www.cadblog.pl www.cadglobe.com
stronę najlepiej oglądać z wykorzystaniem Firefox w rozdzielczości min. 1024 x 768 (zalecane 1280 x 1024)
| najnowsze wydanie | w numerze | archiwum | prenumerata |

Blog i bezpłatne internetowe czasopismo poświęcone tematyce CAD, CAM, CAE     
i szeroko rozumianym systemom wspomagającym projektowanie... 
    
 

© Maciej Stanisławski 2009
     
          ul. Pilicka 22, 02-613 Warszawa, tel.: 0602 336 579      
maciej@cadblog.pl      
Grudzień 2011 rok III
     

  


  >> Strona główna | Aktualności | CAD blog | Solid Edge blog | SolidWorks blog | CAD Raport | Druk 3DHistoria CAD | W numerze | ArchiwumRedakcja | Linki Download | Forum |

    


CADblog.pl
na Facebook
 


numer 1(15) 2011
HD już dostępny
(więcej informacji
w archiwum)


Wydania archiwalne 2009/2010...


numer 4(14) 2010
HD już dostępny
w archiwum


numer 3(13) 2010
HD już wkrótce dostępny
w archiwum


numer 2(12) 2010
dostępny
w archiwum


numer 1(11) 2010 dostępny
w archiwum


numer 9(10) 2009
już dostępny
w archiwum


numer 8(9) 2009
już dostępny
w archiwum


Wydanie specjalne
numer 7(8) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 6(7) 2009
już wkrótce dostępny
w archiwum


Numer 5(6) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 4(5) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 3(4) 2009
już dostępny
w archiwum


Numer 2(3) 2009
już dostępny
w archiwum



Numer 1(2) 2009
już dostępny
w archiwum


 Numer 0 (1) 2009
– dostępny
w archiwum

 

W aktualnościach
m.in.:

• Marzenie technologa

• GStarCAD 2011 PL

• Jakość roku
dla CAMdivision

• Intercim częścią Dassault Systemes

• Najlepszy dostawca IT

• Bonzai3D PL

• Pierwsze losowanie za nami

• Konkurs ASCONA trwa

• SolidThinking 8.5

• Model robota
w Solid Edge

• CLAAS i V6

• Dla designerów

• FEA (MES)
na mobilnych urządzeniach?

• Rapid Author 6.0

• Rhinoceros parametryczny

• Tecnomatix
i elektronika

• Okulary bez okulisty

• Polskie bariery

• Najszybszy Radeon

• Draftsight na Linux'a

• Promocja AutoCAD LT

• NVIDIA
czyni CUDA

• Konkurs Prenumerata 2011

• MP3 dla Solid Edge

• Mc Laren i V6

• AutoCAD WS
po aktualizacji

 


Drodzy Czytelnicy!


CADblog.pl, zarówno w postaci strony www,
jak i e-czasopisma,
z założenia ma zapewnić bezpłatny dostęp do wszystkich informacji, publikacji, artykułów zamieszczanych na jego łamach.
Nie planowałem i nie planuję żadnych ograniczeń dostępu, ani żadnych opłat związanych z lekturą jego zawartości.

Jeśli chcieliby Państwo dobrowolnie wesprzeć rozwój tej inicjatywy, w tym także kontynuowanie publikacji na temat rozwiązań niekomercyjnych (systemy CAx
i inne dostępne niedopłatnie), będę wdzięczny za dokonanie wpłaty
na nr konta podany w zakładkach
„O mnie” i „Kontakt”.

 

Dziękuję serdecznie
Maciej Stanisławski

 

 


| < | << | strona 2 z 7  | >> | > |
1 2 3 4 5 6 7...

 


Cytat tygodnia

„Jedyną rzeczą w przypadku technologii, co do której możemy być pewni, iż się nigdy nie zmieni, jest fakt, iż technologia zmienia się nieustannie...”

Nancy Spurling Johnson, „Cadalyst”

„To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom!
Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”

Stanisław Bareja, „Miś”


Sobota, 4.06.2011 r.

Pomiędzy „misiem” i technologią...

Tym razem dwa cytaty tygodnia. Ten drugi po części odnosi się złośliwie także do CADblogu; chociaż już ostatnio zdawałem sobie sprawę, iż pracy jest coraz więcej, a czasu staram się więcej na ową pracę nie poświęcać (bo działoby się to kosztem Rodziny), to jednak chwilowo jedynym sposobem na przezwyciężenie „wąskiego gardła”, jakim w przypadku mojej działalności okazują się tzw. „HR” (ang. human resources ;)), stało się zakasanie rękawów i zarwanie kilku wieczorów

Owe wieczory (niebezpiecznie przedłużające się także do godzin nocnych) to czas, kiedy dzieci kładą się spać lub już od dawna śpią – zatem nie wymagają uwagi, a „niepoświęcanie” im czasu nie ciąży na sumieniu, Czytelnicy nie dzwonią i nie pytają, kiedy pojawi się wreszcie nowe wydanie, gdzie można nabyć oprogramowanie z kilkudziesięcioprocentowym rabatem, jak zainstalować spolszczenie do Solid Edge, dlaczego SP1 do DraftSight sprawia, iż nie da się rysować stycznych okręgów (a wcześniej dało), skąd pobrać darmowy komercyjny CAD na potrzeby firmy itp. Innymi słowy... cisza, spokój, zapach kawy (lekarz kazał ograniczyć – lekarzu, wylecz się sam!) i multum tematów, którym trzeba dać radę. Tutaj istotna uwaga na marginesie: proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam nic przeciwko temu, by Czytelnicy dzwonili z pytaniami, przesyłali maile itp. A jednak każdorazowe oderwanie się od pracy nad przygotowywanym materiałem stanowi pewne utrudnienie. Po prostu łatwiej się oderwać, niż wrócić :)

Opóźnienie w aktualizacji strony – jak słusznie domyśliło się kilka wytrwale kibicujących mi osób (proszę Państwa, na chwilę obecną można mówić o ponad 70 000 unikalnych użytkowników!), oznacza tylko jedno – nie, nie urlop, jak sugerują złośliwcy. W komputerze w zasadzie tkwi już najnowsze wydanie – vide foto poniżej; do końca tygodnia postawiłem sobie ambitny cel udostępnienia go wreszcie szerszemu gronu recenzentów w osobach Państwa, czytających to, co pracowicie staram się stukać. Ale w wydaniu internetowym nie znajdą Państwo wszystkiego; nie uda mi się bowiem uzyskać jeszcze kilku istotnych autoryzacji, podobnie nie będę mógł udostępnić tekstu poświęconego najnowszej wersji Solid Edge ST 4. Dodam jednak w tym miejscu, iż poufna prezentacja dla dziennikarzy, która miała miejsce podczas konferencji PLM, potwierdziła to, co udało mi się wcześniej wywnioskować z przecieków kontrolowanych (udostępnionych tutaj), ale Pan Tomasz Jęczarek znakomicie zwrócił uwagę zgromadzonych przedstawicieli prasy branżowej na pewne rzeczy, którym nie mogłem poświęcić więcej miejsca. Szczegółów proszę zatem spodziewać się w wydaniu papierowym, które z wiosennego zmieniło się w „wiosna/lato”, ale to rzecz trywialna i mało istotna – nie na tyle, by się nią tutaj zajmować. Dodam jedynie, iż materiały „extra”, które nie będą dostępne w wydaniu pdf, można będzie znaleźć bezpośrednio na stronach www...

Trzymam w ręku nadesłany bezpłatny egzemplarz „Cadalyst”, czasopisma, które ma za sobą większą przerwę w ukazywaniu się, niż moje wydania pdf. 28 stron, nie licząc okładki. Królują materiały poświęcone ADSK, czemu nie należy się dziwić, gdyż wśród stałych współpracowników (17 osób, nie licząc ścisłego grona redakcyjnego) znaleźć można dwie osoby blisko lub wręcz bezpośrenio (Lynn Allen) związane z Autodesk. Ale nie tylko – nie brakuje artykułów przekrojowych. Cóż, specjalizacja nie ma w sobie chyba nic złego; na łamach Desktop Engineer także często odnajdujemy artykuły związane z ADSK, w Develop3D równie często można znaleźć informacje o SolidWorks. Niektórzy Czytelnicy zadają mi pytania, dlaczego na moich łamach tak niewiele można przeczytać o ADSK, czy Pro/E. Odpowiedź nie jest tak prosta, jak by się wydawać mogła. „Tak krawiec kraje...”, a nie będę ukrywał, iż czasu wystarcza mi jedynie na pisanie o tym, co miałem okazję poznać już w miarę dobrze, lub do czego miałem zapewniony łatwy dostęp (w tym informacje uzyskane nie tylko z sieci, ale także z rozmów, spotkań), a także na popełnianie od czasu do czasu artykułów o charakterze przekrojowym (jak zamieszczony w ostatnim wydaniu dwumiesięcznika „STAL” materiał podsumowujący ubiegły rok w świecie systemów CAD; nawiasem mówiąc ten sam artykuł, ale uzupełniony i rozszerzony znajdą Państwo zarówno w wydaniu elektronicznym, jak i w wydaniu papierowym, w charakterze uzupełnienia/komentarza do CADraportu.

A wracając do tematyki CADblog.pl i „przyległości”... cóż, chociaż blog (coraz częściej określany mianem „portalu”, ale czy słusznie?) porusza problematykę w zasadzie większości spotykanych na rynku systemów CAD (i chyba 90% systemów dostępnych za darmo), to specjalizuje się w systemach „Solid...”. I chyba tak już zostanie, przynajmniej do czasu, gdy nad wyraz skromne grono redakcyjne nie zostanie zasilone przez stałych współpracowników. Ale na to potrzeba jeszcze więcej czasu, niż na przygotowanie papierowego wydania... ok. 25 artykułów, 149 newsów/aktualności – tyle ukazało się na stronie CADblog.pl w czasie ostatnich sześciu miesięcy. Czy to dużo, czy mało? Gdyby zwiększyć trzykrotnie liczebność redakcji, i zachować obecny współczynnik, może udało by się osiągnąć liczbę dziesięciu autorskich opracowań w miesiącu... I może to będzie cel, do którego CADblog.pl będzie dążyć...

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do zapoznania się z nowościami, krótką i na razie mało subiektywną relacją z konferencji PLM, doświadczeniami z instalacji Autodesk123D (to wszystko już w najbliższy poniedziałek). I proszę wypatrywać wydania w postaci elektronicznej. Tutaj jednak mała uwaga: dostęp do niego miałem zapewnić jedynie zarejestrowanym użytkownikom CADblog.pl; jednak do chwili obecnej nie udało mi się przesiąść ze starego systemu webowego na nowy, chociaż prace równolegle trwają i napawają optymizmem (przez okres dwóch lat – obecnie jest to III rok działalności - zebrało się wiele materiałów, które trzeba teraz przerzucić do nowego środowiska), dlatego postanowiłem podjąć jeszcze jedną próbę „rozruszania forum”. Otóż możliwość pobrania wydań elektronicznych będą mieli jedynie zarejestrowani Forumowicze. Zdaję sobie oczywiście sprawę z faktu, iż pdf może pobrać jedna osoba, a następnie jego kopię udostępnić znajomym, kolegom, studentom etc. Stąd moja serdeczna prośba – o nierozpowszechnianie (nadmierne) CADblog.pl w tzw. „drugim obiegu”. Rejestracja na forum nie jest skomplikowana, w razie czego można poprosić o pomoc mailowo, a biorąc pod uwagę, iż niektóre dotychczasowe wydania pdf pobrano blisko 6 tysięcy razy, może będzie do skuteczny sposób na zwiększenie liczby forumowiczów ;).

I jeszcze jedno: osoby prenumerujące newsletter mogą liczyć na bezpośredni dostęp do linku umożliwiającego pobranie
nowego e-wydania...

Dziękuję za wyrozumiałość i życzę dobrej nocy
Maciej Stanisławski
sobota, 4.06.2011 r. godz. 21:58

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Kadłub, traktowany w obliczeniach jako rura, głównie z duralu, wzmocniona żebrami, musiał przy ślizganiu się po zagajniku pozostać w całości lub rozpaść się na dwie, najwyżej trzy części. Rozpad jego na dziesiątki tysięcy części jest sprzeczny
ze znaną z mechaniki wytrzymałością materiału kadłuba...”

prof. Mirosław Dakowski
cytat za: L. Misiak, G. Wierzchołowski: Urządzenia pokładowe Tu-154 – coraz więcej zagadek, „Gazeta Polska”, nr 20(928) maj 2011, s. 8


Piątek, 20.05.2011 r.

„Develop better product faster” vs „Design better product”, czyli co nowego w ST4

Oba wymienione w tytule hasła odnoszą się do „lepszych produktów” i chociaż pochodzą z konkurencyjnych firm, mają ze sobą wiele wspólnego. Pierwsze z nich można znaleźć wśród informacji marketingowych producenta oprogramowania Solid Edge. Najnowsza wersja ST4, która oficjalnie pojawi się w czerwcu br. (a o której oficjalne informacje dostępne będą dopiero w przyszłym tygodniu), przynosi wiele usprawnień nie tylko w odniesieniu do samej technologii synchronicznej, szczególnie w obszarze modelowania, ale także w obszarze współpracy projektowej (wykonawcy – dostawcy – klienci), narzędzi do projektowania konstrukcji z blach (sheet metal) czy wreszcie redukcji czasu i kosztów opracowywania dokumentacji...

Trzeba przyznać, że działalność marketingowa liderów rynku komputerowych systemów wspomagających projektowanie mogłaby stanowić temat na osobne opracowanie, ba – nawet na doktorat. Tym bardziej, iż użytkownicy niektórych systemów złośliwie dodają, iż istotne nowości „widać” właśnie w materiałach reklamowych i informacjach prasowych, natomiast trudno znaleźć je podczas codziennej pracy w środowisku danego systemu CAD/CAM/CAE.

 Wszystko wskazuje na to, że „spece od marketingu” w przypadku Solid Edge ST4 mają jednak ułatwione zadanie – nie muszą tworzyć „rzeczywistości” (jak specjaliści od marketingu politycznego), wystarczy, że będą ją opisywać. Nowe ST4 rzeczywiście niesie szereg usprawnień. O niektórych z nich pisałem już, korzystając z „przecieku”, który pojawił się na stronie Deelipa Menezesa. Teraz pora odchylić kolejne „rąbki tajemnicy”...

Zdecydowanie atrakcyjniejsza grafika
Może ta akurat nowość ma istotniejsze znaczenie np. dla osób zajmujących się prezentacjami multimedialnymi, filmami 3D, czy też... komputerowymi grami itp., ale nie sposób przejść obok niej obojętnie. Solid Edge w swojej najnowszej odsłonie z pewnością zwróci uwagę dotychczasowych użytkowników zmianami w obszarze grafiki, sposobów odwzorowania i przedstawienia tworzonego modelu. Pomijając dostępne (i również rozwinięte w najnowszej wersji) moduły do fotorealistycznego renderingu, już w obszarze samego projektu możemy dostrzec nowości chociażby w postaci „wirtualnej podłogi” z padającym na nią odbiciem modelu, z cieniowaniem, z refleksami świetlnymi pojawiającymi się na powierzchniach projektowanego obiektu. (...)

| więcej... |


Cytat tygodnia

„(...) George Bernard Shaw żartował sobie niegdyś ze statystyki, mówiąc: >> Jeśli mój sąsiad codziennie bije swoją żonę, ja zaś nie biję mojej nigdy, to w świetle statystyki obaj bijemy je co drugi dzień <<...”

Piotr Kobalczyk: Drogi Polaku, łap się za kieszeń, Uważam Rze, nr 14/2011, s. 13


Piątek, 13.05.2011

PLM w sektorze „automotive”

Przed kilkoma dniami serwis AutomotiveIT.com zamieścił ciekawe zestawienie dotyczące wykorzystywanych w sektorze motoryzacyjnym systemów PLM (w tym także systemów CAD). Przy okazji zestawienie potwierdziło wiodącą rolę rozwiązań dwóch dostawców...

Jak łatwo się domyśleć, chodzi o Dassault Systemes i Siemens PLM Software. Ale, przeglądając tabelkę (wspomniane zestawienie) łatwo wysnuć wniosek, iż o ile pozycja DS w dziedzinie samego projektowania, modelowania 3D – słowem w obszarze CAD – pozostaje nadal wysoka (mimo iż w przypadku uwzględnionego w tabeli Daimlera należy brać pod uwagę, że obecnie zakłady Daimlera korzystają równolegle z Catia i NX, ale docelowo przejdą w całości na NX – link tutaj), o tyle jeśli chodzi o aplikacje zajmujące się zarządzaniem danymi projektowymi i wszystkim związanym z koordynacją prac nad projektem, na pierwsze miejsce już teraz wysuwa się Teamcenter. Wykorzystywanie systemu CAD pochodzącego od innego niż Siemens producenta nie determinowało bowiem wykorzystywanych narzędzi PDM/PLM, a wybór najczęściej padał na Teamcenter. Obserwowane natomiast od zeszłego roku zjawisko migracji z wykorzystywanych systemów CAD do tych pochodzących od innych producentów, może być konsekwencją chęci pełniejszej integracji środowiska projektowego... właśnie z Teamcenter. Taki był m.in. jeden z oficjalnych powodów przejścia z CATIA na NX w przypadku Daimlera (link tutaj)...

Ale w artykule poruszony jest jeszcze jeden wątek: otwartych (open source'owych) systemów PDM/PLM. O tym, że istnieją już tego typu rozwiązania, miałem okazję pisać przy okazji relacji z SolidWorks World 2011 (pakiet aplikacji firmy ARAS – nie mylić z ARES od Gaebert GmbH – które mogą być wykorzystywane nieodpłatnie (!) także dla celów komercyjnych, chociaż w takiej sytuacji trzeba liczyć się z bardzo ograniczonym wsparciem) – link do strony ARAS tutaj.

Ad meritum: otóż daje się odczuć zapotrzebowanie ze strony użytkowników systemów PDM/PLM właśnie na rozwiązania oparte na otwartym kodzie. ProSTEP iViP, globalne konsorcjum promujące otwarte standardy, niedawno zaproponowało dokument nazwany „Kodeksem otwartości systemów PLM” (org. Codex of PLM Openness). Wielu producentów i dostawców branży motoryzacyjnej brało udział w pracach nad rzeczonym dokumentem, a inicjatywa wypłynęła podobno od... niemieckich przedsiębiorców. Chcieliby oni, aby obecni dostawcy systemów PLM – Siemens, Dassault i PTC – porozumieli się między sobą w kluczowych kwestiach dotyczących standardów rozwiązań PLM.

Pomyśleć tylko, że jeszcze w czasach, gdy „redaktorowałem” polskiej edycji Design News, podobna inicjatywa – spotkania i konstruktywnej rozmowy między dostawcami rozwiązań PLM na naszym rynku, wypłynęła od zespołu IBM PLM odpowiedzialnego za wdrożenia rozwiązań zarządzania cyklem życia produktu. Minęło kilka lat, pomysł nadal wart jest zaangażowania, o może obecnie byłoby łatwiej takie robocze spotkanie?/konferencję? itp. zorganizować, gdyż... Panowie Rafał Żmijewski i Andrzej Wełyczko nadal działają w branży, chociaż już nie pod szyldem IBM: Pan Rafał pracuje obecnie na rzecz Siemens PLM Software, Pan Andrzej – na rzecz Dassault Systemes. Można powiedzieć: „przeciwne obozy, ale idea ta sama”. Szkoda tylko, że nie wystarczą dobre chęci, na wszystko potrzebny jest jeszcze czas...

Udanego weekendu
Maciej Stanisławski

W rankingu ujęto jedynie wybrane firmy samochodowe. Uzupełnienie/przypisy do tabelki:
1. Creo – czyli także Pro/Engineer
2. Daimler przechodzi na NX, ale obecnie nadal równolegle korzysta z CATIA
3. Chana jest chińskim producentem samochodów

Przy okazji: ciekawe informacje na temat PLM na chińskim rynku można znaleźć tutaj. Jest to raport CIM Data dotyczący tamtego regionu...

Źródło: CAMdivision (na Facebook'u), AutomotiveIT.com

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Środa, 11.05.2011 r.

Czy doczekamy się DraftSight w wersji 3D? Jestem pewien...

...a przewrotnie rzekłbym, że już się doczekaliśmy! I to wydanej przez dostawcę oprogramowania graficznego, dedykowanego raczej do zastosowań nieinżynierskich. CorelCAD bazuje na tym samym kodzie źródłowym, co DraftSight, a jego możliwości mogą być wskazówką, jaki potencjał tkwi w ARES opracowanym przez Graebert GmbH. Tak czy inaczej, to właśnie Greabert jest zwycięzcą...

Dlaczego? Na to pytanie odpowiedź jest prosta. Jak słusznie zauważył jeden z komentatorów na blogu Deelipa, Graebert GmbH sprzedała swój kod najpierw Dassault Systemes, a następnie producentowi uznanych światowych (i niedrogich) programów graficznych (zwłaszcza do grafiki wektorowej; a stąd już blisko do rozwiązań CAD 2D). Co więcej, podejrzewam, iż Greabert wykorzystała wersje testowe DraftSight do wprowadzenia poprawek także do... ARES. Może właśnie dzięki temu Corel mógł udostępnić od razu sprawdzoną, komercyjną wersję swojego oprogramowania?

Co więcej, CorelCAD oferowany jest jednak odpłatnie, a co za tym idzie – musi mieć zdecydowanie większe możliwości. I tak jest w istocie, gdyż w odróżnieniu od DraftSight, oferuje możliwości 3D, przynajmniej w zakresie operacji na bryłach (ale także prostego ich tworzenia, za pomocą wyciągnięcia np. szkiców).
173 MB (tyle waży plik instalacyjny) – to ponad dwukrotnie więcej, niż rozmiar DraftSight'a. W tym tkwi z pewnością tajemnica możliwości 3D CorelCAD'a, jak również wielu innych funkcjonalności, niedostępnych w „standardowym” darmowym programie oferowanym przez koncern Dassault Systemes. Można zastanawiać się, czy DS zdecyduje się rozszerzać możliwości DraftSight w kierunkach podobnych jak te wyznaczane teraz przez CorelCAD, a ja śmiem przypuszczać, iż jest to tylko kwestią czasu, chociaż może dotyczyć jedynie tzw. wersji „premium” (program darmowy, ale dodatki, aktualizacje i wsparcie – już odpłatne). Oczekując na owo rozszerzenie możliwości DraftSighta, możemy pobrać 30-dniową wersję trial nowego systemu (link tutaj) i... porównać oba programy, chociażby w obszarze funkcjonalności 2D. Co więcej, ze strony DS można pobrać darmowy podręcznik użytkownika DraftSight (ponad 170 stron, świetnie wprowadzających do pracy z programem, chociaż serwujących zaraz na wstępie złote myśli w stylu: „jeśli dodałeś ikonę DraftSight do swojego pulpitu, kliknij ją dwukrotnie, aby rozpocząć pracę z programem” [sic!], więcej na ten temat tutaj) i wypróbować go w kontekście pracy z CorelCAD, co zapewne będzie w pełni wykonalne i uzasadnione... tożsamością kodu źródłowego programu.
To założenie zresztą łatwo zweryfikować w praktyce – właśnie pojawił się na moim ekranie komunikat, iż plik instalacyjny CorelCAD został pobrany i może zostać uruchomiony.

Nauczony wcześniejszym doświadczeniem z instalacji DraftSight, wstrzymam pracę Kaspersky'ego... (...)

| więcej... |


Cytat tygodnia

„(...) Mimo oficjalnego stanowiska rządowego – że automobilizm to relikt burżuazyjnej zgnilizny – pęd do motoryzacji w społeczeństwie był ogromny. Owszem, państwo promowało motocyklizm, jako akceptowalną przez komunizm formę motoryzacji społeczeństwa ludowego, ale większość miała w nosie propagandę i marzyła o samochodzie. Pewnym sposobem rozwiązania tej sytuacji, zrodzonym oddolnie w społeczeństwie, było masowe budowanie SAM-ów, czyli samochodów własnej konstrukcji. Sprzyjały temu warunki, w Polsce pozostało bowiem dużo silników i części samochodów używanych przez armię niemiecką. Nie zawsze wraki nadawały się do remontu w całości, ale często można było z nich wziąć układ napędowy i koła, a resztę zbudować we własnym zakresie. Było to niesamowite zjawisko społeczne – masowe i bardzo kreatywne, wolne od ideologii politycznych, a pełne prawdziwej motoryzacyjnej pasji.”

Tomasz Szczerbicki, Samochody w PRL. Rzecz o motoryzacji i nie tylko... Wydawnictwo Vesper, Poznań 2010


Poniedziałek, 9.05.2011 r.

Każdemu jego... CAD

„Decyzja o wyborze pierwszego systemu CAD to poważne wyzwanie. Nietrafiony wybór może zamienić radość z pracy w nienawiść do danego systemu inżynierskiego. Najważniejsze to kontrolować emocje. Nie należy podejmować decyzji o kupnie systemu CAD pod wpływem impulsu. Wybrany przez nas CAD zweryfikuje bowiem nasze umiejętności inżynierskie, poglądy na temat pracy w danym środowisku, a czasem przysporzy bolesnych doświadczeń. Pierwszy system CAD jest bowiem najczęściej tym, na którym popełnimy nasz pierwszy poważny błąd. Przed wyborem konkretnego systemu należy udzielić sobie odpowiedzi na dwa podstawowe pytania. Po pierwsze, jaką kwotę możemy przeznaczyć na nasz (...) system? Po drugie, jak zamierzamy wykorzystywać nasz system CAD...”

Najpierw kilka słów tytułem wyjaśnienia: w oryginalnym brzmieniu fragment cytowanego artykułu* dotyczył wyboru... pierwszego motocykla, a nie systemu (wystarczy w zasadzie słowo „CAD” zamienić na „motocykl”!). Sam artykuł (jego całość) oceniłem jako nic nie wnoszący; anonimowy autor myślał chyba podobnie, gdyż... pozostał aninimowym. Ale w kontekście pierwszego systemu CAD może jednak „coś jest na rzeczy”? Zwłaszcza w sytuacji, gdy zakupu dokonujemy sami, z myślą o własnej działalności. Pojawia się zatem pierwsze zasadnicze pytanie, jakie kryterium powinno być decydujące...

Możliwości czy zastosowanie
Pisząc o „możliwościach”, mam tutaj na myśli możliwości nasze – finansowe, jak i możliwości systemu, który mamy zamiar zakupić. Zastosowanie – to chyba nie budzi wątpliwości. Którym z tych czynników powinniśmy się zatem kierować: czy finansami (jak w przypadku zakupu pierwszego motocykla), czy może jednak – przeznaczeniem naszego systemu CAD? Odpowiedź wcale nie będzie łatwa – ale to oczywiste i nic nie wnoszące stwierdzenie.
Idealnym rozwiązaniem byłoby dokonanie wyboru i zakupu kierując się możliwościami systemu CAD – w domyśle jak najbardziej wszechstronnymi i zaawansowanymi. I dopiero wtedy poszukiwanie źródeł finansowania. Takie podejście ma sens, gdyż sprawdzone, wydajne, popularne i jednocześnie zaawansowane środowisko CAD (a może jednocześnie także CAM i CAE) pozwoli nam nierzadko uporać się z danym zadaniem w czasie zdecydowanie krótszym, niż przy wykorzystaniu innego (niekoniecznie tańszego, ale nie dysonującego podobnymi możliwościami) systemu. A oszczędność czasu, szybkość realizacji zlecenia – to wartości, których nie trzeba nikomu tłumaczyć.

A jednak w naszej szarej, mimo że „unijnej” rzeczywistości, owe finanse często mogą – przynajmniej na początku – stanowić zaporę nie do pokonania. Zwłaszcza przy prowadzeniu własnej, niewielkiej firmy, własnego biura projektowego. Można szukać rozwiązań typu użyczenie programu, pracować na systemie należącym do zleceniodawcy (jeśli umowa licencyjna zawarta między zleceniodawcą, a VAR oprogramowania przewiduje taki scenariusz), wziąć kredyt, skorzystać z dotacji (kto próbował, ten wie, co mam na myśli pisząc o „szarej unijnej rzeczywistości). Albo – startować z niższego pułapu. Można także wyjść od innej strony, i nie patrząc tylko na możliwości (zarówno programu, jak i naszego portfela), zacząć poszukiwanie rozwiązania od definicji celów i zastosowań naszego programu. Bo jeśli okaże się, iż pracować będziemy na rzecz przedsiębiorstwa projektującego opakowania kartonowe (doskonałe pudła z „szarej” tektury ma w ofercie np. Ikea ;)), wtedy okaże się, iż wystarczą nam w zupełności systemu CAD 2D, w których zaprojektujemy szablony, wykrojniki etc. A nie musimy wydawać na nie ani złotówki, bo możemy skorzystać chociażby z opisywanych wielokrotnie na łamach CADblog.pl markowych rozwiązań, jakimi jest Solid Edge 2D Drafting, albo DraftSight.

Jeśli komuś zależałoby jednak na wykorzystaniu odpłatnych narzędzi (opieka serwisowa, szkolenia, service packi, aktualizacje itp.), to nagle okazuje się, iż w przedziale do 2-3 tysięcy złotych oferta systemów CAD 2D, nierzadko z możliwościami 3D, może okazać się całkiem spora. Jeśli nasze fundusze są jeszcze większe, możemy pozwolić sobie na wybór pełnowartościowego systemu CAD 3D pochodzącego od któregoś z mniej uznanych (bo niekoniecznie mniej znanych) producentów – w przedziale do 10 tysięcy złotych nie znajdziemy oczywiście Pro/E, Solid Edge ST, ani SolidWorks, o „kombajnach” typu CATIA, Inventor, NX nie mówiąc, ale dlaczego nie spróbować swoich sił z wykorzystaniem np. Alibre, Kompas-3D, IronCAD itp.? Albo – jeśli koniecznie zależy nam na „światowej marce” - sięgnąć po kojarzącego się z narzędziem bardziej dla designerów Rhinocerosa, doposażonego w nakładkę parametryzującą, dodatki importujące pliki z innych systemów, czy też moduł CAM? Albo – zdecydować się na 2D i sięgnąć po „standard”, jakim jest AutoCAD LT? Kolejny raz musimy zastanowić się nad tym, do czego, w jakim celu, w jakim obszarze, z jakich funkcjonalności będziemy korzystać. I chyba brać pod uwagę wszystkie wspomniane czynniki.

Proponowałbym postępowanie według następującej kolejności:
1. Do czego będę używał CAD, czy potrzebuję 3D, czy wystarczy 2D, na jakich funkcjonalnościach powinno mi zależeć?
2. Stan moich finansów w chwili podejmowania decyzji o zakupie; ewentualne źródła finansowania;
3. Perspektywa zwrotu poniesionych nakładów – w kontekście współpracy ze zleceniodawcami/klientami; może się okazać, iż zamówienia będą na tyle intratne, iż punkt 2 stanie się mało istotny – czego wszystkim oczywiście życzę...

Zapraszam do dyskusji... może ten nic nie wnoszący temat jednak wniesie coś ciekawego...

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

*Oryginalny tekst zamieszczony został w dodatku do dziennika „Polska: The Times”, z poniedziałku 18.04.2011 r.

| komentuj na forum | komentarze 1 |


Poniedziałek, 9.05.2011 r.

Co nowego w Solid Edge ST4

Zapowiadana na 15 czerwca premiera Solid Edge ST 4 zbliża się do nas wielkimi krokami. A owemu zbliżaniu zaczynają powoli towarzyszyć pierwsze kontrolowane przecieki, pozwalające na wyrobienie sobie własnej opinii na temat tego, co może nas zaskoczyć (oby pozytywnie) przy okazji odsłony nowego systemu...

Ostatnio – muszę przyznać – trochę mniej starannie śledziłem doniesienia zagranicznych portali, blogów i innych (niekoniecznie oficjalnych) źródeł informacji. A jednak Deelip i jego strona (www.deelip.com), mimo faktu, iż sam Deelip pracuje od jakiegoś czasu dla 3D Systems (SpaceClaim itp.), nadal podąża za wydarzeniami, w ich zda się bezpośredniej bliskości, „trzymając ciągle czujne spojrzenie na zagadnieniach CAD”, żeby sparafrazować motto strony Menezesa (uff, ale mnie poniosło – proszę o wyrozumiałość). Nic dziwnego zatem, iż pierwsze przecieki znalazłem właśnie u niego...

Tym razem Siemens zaprezentuje najnowszą odsłonę swojej Synchronous Technology trochę wcześniej, niż miało to miejsce do tej pory, bo już we wspomnianych czerwcu, a nie, jak dotychczas, w okolicach października (swoją drogę ciekawe, kiedy należy spodziewać się oficjalnej polskiej premiery). Innymi słowy, okres poprzedzający nową wersję tym razem jest krótszy, niż dwanaście miesięcy (coś na ten temat wspominała Isabell Pellerey w wywiadzie z ubiegłego roku, link tutaj). Ciekawe, czy będzie to stała tendencja, czy też będzie tak tylko tym razem. Wszystko wskazuje jednak na to, iż Firma zdecydowała, iż październik nie jest dobrym czasem na prezentację swoich nowości. Kto wie, może to chęć bycia przed konkurencją? Deelip sugeruje w swoim wpisie, iż mogło to oznaczać, iż Siemens tym razem nie miał dość wystarczająco czasu na wprowadzenie wszystkich zmian i ulepszeń do najnowszej wersji, w każdym razie – nie tyle, co do poprzednich edycji, i specjaliści skupili się przede wszystkim na wprowadzaniu w życie postulatów zgłaszanych przez użytkowników. (...)

| więcej na SolidEdgeblog.pl |


Cytat tygodnia

„(...) Świadomość własnej przeszłości pomaga nam włączyć się w długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro
– Ojczyznę. (...) Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. (...)”

Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość


Sobota, 30.04.2011 r.

Na 1 maja...

W tym roku po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat przez Warszawę nie przejdzie pierwszomajowy pochód. Czyż nie jest to kolejny cud Ojca Świętego? Proszę przypadkiem nie doszukiwać się w tych słowach jakiejś kpiny z mojej strony; sam zresztą zacząłem zastanawiać się, czy TVP nie chce zakpić sobie z faktu beatyfikacji, umieszczając w ramówce w nocy z 1 na 2 maja skądinąd doskonałą komedię pt.: „Wniebowzięci”...

Tak oto dzień „święta pracy”, data 1 maja, nabiera dla nas całkowicie nowego znaczenia, nowej jakości. Kolejne rocznice przypominać będą nie tylko zdumiewający, jedyny w historii Kościoła taki pontyfikat, ale także wszystko to, co jest nam bliskie, a związane z osobą Papieża-Polaka, umiłowanego Karola Wojtyły... A zauważają to także osoby związane z SLD, uznając, iż jest to święto nie tylko dla osób wierzących. Znak czasu? Oby takich znaków było więcej...

Z osobą błogosławionego Jana Pawła II wiąże się pewien wątek, nazwijmy to – techniczny. Przed swoją pierwszą pielgrzymką do Polski, w 1979 roku, Ojciec Święty wspomniał, iż chciałby poruszać się po Ojczyźnie samochodem wyprodukowanym w Polsce. Pomyśl padł dosyć późno, ale okazał się inspirujący; z braku czasu nie zdecydowano się na opracowanie całkowicie nowej konstrukcji, ale wykorzystano elementy już istniejących samochodów – a konkretnie: podwozie od samochodu terenowo-ciężarowego (napęd na kilka osi) Star 266, w którym przekonstruowano układ wydechowy, a zabudowano na nim specjalne nadwozie. Autorem przebudowy był Przemysłowy Instytut Motoryzacji.

Po pielgrzymce władze natychmiast (!) kazały nadwozie pociąć na części, a kompletne podwozie sprzedano do PGR w miejscowości Stanomino. Pomalowana na biało kabina ciężarówki sprawiła, iż samochód zyskał przezwisko „papież”, a wszyscy w okolicy doskonale zdawali sobie sprawę, jaką rolę odegrał. Niestety, do dzisiejszych czasów pojazd się nie zachował.

Mamy natomiast możliwość podziwiać jego dokładną replikę, znajdującą się w zbiorach Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach. A jutro, w Warszawie, będzie można być świadkiem przejazdu owej repliki „papamobile” Traktem Królewskim; przejazdu stanowiącego element uroczystości związanych z beatyfikacją Papieża Polaka...

„(...)Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie
za dar apostolskiego życia i posłannictwa
błogosławionego Jana Pawła II
i za jego wstawiennictwem pomóż nam
wzrastać w miłości do Ciebie
i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom...”

fragment modlitwy z Litanii do Jana Pawła II,
imprimatur metropolity krakowskiego ks. kard. Stanisława Dziwisza
12 kwietnia 2011 r.

P.S.
Podczas przygotowywania wpisu korzystałem z dzisiejszego wydania Rzeczpospolitej,
z książki Staniława Szelichowskiego „Sto lat polskiej motoryzacji”, a także z materiałów znalezionych na stronie motofakty.pl...

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Trwałość wszystkich współpracujących ze sobą części uzależniona jest od właściwego smarowania i wytrzymałości materiału, z którego części te są wykonane. Łatwość obsługi i naprawy zawsze uzależnione są od większej lub mniejszej prostoty wykonania całej konstrukcji. Czym mniej współpracujących części, tym mniej elementów do zepsucia i tym mniejsze straty mocy na pokonanie tarcia współdziałających ze sobą elementów. Dobry konstruktor potrafi tak zaprojektować swoje urządzenie, że wszystkie elementy mają taką samą trwałość w przeliczeniu na lata, kilometry, czy godziny pracy. Pamiętać należy, że każde urządzenie jest tak trwałe, jak najsłabsza część zamontowana w tym urządzeniu...”

Tomasz Sałek: Ostatni klasyk, Automobilista nr 4/2005, s. 48


Wielki Piątek, 22.04.2011 r.


 


Wtorek, 19.04.2011 r.

Audi TT w SolidWorks?
2,5 godziny tutoriala za darmo!

A w dodatku – w polskiej wersji językowej SW!  Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż o tutorialu tym... anglojęzyczni użytkownicy wiedzieli już dużo wcześniej*, a 22 lutego br. można było poczytać o nim na SolidSmack.com! Osobiście dowiedziałem się o nim z maila otrzymanego od jednego z Czytelników CADblog/SWblog, za co w tym miejscu jeszcze raz serdecznie dziękuję. Cóż, najwyższy czas, by ten interesujący materiał, autorstwa młodego (jak wynika z profilu na YouTube) Polaka, doczekał się także rozpowszechnienia za pośrednictwem polskich mediów ;) podejmujących „CADową” tematykę...


| więcej na SWblog.pl |

* „Shame on me” – jak mawiają anglosasi. 22 lutego o tutorialu Mateusza Klibera na swoim blogu poinformował polskich użytkowników SolidWorks Maciej Karlic (link tutaj).
 
dodano 19.04.2011 r. godz. 14:34


Piątek, 15.04.2011 r.

Deelip i 3D Systems

| a także: test prędkości TopSolid, OmniCAD, GStarCAD 2011 PL, Solid Edge ST 3 czyli możliwości CAD cz. V |

„Po dwunastu latach niezależności i swobody, przypominam sobie, co to znaczy mieć szefa” – mniej więcej tak na swoim blogu w minionym tygodniu pisał jeden z popularniejszych komentatorów rynku systemów CAD (rynku – w szerokim znaczeniu), Deelip Menezes. Jest on nie tylko blogerem, ale także właścicielem firmy Sycode (poprawka: był właścicielem), producentem oprogramowania (nakładki, plug-iny itp.) wspomagającego pracę z systemami ADSK, autorem książki o tym, jak samemu napisać system CAD (w oparciu o jądro IntelliCAD)...

To m.in. za sprawą „testów” przeprowadzanych przez niego, postanowiłem na swój skromny sposób sprawdzać dostępne wersje systemów CAD 2D i 3D, pod względem szybkości wykonywania wybranych operacji. Z tą różnicą, iż „test Deelip'a” polegał na wczytaniu wieloelementowego modelu (silnik spalinowy) do środowiska danego programu, a następnie – sprawdzaniu szybkości, z jaką program ów radzi sobie z wyświetlaniem i odświeżaniem obrazu.

Poniżej przedstawiam Państwu dwa filmy obrazujące płynność wykonywania takiej operacji: pierwszy z nich pochodzi z blogu Deelipa, i dotyczy systemu TopSolid. Na zdjęciu widać także fragment modelu silnika, wykorzystywanego do testu...

TopSolid

Źródło: www.deelip.com

Kiedyś próbowałem uzyskać od Deelipa rzeczony model (nie tylko ja zresztą), ale niestety – wymówił się argumentując, iż nie jest upoważniony do przekazywania modelu osobom trzecim. Jakież było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia znalazłem (we wpisach do komentarzy na www.deelip.com) test przeprowadzony przez jednego z czytelników bloga; test z wykorzystaniem rzeczonego modelu. Z korespondencji (obecnie usuniętej!) wynikało, iż Deelip jednak chyba uległ prośbom („kołaczcie, a będzie wam otworzone”) i model udostępnił. Świadczy zresztą o tym także sam film, dostępny m.in. na YouTube (link tutaj), a prezentujący model silnika i... innych elementów samochodu w środowisku systemu CAD (dedykowanego do modelowania powierzchniowego!), raczej nie spotykanego u nas: chodzi o system OmniCAD (link do strony producenta). Poniżej rzeczony film prezentujący ten system w akcji...
(...)

| więcej |


Czwartek, 14.04.2011 r.

„Najdroższy...” zaprojektowany w SolidWorks

W pierwszej chwili, czytając tytuł artykułu, zamieszczonego na Polskiej Stronie Użytkowników SolidWorks (link tutaj) – złośliwie pomyślałem: no tak, chyba coś nie wyszło. Miało być „projektowanie zrównoważone”, a tu koszty okazały się takie, iż udało się zaprojektować coś najdroższego (...)

| więcej na SWblog.pl |


Środa, 13.04.2011 r.

Idzie „nowe”...

Tak, to nie pomyłka. Bystre oczy użytkowników SW dostrzegły przeprowadzoną trochę „po cichu” zmianę logotypu jednego z najpopularniejszych systemów CAD 3D, jakim jest SolidWorks

(...)

| więcej na SWblog.pl |


Poniedziałek, 11.04.2011 r.

Za ile w kosmos?

Brzmi dwuznacznie, gdyż może chodzić zarówno o cenę, jak i o przedział czasowy, w jakim owo „w kosmos” zostanie zrealizowane. Jeśli chodzi o to ostatnie, realizowane już jest. Jeśli chodzi o cenę – realizowane jest wielokrotnie taniej, niż w przypadku państwowego było nie było molocha, jakim jest NASA, bo zajęła się tym prywatna firma. Ale – co chyba niespotykane w praktyce naszej gospodarki – owa firma pracuje na zlecenie i za pieniądze państwowego „sponsora”. Cóż, w końcu w interesie NASA leży utrzymanie dostaw zaopatrzenia na międzynarodową stację kosmiczną, a realizowanie tego – po ostatecznym wycofaniu z lotów promów kosmicznych, za pomocą technologii kosmicznej z byłej ZSRR – jakoś nie pasuje do historii firmy. I nie tylko. Może też boją się Rosjan :)?

Żarty na bok. Kilka lat temu pisałem, zarówno na łamach DesignNews, jak i na łamach „Projektowania...”, o prywatnej firmie Burta Rutana (ScaledComposites, http://www.scaled.com/) która otrzymała nagrodę Ansari Xprize za projekt załogowego statku kosmicznego (czy też raczej suborbitalnego) SpaceShip One, startującego „z pokładu” samolotu „matki”, a następnie wynoszonego na orbitę już za pomocą swojego niezależnego napędu, a powracającego – podobnie jak odchodzące na emeryturę wahadłowce – lotem ślizgowym. Nie jest to jedyna firma, która zdecydowała się sięgnąć dosłownie w stronę gwiazd. I o ile Scaled postawiła raczej na loty wycieczkowe, tanie statki „kosmiczne” do lotów w górnych warstwach atmosfery, o tyle... SpaceX nie wyważała otwartych drzwi i zdecydowała się rozwijać „tradycyjne” podejście do podboju kosmosu: rakiety nośne wynoszące w przestrzeń kapsuły transportowe, załogowe, sztuczne satelity itp. I jak do tej pory, udaje się jej to... doskonale! Szkoda, że tak niewiele słychać w oficjalnych środkach masowego przekazu na jej temat (wyjątek to m.in. „Rzeczpospolita”, której zdarza się coś na temat SpaceX co jakiś czas opublikować).

Dość powiedzieć, że po udanych próbach zarówno z kapsułą („Dragon”, vide foto), jak i z rakietami nośnymi „lżejszej generacji”, SpaceX na zlecenie i przy współpracy z NASA przystąpi do budowy najnowszej serii rakiet – FalconHeavy (animacja poniżej), zdolnych wynosić na orbitę okołoziemską jednorazowo ładunek przekraczający 50 ton, czyli tyle, ile dwa promy kosmiczne! Konstrukcja rakiety stanowi rozwinięcie wypróbowanych już w praktyce rakiet Falcon 9 (dwie udane misje próbne w 2010 roku), a oblot najnowszego „dziecka” SpaceX ma nastąpić w 2013 roku. Co więcej, rakieta ta może posłużyć w przyszłości do lotów księżycowych, a także – stanowić jeden z kluczowych elementów planowanej misji na Marsa. Gdybym pisał o tym, albo przeczytał o tym pierwszego kwietnia, byłbym przekonany, że padam ofiarą działania pliku „HAFDP.dll – Happy April Fools Day Punk” ;). Ale tak nie jest. W przypadku kapsuły i rakiety Falcon 9, w 2010 roku zaplanowano i przeprowadzono jedną pięciogodzinną misję próbną, polegającą na wyniesieniu i oddzieleniu członu załogowego od rakiety nośnej, krótkim locie orbitalnym, manewrowaniu na orbicie, przekazywaniu sygnałów telemetrycznych, a także kontrolowanym sprowadzeniu kapsuły na Ziemię. W tym roku zaplanowane są dwie próby, w tym druga – załogowa (!), która polegać ma m.in. na udanym cumowaniu do stacji kosmicznej ISS. I w zasadzie będzie pełnowartościową misją, mającą na celu przekazać zaopatrzenie do wspomnianej stacji.

Wspomniałem o kosztach. Cóż, firmy prywatne zdecydowanie inaczej traktują działy księgowości i chociaż może inżynierowie nie zawsze lubią pracowników tych komórek, którzy jakże często narzucają limity i ograniczenia konstrukcyjne, związane z cięciem kosztów (w niektórych systemach CAD możemy już odnaleźć specjalne moduły pozwalające na ocenę kosztów, materiało- i pracochłonności projektu etc.), to w konsekwencji koszt misji z wykorzystaniem rakiet i statków SpaceX stanowi 1/6, a czasem nawet 1/9 kosztów tych samych działań realizowanych przez technologię NASA (czy też, jak się domyślam, „CCCP”...).

Czy doczekamy takiego podejścia w UE? Mam nadzieję, że tak. I że nastąpi to zanim amerykański turysta, lecący prywatnym statkiem kosmicznym, postawi stopę na Marsie. Bo co do tego, że na Księżycu może być szybciej, jestem prawie pewien...

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski

krótka prezentacja rakiet SpaceX w locie i animacja lotu Falcon Heavy – film w formacie *.flv
źródło: SpaceX

| komentuj na forum | komentarze 0 |

Tagi: SpaceX, Scaled Composites


Cytat(y) tygodnia

„(...) Postawmy życie w Prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, aby nasze sumienie porosło pleśnią...”

ks. Jerzy Popiełuszko

„(...) W świecie mnogości głosów i idei, w czasach zalewu informacji, musimy umieć praktycznie postępować w kwestii wyboru autorytetów, osób lub instytucji, które obdarzymy zaufaniem na tyle, że pozwolimy im kształtować naszą doczesność i wieczność, uczynimy z nich naszych życiowych doradców. Musimy umieć zdecydować, kogo i czego będziemy słuchać bardziej, a kogo i czego mniej lub wcale. Z zalecenia, że mamy „bardziej słuchać Boga niż ludzi” wynika, że słyszeć będziemy przynajmniej dwa głosy: ludzki – ten głos łatwo usłyszeć, ale również głos Boży, a to wymaga z naszej strony pewnej postawy i działania...”

Bp. Tadeusz Płoski


Sobota, 9.04.2011 r.

Nawiązując do zero-emisyjności i nie tylko...

Rok temu, w pamiętną sobotę 10 kwietnia, moją uwagę przyciągnął tytuł zamieszczony na pierwszej stronie w weekendowym wydaniu dziennika „Polska The Times”. Brzmiał dosyć intrygująco: „Rosja nie weźmie nas gazem”

Dzisiaj, w sobotę poprzedzającą rocznicę Tragedii Smoleńskiej, zwróciłem uwagę na piątkową (!) „Gazetę Wyborczą” (oj, chyba się nie sprzedała najlepiej). I cóż można znaleźć w niej na pierwszej stronie? Wielki artykuł o zasobach gazu łupkowego w Polsce (rok po „Polska The Times”, o „Naszym Dzienniku” czy „Gazecie Polskiej”, bądź „Najwyższym Czasie” nie wspominając). A nad nim, mniejszy tytuł, odnoszący się do wywiadu naszego prezydenta, udzielonego dziennikarzom „G.W..”, cyt.: „Łatwo straszyć Rosją”...

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Łatwo straszyć. Nas, pamiętających, iż wojska okupacyjne „Wielkiego Brata” opuściły „suwerenną i niepodległą” Rzeczpospolitą dopiero w latach 90-tych ubiegłego wieku, a także pamiętających takie daty z przeszłości, jak 1921 rok, albo 17 września 1939, albo... Można wymieniać. „Co to ma wspólnego z systemami CAD, po co o tym tutaj pisać” – zapyta ktoś zirytowany. W zasadzie nic. Prawo blogu – piszę, co myślę, na swoją odpowiedzialność. Rok temu też tak zrobiłem, nie bacząc na słupki notowań, net rankingów, oglądalności. A ta ostatnia, o dziwo – wzrosła.

Inżynier Tadeusz Sołtyk, wybitny konstruktor z dziedziny lotnictwa i... żeglarstwa (wspaniałe projekty jachtów, w tym seria słynnych „Kumek”), miał przykrą okazję poznać, co to znaczy znaleźć się w niełasce tych, którymi łatwo straszyć. Bo tak naprawdę nie boimy się Rosji, nie boimy się Bogu ducha winnych Rosjan, ale boimy się osób, które tam, na wschodzie, sprawują władzę. Sprawują ponad nami, nie oglądając się na nas. Ale wracam do wątku związanego z inż. Sołtykiem. Gdy w krajach RWPG (to taki odpowiednik UE z czasów PRL :)) miano dokonać wyboru samolotu odrzutowego dla celów szkoleniowych, pod uwagę brano trzy typy maszyn: czeską, radziecką (bazującą na seryjnym bojowym Mikojanie) i... polską „Iskrę”, skonstruowaną pod kierunkiem inż. Tadeusza Sołtyka. Była ona bezsprzecznie najlepszym samolotem spośród tych poddawanych ocenie, jedynym, którego kompletny zespół napędowy można było wymontować z samolotu w ciągu kilkunastu minut, jedynym gwarantującym taki stopień poprawności i łatwości pilotażu (na odrzutowej „Iskrze” można było szkolić pilotów... szybowcowych, z pominięciem szkolenia na samolotach śmigłowych), łatwość obsługi naziemnej etc. O dojrzałości i doskonałości konstrukcji może świadczyć fakt, iż jeszcze kilka lat temu, podczas kieleckiego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego, zaprezentowano „Iskrę” wyposażoną w awionikę, instrumenty, fotele pochodzące z... F16, a nasz samolot dostosowano w ten sposób do szkolenia pilotów, mających latać na amerykańskich maszynach. Złośliwi pytali: czy to nasza „Iskra” taka świetna, czy „F16” do niczego?

Jak łatwo domyśleć się, przetargu nie wygraliśmy. Wygrali Czesi (ze swoją kopią brytyjskiego samolotu), gdyż to, co w owym czasie zaprezentowali Rosjanie, nie nadawało się do niczego. Inżynier Sołtyk wspomina chwilę ciszy, jaka zapadła po ogłoszeniu wyroku, a potem głosy oburzenia rozlegające się na sali. Głosy oburzenia nie tyle Polaków, co Rosjan i Czechów...

Nie wystarczy być dobrym inżynierem. Nie wystarczy dysponować doskonałym systemem CAD. Trzeba jeszcze żyć w kraju, którego rządy pozwalają na swobodny rozwój własnej myśli technicznej. Ostatnio dziennik „Rzeczpospolita” wspomniał o „nanorewolucji” w dziedzinie komputerów i szeroko rozumianej elektroniki. Odkrycie polskich inżynierów i polskich naukowców. Kto z tego skorzysta? Pamiętacie Państwo rewelacyjny wynalazek inż. Karpińskiego, jego „superkomputer” z lat 70-tych? (link do artykułu z DesignNews tutaj)

Szkoda, że historia lubi się powtarzać. Ale może... jakimś cudem... nie tym razem? A czytelnikom prasy codziennej (i fachowej też), polecam pod rozwagę dzisiejsze, powyższe „cytaty tygodnia”.
A dla „rozrywki”, fragment filmiku, znalezionego na YouTube,
a kończącego film dokumentalny obecny w tzw. drugim obiegu pt.: „List z Polski”...

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

pobierz plik *.flv
pełny filmik na YouTube: http://www.youtube.com/watch?v=8GdexiWN6gs

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„(...) Początkowo starano się oczywiście na wszystkie sposoby zmiękczyć samo koło. Pojawiły się niesamowite konstrukcje oparte głównie na działaniu różnorodnych sprężyn umiejscowionych w obręczach, szprychach i piastach. W konstrukcjach takich wyróżniały się firmy Ducasble i Russel, której slogan reklamowy głosił: opona oznacza śmierć, koło elastyczne to życie..."

Andrzej Glajzer, Powietrze w kołach: trudne początki, Automobilista nr 2(6) 2000 rok, s. 34


Piątek, 1.04.2011 r.

Zeroemisyjne auta w Polsce?

Brzmi jak żart primaaprilisowy, ale po doświadczeniach roku poprzedniego, kiedy to na potrzeby zmyślonego systemu WarsawCAD, stworzenie osobnej strony, zarejestrowanie domeny w celu jego uwiarygodnienia i wreszcie – „podzielenie się” tą informacją z innymi portalami branżowymi przypłaciłem zredukowaniem PageRank do zera, ochota na żarty mi przeszła. Zresztą, kwiecień jakoś w świetle ubiegłorocznych wydarzeń nie nastraja mnie żartobliwie. Co zatem z tą zeroemisyjnością?

Wszystko przez Mitsubishi i-MiEV, produkowane seryjnie całkowicie elektryczne pełnowymiarowe samochody. O samych pojazdach więcej w pierwszym papierowo-fleszowo-pdfowym wydaniem (na marginesie – czy zdają sobie Państwo sprawę z faktu, iż każde z nich, chociaż merytorycznie identyczne, musi mieć własny, osobny nr ISSN?!), a tym razem skorzystam z okazji i przytoczę wypowiedź otrzymaną z Mitsubishi Motors Corporation Car Poland Sp. z o.o., związaną właśnie z emitowaniem CO2 do atmosfery. Jeśli nie przez samochód, to przez zakład, który energię elektryczną w ten czy inny sposób do samochodu musi dostarczyć...

* * *

W Polsce 95% energii elektrycznej jest produkowane przez przemysł elektroenergetyczny w sposób wyjątkowo nieprzyjazny środowisku. Według Ministerstwa Gospodarki (Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku) polski przemysł elektroenergetyczny w 2007 roku emitował 950 kg CO2 na 1 MWh.
Ile CO2 jest zatem emitowane przez elektrownie, elektrociepłownie lub OZE (odnawialne źródła energii) dostarczające energię potrzebną do przejechania 1 km w Polsce samochodem elektrycznym Mitsubishi i-MiEV?
Takie pytanie zadaliśmy (MMC CAR Poland – przyp. redakcji) Robertowi Grudzińskiemu,ekspertowi do spraw energetyki. – Warto zauważyć, że powyższe dane pochodzą z 2007 roku a przez ostatnie 4 lata emisja CO2 w Polsce zmniejszyła się szacunkowo o 10%, co oznacza, że obecnie średnia krajowa to już 855 kg CO2 na 1 MWh. – zauważa Grudziński.

Były one ponadto mierzone przy średniej sprawności elektrowni na poziomie 36%. Jako małe auta miejskie samochody Mitsubishi i-MiEV będą wykorzystywane w miastach a 95% z nich pojawi się na warszawskich ulicach. Sprawność elektrociepłowni w Warszawie wynosi średnio nie 36% a 72%, a Elektrociepłowni Żerań i Siekierki przekracza 85%, co oznacza, że emisyjność jest o ponad połowę niższa i wynosi w najgorszym razie 427 kg/1 MWh. W tej sytuacji wytworzenie energii potrzebnej do przejechania 1 km Mitsubishi i-MiEV powoduje emisję jedynie 58 g/km. Jeśli natomiast auto będzie korzystało z elektrowni zasilanej energią odnawialną, takiej, jak na przykład siłownia wodna we Włocławku, to emisyjność CO2 wynosi zero, a odnawialne źródła energii to nieodległa przyszłość energetyki – dodaje Robert Grudziński.

Dla porównania najbardziej przyjazne środowisku samochody dostępne na polskim rynku emitują minimum 89 g CO2/km (Toyota Prius), 90 g/km (Smart Fortwo) i 101 g/km (Honda Insight).  W podsumowaniu eksperta znajdujemy stwierdzenie: „Warto podkreślić także pewną różnicę w emisji CO2 między samochodami o napędzie konwencjonalnym a elektrycznym. Auta spalinowe emitują dwutlenek węgla wszędzie tam, gdzie się poruszają, natomiast emisja CO2 pośrednio generowana jest przez pojazdy elektryczne tylko tam, gdzie korzystają one ze źródła wytwarzania mocy elektrycznej, czyli maksymalnie w 2-3 elektrociepłowniach w mieście. Dzięki zastosowaniu nowych technologii mających na celu obniżenie emisji szkodliwych substancji i pyłów łatwiej jest zatem ograniczyć tę emisję w tych 2-3 miejscach.”

Źródło: MMC Car Poland Sp. z o.o.

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Czwartek, 31.03.2011 r.

Anno Domini 2012?

Modernizacja sprzętu komputerowego w różnych instytucjach bardzo często staje się znakomitą okazją do odświeżenia (niedrogo) własnego „parku maszyn”. Korzystając z podobnej okazji, związanej z modernizacją sprzętu wykorzystywanego na Uniwersytecie Warszawskim (Biblioteka Wydziału Dziennikarstwa), udało mi się dzięki uprzejmości pewnych osób (serdeczne podziękowania!) wejść w posiadanie „bazy” do budowy nowej stacji graficznej. Co tu dużo mówić, kolejka oprogramowania czekającego na testy liczy sobie już coraz więcej pozycji (że wymienię tutaj, w kolejności alfabetycznej: GstarCAD 2011, IronCAD, Solid Edge ST3, SolidWorks 2011, ZW3D 2011, a o czymś prawie na pewno jeszcze zapomniałem). Dość powiedzieć, że muszę poważnie przymierzyć się do zakupu dobrej klasy karty graficznej i szybkiej pamięci w ilości minimum 2GB. Ale to zapewne dopiero przed Świętami... Na razie rozważam tymczasową instalację wspomnianych systemów na notebooku; przeżył już kiedyś podobne oblężenie systemu, może tym razem również dzielnie to zniesie?

Fakt, iż niektóre firmy już w pierwszym kwartale 2011 roku wprowadzają do sprzedaży systemy „antydatowane” na 2012 rok, ma zdaje się świadczyć o ich nowoczesności, szybkości itp. (systemów, nie firm). Zapewne tak jest, ale cóż, kiedy wprowadza to w pewnym sensie dodatkowe zamieszanie – przynajmniej w odczuciu wielu użytkowników. A poza tym, jak dodają złośliwi, po premierze nowej wersji pozostaje czekać na kolejne wersje „service packów”, „hot fixów” i innych „upgreadów”, po zainstalowaniu których praca w najnowszej odsłonie programu staje się bardziej bezpieczna, bardziej stabilna i łatwiejsza. Także wersja „2012.XX”, czyli taka doposażona w odpowiednią ilość udoskonaleń i tak dostępna będzie zapewne w 2012 roku.
Swoją drogą, z ilu owych funkcjonalności i tak nie będziemy korzystać w praktyce? A'propos kombajnów: niektórzy producenci systemów CAD zdają się prezentować podejście podobne, jak twórcy aplikacji typu OpenOffice. Z wielu „wodotrysków” obecnych w Microsoft Office użytkownik i tak nie korzysta w praktyce, dlaczego nie zastosować tego podejścia także w odniesieniu do systemów CAD? Ale chyba jednak nie tędy droga. Chociaż „na upartego” Worda można zastąpić maszyną do pisania, a system CAD – deską kreślarską. I wtedy nie trzeba się przejmować ograniczeniami sprzętowymi posiadanej stacji roboczej... Ale przecież nie o to chodzi!

W każdym razie, obecny rok to zdecydowanie rok premier. I to istotnych. Na jesieni (było nie było 2011 roku) zapowiada się premiera SolidWorks 2012, który chyba jednak zmierza, z pozoru niewielkimi krokami, w kierunku platformy V6, która stała się wyznacznikiem nowych rozwiązań DS. Zapewne będzie to miało miejsce dopiero w 2012 roku, czyli najprędzej w wersji 2013, a wydaje się, iż mimo ostrożnych wypowiedzi ze strony CEO DS SW, wszystko zmierza w tym kierunku. Swoją drogą, ciekawe, czy w DS fachowcy i specjaliści np. od wizerunku okażą się przesądni, i czy „przeskoczą” przez „13” w nazwie? Wtedy w 2012 roku oczekiwalibyśmy premiery SW 2014... :).
Chińczycy „trzymają się” mocno i nie przejmując się normami emisyjnymi itp. pompują środki finansowe na rozwój zakupionych w USA producentów systemów klasy GstarCAD, ZW3D, czy też IronCAD. Tutaj także czekają nas premiery nowych rozwiązań, ale – zgodnie z datą w kalendarzu – mówimy o wersjach 2011. Natomiast jeśli chodzi o „antydatowanie”, rekordzistą chyba okazuje się Autodesk, który w pierwszym kwartale 2011 roku przedstawia premiery rozwiązań, w których nazwie tkwi 2012, o czym już wspomniałem. Do tych premier jeszcze wrócę, a na razie, przyznacie Państwo, iż można się w tym wszystkim pogubić. Aby zakończyć wątek związany z numeracją dodam, iż ta obowiązująca w nazewnictwie produktów Siemens PLM Software (Siemens Industry Software) odpowiada mi najbardziej. A w tym roku należy spodziewać się zarówno nowego NX (w poprzednim roku 7.5, obecnie 8), jak i czwartej odsłony technologii synchronicznej, obecnej przede wszystkim w Solid Edge ST 4 (o przeciekach wspominałem tutaj).

Zgodnie z obietnicą wracam do premier ADSK. Szczegółowo opisywałem je tutaj (korzystając z obfitych informacji prasowych, nie popartych niestety doświadczeniem własnym), ale teraz chciałem podzielić się osobistą, subiektywną refleksją. Jestem rozczarowany.
I nie mam tutaj na myśli nowych funkcjonalności, nowych możliwości zarówno pojedynczych systemów, jak i całych pakietów. Chodzi mi o jeden drobny fakt, związany z Inventor Fusion. Ten swobodny modeler 3D, pozwalający na korzystanie z dobrodziejstw modelowania swobodnego w sparametryzowanym środowisku aplikacji AutoCAD, zgodnie z zapowiedziami został zaoferowany nieodpłatnie jako dodatek do AutoCAD. Niestety, nie dotyczy to AutoCAD LT, na co – przyznam szczerze – liczyłem. I spodziewałem się, iż będzie to swego rodzaju odpowiedź na działania innych producentów, oferujących za darmo rozwiązania mogące swobodnie konkurować ze standardem AutoCAD LT. Omyliłem się, ale z punktu widzenia użytkowników AutoCAD LT, cóż – może to być okazją do rozważenia, czy sięgać po AutoCAD, czy też... nie przedłużać już nawet licencji na AutoCAD LT, tylko sięgnąć po DraftSight, albo – myśląc bardziej perspektywicznie – zainstalować Solid Edge 2D Drafting ST 3 i szykować się do migracji do środowiska 3D już z zupełnie innym dostawcą rozwiązań CAD. Swoją drogą, casus DraftSight pokazuje, iż możemy sięgnąć w ogóle po darmowe rozwiązania, instalując na „pozyskanej z odzysku” stacji roboczej darmowy system operacyjny (którąś z odmian Linuxa) i darmowy system CAD działający w tym środowisku. Dodawszy darmowy OpenOffice, można cieszyć się posiadaniem licencji, na które nie wydało się w zasadzie ani grosza...

Dlaczego spodziewałem się, iż Autodesk gotów będzie zaoferować Inventor Fusion za darmo także użytkonikom AutoCAD LT? Tak naprawdę... nie wiem! W Inventor Fusion, odrębnej (co podkreślam i podkreślać pewnie jeszcze będę nie raz) aplikacji, dodawanej za darmo do AutoCAD 2012, znajdziemy obecnie funkcjonalności pozwalające na modelowanie powierzchniowe w sposób identyczny z tym znanym z Alias Studio. Funkcjonalności te dostępne były już wcześniej w Autodesk Inventor, pod warunkiem zainstalowania Alias Studio (w menu ADSK Inventor pojawiała się wtedy odpowiednia wtyczka). Ale Alias kosztował dodatkowe 4 000 USD (bodajże na rynku amerykańskim, czyli u nas mogło być nawet... drożej). Drogi prezent, zwłaszcza dla użytkowników najtańszej aplikacji z oferty firmy. Dlatego zapewne – prezentu, przynajmniej na razie, nie będzie...

ms

| komentuj na forum | komentarze 0 |

O funkcjonalnościach Alias Studio w ADSK Fusion można przeczytać więcej u Deelip'a:
http://www.deelip.com/?p=5667
http://www.deelip.com/?p=5660


Cytat tygodnia

„(...) Trzeba zachować odpowiednie proporcje między czasem dla rodziny, przyjaciół oraz tym przeznaczonym na pracę. Każdy musi aktywnie czuwać nad swoim czasem, w przeciwnym razie praca zapanuje nad nim i nie zostanie wolna przestrzeń na nic innego. (...)
Wszyscy powinniśmy traktować nasze prywatne sprawy tak samo poważnie, jak zawodowe. W przeciwnym razie w naszym życiu nie będzie równowagi..."

Anselm Grun OSB, Walka z czasem, Magazyn Familia, nr 3(33) marzec 2011, s. 81


Poniedziałek, 21.03.2011 r.

Poniedziałkowy montaż...

„(...) W roku 1975 Dudek kosztował 17 800 zł, a Bąk 12 000 złotych. Aby przybliżyć ich osiągalność trzeba przypomnieć, że pensja na poziomie 4 tysięcy złotych była uważana za bardzo przyzwoitą – powyżej średniej, czyli różnica w cenie była na poziomie bardzo dobrej pensji. Pomimo czasów „tandety” i gonienia planów, w jakich powstawały prezentowane motocykle WSK, są one wykonane całkiem przyzwoicie. Co prawda, na temat ich jakości w latach im współczesnych panowały skrajne opinie – od wymieniania całych litanii defektów będących na przykład rezultatem >>poniedziałkowego montażu<<, do organizowania wypraw dookoła świata i szczęśliwego z nich powrotu...” *
Z racji poniedziałku i pierwszego dnia wiosny, zatrzymam Państwa przy owym „poniedziałkowym montażu”...

Moi rówieśnicy zapewne doskonale pamiętają, co kryło się pod owym „tajemniczym” pojęciem. A młodsi z pewnością się domyślają. Chodziło oczywiście o niedostatki tych produktów, których serie powstawały właśnie w poniedziałek. Innymi słowy, jeśli np. nabywaliśmy motocykl, który okazywał się zmontowany niedbale, o powłoce lakierniczej z zaciekami i miejscowymi zmatowieniami, najczęściej oznaczało to, iż zjechał „z taśmy” w poniedziałek, a rozleniwieni wypoczynkiem, lub wręcz – jak pisze Autor cytowanego wcześniej fragmentu – „skacowani” robotnicy po prostu nie przykładali się tego dnia zbytnio do swojej pracy.

„Nie lubię poniedziałku”! Pamiętają Państwo taki film? Nic dodać, nic ująć. Gwoli dopowiedzenia przypomnę jednak, że podobną jakością cechowały się wyroby opuszczające zakłady np. w piątki. A przy okazji – jak tłumaczono różnicę w trwałości nadwozi np. Polonezów tej samej serii? Podobno szczególnie podatne na korozję egzemplarze to były te, których nadwozia zespawano i zgrzano w piątek lub sobotę, a przez niedzielę czekały – w stanie surowym – na lakierowanie. Ile w tym prawdy – nie wiem, ale wiele wskazuje na to, iż całkiem sporo.

A'propos jednośladów, szczególnie WSK i poniedziałku. Czasu dzisiaj starczyło na kilka newsów (spośród których dwóch nie znajdą Państwo dzisiaj na innych polskich stronach o tematyce CAD/CAM/CAE), a także... na dołożenie kolejnych części „śmietnikowych” do mojego wspaniałego „custom bike'a”, który w obecnej postaci idealnie wpisuje się w nurt tuningu zwany „rat bike” (w wolnym tłumaczeniu „szczurzy motocykl”), albo też bardziej swojskiego – tzw. plastra i drutu :).
„Custom” (o nazwie roboczej „Tribute to WSK” wymyślonej na potrzeby amerykańskich braci motonitów) powstaje na bazie przede wszystkim PRL-owskich konstrukcji, stąd jego silnik wywodzi się ze wspaniałych tradycji DKW-R 125, ale już np. zbiornik paliwa pochodzi od wczesnego modelu Triumpha Bonneville, elementy zawieszenia i osprzętu od „japońców” i naszych południowych sąsiadów, a dzięki wsparciu ze strony systemów CAD – całość udaje się jakimś cudem pogodzić ze sobą i to bez specjalnych przeróbek (chociaż już wiem, iż będę musiał wzmocnić mocowania silnika, a także wspawać wsporniki pod gmole przednie i tylne; chociaż do tego CAD nie był mi akurat potrzebny...). Taka sobie „wydumka” na temat tego, jak mogłaby WSK wyglądać, a nie wyglądała (fot. powyżej)...
Skoro jesteśmy znowu przy CAD – wszystko wskazuje na to, iż zaraz po wydaniu papierowego numeru uruchomię bardziej współczesną stację roboczą, a na niej mam zamiar zainstalować równolegle m.in. Solid Edge ST 3 i SolidWorks 2010 lub 2011 (rozmowy trwają). I wtedy „odkurzę” cykl poświęcony modelowaniu motocykla w systemach 3D CAD... Kto wie, może nawet zdobędę się na wirtualną rekonstrukcję szprychowych kół, wyposażonych w bębny hamulcowe?

Pozdrawiam i... dobrej nocy
Maciej Stanisławski

* Jerzy Kossowski, „Ptaszki” ze Świdnika, Automobilista nr 8/2006, s.57


Na marginesie III

Kiedy otwierałem w zeszłym tygodniu paczkę z częściami motocyklowymi, zakupionymi za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Allegro, moi młodsi synowie z zainteresowaniem asystowali przy wstępnych oględzinach nadesłanego „złomu”. Części używane, nie pierwszej świeżości, a ponieważ pochodziły z eksploatowanych pojazdów, nie grzeszące także zbytnio czystością. Mój sześciolatek – Antoś – popatrzył z zadumą na trzymany przeze mnie wydech, po czym oznajmił:
– Wiesz co, Tato? Jak już złożysz ten motocykl, to najpierw chyba... będziesz musiał go umyć!

:)


Czwartek, 17.03.2011 r.

Kap, kap, kap...

Nie, nie będę pisał o dynamice płynów :). Ale nie mogę nie odnieść się do kilku informacji, a w zasadzie „przecieków” które pojawiły się tu i ówdzie, a które odnoszą się bezpośrednio do głównego tematu, jaki podejmuję na blogu: czyli do systemów CAD. A przecieki dotyczą najnowszej wersji NX i Solid Edge...

Ktoś może powiedzieć, że w takim razie wpis ten powinien zjawić się na SolidEdgeblog.pl, ale nie do końca, gdyż postaram się rozwinąć w nim kilka innych „pobocznych” wątków. Jak chociażby dostępności spolszczenia do Solid Edge 2D Drafting ST 3, czy też pełnej, wreszcie nieograniczonej zapisami licencyjnymi wersji DraftSight. Otóż opis instalacji polskiej wersji Solid Edge 2D Drafting V103 (ST3) można istotnie znaleźć na SolidEdgeblog.pl, a dokładnie – tutaj, natomiast w przypadku DraftSight krótki opis (obejmujący kilka niespodzianek) instalacji zamieściłem na Swblog.pl – tutaj.
Ale wróćmy do przecieków. Ja tutaj rozpisuję się na temat ST3, a tymczasem znany jest już – i to nie jako przeciek, ale jako oficjalna informacja – termin premiery i prezentacji szerszemu ogółowi „Edgersów” (brzmi jak „Dodgersów”) najnowszej odsłony Solid Edge z czwartą generacją technologii synchronicznej. Będzie ona miała miejsce po tamtej stronie „wielkiej wody”, w czerwcu br. Szczegóły tutaj, może ktoś będzie miał ochotę wybrać się tam osobiście i podzielić z nami wrażeniami.

Czy ten fakt (termin i miejsce) ma istotne znaczenie dla polskiego użytkownika? Chyba tylko takie, że i tak premiera polskiej wersji najwcześniej będzie miała miejsce jesienią br. A poza tym nadal spore grono użytkowników CAD nie miało okazji poznać nie tylko ST 3, ale nawet samej technologii synchronicznej w praktyce. Świadczy o tym sporo pytań o słabe i mocne strony „Synchronous Technology”, a także o... istotę tego rozwiązania. Odsyłam przy tej okazji zainteresowanych na wspomniany już blog poświęcony Solid Edge (www.solidedgeblog.pl), tudzież do publikacji pt.: „Bezpośrednio czy parametrycznie...”, dostępnej tutaj.

Przeciekiem natomiast (prawdopodobnie kontrolowanym, ale zawsze) jest fakt pojawienia się wersji beta NX 8, dostępnej zapewne dla nielicznych szczęśliwców i wybrańców. Jeśli uda mi się poznać jakieś bliższe szczegóły – postaram się poinformować o tym jak najszybciej. Dodam, iż beta testerem tym razem nie zostałem. Może to i lepiej, bo z zarządzaniem czasem coś nie bardzo ostatnio (vide cytat tygodnia ;)).

Ale przy okazji, tropiąc przecieki dotyczące najnowszych rozwiązań Siemens PLM Software (i nie tylko), natknąłem się w sieci na dosyć sympatyczne miejsce. Można tam znaleźć np. takie „kwiatki”, jak widoczna na poniższym zdjęciu autentyczna stacja robocza przeznaczona dla oprogramowania Unigraphics, a pochodząca sprzed... ćwierć wieku!

Źródło: www.plmworld.org

Owym miejscem w sieci jest wirtualne muzeum UGS (link tutaj), na swoich skromnych, ale przejrzystych stronach przedstawiająca spory wycinek historii firmy, której zawdzięczamy m.in. Solid Edge i oczywiście NX. Pewnym minusem może być fakt, iż historia kończy się na „czasach współczesnych”, co w przypadku owego muzeum oznacza rok... 2002. Ale może ktoś pokusi się o aktualizację i uzupełnienie pustych kart historii firmy? Swoją drogą przyszedł mi do głowy pewien pomysł, którego nie uda się zrealizować tak „ad hoc”, ale w przyszłości – kto wie. Co powiedzieliby Państwo na wydania specjalne CADblog.pl, tematyczne, poświęcone rozwiązaniom jednego konkretnego producenta systemów CAD, CAM, CAE, PDM, PLM, ETC? Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i opinie dotyczące takiego projektu. (...)

| więcej |


Cytat tygodnia

„(...) W pewnej światowej sławy wytwórni widzieliśmy grube tomy zawierające uwagi dotyczące własnych konstrukcji. Były to wiadomości dla pracowników firmy. Młody konstruktor nie przystępował do nowego zadania bez zapoznania się z odpowiednim tomem. To było mądre.”

T. Sołtyk, Błędy i doświadczenia w konstrukcji samolotów, WkiŁ, Warszawa 1986, s. 9


Czwartek, 3.03.2011 r.

Razem pisane...

Oj, „dostało” mi się „po głowie” za mój ostatni newsletter w nowej formie – a konkretnie za Solid Edge pisane razem. Cóż, już wcześniej zdarzało się moim wspaniałym programom, w tym Wordowi, dokonywać zdumiewających korekt, nie zawsze albo nie w porę wyłapanych przeze mnie. Ale przy takiej okazji zawsze staje mi przed oczami opowieść jednego z moich byłych zwierzchników, który udał się (w zastępstwie mnie) na kilkudniową konferencję zagraniczną, podczas której skutecznie mylił... Solid Edge z SolidWorksem. Dodam, iż była to konferencja jednego z producentów owych systemów. Cóż, konferencja trwała trzy dni, on wrócił drugiego...

Kolejna anegdota, którą chętnie się z Państwem podzielę, dotyczyła pracy nad tekstem związanym z alternatywnymi źródłami energii do napędu samochodów. Pracowałem wtedy na „obcym komputerze”, nie sprawdziłem ustawień aplikacji. Wpisałem frazę: „pedał przyśpieszenia”, a komputer zareagował podkreślając wyraz „pedał” i informując mnie w wyskakującym okienku, iż użyte określenie jest obraźliwe! Cóż, może istotnie „akcelerator” brzmi ciekawiej, ale nie dajmy się zwariować. Szczęśliwie open source'owy OpenOffice Writer nie stara się mnie upoprawniać politycznie, ale może to dlatego, że pracuję na jakiejś mocno już zdezaktualizowanej wersji?

Skoro o aktualizacjach mowa, jak zwykle – garść newsów w dziale nowości. Ale nie tylko. Wreszcie „przekopałem się” przez górę materiałów zaszufladkowanych do wykorzystania na później. Uzyskałem w zeszłym tygodniu autoryzację wywiadu z Isabelle Pellerey z Siemens PLM Software (rozmowa przeprowadzona z końcem listopada ubiegłego roku, podczas polskiej premiery Solid Edge ST3), dzisiaj nareszcie udało mi się go „powiesić” na stronach – zachęcam do lektury (link tutaj). Nawiasem mówiąc, jest to pierwszy w historii CADblog.pl wywiad udostępniony jednocześnie w języku polskim i angielskim – ta ostatnia wersja dostępna jest także pod adresem CADglobe.com. Po weekendzie powinienem wreszcie sukcesywnie zacząć udostępnianie „dorobku” z wyjazdu na SWW 2011. A zebrało się trochę tego – kolejna część „wywiadu rzeki” z Kishore Boyalakuntla, rozmowa o startegii SolidWorks w ramach koncernu DS z Olivierem Leteurtre, rozmowa o przyszłości DraftSight z Aaronem Kelly (już trochę zdezaktualizowana, w trakcie rozmowy komercyjna-darmowa wersja DraftSight dopiero miała się ukazać, obecnie jest to już fakt), wywiad z Deelipem Menezes (www.deelip.com) popełniony niejako przy okazji („rzadko się zdarza, by ktoś przeprowadzał wywiad ze mną, zazwyczaj jest na odwrót” – śmiał się Deelip), wreszcie – rozmowa z samymi „tuzami” DS SolidWorks...

I tutaj zatrzymam się na chwilę. Aby rozwiać wątpliwości niektórych Czytelników. A dotyczące... tego, co SW szykuje w najnowszej edycji SW 2012. A konkretnie – czy SolidWorks odejdzie od jądra Parasolid w kolejnej odsłonie swojego CAD 3D (o popularności Parasolid więcej tutaj).
Pytanie i wątpliwości „na rzeczy”, zwłaszcza w świetle: prac nad platformą V6, integracji CATIA z SolidWorks (obszar grafiki, obsługa plików natywnych etc.), wcześniejszych zapowiedzii Jaffa Raya o „uwolnieniu modelowania 3D z ograniczeń wynikających ze środowiska Windows”.

Otóż z rozmowy z Jaffem Rayem i Bertrandem Sicotem wynikało, iż rewolucji nie będzie, przynajmniej na razie. Oczywiście, obaj Panowie podkreślili, iż „pewne elementy CATIA będą implementowane do środowiska SolidWorks i odwrotnie, co już możemy obserwować”, ale pytanie o kod zręcznie udało im się pominąć. Podobnie nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie, czy należy spodziewać się implementacji bezpośrednio do SolidWorks kodu nowego, niezależnego (np. od Windows) systemu operacyjnego. Jaff Ray odparł, iż mówiąc o „uwolnieniu modelowania CAD od ograniczeń związanych z Windows” miał na myśli to, że SolidWorks dostępny będzie na wiele platform systemowych i sprzętowych. Będzie także oferowana jego wersja do pracy w chmurze, ale równolegle z „tradycyjnym” systemem, instalowanym na lokalnych komputerach końcowych użytkowników.

Innymi słowy, największą nowością przez duże „N” był fakt zaoferowania nowej aplikacji dla AEC, inżynierii budowlanej i architektonicznej (nie brzmi to zgrabnie, ale chwilowo nie przychodzi mi lepsze określenie na myśl), a o zmianach i ulepszeniach w SW 2012 niebawem w dokończonej relacji z SWW 2011. Tyle oficjalnie. A czy prowadzone są prace nad innym jądrem programu... Na to pytanie odpowiedź przyjdzie z czasem.

Pozdrawiam serdecznie
I siadam do rozsyłania newslettera... a może rozesłać go już w piątek rano?
Dobranoc
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące, w dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie: – Wiesz rybko, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!”

Bohdan Urbankowski: Król jest nagi... Nowe Państwo, nr 1/2011, s. 62


Czwartek, 24.02.2011 r..

Rynek podzielony między dwóch graczy... od PLM do darmowego CAD 2D i na odwrót

Dassault Systemes nadal zachowuje silną pozycję w sektorze automotive, wbrew wcześniejszym zapowiedziom i opiniom niektórych specjalistów z dziedziny CAD. Wygląda na to, iż w branży motoryzacyjnej najważniejsze pozycje zachowa dwóch graczy, otwarcie mówiących nie tylko o CAD, ale także o PLM. I chodzi tutaj o wspomniane DS, jak i o Siemens PLM (nomen omen) Software

Obie firmy od dawna podkreślają znacznie Product Lifecycle Management (Zarządzania Cyklem Życia Produktu) we współczesnym świecie. I nawet jeśli inni producenci oprogramowania nie mówią wprost o PLM, to oferują rozwiązania przynajmniej kwalifikowane jako PDM, a stąd już krótka droga do oferowania bardziej kompleksowych rozwiązań. Nawiasem mówiąc, mam w wizytowniku bilecik jednego z dyrektorów Autodesk; otrzymałem go podczas paryskiej konferencji, kilka lat temu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż podczas niej CEO Autodesk zdecydowanie odcinał się w swoich wypowiedziach (także w odpowiedziach na pytania dziennikarzy) od filozofii PLM, koncentrując się na „wirtualnym prototypowaniu”, a jednocześnie na owym bileciku wizytowym słowo PLM wydrukowano „wielkimi” literami.

Reasumując, obaj producenci oprogramowania (Dassault i Siemens) wyznaczają trendy w branży automotive i firmy, które aspirują do wejścia do grona producentów, dostawców dla automotive, muszą liczyć się z tym, iż „Kaśka” albo „Niksiak” mogą okazać się niezbędne już w najbliższej przyszłości. A może jest jakieś rozwiązanie „tymczasowe”? O tym za chwilę.

Ów wstęp (może trochę przydługi) powstał m.in. pod wpływem kolejnych napływających informacji ze wspomnianej branży, a dotyczących podjęcia współpracy między Dassault Systemes, a Jaguar Land Rover. Podpisana w ostatnich dniach przez prezesa i dyrektora naczelnego Dassault Systèmes Bernarda Charlès’a i dyrektora naczelnego Jaguar Land Rovera dr. Ralfa Spetha umowa przewiduje wdrożenie rozwiązania V6 Dassault Systèmes w dziedzinie zarządzania cyklem życia produktu (na zdjęciu Bernard Charles z lewej). Jak widać, Dassault nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa (umowa z BMW także o tym świadczy). Nie zmienia to faktu, że po ubiegłorocznej ekspansji na rynku niemieckim, Siemens PLM Software pojawił się w tym roku np. w Aston Martin...

Darmowe od liderów
Co ciekawe, obydwaj liderzy rynku PLM (Dassault i Siemens) oferują wszystkim zainteresowanym... darmowe, profesjonalne rozwiązania CAD 2D. Do zastosowań komercyjnych. I o ile fakt ten w przypadku Solid Edge 2D Drafting nie budził wątpliwości, o tyle kwestia „komercyjności” DraftSight oferowanego przez DS (w wersji beta) wywoływała spory, także na forach portali o tematyce CAD. Obecnie dostępna jest już tzw. general release, ostateczna wersja DraftSight (na Windows, użytkownicy Mac OS muszą jeszcze zadowolić się „betą”).
I wątpliwości być już nie powinno.

A Solid Edge 2D Drafting doczekał się wersji 103, czyli – ST3. Oczywiście nie mogłem nie zainstalować obu systemów CAD na swoim poczciwym notebooku. Szczęśliwie wymogi systemowe obu aplikacji nie podnoszą poprzeczki zbyt wysoko – w końcu to tylko 2D.

O szczegółach procesu instalacji można przeczytać zarówno na SolidEdgeblog.pl, jak i na Swblog.pl (DraftSight). Tutaj podzielę się tylko kilkoma uwagami, wynikającymi z subiektywnego porównania obu systemów. I to porównania jak najbardziej powierzchownego, „poinstalacyjnego”.

Solid Edge 2D Drafting v103 w postaci pliku instalacyjnego waży obecnie już 430 MB, a to znacznie więcej niż w przypadku 275 MB dla wersji ST. Pod tym względem DraftSight, ze swoimi 56 MB, wypada korzystniej. Zwłaszcza, że DraftSight instalujemy od razu w polskiej wersji językowej. I jeśli nie napotkamy na problemy z rejestracją/licencją, które zdarzały się w przypadku wersji beta, w zasadzie zaraz po zainstalowaniu możemy rozpoczynać pracę. Oczywiście – na swoją odpowiedzialność, co podkreśla producent w umowie licencyjnej.

Dodam tutaj jedynie, iż przed instalacją DraftSighta należy bezwzględnie wyłączyć oprogramowanie antywirusowe. Wielkiego nieszczęścia w przeciwnym razie nie będzie, ale można się zestresować, o czym więcej na Swblog.pl.

Powyżej: zainstalowany Solid Edge 2D Drafting v103 (ST3) jeszcze w wersji angielskiej,
poniżej: DraftSight General Release w trakcie instalacji...

Aby cieszyć się działającym Solid Edge 2D Drafting ST3, musimy wykonać jeszcze drobne operacje z plikiem licencji, co średnio rozgarniętemu użytkownikowi nie przysporzy kłopotu, ale chciałoby się jednak, by działało to inaczej (instrukcja postępowania po angielsku w pliku *.txt, konieczność wykonania szeregu operacji „ręcznie”). Podobnie plik spolszczenia musimy pobrać i zainstalować osobno. W zamian za to cieszymy się nie tylko polskim menu, polskimi poleceniami, ale także potężną biblioteką samouczków, i to takich dla pełnej wersji, a nie tylko dla okrojonego bądź co bądź 2D.

A wrażenia z pracy?
Pierwsze wrażenie zdecydowanie na korzyść produktu Siemens PLM Software. Nowoczesny interfejs, tożsamy z tym z „dorosłej” wersji, intuicyjna obsługa, rozwijane z każdą wersją funkcjonalności, także w obrębie UI. To cieszy, a spodoba się zwłaszcza tym, którzy pracowali lub równolegle pracują w 3D. Obsługa plików dwg i oczywiście natywnego formatu Solid Edge także ma znaczenie.
Z kolei DraftSight pozwala użytkownikowi przyzwyczajonemu do środowiska AutoCAD na podjęcie pracy niemalże z marszu. Do tego oferuje także kilka smaczków zapożyczonych od „starszego rodzeństwa”, jak chociażby gesty myszy znane z SolidWorks. Na tym etapie nie ma więc jednoznacznego zwycięzcy, ale z punktu widzenia końcowego użytkownika... i tak najważniejsze chyba jest to, iż całkiem legalnie, nieodpłatnie, możemy zainstalować oba systemy na naszym komputerze i używać ich także w celu zarobkowym. A w praktyce okaże się, który z nich bardziej przypadnie nam do gustu.

Nawiasem mówiąc, oba wspomniane CAD 2D są w znacznym stopniu kompatybilne z rozwiązaniami omawianymi na wstępie, a będącymi obecnie standardem w branży motoryzacyjnej. Czy to może być ów tymczasowy sposób na sprostanie wyśrubowanym standardom? Nie wiem, ale tym oto sposobem zatoczyliśmy koło od PLM do CAD 2D i z powrotem...

Pozdrawiam
Maciej Stanisławski

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Wtorek, 22.02.2011 r.

Reset systemu

To chyba najlepszy tytuł dla wpisu zamieszczanego po najdłuższej chyba przerwie w historii aktualizacji CADblog.pl. Długa przerwa nie oznaczała niestety równie długiego urlopu, chociaż tygodniowy pobyt ze średnim synem na nartach (zakończony sukcesem: kolejny Stanisławski jeździ samodzielnie; co nie przeszkodziło mu dzień po powrocie zachorować na ospę wietrzną!), podczas którego ograniczyłem swoją aktywność jedynie do odpisywania na naprawdę pilne maile, zrobiły swoje. A że w tzw. międzyczasie trwała dyskusja na temat dalszego kształtu wydawniczego CADblogowego czasopisma, zasadności przygotowywania w dotychczasowej postaci e-wydań (pdf w kształcie zbliżonym do papierowych publikacji), cóż... głowa od tego wszystkiego puchła. Mimowolna obserwacja elektroniczych e-wydawniczych trendów podczas pobytu za oceanem także zrobiła swoje...

Co wynikało z owej obserwacji, ale także z rozmów ze znajomymi, a także z Czytelnikami chętnymi do zabrania głosu w tej sprawie? Dodam na marginesie, iż w jednym z maili, które otrzymałem jakiś czas temu, pewien inżynier pytał, czy przyjąłem strategię producenta zapomnianych już komputerów Amstrad-Schneider, który podobno powiedział, iż „nie interesują go osoby, które już kupiły komputer, ale tylko te, które zamierzają go kupić...”. W wyjaśnieniu dodał, iż osoba odwiedzająca CADblog.pl po raz pierwszy istotnie trafia na bogactwo materiałów, w tym 14. wydań w plikach pdf, ale stali Czytelnicy, regularnie odwiedzający CADblog.pl, mają apetyt na zdecydowanie więcej. A o nich jakbym ostatnio zapomniał...

Z kolei jakiś czas temu jeden z Forumowiczów zadał pytanie, czy nie porywam się z motyką na Słońce. Odpowiedź zapewne powinna być częściowo twierdząca: jeśli w obecnym składzie osobowym chciałbym udostępniać e-wydania przygotowywane w dotychczasowej postaci z podobną częstotliwością (mniej więcej dwumiesięczną), jednocześnie aktualizować blog, publikować nowe artykuły, przygotowywać nowe samouczki bądź też spolszczenia już istniejących (modelowanie Chevroleta Camaro w SolidWorks – proszę czekać, będzie!), do tego zorganizować przygotowanie, wydanie i dystrybucję edycji specjalnej, dostępnej na papierze... Pewnie byłoby to możliwe, ale odbywałoby się najwyższym kosztem – moich bliskich. Stąd nadszedł czas na pewne zmiany, mam nadzieję, że niezbyt dotkliwe dla grona Czytelników. A z pewnością aprobowane przez coraz liczniejszych reklamodawców/sponsorów mojej działalności publicystyczno – wydawniczej.

Ćwiczenie imaginacyjne
Proszę spojrzeć na umieszczony powyżej obrazek. Piękny, prawda? To nie „pieśń odległej przyszłości”, ale teraźniejszość, co prawda widoczna bardziej za naszą zachodnią granicą, żeby nie powiedzieć – za oceanem, ale jednak. W tym konkretnym przypadku jest to oczywiście montaż, wykorzystujący jedną z ofert dostępnych na internetowym serwisie Allegro (moim źródle zaopatrzenia m.in. w części motocyklowe, filmy i niedrogie zabawki – te ostatnie dla dzieci oczywiście). Proszę Państwa, czytnik e-booków, także tych dostępnych w plikach pdf (czyli teoretycznie e-czasopism takich jak CADblog.pl w dotychczasowej postaci) można nabyć na wspomnianym serwisie już za niespełna 450 złotych (link tutaj), a przecież jeszcze rok, czy dwa lata temu, cena sięgała ok. 1,5 tysiąca złotych. Postęp w dziedzinie elektroniki, przy jednoczesnym redukowaniu ceny urządzeń z pewnością doprowadzi do tego, iż cena czytników, może niekoniecznie Kindle'a, oscylować będzie w okolicach 200 złotych. Tyle kosztuje pięć, sześć książek, a w przypadku literatury technicznej – prenumerata roczna pewnego miesięcznika plus jedna książka o tematyce CAD wydana np. przez wydawnictwo Helion.

Z kolei w USA, jak miałem okazję niedawno się przekonać, niemalże powszechnym widokiem są osoby czytające książki i gazety w postaci e-inku, z elektronicznych czytników. Jednocześnie jednak... miesięcznik Desktop Engineer dostępny jest zarówno w postaci elektronicznej, jak i papierowej. Podobnie Automotive Design & Production, Tech Briefs, czy też brytyjski Develop 3D. Ten ostatni, mimo iż dostępny jako bezpłatny pdf, drukowany jest także w tradycyjnej, papierowej postaci, w liczbie ok. 15 000 egzemplarzy, a ponad połowa czytelnictwa przypada na Amerykę Północną (głównie USA), w dalszej kolejności na Europę (20 %), Azję, i resztę świata. Czy to znaczy, że papier „trzyma się mocno”? Tak, i zapewne – mimo najśmielszych prognoz – będzie tak jeszcze długo.
Chyba że istotnie dojdziemy do takiego poziomu cen mobilnych urządzeń elektronicznych, jak w przypadku widocznego na zdjęciu obok „tetrisowego kombajnu” (znacie Państwo taką grę, jak „Tetris”?), wyprodukowanego przez azjatyckiego tygrysa, a wypatrzonego przeze mnie w markecie w cenie niespełna 10 złotych. Cóż, w takim przypadku opłacalne byłoby dodawanie czytnika do każdego wydania czasopisma. Ale może niedługo opłacać się będzie... sprzedawanie rocznej prenumeraty e-wydań, a elektroniczny czytnik dorzucany będzie gratis, lub za niewielką dopłatą?

A jednak tęsknota za papierem obecna jest chociażby w wydaniach czasopism dostępnych w technologii flesz; przeglądamy je na ekranie komputera, ale towarzyszy temu „przewracanie kartek” i charakterystyczny szelest... „elektronicznego” papieru...

   

„Elektroniczny papier” – przykład dobrze znanego e-wydania tym razem w postaci pliku „flash”.
W 2011 roku wszystkie wydania CADblog.pl dostępne będą także w takiej formie, a oprócz tego
– jako wydania papierowe (!) i tradycyjne pdf...

Zmiany, zmiany, zmiany...
Czas i wysiłek, związany także z opracowaniem graficznym i DTP każdego e-wydania w dotychczasowej postaci nie różnił się niczym w stosunku do przygotowania papierowego wydania czasopisma. Prestiż wydania elektronicznego – z punktu widzenia potencjalnych reklamodawców – był stosunkowo niewielki. Zupełnie inaczej jest w przypadku, gdy wersji elektronicznej towarzyszy wydanie papierowe. I tutaj pierwsza zmiana, jaka szykuje się w przypadku CADblog.pl: nie będzie papierowych wydań specjalnych, będą... regularne wydania papierowe! Tym samym wydanie obejmujące CADraport.pl będzie zarazem pierwszym kwartalnym numerem czasopisma ukazującego się także w nowej postaci – papierowej. I uwaga dla Czytelników – wydania w pdf nadal będą dostępne bezpłatnie, natomiast każdy chcący posiadać również wydanie papierowe, będzie mógł uzyskać je albo odpłatnie – w postaci prenumeraty (w zasadzie odpłatność będzie pokrywała koszty przesyłki), albo „nabyć w drodze kupna” w kiosku. Oczywiście nie w każdym, ale w wybranych na terenie kraju. Poważna zmiana? Dla mnie – istotnie.

Przewidziałem także możliwość uzyskania prenumeraty wydania papierowego nieodpłatnie, ale o tym więcej za jakiś czas. Proszę zwrócić uwagę na baner migający u góry strony – szczegóły wkrótce.
Objętość wydań będzie mieścić się w granicach 60-80 stron. Przynajmniej na początku. Dodam, że Desktop Engineer liczy sobie 48 stron, ale ukazuje się z większą częstotliwością.

Ale to nie wszystko. Zmianie ulegnie także newsletter. Po pierwsze – będzie się ukazywał jako e-zine, gdyż częstotliwość dwóch tygodni (zakładana przeze mnie) raczej wyklucza jego „newsowość”. Abstrahuję od dotychczasowej częstotliwości jego ukazywania :). Nowy newslettre/e-zine będzie podobny do tego publikowanego przez Ralpha Grabowskiego, znanego w międzynarodowym świecie CAD dziennikarza podejmującego CADową tematykę, chociaż nieco odmienną od obecnej na łamach CADblog.pl. Cóż, forma ta zdaje się jest całkiem skuteczna, gdyż liczba zarejestrowanych czytelników e-zinu Grabowskiego liczy 12 000 subskrybentów w 70 krajach (wliczając w to piszącego te słowa). Jak można się domyślać, ponad połowa z owych 12 000 przebywa w USA... (zainteresowanych otrzymywaniem upFront.eZine'u Ralpha Grabowskiego zapraszam tutaj)

Czy polski rynek prasy CADowej może przyjąć nowy tytuł? Oczywiście. Zdumiewający jest fakt, iż do tej pory działa tutaj tak znikoma liczba branżowych portali, o czasopismach nie wspominając. A przecież co roku rzesze absolwentów uczelni technicznych opuszczają ich mury. Coraz więcej młodych ludzi w szkołach technicznych średniego szczebla stara się zdobywać podstawowe umiejętności związane z pracą z systemami CAD. Każdy ma możliwość pobrać, zainstalować i używać komercyjnie darmowe systemy CAD 2D. A rozwiązania CAD 3D można nabyć już w cenie kilku tysięcy złotych, a korzystając z promocji – nierzadko w cenie poniżej tysiąca.

Rośnie znaczenie kierunków technicznych w szkolnictwie wyższym – na szczęście, gdyż czas najwyższy, aby rzesze „managerów, finansistów, doradców i marketingowców” zastępowali fachowcy potrafiący zostawić po sobie coś także w postaci fizycznej. Świat pędzi naprzód, a kto w tym wyścigu przystanie chociażby na chwilę, ten tym samym będzie się cofał.

Ja na chwilę przystanąłem. Ale na szczycie ośnieżonej górki. Stąd mam piękne widoki. I uzbrojony w stare, sprawdzone narty i bogatszy w nowe doświadczenia, szybko ruszam naprzód.

Czego wszystkim życzę
I pozdrawiam
Maciej Stanisławski

P.S.
Wszelkie komentarze, opinie i uwagi odnośnie planów wydawniczych mile widziane, zarówno na uśpionym forum (ataki spamerów), jak i drogą mailową. Nowe formularze html przechodzą ostatnie testy. Korzystanie z nich będzie zdecydowanie wygodniejsze...

| komentuj na forum | komentarze 0 |


Cytat tygodnia

„Prywatna firma SpaceX z USA wysłała na orbitę wokół Ziemi bezzałogową kapsułę, która kilkakrotnie okrążyła glob, a następnie została pod kontrolą sprowadzona do Pacyfiku, co kosztowało 800 mln USD, czyli wielokrotnie mniej niż wynosi koszt takiego przedsięwzięcia wykonywanego przez NASA, która w ostatnich latach wydała na skonstruowanie podobnych kapsuł ok. 10 mld USD.
I pomyśleć, że gdyby nie państwowa NASA, to USA być może miałyby już bazy na Księżycu!

Z „Postęp w świecie”, Najwyższy Czas, nr 3(1078), 15.01.2011, s. 20


Wtorek, 25.01.2011 r.

To będzie bolało...

A co takiego? I kogo? Najprawdopodobniej – ADSK. Dlaczego? Cóż, rozwijanie aplikacji z rodziny CAD 2D, jako alternatywnej platformy dla AutoCAD'a, nabrało nowego sensu i znaczenia. Podczas rozmowy przeprowadzonej z nowym i dotychczasowym CEO SolidWorks, Bertrandem Sicotem i Jeffem Rayem, udało mi się poukładać wszystkie elementy rozsypanej do tej pory układanki. Wygląda na to, że DS, wykorzystując nie tylko DraftSight, ale także SolidWorks 3D CAD, uderzy w nowy rynek. Nowy – dla swoich rozwiązań. Jutrzejszy dzień, trzecia sesja generalna konferencji SolidWorks World 2011, zapewne będzie także oficjalną prezentacją... rozwiązań CAD dla architektów i branży budowlanej! Niewyobrażalne? Cóż, dlaczego nie!

Myślałem, że dane mi będzie trochę odpocząć. W ostatnim wpisie (przynajmniej tym na Swblog.pl) wspomniałem, iż spragnieni bieżących informacji powinni zaglądać na portal 3Dcad.pl. Dużo zdjęć i relacja przekazywana z niewielkim opóźnieniem. Cóż, podejrzałem, przeczytałem i chyba jednak parę słów napiszę od siebie. Za ilość i jakość zdjęć przepraszam – na laptopie nie dysponuję Photoshopem, ale korzystam z darmowego narzędzia (darmowego pod warunkiem zakupu jednego z czasopism komputerowych), jakim jest Paint.net. Dlatego w zakresie materiałów foto i video istotnie polecam stronę: http://www.3dcad.pl/SolidWorks_World_2011/, są tam także linki do materiałów filmowych dostępnych m.in. na YouTube.

Ad meritum: tegoroczną konferencję SolidWorks World rozpoczął w zasadzie niedzielny wieczór zorganizowany tradycyjnie w pawilonie partnerskim; jak pisałem już przy okazji poprzednich edycji tego wydarzenia, „Partner Pavilion” to takie mini-targi rozwiązań dla SolidWorks (np. aplikacji współpracujących, nakładek etc.) i produktów zaprojektowanych w SolidWorks. Dzisiaj miałem okazję odwiedzić jedynie stoiska T-Splines, nVIDII i BunkSpeed, ale jutro postaram się zaległości nadrobić.

Poniedziałek to pierwsza sesja generalna. Można było dowiedzieć się o zaangażowaniu klientów SW w akcję ratowania górników (katastrofa w Chile), można było uzyskać kilka zdawkowych informacji na temat nowych rozwiązań „około SolidWorksowych” (np. post3D – środowisko wirtualne przypominające w założeniu Second Life ADSK), miała także miejsce prezentacja kilku produktów opracowanych w SolidWorks (w tym taniego w produkcji i banalnego w obsłudze inkubatora przeznaczonego do naświetlania noworodków i leczenia żółtaczki dziecięcej, ale więcej na ten temat w pełnej relacji, już po powrocie do kraju). Ale najważniejsi tego dnia byli chyba goście specjalni w osobach Jima Lowella (kapitana statku Apollo 13) i Gene'a Kranz'a (szefa kontroli lotu sławnej i obfitującej w dramatyczne wydarzenia misji Apollo). Amerykanie są szczęśliwi mając swoich bohaterów. Proszę Państwa, nawet ludzie z obsługi hotelu – ochroniarze, sprzątacze – przystawali, kłaniali się, albo pytali, czy mogą wymienić uścisk dłoni... Konferencję rozpoczął Jeff Ray, a kontynuował nowy CEO SolidWorks – Bertrand Sicot.

Dzień drugi – wtorek 25.01.2011 (gdy piszę te słowa jest godzina 22:50, w kraju dochodzi szósta rano), to z kolei:

• nagrody dla lokalnych (z obszaru USA) społeczności SW i ich liderów, a także wspomnienie jednej z zaangażowanych w działalność SWUG użytkowniczki, która zmarła w zeszłym roku po nieudanej walce z chorobą nowotworową... Amerykanie uhonorowali swoją koleżankę, autorkę m.in. publikacji technicznych w CADALYST, fundując nagrodę jej imienia, przyznawaną wybranemu liderowi;

• prezentacja najciekawszych tegorocznych rozwiązań pochodzących od klientów SolidWorks, w tym sztucznej ręki – w zasadzie robota naśladującego ruchy i zachowania ludzkiego ramienia i dłoni – wyposażonej w mikrosilniki z zaimplementowanymi mikrokontrolerami i procesorami ruchu, co pozwala zminimalizować ilość przewodów i pobór energii; firmy Local Motors Corp., produkującej samochody „open source”– i tutaj małe sprostowanie w stosunku do informacji zamieszczonych na wspomnianym portalu: owo „open source” w przypadku wspomnianych samochodów nie polega na tym, iż konfigurujemy je niemalże dowolnie do swoich potrzeb (chociaż tak jest w istocie), ale na tym, iż każdy użytkownik systemu CAD – tutaj konkretnie SolidWorks, gdyż ten system jest w firmie używany – może podzielić się poprzez witrynę www.local-motors.com swoimi szkicami, koncepcjami, projektami rozwiązań i nadwozia, a firma nie wyklucza możliwości zbudowania właśnie takiego samochodu. Co więcej, wszystkie dostępne modele (wykonane w 3D) komponentów samochodu (nadwozie, przestrzenna rurowa rama, elementy zawieszenia) można pobierać ze wspomnianej strony; trzecia i ostatnia prezentacja w wykonaniu inżynierów z „Bionic Builders”, ale to z pewnością materiał na osobny wątek. Swoją drogą warto by sprostować jeszcze kilka informacji, ale może kiedy indziej.
Najważniejsze i wyczekiwane – to jutrzejsza prezentacja nowości w SolidWorks 2012. I zapewne wspomniane przeze mnie oficjalne ogłoszenie udostępnienia nowej linii produktów DS SW dla obszaru architektury i budownictwa (...)

| więcej na SWblog.pl |


Poniedziałek, 24.01.2011 r.

Czas... awarii?

Czy zauważyli Państwo, iż trwałość współczesnego sprzętu RTV, AGD, o komputerach nie wspominając, zmieniła się w ciągu ostatnich lat na... niekorzyść? Wiem, w wielu przypadkach trudno to zauważyć, postęp – zwłaszcza w dziedzinie informatyki – wymusza szybkie i częste „aktualizowanie” posiadanego sprzętu, czy też pewnych jego komponentów odpowiedzialnych za wydajność i wygodę użytkowania. To w zasadzie normalne. Ale czy słyszeli Państwo o dyrektywie RoHS?

Abstrahując od rzeczonej dyrektywy, wrócę do awarii sprzętu. I uprzedzając pytania wielu spośród Państwa, a jednocześnie – udzielając odpowiedzi tym, którzy wprost pytają: „Co się dzieje”, „Czy Pan jeszcze żyje, czy działa w innej branży?”, „Czekam na nowe wydanie i jestem zniecierpliwiony”, opowiem o „syndromie ruskiego telewizora”. Niektórzy spośród Państwa pamiętają zapewne sposoby radzenia sobie z opornym sprzętem odbiorczym i skuteczne metody poprawy jakości odbieranego programu. Gdy przez ekran z denerwującą regularnością przesuwały się migoczące poziome pasy, gdy w tle postaci widoczne były ich „duchy”, bądź gdy odbiór programu zakłócała „kaszka”, wystarczyło... odpowiednio walnąć w obudowę telewizora. Towarzyszył temu głuchy huk i brzęczenie (tłuczonych lamp? uszkodzonych przekaźników? pękających oporników i tranzystorów?) dochodzące z wnętrza aparatu. I najczęściej dalszy scenariusz wydarzeń przebiegał wg dwóch schematów: obraz się poprawiał, przynajmniej na jakiś czas i można było oglądać program (pomijając sens takiej czynności); lub też obraz znikał definitywnie, czasem przy akompaniamencie efektownych trzasków, niekiedy dymu i płomieni (kolorowe „Rubiny”). Nasz TV (niestety, mamy takie coś) swoimi gabarytami przypomina właśnie takie historyczne sprzęty, ale miał już okazję stać w sklepie na półce obok „plazm”, także opisywane wcześniej metody postępowania nie były jak do tej pory konieczne. Co nie znaczy, że nie ma narowów np. w postaci wyłączania się w najmniej odpowiednim momencie.

Do czego jednak zmierzam: otóż jakiś czas temu moi młodsi, korzystając z komputera, wpatrywali się w bajkę odtwarzaną z płyty. Gdy w pewnym momencie animowany film zaczął się zacinać (porysowana płyta), najpierw wezwali pomocy rozmawiającego w tym czasie przez telefon ojca, a gdy pomoc nie nadeszła... postanowili rozwiązać problem. Jak? Zapewne już się Państwo domyślacie. Dość powiedzieć, że matryca tego nie wytrzymała. Niestety, nie tylko matryca.
Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy... nie mając wzorów takiego postępowania, nie obudził się w nich jakiś przekazany genetycznie schemat działania: zacięło się – walnąć. Zły odbiór – walnąć. Syndrom „ruskiego telewizora” właśnie. Czy to jakiś archetyp, jeśli chodzi o zachowania młodych mężczyzn? Niewykluczone, że tak. „Nic na siłę – trzeba tylko wziąć większy młotek...”.

Dość powiedzieć, że awaria sprzętu to czasem znakomita okazja, by: uporządkować priorytety, odpocząć, „naładować akumulator” przed przygotowywaniem kolejnych e-wydań i wreszcie... poświęcić czas na działania, które zapewnią środki potrzebne do przygotowywania owych kolejnych, tak przez Państwa wyczekiwanych – co bardzo cieszy – wydań.
Wygląda na to, że wszystko to kolejny raz udało się osiągnąć i „odświeżanie” blogowej zawartości wróci do okresu poprzedzającego minione Święta. Chociaż e-wydanie dostępne będzie dopiero po moim powrocie z obecnej delegacji, co oznacza, że możliwe terminy to przyszły tydzień, lub – w przypadku awarii któregoś z samolotów – czas zupełnie nieokreślony... Bądźmy jednak optymistami i załóżmy, że żadne wydarzenia, ani związane z „syndromem RT” (ruskiego telewizora), ani z dyrektywą RoH5 nie zakłócą już blogowej działalności.

Dyrektywa unijna RoH5 dotyczy... użycia materiałów uznanych za szkodliwe, a konkretnie – zabrania stosowania niektórych substancji, m.in. ołowiu. Dobrze, że producenci śrutu za specjalnie dyrektywą się nie przejmują i produkcję przenoszą do Chin. Będę miał czym strzelać. Tam chyba dyrektywą także nikt się nie przejmuje. W konsekwencji może to doprowadzić do przewartościowania powszechnej opinii o chińskich wyrobach, jako tandetnych. Jest szansa, że sprzęt elektroniczny (nie tylko śrut) tam produkowany, ołowiu pozbawiony nie będzie. Nie będzie zatem podatny na tzw. „zarazę cynową”. Luty bezołowiowe, stosowane coraz powszechniej, okazują się bowiem nietrwałe, szczególnie jeśli poddawane są zmianom temperatur i wstrząsom (dyski twarde i monitory, szczególnie te... uderzane :), ale także... elektronika samochodowa, o lotniczej nie wspominając). Cytując za popularnym czasopismem motoryzacyjnym*, „proekologiczne” przepisy sprawiły, że na wysypiskach ląduje coraz młodszy sprzęt. Vide przefotografowane zdjęcie zamieszczone obok (skan wykonany aparatem). Pocieszające jedynie jest to, iż podobno w urządzeniach medycznych i tych, które mają wpływ na bezpieczeństwo, nadal używana jest stara, dobra cyna lutownicza. Składająca się w dużej mierze z ołowiu...
Czy z tą „bezołowiową” ekologią nie jest przypadkiem tak, jak z samochodami napędzanymi silnikami elektrycznymi? Do tematu wrócę niebawem. A na razie – aktualizację blogu przenoszę – w związku z trwającą od wczoraj konferencją SolidWorks World 2011 – na potraktowane ostatnio po macoszemu (brak aktywnej licencji SW) strony Swblog.pl... Zachęcam do odwiedzin, także osoby pracujące na co dzień i związane z innymi systemami.

I dziękuję za rosnące zainteresowanie CADblogiem i jego „przyległościami” :)

Pozdrawiam serdecznie
Maciej Stanisławski, San Antonio, 24.01.2011 r., godz: 5:40 czasu lokalnego

fragment fot.: Kaleidoscope, nr 01/2011, s.56


| < | << | strona 2 z 7  | >> | > |
1 2 3 4 5 6 7...

Blog monitorowany przez:



 

 


© Copyright by Maciej Stanisławski. Publikowane materiały są objęte prawem autorskim.
Przedruk materiałów w jakiejkolwiek formie tylko za wcześniejszą zgodą autora.  
webmaster@skladczasopism.home.pl. Opracowanie graficzne: skladczasopism@home.pl
CADblog.pl jest tytułem prasowym  zarejestrowanym w krajowym rejestrze dzienników i czasopism
na podstawie postanowienia Sądu Okręgowego Warszawa VII Wydział Cywilny rejestrowy Ns Rej. Pr. 244/09
z dnia 31.03.2009 poz. Pr 15934

*ISSN 2083-3032 (wydanie papierowe) **ISSN 2083-3148 (wydanie on-line)