemy z rejestracją/licencją, które zdarzały się w
przypadku wersji beta, w zasadzie zaraz po zainstalowaniu
możemy rozpoczynać pracę. Oczywiście – na swoją
odpowiedzialność, co podkreśla producent w umowie licencyjnej.
Dodam tutaj jedynie, iż przed instalacją DraftSighta należy
bezwzględnie wyłączyć oprogramowanie antywirusowe. Wielkiego
nieszczęścia w przeciwnym razie nie będzie, ale można się
zestresować, o czym więcej na Swblog.pl.
.gif)
Powyżej: zainstalowany
Solid Edge 2D Drafting v103 (ST3) jeszcze w wersji angielskiej,
poniżej: DraftSight General Release w trakcie instalacji...
.gif)
Aby cieszyć się działającym Solid Edge 2D Drafting ST3, musimy
wykonać jeszcze drobne operacje z plikiem licencji, co średnio
rozgarniętemu użytkownikowi nie przysporzy kłopotu, ale
chciałoby się jednak, by działało to inaczej (instrukcja
postępowania po angielsku w pliku *.txt, konieczność wykonania
szeregu operacji „ręcznie”). Podobnie plik spolszczenia musimy
pobrać i zainstalować osobno. W zamian za to cieszymy się nie
tylko polskim menu, polskimi poleceniami, ale także potężną
biblioteką samouczków, i to takich dla pełnej wersji, a nie
tylko dla okrojonego bądź co bądź 2D.
A wrażenia z pracy?
Pierwsze wrażenie zdecydowanie na korzyść produktu Siemens PLM
Software. Nowoczesny interfejs, tożsamy z tym z „dorosłej”
wersji, intuicyjna obsługa, rozwijane z każdą wersją
funkcjonalności, także w obrębie UI. To cieszy, a spodoba się
zwłaszcza tym, którzy pracowali lub równolegle pracują w 3D.
Obsługa plików dwg i oczywiście natywnego formatu Solid Edge
także ma znaczenie.
Z kolei DraftSight pozwala użytkownikowi przyzwyczajonemu do
środowiska AutoCAD na podjęcie pracy niemalże z marszu. Do
tego oferuje także kilka smaczków zapożyczonych od „starszego
rodzeństwa”, jak chociażby gesty myszy znane z SolidWorks. Na
tym etapie nie ma więc jednoznacznego zwycięzcy, ale z punktu
widzenia końcowego użytkownika... i tak najważniejsze chyba
jest to, iż całkiem legalnie, nieodpłatnie, możemy
zainstalować oba systemy na naszym komputerze i używać ich
także w celu zarobkowym. A w praktyce okaże się, który z nich
bardziej przypadnie nam do gustu.
Nawiasem mówiąc, oba wspomniane CAD 2D są w znacznym stopniu
kompatybilne z rozwiązaniami omawianymi na wstępie, a będącymi
obecnie standardem w branży motoryzacyjnej. Czy to może być ów
tymczasowy sposób na sprostanie wyśrubowanym standardom? Nie
wiem, ale tym oto sposobem zatoczyliśmy koło od PLM do CAD 2D
i z powrotem...
Pozdrawiam
Maciej Stanisławski
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Wtorek, 22.02.2011 r.
Reset systemu
To
chyba najlepszy tytuł dla wpisu zamieszczanego po najdłuższej
chyba przerwie w historii aktualizacji CADblog.pl. Długa
przerwa nie oznaczała niestety równie długiego urlopu, chociaż
tygodniowy pobyt ze średnim synem na nartach (zakończony
sukcesem: kolejny Stanisławski jeździ samodzielnie; co nie
przeszkodziło mu dzień po powrocie zachorować na ospę
wietrzną!), podczas którego ograniczyłem swoją aktywność
jedynie do odpisywania na naprawdę pilne maile, zrobiły swoje.
A że w tzw. międzyczasie trwała dyskusja na temat dalszego
kształtu wydawniczego CADblogowego czasopisma, zasadności
przygotowywania w dotychczasowej postaci e-wydań (pdf w
kształcie zbliżonym do papierowych publikacji), cóż... głowa
od tego wszystkiego puchła. Mimowolna obserwacja
elektroniczych e-wydawniczych trendów podczas pobytu za
oceanem także zrobiła swoje...
Co wynikało z owej
obserwacji, ale także z rozmów ze znajomymi, a także z
Czytelnikami chętnymi do zabrania głosu w tej sprawie? Dodam
na marginesie, iż w jednym z maili, które otrzymałem jakiś
czas temu, pewien inżynier pytał, czy przyjąłem strategię
producenta zapomnianych już komputerów Amstrad-Schneider,
który podobno powiedział, iż „nie interesują go osoby,
które już kupiły komputer, ale tylko te, które zamierzają go
kupić...”. W wyjaśnieniu dodał, iż osoba odwiedzająca
CADblog.pl po raz pierwszy istotnie trafia na bogactwo
materiałów, w tym 14. wydań w plikach pdf, ale stali
Czytelnicy, regularnie odwiedzający CADblog.pl, mają apetyt na
zdecydowanie więcej. A o nich jakbym ostatnio zapomniał...
Z kolei jakiś czas
temu jeden z Forumowiczów zadał pytanie, czy nie porywam się z
motyką na Słońce. Odpowiedź zapewne powinna być częściowo
twierdząca: jeśli w obecnym składzie osobowym chciałbym
udostępniać e-wydania przygotowywane w dotychczasowej postaci
z podobną częstotliwością (mniej więcej dwumiesięczną),
jednocześnie aktualizować blog, publikować nowe artykuły,
przygotowywać nowe samouczki bądź też spolszczenia już
istniejących (modelowanie Chevroleta Camaro w SolidWorks –
proszę czekać, będzie!), do tego zorganizować przygotowanie,
wydanie i dystrybucję edycji specjalnej, dostępnej na
papierze... Pewnie byłoby to możliwe, ale odbywałoby się
najwyższym kosztem – moich bliskich. Stąd nadszedł czas na
pewne zmiany, mam nadzieję, że niezbyt dotkliwe dla grona
Czytelników. A z pewnością aprobowane przez coraz
liczniejszych reklamodawców/sponsorów mojej działalności
publicystyczno – wydawniczej.
.gif)
Ćwiczenie imaginacyjne
Proszę
spojrzeć na umieszczony powyżej obrazek. Piękny, prawda? To
nie „pieśń odległej przyszłości”, ale teraźniejszość, co
prawda widoczna bardziej za naszą zachodnią granicą, żeby nie
powiedzieć – za oceanem, ale jednak. W tym konkretnym
przypadku jest to oczywiście montaż, wykorzystujący jedną z
ofert dostępnych na internetowym serwisie Allegro (moim źródle
zaopatrzenia m.in. w części motocyklowe, filmy i niedrogie
zabawki – te ostatnie dla dzieci oczywiście). Proszę Państwa,
czytnik e-booków, także tych dostępnych w plikach pdf (czyli
teoretycznie e-czasopism takich jak CADblog.pl w
dotychczasowej postaci) można nabyć na wspomnianym serwisie
już za niespełna 450 złotych (link
tutaj), a przecież jeszcze rok, czy dwa lata temu, cena
sięgała ok. 1,5 tysiąca złotych. Postęp w dziedzinie
elektroniki, przy jednoczesnym redukowaniu ceny urządzeń z
pewnością doprowadzi do tego, iż cena czytników, może
niekoniecznie Kindle'a, oscylować będzie w okolicach 200
złotych. Tyle kosztuje pięć, sześć książek, a w przypadku
literatury technicznej – prenumerata roczna pewnego
miesięcznika plus jedna książka o tematyce CAD wydana np.
przez wydawnictwo Helion.
Z kolei w
USA, jak miałem okazję niedawno się przekonać, niemalże
powszechnym widokiem są osoby czytające książki i gazety w
postaci e-inku, z elektronicznych czytników. Jednocześnie
jednak... miesięcznik Desktop Engineer dostępny jest zarówno w
postaci elektronicznej, jak i papierowej. Podobnie Automotive
Design & Production, Tech Briefs, czy też brytyjski Develop
3D. Ten ostatni, mimo iż dostępny jako bezpłatny pdf,
drukowany jest także w tradycyjnej, papierowej postaci, w
liczbie ok. 15 000 egzemplarzy, a ponad połowa czytelnictwa
przypada na Amerykę Północną (głównie USA), w dalszej
kolejności na Europę (20 %), Azję, i resztę świata. Czy to
znaczy, że papier „trzyma się mocno”? Tak, i zapewne – mimo
najśmielszych prognoz – będzie tak jeszcze długo.
Chyba że istotnie dojdziemy do takiego poziomu cen mobilnych
urządzeń elektronicznych, jak w przypadku widocznego na
zdjęciu obok „tetrisowego kombajnu” (znacie Państwo taką grę,
jak „Tetris”?), wyprodukowanego przez azjatyckiego tygrysa, a
wypatrzonego przeze mnie w markecie w cenie niespełna 10
złotych. Cóż, w takim przypadku opłacalne byłoby dodawanie
czytnika do każdego wydania czasopisma. Ale może niedługo
opłacać się będzie... sprzedawanie rocznej prenumeraty e-wydań,
a elektroniczny czytnik dorzucany będzie gratis, lub za
niewielką dopłatą?
A jednak tęsknota za
papierem obecna jest chociażby w wydaniach czasopism
dostępnych w technologii flesz; przeglądamy je na ekranie
komputera, ale towarzyszy temu „przewracanie kartek” i
charakterystyczny szelest... „elektronicznego” papieru...
_cover_web_small.jpg)
„Elektroniczny papier” – przykład
dobrze znanego e-wydania tym razem w postaci pliku „flash”.
W 2011 roku wszystkie wydania CADblog.pl dostępne będą także w
takiej formie, a oprócz tego
– jako wydania papierowe (!) i tradycyjne pdf...
Zmiany, zmiany, zmiany...
Czas i
wysiłek, związany także z opracowaniem graficznym i DTP
każdego e-wydania w dotychczasowej postaci nie różnił się
niczym w stosunku do przygotowania papierowego wydania
czasopisma. Prestiż wydania elektronicznego – z punktu
widzenia potencjalnych reklamodawców – był stosunkowo
niewielki. Zupełnie inaczej jest w przypadku, gdy wersji
elektronicznej towarzyszy wydanie papierowe. I tutaj pierwsza
zmiana, jaka szykuje się w przypadku CADblog.pl: nie będzie
papierowych wydań specjalnych, będą... regularne wydania
papierowe! Tym samym wydanie obejmujące CADraport.pl będzie
zarazem pierwszym kwartalnym numerem czasopisma ukazującego
się także w nowej postaci – papierowej. I uwaga dla
Czytelników – wydania w pdf nadal będą dostępne bezpłatnie,
natomiast każdy chcący posiadać również wydanie papierowe,
będzie mógł uzyskać je albo odpłatnie – w postaci prenumeraty
(w zasadzie odpłatność będzie pokrywała koszty przesyłki),
albo „nabyć w drodze kupna” w kiosku. Oczywiście nie w każdym,
ale w wybranych na terenie kraju. Poważna zmiana? Dla mnie –
istotnie.
Przewidziałem także
możliwość uzyskania prenumeraty wydania papierowego
nieodpłatnie, ale o tym więcej za jakiś czas. Proszę zwrócić
uwagę na baner migający u góry strony – szczegóły wkrótce.
Objętość wydań będzie mieścić się w granicach 60-80 stron.
Przynajmniej na początku. Dodam, że Desktop Engineer liczy
sobie 48 stron, ale ukazuje się z większą częstotliwością.
Ale
to nie wszystko. Zmianie ulegnie także newsletter. Po pierwsze
– będzie się ukazywał jako e-zine, gdyż częstotliwość dwóch
tygodni (zakładana przeze mnie) raczej wyklucza jego „newsowość”.
Abstrahuję od dotychczasowej częstotliwości jego ukazywania
:). Nowy newslettre/e-zine będzie podobny do tego
publikowanego przez Ralpha Grabowskiego, znanego w
międzynarodowym świecie CAD dziennikarza podejmującego CADową
tematykę, chociaż nieco odmienną od obecnej na łamach
CADblog.pl. Cóż, forma ta zdaje się jest całkiem skuteczna,
gdyż liczba zarejestrowanych czytelników e-zinu Grabowskiego
liczy 12 000 subskrybentów w 70 krajach (wliczając w to
piszącego te słowa). Jak można się domyślać, ponad połowa z
owych 12 000 przebywa w USA... (zainteresowanych otrzymywaniem
upFront.eZine'u Ralpha Grabowskiego zapraszam
tutaj)
Czy polski rynek
prasy CADowej może przyjąć nowy tytuł? Oczywiście.
Zdumiewający jest fakt, iż do tej pory działa tutaj tak
znikoma liczba branżowych portali, o czasopismach nie
wspominając. A przecież co roku rzesze absolwentów uczelni
technicznych opuszczają ich mury. Coraz więcej młodych ludzi w
szkołach technicznych średniego szczebla stara się zdobywać
podstawowe umiejętności związane z pracą z systemami CAD.
Każdy ma możliwość pobrać, zainstalować i używać komercyjnie
darmowe systemy CAD 2D. A rozwiązania CAD 3D można nabyć już w
cenie kilku tysięcy złotych, a korzystając z promocji –
nierzadko w cenie poniżej tysiąca.
Rośnie znaczenie
kierunków technicznych w szkolnictwie wyższym – na szczęście,
gdyż czas najwyższy, aby rzesze „managerów, finansistów,
doradców i marketingowców” zastępowali fachowcy potrafiący
zostawić po sobie coś także w postaci fizycznej. Świat pędzi
naprzód, a kto w tym wyścigu przystanie chociażby na chwilę,
ten tym samym będzie się cofał.
Ja na chwilę
przystanąłem. Ale na szczycie ośnieżonej górki. Stąd mam
piękne widoki. I uzbrojony w stare, sprawdzone narty i
bogatszy w nowe doświadczenia, szybko ruszam naprzód.
Czego wszystkim życzę
I pozdrawiam
Maciej Stanisławski
P.S.
Wszelkie komentarze, opinie i uwagi odnośnie planów
wydawniczych mile widziane, zarówno na uśpionym forum (ataki
spamerów), jak i drogą mailową. Nowe formularze html
przechodzą ostatnie testy. Korzystanie z nich będzie
zdecydowanie wygodniejsze...
|
komentuj na forum |
komentarze 0 |
Cytat tygodnia
„Prywatna firma SpaceX z USA wysłała na orbitę wokół Ziemi
bezzałogową kapsułę, która kilkakrotnie okrążyła glob, a
następnie została pod kontrolą sprowadzona do Pacyfiku, co
kosztowało 800 mln USD, czyli wielokrotnie mniej niż wynosi
koszt takiego przedsięwzięcia wykonywanego przez NASA, która w
ostatnich latach wydała na skonstruowanie podobnych kapsuł ok.
10 mld USD.
I pomyśleć, że gdyby nie państwowa NASA, to USA być może miałyby
już bazy na Księżycu!
Z
„Postęp w świecie”, Najwyższy Czas, nr 3(1078), 15.01.2011, s.
20
Wtorek, 25.01.2011 r.
To będzie bolało...
A
co takiego? I kogo? Najprawdopodobniej – ADSK. Dlaczego? Cóż,
rozwijanie aplikacji z rodziny CAD 2D, jako alternatywnej
platformy dla AutoCAD'a, nabrało nowego sensu i znaczenia.
Podczas rozmowy przeprowadzonej z nowym i dotychczasowym CEO
SolidWorks, Bertrandem Sicotem i Jeffem Rayem, udało mi się
poukładać wszystkie elementy rozsypanej do tej pory układanki.
Wygląda na to, że DS, wykorzystując nie tylko DraftSight, ale
także SolidWorks 3D CAD, uderzy w nowy rynek. Nowy – dla
swoich rozwiązań. Jutrzejszy dzień, trzecia sesja generalna
konferencji SolidWorks World 2011, zapewne będzie także
oficjalną prezentacją... rozwiązań CAD dla architektów i
branży budowlanej! Niewyobrażalne? Cóż, dlaczego nie!
Myślałem, że dane mi
będzie trochę odpocząć. W ostatnim wpisie (przynajmniej tym na
Swblog.pl) wspomniałem, iż spragnieni bieżących informacji
powinni zaglądać na portal 3Dcad.pl. Dużo zdjęć i relacja
przekazywana z niewielkim opóźnieniem. Cóż, podejrzałem,
przeczytałem i chyba jednak parę słów napiszę od siebie. Za
ilość i jakość zdjęć przepraszam – na laptopie nie dysponuję
Photoshopem, ale korzystam z darmowego narzędzia (darmowego
pod warunkiem zakupu jednego z czasopism komputerowych), jakim
jest Paint.net. Dlatego w zakresie materiałów foto i video
istotnie polecam stronę:
http://www.3dcad.pl/SolidWorks_World_2011/, są tam także
linki do materiałów filmowych dostępnych m.in. na YouTube.
Ad meritum:
tegoroczną konferencję SolidWorks World rozpoczął w zasadzie
niedzielny wieczór zorganizowany tradycyjnie w pawilonie
partnerskim; jak pisałem już przy okazji poprzednich edycji
tego wydarzenia, „Partner Pavilion” to takie mini-targi
rozwiązań dla SolidWorks (np. aplikacji współpracujących,
nakładek etc.) i produktów zaprojektowanych w SolidWorks.
Dzisiaj miałem okazję odwiedzić jedynie stoiska T-Splines,
nVIDII i BunkSpeed, ale jutro postaram się zaległości
nadrobić.
Poniedziałek to
pierwsza sesja generalna. Można było dowiedzieć się o
zaangażowaniu klientów SW w akcję ratowania górników
(katastrofa w Chile), można było uzyskać kilka zdawkowych
informacji na temat nowych rozwiązań „około SolidWorksowych”
(np. post3D – środowisko wirtualne przypominające w założeniu
Second Life ADSK), miała także miejsce prezentacja kilku
produktów opracowanych w SolidWorks (w tym taniego w produkcji
i banalnego w obsłudze inkubatora przeznaczonego do
naświetlania noworodków i leczenia żółtaczki dziecięcej, ale
więcej na ten temat w pełnej relacji, już po powrocie do
kraju). Ale najważniejsi tego dnia byli chyba goście specjalni
w osobach Jima Lowella (kapitana statku Apollo 13) i Gene'a
Kranz'a (szefa kontroli lotu sławnej i obfitującej w
dramatyczne wydarzenia misji Apollo). Amerykanie są szczęśliwi
mając swoich bohaterów. Proszę Państwa, nawet ludzie z obsługi
hotelu – ochroniarze, sprzątacze – przystawali, kłaniali się,
albo pytali, czy mogą wymienić uścisk dłoni... Konferencję
rozpoczął Jeff Ray, a kontynuował nowy CEO SolidWorks –
Bertrand Sicot.
Dzień drugi – wtorek
25.01.2011 (gdy piszę te słowa jest godzina 22:50, w kraju
dochodzi szósta rano), to z kolei:
• nagrody dla
lokalnych (z obszaru USA) społeczności SW i ich liderów, a
także wspomnienie jednej z zaangażowanych w działalność SWUG
użytkowniczki, która zmarła w zeszłym roku po nieudanej walce
z chorobą nowotworową... Amerykanie uhonorowali swoją
koleżankę, autorkę m.in. publikacji technicznych w CADALYST,
fundując nagrodę jej imienia, przyznawaną wybranemu liderowi;
• prezentacja
najciekawszych tegorocznych rozwiązań pochodzących od klientów
SolidWorks, w tym sztucznej ręki – w zasadzie robota
naśladującego ruchy i zachowania ludzkiego ramienia i dłoni –
wyposażonej w mikrosilniki z zaimplementowanymi
mikrokontrolerami i procesorami ruchu, co pozwala
zminimalizować ilość przewodów i pobór energii; firmy Local
Motors Corp., produkującej samochody „open source”– i tutaj
małe sprostowanie w stosunku do informacji zamieszczonych na
wspomnianym portalu: owo „open source” w przypadku
wspomnianych samochodów nie polega na tym, iż konfigurujemy je
niemalże dowolnie do swoich potrzeb (chociaż tak jest w
istocie), ale na tym, iż każdy użytkownik systemu CAD – tutaj
konkretnie SolidWorks, gdyż ten system jest w firmie używany –
może podzielić się poprzez witrynę
www.local-motors.com swoimi szkicami, koncepcjami,
projektami rozwiązań i nadwozia, a firma nie wyklucza
możliwości zbudowania właśnie takiego samochodu. Co więcej,
wszystkie dostępne modele (wykonane w 3D) komponentów
samochodu (nadwozie, przestrzenna rurowa rama, elementy
zawieszenia) można pobierać ze wspomnianej strony; trzecia i
ostatnia prezentacja w wykonaniu inżynierów z „Bionic Builders”,
ale to z pewnością materiał na osobny wątek. Swoją drogą warto
by sprostować jeszcze kilka informacji, ale może kiedy
indziej.
Najważniejsze i wyczekiwane – to jutrzejsza prezentacja
nowości w SolidWorks 2012. I zapewne wspomniane przeze mnie
oficjalne ogłoszenie udostępnienia nowej linii produktów DS SW
dla obszaru architektury i budownictwa (...)
|
więcej na SWblog.pl |
Poniedziałek, 24.01.2011 r.
Czas... awarii?
Czy zauważyli Państwo, iż trwałość współczesnego sprzętu RTV,
AGD, o komputerach nie wspominając, zmieniła się w ciągu
ostatnich lat na... niekorzyść? Wiem, w wielu przypadkach
trudno to zauważyć, postęp – zwłaszcza w dziedzinie
informatyki – wymusza szybkie i częste „aktualizowanie”
posiadanego sprzętu, czy też pewnych jego komponentów
odpowiedzialnych za wydajność i wygodę użytkowania. To w
zasadzie normalne. Ale czy słyszeli Państwo o dyrektywie RoHS?
Abstrahując od
rzeczonej dyrektywy, wrócę do awarii sprzętu. I uprzedzając
pytania wielu spośród Państwa, a jednocześnie – udzielając
odpowiedzi tym, którzy wprost pytają: „Co się dzieje”, „Czy
Pan jeszcze żyje, czy działa w innej branży?”, „Czekam na nowe
wydanie i jestem zniecierpliwiony”, opowiem o „syndromie
ruskiego telewizora”. Niektórzy spośród Państwa pamiętają
zapewne sposoby radzenia sobie z opornym sprzętem odbiorczym i
skuteczne metody poprawy jakości odbieranego programu. Gdy
przez ekran z denerwującą regularnością przesuwały się
migoczące poziome pasy, gdy w tle postaci widoczne były ich
„duchy”, bądź gdy odbiór programu zakłócała „kaszka”,
wystarczyło... odpowiednio walnąć w obudowę telewizora.
Towarzyszył temu głuchy huk i brzęczenie (tłuczonych lamp?
uszkodzonych przekaźników? pękających oporników i
tranzystorów?) dochodzące z wnętrza aparatu. I najczęściej
dalszy scenariusz wydarzeń przebiegał wg dwóch schematów:
obraz się poprawiał, przynajmniej na jakiś czas i można było
oglądać program (pomijając sens takiej czynności); lub też
obraz znikał definitywnie, czasem przy akompaniamencie
efektownych trzasków, niekiedy dymu i płomieni (kolorowe
„Rubiny”). Nasz TV (niestety, mamy takie coś) swoimi
gabarytami przypomina właśnie takie historyczne sprzęty, ale
miał już okazję stać w sklepie na półce obok „plazm”, także
opisywane wcześniej metody postępowania nie były jak do tej
pory konieczne. Co nie znaczy, że nie ma narowów np. w postaci
wyłączania się w najmniej odpowiednim momencie.
Do czego jednak
zmierzam: otóż jakiś czas temu moi młodsi, korzystając z
komputera, wpatrywali się w bajkę odtwarzaną z płyty. Gdy w
pewnym momencie animowany film zaczął się zacinać (porysowana
płyta), najpierw wezwali pomocy rozmawiającego w tym czasie
przez telefon ojca, a gdy pomoc nie nadeszła... postanowili
rozwiązać problem. Jak? Zapewne już się Państwo domyślacie.
Dość powiedzieć, że matryca tego nie wytrzymała. Niestety, nie
tylko matryca.
Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy... nie mając wzorów
takiego postępowania, nie obudził się w nich jakiś przekazany
genetycznie schemat działania: zacięło się – walnąć. Zły
odbiór – walnąć. Syndrom „ruskiego telewizora” właśnie. Czy to
jakiś archetyp, jeśli chodzi o zachowania młodych mężczyzn?
Niewykluczone, że tak. „Nic na siłę – trzeba tylko wziąć
większy młotek...”.
Dość powiedzieć, że
awaria sprzętu to czasem znakomita okazja, by: uporządkować
priorytety, odpocząć, „naładować akumulator” przed
przygotowywaniem kolejnych e-wydań i wreszcie... poświęcić
czas na działania, które zapewnią środki potrzebne do
przygotowywania owych kolejnych, tak przez Państwa
wyczekiwanych – co bardzo cieszy – wydań.
Wygląda na to, że wszystko to kolejny raz udało się osiągnąć i
„odświeżanie” blogowej zawartości wróci do okresu
poprzedzającego minione Święta. Chociaż e-wydanie dostępne
będzie dopiero po moim powrocie z obecnej delegacji, co
oznacza, że możliwe terminy to przyszły tydzień, lub – w
przypadku awarii któregoś z samolotów – czas zupełnie
nieokreślony... Bądźmy jednak optymistami i załóżmy, że żadne
wydarzenia, ani związane z „syndromem RT” (ruskiego
telewizora), ani z dyrektywą RoH5 nie zakłócą już blogowej
działalności.
Dyrektywa unijna
RoH5 dotyczy... użycia materiałów uznanych za szkodliwe, a
konkretnie – zabrania stosowania niektórych substancji, m.in.
ołowiu. Dobrze, że producenci śrutu za specjalnie dyrektywą
się nie przejmują i produkcję przenoszą do Chin. Będę miał
czym strzelać. Tam chyba dyrektywą także nikt się nie
przejmuje. W konsekwencji może to doprowadzić do
przewartościowania powszechnej opinii o chińskich wyrobach,
jako tandetnych. Jest szansa, że sprzęt elektroniczny (nie
tylko śrut) tam produkowany, ołowiu pozbawiony nie będzie. Nie
będzie zatem podatny na tzw. „zarazę cynową”. Luty
bezołowiowe, stosowane coraz powszechniej, okazują się bowiem
nietrwałe, szczególnie jeśli poddawane są zmianom temperatur i
wstrząsom (dyski twarde i monitory, szczególnie te... uderzane
:), ale także... elektronika samochodowa, o lotniczej nie
wspominając). Cytując za popularnym czasopismem
motoryzacyjnym*, „proekologiczne” przepisy sprawiły, że na
wysypiskach ląduje coraz młodszy sprzęt. Vide
przefotografowane zdjęcie zamieszczone obok (skan wykonany
aparatem). Pocieszające jedynie jest to, iż podobno w
urządzeniach medycznych i tych, które mają wpływ na
bezpieczeństwo, nadal używana jest stara, dobra cyna
lutownicza. Składająca się w dużej mierze z ołowiu...
Czy z tą „bezołowiową” ekologią nie jest przypadkiem tak, jak
z samochodami napędzanymi silnikami elektrycznymi? Do tematu
wrócę niebawem. A na razie – aktualizację blogu przenoszę – w
związku z trwającą od wczoraj konferencją SolidWorks World
2011 – na potraktowane ostatnio po macoszemu (brak aktywnej
licencji SW) strony Swblog.pl... Zachęcam do odwiedzin, także
osoby pracujące na co dzień i związane z innymi systemami.
I dziękuję za
rosnące zainteresowanie CADblogiem i jego „przyległościami”
:)
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski, San Antonio, 24.01.2011 r., godz: 5:40
czasu lokalnego
fragment fot.: Kaleidoscope, nr 01/2011, s.56
|
< |
<<
| strona 2 z 7 |
>> |
> |
1
2
3
4
5
6
7...
|
Blog monitorowany
przez:


|